Ewa Kopacz mogłaby nie kiwnąć nawet palcem, a aparat propagandy i wazeliny III RP i tak obwołałby ją najbardziej zapracowanym
premierem po 1989 r. Ten aparat już wie, że następczyni Donalda Tuska nie posiada czegoś takiego jak poczucie obciachu.
Dlatego bardzo łatwo namówić Ewę Kopacz na różne szopki, które potem w „zaprzyjaźnionych” mediach są przedstawiane
w stylu propagandy Putina, Łukaszenki, a nawet Kim Dzong Una. Mamy więc panią premier na bazarku,