Bagno lakustralne

Obrazek użytkownika Marek Baterowicz
Idee

Zdarzyło się Norwidowi napisać owe słowa smutne:
Ojczyzna jest to bagno lakustralne –
A ludów prawem są kości Mamuta,
To – niech ją depczą, i zgnije zepsuta!

Nie oznacza to wcale, że poeta właśnie takiego losu życzył swojej ojczyźnie. Pisał to w czasach rozbiorów, pytając dramatycznie: „co począć w rozebranym kraju ?” , pisał to w chwili rozpaczy kontemplując z bólem „rozłamanego narodu trzy głowy”. A jednak przecież naród ten potrafił poderwać się do ostatecznej walki, wygrać wojnę z Rosją, wreszcie szybko scalić w jedno państwo ziemie dotąd poddane różnym zaborcom, a więc innym administracjom i prawom. Niestety, od 1939 r. znowu deptali nasze ziemie, a trwało to pół wieku. Od 1989 roku trwa jednak nadal proces owego gnicia w potężnych mackach ośmiornicy korupcji. Stan ten osiągnął stopień choroby chronicznej, a rząd Platformy Obywatelskiej ( podziwiać tylko obłudę tej nazwy!) chroni interesy oligarchów wbrew interesom obywateli. W dziejach III RP było już kilkanaście wielkich afer, lecz komisje sejmowe nie zdołały rozliczyć ani jednej z nich. Kasta nietykalnych pozostaje dalej jak w PRL-u poza zasięgiem trybunałów, choć w kodeksach odpowiednie paragrafy określają odpowiedzialność prawną. W III RP istnieje raczej fikcja praworządności – jakby te norwidowskie „kości Mamuta”, choć poeta co innego wyrażał nimi w swej epoce.

Jak to się stało, że w Polsce porozbiorowej w naszym kraju więcej było ludzi sumienia obywatelskiego, aniżeli oszustów i szalbierzy ? Kilka zaledwie afer z tamtego okresu nie było też dziełem grup mafijnych, a winnych osądzono. Z chwilą odzyskania niepodległości w 1918 roku Polska miała bowiem elity ożywione duchem patriotyzmu, natomiast przy okrągłym stole ( a także potem!) warunki dyktowała peerelowska agentura przenosząc do III RP wirusy korupcji i bezprawia. Po 1989 roku zabrakło oczyszczenia z mułu komunistycznego, stąd norwidowskie „bagno lakustralne” nabrało nieoczekiwanych a nowych odniesień. Określałoby ono dzisiaj nie tylko chorobę gospodarki trawionej aferami, ale też stan moralnego upadku w czasach pseudoautorytetów lub błaznów w stylu Urbana czy Palikota, który nie tylko walczy z krzyżem, ale opowiada brednie o jakimś dyktacie Kościoła, podczas gdy Polska tak naprawdę znajduje się pod okupacją post-komunistycznego układu Peerelczyków. Słynny „kowboj” Cejrowski ( stańczyk z kulturą!) w swych logicznych wywodach-paradoksach nie pominął oczywiście tematu religii. Zacytujmy: „…drażni mnie, że Kościół się tak słabo angażuje w politykę i wybory, że grubo ponad 90% społeczeństwa daje się spychać na margines marginesowi. (..) Gadanie o tym, że Kościół ma się do polityki nie mieszać, oznacza, że polityką wolno się zajmować jedynie bezbożnikom. Ja się na to nie godzę. Ateiści rządzili już tutaj pół wieku. Proponuję, żeby to raczej oni się wycofali z aktywności politycznej i wyborczej na najbliższe pięćdziesiąt lat, a co potem, zobaczymy” ( koniec cytatu). Cejrowski kieruje się zdrowym rozsądkiem, nieprawdaż ? I ma wiele racji. Popieram go pod tym względem, bezbożnicy sami zaprzepaścili czas swej dyktatury, teraz chyba warto dać szansę drugiej stronie. Niestety, Kościół nie pali się do polityki ( poza kiedyś Życińskim, a dziś Michalikiem lub Nyczem, którzy jednak kokietują reżim III RP, co bliższe jest kolaboracji niż uprawianiu prawdziwej polityki) ), a nawet zbyt słabo bronił krzyża smoleńskiego na Krakowskim Przedmieściu. W przypadku krzyża ustawionego przez harcerzy chodziło przecież o pomnik dla ofiar zamachu na Tupolewa, a poniekąd wszyscy byliśmy na pokładzie strąconego samolotu jak zauważył Aleksander Rybczyński – dodając, że część naszej Polski spadła wtedy razem z nami w otchłań, a mgła znad smoleńskiego lotniska była rozpylona nad całym „pookrągłostołowym” pejzażem („Marsz Polonia”,10 stycznia br). Dodajmy, że do owej otchłani spadła ta część Polski, w której biły serca ludzi i polityków Polsce oddanych. A w próżnię po nich wtargnęli agenci ( zwłaszcza WSI) i politycy, którym w butach chlupie smoleńskie błoto. Kuratelę roztoczył nad nimi rezydent Belwederu niejaki Wronisław Komuchowski jak go nazwał warszawski Teatrzyk Zielonego Śledzia. A od czasu jego funkcjonowania na politycznej arenie III RP pojawił się nowy termin: ”tuskokomorowszczyzna” – jako pewien skrót oddający charakter tego reżimu. W tejże „rzeczypospolitej” ludów prawem są istotnie – jak pisał Norwid – kości Mamuta, zapewne syberyjskiego. A kodeksy służą do niszczenia ludzi jak ukazuje teraz ruch „Państwo w państwie”, zrzeszający obywateli poszkodowanych bez podstaw przez organy III RP. Oto zupełne przeciwieństwo reklamowanej kiedyś obłudnie przez Palikota idei „przyjaznego państwa”.
W tym samym utworze „Co robić?” pisał też Norwid:

Jeżeli przeto ta ojczyzna Twoja
Jest historyczna…( a nie jest jak Troja!),
Niech jak Rzym będzie i Mszy-dziejów słucha,
Tak jak on, perląc różaniec łańcucha…”

Niestety, jedynie Polacy trwają zasłuchani w ową „mszę-dziejów” i modlą się, podczas gdy naszą historyczną ojczyzną zawładnęli ex-Peerelczycy przemycając zręcznie do budowanej demokracji nowe łańcuchy, nie mające nic wspólnego z różańcem. Polska znajduje się pod okupacją Peerelczyków, co zauważył prof. Ryszard Legutko w „Eseju o duszy polskiej”, a potwierdzają to liczne symptomy. Jest więc nasza ojczyzna owym „bagnem lakustralnym”, ale o wiele głębszym niż w epoce Norwida.

www.marszpolonia.com

Brak głosów