Niemcy rozpoczynają masowo osiedlać się w Polsce

Obrazek użytkownika Wojciech Pomorski
Świat
Wojciech Pomorski i uciekinierka z Jugendamtu

- Azyl dla niemieckich rodzin w Polsce to narastający trend (…) To całkiem nowe i nieznane dotychczas zjawisko, czyli fala uciekinierów przed Jugendamtem z Niemiec do Polski. (…) Czasami mam wrażenie, że nasza pomoc Niemcom uciekającym przed Jugendamtem przypomina ukrywanie w polskich domach Żydów, których poszukiwali hitlerowcy… – mówi Prawy.pl Wojciech Pomorski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Rodzice Przeciw Dyskryminacji Dzieci w Niemczech – www.dyskryminacja.de

- To teraz Niemcy uciekają do Polski? To jakaś nowość... 

- Tak, Niemcy uciekają do naszego kraju przed ich własną organizacją o nazwie Jugendamt, czyli Urządem ds. Młodzieży, który specjalizuje się w zabieraniu dzieci rodzicom i który ich we własnym kraju prześladuje. Jugendamt niszczy przy tym także czysto niemieckie rodziny. Takich przypadków odnotowujemy coraz więcej. Azyl dla niemieckich rodzin w Polsce to narastający trend. Tych ludzi integrujemy w polskim społeczeństwie; uczą się naszego języka; czują się u nas w Polsce bardzo dobrze. Przede wszystkim czują się bezpiecznie i są szczęśliwi, że mają swoje dzieci przy sobie. To nowy rodzaj emigracji , czyli niemieccy uciekinierzy przed Jugendamtem (chociaż zdarzają się także obywatele USA mieszkający dotychczas w Niemczech). Uciekają z tzw. „złotej klatki” do Polski, którą poznają jako kraj wolny, a tego nie znali w Niemczech. To dla nich zupełnie „nowy świat”, gdyż nikt z nich wcześniej nie był nigdy w Polsce. Teraz tu zaczynają nowe życie i na Kaszubach wciąż powiększa się kolonia tego nowego, nigdy przedtem nie znanego rodzaju uciekinierów. Oni odkryli pierwotną wartość rodziny, dzieci i wspólnego szczęścia. W Niemczech za to już wszystkim odbija się czkawką konsumpcjonizm posunięty do rozmiarów patologii, gdzie się nawet zarabia na dzieciach.

- Myślałem, że to Polacy od czasów Gastarbeiterów wyjeżdżają do tzw. Reichu za chlebem, a nie Niemcy do Polski.

- Niemcy uciekają do wolności, nie do pieniędzy jak nasza emigracja. Uciekają, bo Jugendamt w skandaliczny sposób kradnie rodzicom dzieci, zabiera je pod byle pretekstem. Rodzice nie mogą czuć się w Niemczech bezpiecznie, bo jeśli stracą pracę lub dziecko będzie przechodzić intensywnie okres buntu i nie pojawi się kilka razy w szkole, Jugendamt często weźmie ich pod lupę i swoimi sposobami (często perfidnymi i podstępnymi) będzie się starł zabrać rodzicom dzieci. Ofiarami Jugendamtu padają obcokrajowcy, ale także sami Niemcy i to oni zaczęli uciekać do Polski.

- Jugendamt poluje także na Niemców? To chyba nie jest więc antypolski twór, ale antyrodzinny. Jak radzą sobie z Jugendamtem Niemcy, Francuzi, Turcy?

- Jugendamt to jednoznacznie antyrodzinna organizacja, żerująca na forsowaniu i nakręcaniu ludzkich tragedii niezależnie od narodowości swoich „poddanych”, czyli osób zamieszkujących lub przemieszczających się tranzytem przez Niemcy i Austrie. 75 proc. poszkodowanych przez Jugendamt to dzieci i rodziny czysto niemieckie i austriackie. Jugendamt to twór stojący na początku łańcucha tzw. przemysłu rozwodowego, jak nazywa się to zjawisko tu w Niemczech i w Austrii. Francuzi nie są tak masowo i bezczelnie szykanowani jak np. Polacy. Nie znam przypadku zakazania francuskim rodzicom używania ich języka w relacji z dziećmi. Jednak to też problem, który ich dotyka, a ich liberalne władze nie chcą tego problemu konkretnie załatwić. Czasem wydają swoich obywateli niemieckiemu wymiarowi sprawiedliwości, który za wszelką cenę chce karać karnie francuskich rodziców, którzy mają na pieńku z Jugendamtem. Francuzi nie do końca zdają sobie jeszcze z tego sprawę jakim ewenementem w całym cywilizowanym świecie jest niemiecki i austriacki Jugendamt.

- A Turcy?

- Ich rząd i media stoją murem za swoimi obywatelami. To inny świat. Wystarczy mała iskra (zabranie tureckiego dziecka) i sprawa wywołuje niesamowity rezonans. Ambasador Niemiec jest wzywany, cala społeczność turecka jest wzburzona i afera wisi na włosku. Nie tak jak u nas, Polaków, gdzie nasz aktualny rząd właściwie kolaboruje z Niemcami i nie wstawia się za swoimi.

- Polskie rodziny w Niemczech nie mogą liczyć na nasze państwo?

- Tu jest tragedia. Jesteśmy jak bezpańskie dzieci, którym nikt nie pomaga i o nie walczy, a wręcz je od siebie odpycha – tak jak nasze placówki konsularne, gdzie nasi rodacy czasem jeszcze próbują szukać pomocy. Polacy to mięso armatnie dla dział Jugendamtu i najbardziej bezbronna nacja tutaj w Niemczech i w Austrii. Jesteśmy tacy jedynie z winy naszych flegmatycznych, sparaliżowanych i wręcz praktycznie kolaborujących z Niemcami i Austriakami aktualnych władz. Powiem wprost, resort spraw zagranicznych Sikorskiego i cały rząd Tuska nic nie robi w sprawie Polaków atakowanych przez Jugendamt. Nic nie robi, albo kolaboruje, bo nie działa w interesie własnych obywateli. Dlatego przecież powstało nasze Polskie Stowarzyszenie Rodzice Przeciw Dyskryminacji Dzieci w Niemczech – www.dyskryminacja.de bo Polacy nie mogli otrzymać pomocy w konsulatach.

- Pan od kilkunastu lat walczy o swoje córki. Teraz znowu rozdziera Pan szaty w Strasburgu. Ma Pan jeszcze nadzieję?

- Mam za sobą dziesiątki procesów, spraw sądowych, poznałem ten świat niemieckich i austriackich sądów rodzinnych i Jugendamtów od podszewki. Pozbyłem się już wszelkich złudzeń. Niemieckie i austriackie sądy rodzinne w ścisłej współpracy z nieuzasadnienie wrogim mi Jugendamtem (tylko za to, bo nie zgadzałem się na całkowite wykluczenie języka polskiego z moich spotkań z córeczkami) pozbawiały mnie kroczek po kroczku i rok po roku wszelkich praw (z wyjątkiem płacenia alimentów na germanizowane i przetrzymywane w nieznanym mi miejscu córki) do dzieci, nie dawały mi ich widzieć (z trzema wyjątkami) przez 11 lat. Proces o zakaz języka polskiego to zwieńczenie 11-letniego przechodzenia wszystkich instancji sądowych w Niemczech. To dla mnie sprawa wręcz honorowa, bo moim dzieciom, mnie i całej naszej polskiej rodzinie Jugendamt napluł dosłownie w twarz zakazując córkom Justynie, Iwonie-Polonii i mnie mówić między sobą w naszym polskim języku, w którym zawsze między sobą rozmawialiśmy. Gdybym poddał się na finiszu i nie skierował tej sprawy do Trybunału Praw Człowieka to miałbym do końca życia problem z własnym sumieniem. Męczyłoby mnie to, że z wygodnictwa lub pazerności nie zrobiłem wszystkiego tego co mogłem, by sprzeciwić się dyskryminacji i upodleniu. I to niezależnie czy wygram czy przegram. Złudzeń nie mam i wiem, że Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu to żaden „Trybunał Boski”. Niemcy i tam mają swoje bardzo duże wpływy. Zresztą wiele ewidentnych spraw ten Trybunał odrzucił po kilku latach bez rozpatrywania. W tym dwie skierowane przeze mnie przeciw Austrii. Tu chodzi jeszcze jedynie o to, że jako ojciec jestem etycznie zobowiązany przed Bogiem, moimi córeczkami i moim sumieniem aby walczyć do końca z krzywdą, której doznała moja rodzina jedynie ze względu na to, że chcieliśmy mówić ze sobą po polsku.

- Jakie będą najbliższe interwencje Pana Stowarzyszenia, bo wiem, że ciągle zgłaszają się do Was zrozpaczeni rodzice.

- Odpowiem krótko. Hamburg. Polska matka, niemiecki ojciec, niestety pedofil - forsowanie pedofila przez sąd niemiecki i Jugendamt oraz przymuszanie matki, by córka kilka godzin tygodniowo musiała z nim przebywać, mimo, że 3,5-letnia dziewczynka przeżywa zawsze po tych spotkaniach ciężką traumę. Do tego dochodzi umarzanie przez niemiecki aparat ścigania ewidentnie jasnej sprawy przeciw niemu o molestowanie córki. Są i badania lekarskie i jednoznaczne szokujące zeznania dziewczynki. Następnie nasza aktywność w dalszym ciągu polegać będzie na pomocy Niemcom i uciekającym z Niemiec do Polski przed Jugendamtem Amerykanom. Pomagamy im przy integracji z polskim społeczeństwem, tak, aby mogli w naszym kraju poczuć się dobrze. To całkiem nowe i nieznane dotychczas zjawisko, czyli fala uciekinierów przed Jugendamtem z Niemiec do Polski. Uciekają właśnie do nas, bo tu pomagamy im i mogą się czuć bezpiecznie. Czasami ukrywamy ich samych czy ich tożsamość. Niemiecka policja próbuje ich przecież szukać na różne sposoby, a zwłaszcza dzieci, z którymi przyjeżdżają. Jugendamt chce mieć te dzieciaki w swoich przytułkach…. Czasami mam wrażenie, że nasza pomoc Niemcom uciekającym przed Jugendamtem przypomina ukrywanie w polskich domach Żydów, których poszukiwali hitlerowcy…

Rozmawiał Robert Wit Wyrostkiewicz

Fot. Łukasz Boyke - Wojciech Pomorski z 13-letnią Niemką, uciekinierką z "przytułku" Jugendamtu

http://www.prawy.pl/z-kraju/5461-niemcy-rozpoczynaja-masowo-osiedlac-sie-w-polsce

© WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje (poza Prawy.pl) i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:7)

Komentarze

To jest bardzo interesujące zjawisko, które może przekształcić w cenny dla nas trend - byłaby to po prostu powtórka z historii, gdy do I RP uciekali prześladowani ludzie z całej Europy. I to zjawisko powinno być politycznie, choć w sposób nieformalny i nieoficjalny, skrzętnie wykorzystane.

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0
#1423805