PO CO DEMOKRACJA? 2 - „DEMOKRACJA SOCJALISTYCZNA” - komentarze

Obrazek użytkownika Jacek Mruk
Kraj

https://bezdekretu.blogspot.com/2019/04/po-co-demokracja-2-demokracja.html#comment-form

Odpowiedzi
Aleksander Ścios4 maja 2019 23:35

Brudzo,

Bardzo dziękuje za sugestię, jak zamknąć blog bezdekretu. Gdy nie uda się tego uczynić w sposób „naturalny”, zastanowię się nad Pańską propozycją.
Trzecia część cyklu „PO CO DEMOKRACJA?” miała dotyczyć właśnie formy ustrojowej, ale wątpię, by moje rozważania okazały się dla Pana satysfakcjonujące.
Przypomnę zatem, że żyjemy w państwie, które (na różne sposoby) chroni i kultywuje mitologię demokracji, a za „myślozbrodnię” uznaje podważanie fundamentów ustrojowych wykutych w Magdalence. Jest to państwo, które nie widzi zagrożenia z powodu istnienia partii komunistycznej lub obecności zdrajców i komunistów w życiu publicznym, ale chętnie rozprawi się z każdym ,kto chciałby dyskutować o dyktaturze lub obaleniu porządku III RP i rozprawie z komunistyczną spuścizną.
Gdyby był Pan czytelnikiem mojego, bloga wiedziałby Pan, że niczego nie proponuję „na początek”, bo o działaniach prowadzących do zmiany obecnego status quo, piszę co najmniej od ośmiu lat. Bojkot wyborów – to zaledwie jeden z kroków na drodze długiego marszu. Bynajmniej – nie najważniejszy.
Gdyby taki postulat kojarzył się Panu z anarchią, dyktaturą, przemocą lub totalizmem – proszę samemu nadać nazwę temu „ustrojowi”.
Odpowiedz
Aleksander Ścios4 maja 2019 23:36

Pani Urszulo,

Fakt - „demokracja zamordystyczna” brzmiałaby lepiej, a na pewno byłaby celniejszym określeniem stanu obecnego.
Dodałbym, że dziś jest to rodzaj „zamordyzmu pluszowego”, dyktowanego w białych rękawiczkach, w rytm dźwięków „Mazurka” i widoku łopoczącej flagi. Jedno jest wspólne. Tak w czasach PRL-u, jak obecnie, każdy rodzaj zamordyzmu osłania się bełkotem o „obronie demokracji” i usprawiedliwia „wolą suwerena”.
A ponieważ wtedy w to nie wierzyliśmy, a dziś – owszem, wierzymy, nasze zniewolenie jest o tyle większe i dogłębne.
Nie chce – z oczywistych względów, rozwodzić się nad dzisiejszą aktywnością tzw. służb III RP wobec anonimowego blogera. Od czasu, gdy posłanka PiS J.Lichocka wyraziła na Twitterze opinię, że nie mam prawa krytykować odważnych dziennikarzy i pouczyła mnie, bym był „odważny pod własnym nazwiskiem nie pseudonimem”, zrozumiałem, jaki stosunek do rzeczowej krytyki mają luminarze tej władzy i jak będzie traktowany anonimowy autor.
Mogę natomiast z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że zainteresowanie ze strony służb jest dziś znacznie poważniejsze, niż doświadczałem go w latach 2008-2011, gdy pisywałem o aferze marszałkowej, o Smoleńsku, o działaniach marszałka Sejmu, a później lokatora Belwederu.
Dlaczego tak się dzieje? Proszę przejrzeć dzisiejsze zasoby internetu, zobaczyć zakres krytyki władzy i dostrzec proweniencję krytykujących. Nie ma miejsc, w których padałyby tego rodzaju zarzuty ani osób, które w takim świetle przedstawiałyby sprawy polskie, jak ma to miejsce na bezdekretu.
Z tego wnoszę, że ta władza trafnie definiuje –kto i co stanowi dla niej realne zagrożenie.
Dziękuje Pani za przypomnienie słów zamieszczonych na blogu.
Prawdą jest, że bezdekretu będzie istniał tak długo, jak pozwolą na to czytelnicy. Nie ja wymyśliłem obecne reguły gry i nie nałożyłem sobie zbędnych ograniczeń. Ale w najśmielszych wyobrażeniach nie przypuszczałem, że czas rządów „prawicy”, będzie się wiązał z takimi problemami.

Dziękuję Pani i serdecznie pozdrawiam
Odpowiedz
Aleksander Ścios4 maja 2019 23:38

Rafał Stańczyk,

Z uwagą przeczytałem Pana refleksje i – jeśli nie zgadzam się, co do niektórych stwierdzeń, to podzielam zdanie odnośnie terapii:
„Wystarczy więc przestać ich słuchać i to oni będą bezradni.
Wystarczy jasno i stanowczo w towarzystwie wykluczać kłamców.
Wystarczy nie znać ich narracji, by nie dać jej sobie narzucić.
Wystarczy nie chcieć być na bieżąco, by tej narracji nie znać.
Wystarczy stanowczy brak naszej zgody na tę narrację wśród znajomych, by i oni przestali tę narrację rozdmuchiwać”.
Prawda – wystarczy, bo to, co zechciał Pan nazwać „linia programową” Obcych, jest w istocie mechanizmem dezinformacji. Dość prymitywnym, dlatego nie podzielam zainteresowania dylematem: „czym w istocie jest marksizm i co sprawia, że mimo tylu porażek, wybitni myśliciele wciąż są skłonni poświęcać swe życia dla tego czegoś”. Bo -ani oni wybitni ani marksizm jest tym, za co się go uważa. „Niedorzeczność” ojca Józefa Bocheńskiego, to nader uprzejma nazwa na coś, co pozbawione jest cech autentycznej filozofii, ogołocone z metafizyki i sprowadzone do prostackiego materializmu. Niemniej, nazwa niezwykle trafna, również dlatego, że zbliża tym określeniem do definicji dezinformacji.
A z nią jest tylko jedna metoda walki. Polega na całkowitym odrzuceniu przekazu z „zatrutego źródła”, zaniechaniu jego rezonowania i odebraniu mu wartości dyskursywnej. Z dezinformacją się nie dyskutuje i nie polemizuje. Dezinformację się zabija milczeniem i zepchnięciem w niebyt.
Na tym też polega cała „filozofia” mojej walki z Obcymi.
Mogłoby się wydawać, że Pańskie „wystarczy” jest prostym i łatwym postulatem. Bo cóż kosztuje rezygnacja z telewizora lub zamknięcie kilku portali internetowych ? Jaki trud w unikaniu idiotów lub obchodzeniu kłamców szerokim łukiem?
Okazuje się jednak, że i tego nie potrafimy, a nawet boimy się próbować takich zachowań. Wyłączenie przekazu z „zatrutych źródeł” urasta do rangi wielkiego wyrzeczenia, a nawet zerwania z jakimś uzależnieniem. Powszechny w fałszywej „demokracji III RP” pogląd, jakoby„ trzeba wiedzieć, co mówią i robią Oni” - jest pułapką dla głupców, którym się zdaje, że pozyskiwanie takiej „wiedzy” czyni z nich „bojowników o prawdę” i uodparnia na działanie zła. Nic bardziej mylnego.
Każdy kontakt z takim „źródłem” jest już porażką, a każe zainteresowanie – zwycięstwem dezinformacji. Nie trzeba wierzyć w ten przekaz. Wystarczy go poznawać, przyjąć, zaprzątać nim myśli. Na takim mechanizmie oddziaływania opiera się cała strategia dezinformacji.

Odpowiedz
Odpowiedzi
Aleksander Ścios4 maja 2019 23:38

Wspomniał Pan o też „intelektualnym zapleczu” naszych przeciwników, które „dziś jest silniejsze na zachodzie niż wschodzie”.
Nic mi nie wiadomo o takim „zapleczu”, a wskaźnik oddziaływania różnych grup nacisku mierzę raczej pieniędzmi niż intelektem. O czym, zresztą i Pan napisał, trafnie wspominając o „skutecznym i potężnym uderzeniu ekonomicznym z każdego kierunku”.
Intelektualizowanie wytworów marksizmu i jego pochodnych, jest bezcelowe, a w pewnych przypadkach, nawet niebezpieczne. Tak właśnie postąpiono z tzw. „gender” czy „LGBT”, nadając tym aberracjom miano „ideologii”. A jakaż to może być „ideologia”, gdy cała „idea”, cały zbiór poglądów na otaczającą nas rzeczywistość, wywodzi się z zachcianek ciała i zmierza wyłącznie do ich zaspokojenia?
Był to podobny zabieg dezinformacyjny, jak w przypadku komunizmu, który również nazywano „ideą”, „doktryną” itp. Rozciągając taką manierę definiowania szaleństw i patologii, można dojść do wniosku, że szpitale psychiatryczne zaludniają zastępy filozofów, doktrynerów i ludzi nauki, a do więzień trafiają wyznawcy odmiennych systemów etycznych i bojownicy o wolność.
Marksizm i jego pochodne, a tym bardziej tzw. poprawność polityczna, wywodząca się z kompleksów różnych nieszczęśników, nie mają nic wspólnego z walorami intelektu. Jeśli dominują w świecie współczesnym, to tylko poprzez terroryzm semantyczny oraz dzięki pieniądzom różnych dewiantów i pospolitych bandytów, którzy w ten sposób utrwalają defekty swojego ciała lub umysłu. Przydawanie temu wartości intelektualnych jest jednym z najgroźniejszych zabobonów. Niestety, tak powszechnym, że w procesie intelektualizowania szaleństwa, ma swój udział Kościół Katolicki i tzw. ludzie nauki.
Odpowiedz
Aleksander Ścios4 maja 2019 23:39

rodakvision1,
Szanowny Panie Mirosławie,

Bardzo dziękuję za to „krótkie podsumowanie”. Można powiedzieć, że dotyczy ono całej sfery oddziaływania bloga bezdekretu i mojej 12 -letniej aktywności publicystycznej.
Zawarł Pan w nim wiele trafnych, acz gorzkich uwag. Polemizowanie z nimi nie ma sensu, bo – jak Pan zauważył - „Cyfry są nieubłagane”.
Z pozycji autora bezdekretu i „podmiotu” Pańskiej wypowiedzi, trudno byłoby odnieść się do tych komentarzy. Niech takim odniesieniem, będzie zdanie, jakie umieściłem na końcu tekstu.
Dlatego pozwolę sobie zwrócić uwagę tylko na jedno, kapitalne w swojej trafności spostrzeżenie - „Obcy potrafią”.
Pan odniósł je do zbiórek pieniężnych, ale dotyczy ono wielu innych obszarów aktywności – sprawności organizacyjnej, spójnej narracji, inwencji w działaniu, itd.
Warto się na tym zastanowić, bo w ostatnich latach możemy wskazać setki przykładów na prawdziwość tego spostrzeżenia.
Zwracałem już uwagę, że to, co robią Obcy – w odniesieniu do grupy rządzącej, w zakresie polityki, jest w zasadzie powinnością (obowiązkiem) każdej opozycji. Gdyby w latach ubiegłych, partia Kaczyńskiego była realną opozycją wobec reżimu PO-PSL, wiele z takich akcji powinno być prowadzonych. Jeśli nie było – jest w tym wina impotentów politycznych.
Nie to jednak jest interesujące. Warto bowiem poszukać odpowiedzi na pytanie – dlaczego Obcych stać na taką aktywność i taką wspólnotę działań?
Propagandyści partii rządzącej bredziliby oczywiście o „źródłach finansowania”, ale nie to jest istotą tematu. Nie chodzi również o ludzką solidarność, bo taka cecha jest raczej nieznana w grupie prymitywnej, opartej na „przeżuwaniu nienawiści”. O „ideach” bądź „wspólnych wartościach”, nie warto nawet wspominać, bez narażenia się na śmieszność.
Sądzę więc, że „Obcy potrafią” z jednego powodu – widzą cel swoich działań. A widząc go – robią wszystko, by do niego dotrzeć. Jest w tym bardzo atawistyczna, wręcz pierwotna dążność.
Nie ma znaczenia, jak zdefiniujemy ten cel. Ważne, że determinuje on społeczne, spójne działania i pozwala na wytworzenie takiej namiastki poczucia tożsamości, która skłania tych ludzi do wspólnych akcji.
Oni wierzą, że cel – szkodzenie Polsce, odebranie władzy, obsada stanowisk „swoimi”, da im wymierne korzyści osobiste, zapewni dostatnią wegetację, pozwoli przetrwać. Oni wierzą, że ten cel jest osiągalny.
Jest w tym dążeniu jakaś determinacja pasożyta, który dla zapewnienia dalszej egzystencji, musi zdobyć organizm żywiciela. Dla tego celu warto działać wspólnie, organizować się, walczyć.

Odpowiedz
Odpowiedzi
Aleksander Ścios4 maja 2019 23:40

Gdybyśmy przyjęli taką interpretacje, trzeba sobie postawić pytanie – czy my, którzy mienimy się patriotami i ludźmi zatroskanymi o losy Ojczyzny, mamy taki cel? Czy wierzymy e jego realizację? Choćby na tyle, by wspólnie i systematycznie działać?
Bo stwierdzenie -”Obcy potrafią”, jest tu najmocniejszym „aktem oskarżenia” i wezwaniem do refleksji nad naszą aktywnością.
Nie ma znaczenia, czy nasz cel jest lepszy lub gorszy, czy wynika z wysokich lub niskich aspiracji. Rzecz dotyczy wiary w ten cel i konsekwencji w dążeniu do jego osiągnięcia.
Jeśli przez dekady - „Obcy potrafią” (a III RP jest dowodem tej sprawności), trzeba stawiać sobie pytanie – czy my potrafimy, czy chcemy, czy wierzymy?
Bo istnieją dziesiątki dowodów, że nie chcemy i nie potrafimy. Od czasów PRL-u i przyzwolenia na legalizację sukcesji komunistycznej, po okres posmoleński oraz przykłady najnowsze, gdy żadne draństwo obecnej władzy („esbecki gambit”, kapitulacja wobec obcych mocarstw, ukrycie Aneksu) nie wywołało najmniejszych reakcji Polaków. Od kwestii finansowych i organizacyjnych, po brak jakichkolwiek akcji czynnego przeciwdziałania Obcym, organizowania bojkotu czy budowania „wywiadu” i „kontrwywiadu” internetowego.
Jeśli w III RP nie można sobie wyobrazić milionowych protestów społecznych lub organizowania długotrwałych manifestacji (casus Francji), jest w tym odpowiedź na zadane przeze mnie pytania.
Nie wierzymy w nasze cele, nie umiemy ich osiągnąć, nie chcemy o nie walczyć.
Nieważne, jak wiele przyznamy sobie emblematów patriotycznych, jak wzniosłe ogłosimy hasła. Jeśli nie ma wspólnych działań i determinacji – nie ma wiary w cel.
Napisał Pan na zakończenie - „Czuję się podle, że tak mało czynię i tak nieskutecznie, i proszę by znaleźli się inni co zrobią to lepiej”.
Nie, Panie Mirosławie. To nie Pan powinien się czuć podle. Pan wierzy w cel i chce o niego walczyć. Niech podle czują się ci, którzy pustosłowiem osłaniają niewiarę, a bogoojczyźnianymi hasłami uspokajają sumienia.

Serdecznie Panu dziękuję i pozdrawiam
Odpowiedz

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 1.4 (głosów:8)