CZTERY PIĘTRA...do Polski

Obrazek użytkownika Piotrku
Kultura

Jak byłoby zainteresowanie, ale duże, to podstawa, zacznę to dla Was w odcinkach, publikować nigdy nie wydaną i na jej wydanie nie ma szans, moją powieść w dwóch tomach CZTERY PIĘTRA, napisałem w latach 2000/01 czyli wiele lat temu, dotyczy okresu stanu wojenengo i lat współczesnych, zakończyłem ją na roku 2010, taki wybrałem czas końca dekady, a był to rok katastrofy smoleńskiej, dla mnie urodzin chyba jednego z najwspanialszych w kraju  festiwali, który stworzyłem dla Polski, Marcowy Festiwal Wolności...

tak się zaczyna ta powieść, chcecie, piszcie, komentujcie, tylko 1000 wejść i wiele wpisów sprawi, że powieść ta pojawi się w moim blogu PK

CZTERY PIĘTRA

 

                                                            FATUM

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wstęp

 

Spróbujmy przez chwilę zastanowić się jak przeznaczenie(fatum) wpływa na losy jednostki

i całego świata. Jedna chwila, ułamek sekundy czasem decyduje o wszystkim.

Fatum!

20 lipca 1944 roku pułkownik hrabia Claus Schenk von Stauttenberg dokonał nieudanego zamachu na Adolfa Hitlera. "Wilczy Szaniec" - tajna kwatera wodza III Rzeszy. To tu w sercu Mazur, w Polsce, mogły odwrócić się losy II wojny światowej, losy milionów ludzi,

Europy i świata.

Fatum!

1 sierpień 1944 roku. Jak wyglądałby ten dzień w Warszawie, gdyby Hitler zginął w czasie zamachu?

Powstanie Warszawskie? Umierająca stolica, a może bezkrwawa kapitulacja wojsk

III Rzeszy. Co byłoby z armią sowiecką czekająca na drugim brzegu Wisły?

Co zrobiłby Stalin? Jak wyglądałaby Polska?

Pewnie wielu z nas nie byłoby na tym świecie, po prostu nasi rodzice nie spotkaliby się,

aby począć akurat nas.

Inaczej przebiegłaby historia Europy.

20 lipca 1944 roku. Od tego okresu do końca II wojny światowej zginęło więcej ludzi, niż od początku działań wojennych. Zginęły miliony!

Fatum!

Hrabia von Stauutenberg postawił teczkę z materiałem wybuchowym tuż obok Hitlera.

W czasie eksplozji, wódz na pewno zginąłby.

Ktoś jednak przesunął teczkę stojącą pod stołem o kilkanaście centymetrów dalej.

Kilkanaście centymetrów i jedna chwila, która zdecydowała o losach milionów ludzi.

O naszym życiu. Przestawiona teczka za solidną konstrukcję nóg stołu sprawiła, iż pole rażenia zostało zawężone, ta osłona ochroniła Hitlera, przedłużyła o wiele miesięcy wojnę, cierpienia w obozach.

Chwila, która sprawiła, że upadło Powstanie Warszawskie, do którego mogłoby nie dojść.

W zgliszcza obróciła się Warszawa, zniszczono wiele miast i bezcennych zabytków w Polsce i Europie.

Chwila, kilkanaście centymetrów zdecydowało o dominacji we wschodniej Europie komunistycznego totalitaryzmu. Zamachowcy świetnie się przygotowali, aby przejąć najważniejsze obiekty w Niemczech i szybko doprowadzić do zakończenia działań wojennych.

Zginęło przez te 10 miesięcy więcej ludzi, niż od września 1939 roku do lipca 1944 roku! Polska była w kajdanach. Zmieniły się granice. Nastały koszmarne czasy zdrady i niesprawiedliwości.

Fatum!

W historii świata przykłady można by mnożyć. Chwila.

Caryca Katarzyna, gdyby….Rzeczpospolita dalej byłaby...

Gdyby Napoleon Bonaparte nie poniósł klęski pod Moskwą...

Gdyby...

 

 

 

 

 

 

ROZDZIAŁ I

Cztery piętra

 

 

 

Warszawa, stan wojenny – rok 1982

 

 

 

Lekarz uśmiecha się życzliwie do młodej pielęgniarki.

- Słoneczko, nasz mały pacjent czuje się już lepiej, ale czy zgłosił się ktoś z jego rodziny?

- Doktorze – dziewczyna wyraźnie wzruszona i trochę onieśmielona, odpowiada – on już nie ma nikogo, a z tego, co udało nam się ustalić, to nic nie wiadomo o jego bliskich.

- Proszę zawiadomić milicję, niech to sprawdzą.

- Doktorze – dziewczyna jeszcze bardziej ścisza głos – już to zrobiliśmy tylko...

- Tylko, co?

- „Władza ludowa nie interesuje się dziećmi, burzycieli ustroju socjalistycznego” – nabrała oddechu. – Tak miał powiedzieć do jednej z koleżanek jakiś oficer milicji. Ona ma męża w milicji i chciała dodatkowo pomóc chłopcu.

- No to mamy problem. Dziękuję – lekarz oddalał się. W pewnej chwili stanął, pogładził palcami „opornik” wpięty na wysokości serca, odwrócił głowę.

- „Siostro”! – zawołał. – Czy wiadomo, od czego powstał pożar?

- Podobno dogrzewali się niesprawnym piecykiem.

Nagły hałas zaniepokoił lekarza. Odwrócił się i zobaczył za plecami dziewczyny biegnących sanitariuszy i dwóch mężczyzn.

Pośpiech pchanych przez sanitariusza noszy świadczył, że musi to być ofiara wypadku. Spojrzał na mężczyznę o gniewnych oczach. Poczuł mrowienie w plecach.

Pomyślał: „Boże, zaczęli strzelać”.

- Człowieku –  mężczyzna wydobywał z siebie charczący głos, wołając do lekarza – on musi żyć. Rozumiesz, musi żyć. Masz go uratować, inaczej popierdolę ci życie.

Spojrzał na wpięty w biały fartuch, mały „opornik”, wówczas noszony zamiast znaczka „Solidarności”, symbol oporu, przeciw stanowi wojennemu i komunistycznemu reżimowi. Lekarz milczał, wpatrywał się jakby z politowaniem w tego człowieka.

 Adaś czuł się coraz lepiej, wiec postanowił pójść do swojego ulubionego doktora. Wymknął się z pokoju i sprytnie przemknął obok pielęgniarek.

Lekarz przez moment zobaczył twarz leżącego na noszach. Był to młody chłopiec, pewnie nie miał jeszcze osiemnastu lat.

- Nosisz „opornik” – szyderczo uśmiechnął się. – Durnie, durny ten naród. Socjalizm przetrwa wieki, wiesz, dlaczego? Od dzisiaj jestem już tego pewien. Ten ranny gnojek…

- Nie chcę tego słuchać proszę mnie puścić, muszę ratować pacjenta – lekarz zakrzyknął.

- Jeszcze chwila doktorku, nie jesteś tu jedynym lekarzem, widzisz już polubiłem ciebie. Ten anarchista rozrzucał ulotki. Nie zdawał sobie sprawy, że go śledziliśmy. Należy do zbrojnej podziemnej grupy, pragnącej wieszać takich jak ja.

- To dzieciak, zostawcie go. Każdy z nas był młody. Im się jeszcze bardziej spieszy do wolności, niż nam starym. Ona nadejdzie. To wy zaczęliście wojnę, więc na was spadną wszelkie konsekwencje.

- Już gnijesz w więzieniu, ale dokończę, abyś zrozumiał potęgę czołgów i pałek. Rozrzucał setki, może tysiące wywrotowych ulotek z wieżowca na ostatnim piętrze. Udało mu się, ulotki niesione przez wiatr dotarły w różne miejsca. My już biegliśmy na górę, chcieliśmy się zabawić, wcześniej zatrzymując windę. Tak byłoby za prosto. Celowo wołaliśmy z dołu. Usłyszał nas. Będąc na trzecim piętrze zaczął uciekać na górę. Pukał do drzwi, błagał o pomoc. Nikt mu nie otworzył. Nikt nie okazał solidarności. Rozumiesz?

 

Jeszcze trochę i ten naród zapomni, zostanie was garstka, którą ostatecznie zgnieciemy.

Nikt wam nie otworzy drzwi.

Na szóstym piętrze otworzył okno i skoczył. Nikt mu nie pomógł.

- Zostały jeszcze cztery piętra dzielące od samotności – lekarz spojrzał spokojnie w twarz milicjanta.

Tymczasem Adaś podszedł bliżej i złapał go za rękę spoglądając z przerażeniem na człowieka w skórzanej kurtce.

Doktor pogłaskał chłopca po włosach, nie odwracając się w stronę milicjanta, rzekł do Adasia:

- Muszę ratować chłopca, wracaj do łóżka!

 

Kilkanaście lat później

 

Zapukałem do jego „kawalerki”. Była sobota. 5.30 rano. Wiedziałem, że będzie wściekły, ale właśnie wracałem z imprezy. Długo czekałem pod drzwiami. Wreszcie otworzył.

Był wściekły!

- Zwariowałeś!– w oczach kipiał mu gniew. – Budzisz mnie o tej godzinie. Jeżeli nie jest to nic poważnego to cię zamorduję - oczywiście żartował...

- „ Bracie”, co porabiasz dziś wieczorem? – odważyłem się podać mu rękę - Słuchaj stary jest impreza, mówię ci czad!

- To nie jest poważne. Zamorduję cię.

Oczywiście nie chciał mnie mordować tylko legł bezwładnie na łóżku. A co ja miałem powiedzieć. Cała noc. Impreza, litry wódki i dwie przeleciane panienki. A on jest zmęczony...

- Osiemnastka, rozumiesz osiemnastka! - przełknąłem ślinę i majestatycznie oblizałem się.

- A to jest poważne – nagle otrzeźwiał, uśmiechając się. - Wchodzę! – zdecydowanie odrzekł.– Nie znam jednak żadnej osiemnastolatki.

- Stary nie łam się – zachęcałem go. – Będzie super. Naraję ci w końcu jakąś blondyneczkę. Marnujesz się – pogładziłem go po włosach. Upadłem także na łóżko.

Zaplotłem ręce pod głową, marzycielsko spoglądając w sufit, dalej mówiłem:

- Miałem iść z Basią no wiesz moją szparką, ale wiesz jak to jest. Ja tak bardzo lubię

 z kwiatka na kwiatek...

 

 

 

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:2)