Taki sobie felieton

Obrazek użytkownika tipsi
Kraj

W Skierniewicach 2,5-letnie dziecko zmarło wskutek nieudzielenia pomocy. Rozchorowało się, dostało drgawek, więc rodzice poszli z nim do szpitala, jednak odesłano ich do domu. W domu stan się pogorszył, ale odmówiono rodzicom dziecka przysłania karetki. Dziecko zmarło. Sprawa trafiła do prokuratury.

A przecież krajowy system ratownictwa to i tak najlepiej działająca struktura publicznej służby zdrowia. Niestety, nie dość że karetek jest za mało, to wszystko w służbie zdrowia zostało ustawione tak, że w godzinach popołudniowych i wieczornych oraz dni wolne od pracy nie sposób uzyskać pomocy lekarskiej inaczej, niż przez pogotowie. Dlatego jest ono przeciążone i zmuszone do segregacji zgłoszeń. A skoro tak, to dochodzi do błędów i nawet gdyby przy telefonie posadzić specjalistów wojewódzkich, będzie do nich dochodzić.

Znam przykłady, gdy chorej ze złamaniem ręki próbowano ustalić termin założenia gipsu za 10 dni. To nie żart. Znam przykłady, gdy lekarz w poradni, która zmonopolizowała kontrakt specjalistyczny w swoim powiecie, nie potrafi rozpoznać na zdjęciu złamania i odsyła pacjenta do domu. Znam przykłady, gdy chory z rakiem krtani powodującym bezgłos i duszność jest badany przez laryngologa, który nie dostrzega nic podejrzanego. Albo chory po wielokrotnych operacjach z powodu zwężenia tętnic uzyskuje opinię w pełni zdrowego na przesiewowych badaniach dopplerowskich, hojnie opłaconych z budżetu miasta.

Liczne dobrze ustosunkowane w NFZ poradnie pracowicie bumelują, a pieniążki z kontraktów lecą. Potem takie zaniedbane przypadki spływają z konieczności do szpitali, którym NFZ nie zapłaci za nadwykonania - więc zadłużenie rośnie. Dlaczego NFZ nie płaci? Dlaczego praktykuje jawnie szkodliwą politykę kontraktowania usług? NFZ stał się narzędziem mordu, narzędziem zbrodni. Narzędziem tym wprawnie włada minister zdrowia. I to on odpowiada za skutki takiej polityki. Wraz z poprzedniczką, co to przeorała ziemię smoleńską na metr w głąb. A służbę zdrowia na 40 lat wstecz.

Gdyby prawidłowo funkcjonowała POZ, takich przypadków jak w Skierniewicach byłoby mniej. Gdyby było więcej zespołów wyjazdowych -- również. W moim powiecie na 40 tys. ludzi są trzy karetki, w tym jedna z lekarzem. Oznacza to, że raz na kilka dni dochodzi do sytuacji, gdy nie ma czym "obsłużyć" nagłych zachorowań czy wypadków.

Więc ludzie umierają. Umierają ofiarnie -- za Tuska i Komorowskiego. Za Schetynę i Pawlaka. Za nażartych władzą partyjniaków z PO i aroganckich czynowników z PSL, pokoleniami wypychających tłustymi zadami urzędnicze stołki. Umierają za to, że na utrzymanie pasożytniczej biurokracji wydajemy 50 mld rocznie i nie ma czym zapłacić służbom ratującym życie.

A lekarze zamiast poświęcać czas na pomoc pacjentom, wyręczają pierdzących w stołki biurokratów, wypełniając za nich papierki. Tony papierków. Prowadząc jednoosobowy gabinet lekarski (bez kontraktu z NFZ) trzeba prowadzić kilkanaście rejestrów i wysyłać kilka razy w roku kilkanaście sprawozdań do kilkunastu instytucji. Zaniedbanie każdej z tych czynności zagrożone jest grzywną od 500 do 5000 zł. Przy czym wyżej "wyceniane" jest niezłożenie sprawozdania niż niewykonanie czynności, której ono dotyczy. Np. zaniedbanie prowadzenia zgodnej z przepisami utylizacji odpadów medycznych karane jest mandatem 500 zł. A niezłożenie sprawozdania -- 5000 zł.

Gdyby policzyć sumę jednorazowych kar zagrażających prostemu dentyście prowadzącemu gabinet z jednym fotelem i asystentką, to przekroczyłaby ona 50 tys. zł. Wystarczy, że lekarz zapomni o codziennym odnotowaniu wyniku pomiaru temperatury w lodówce na odpady. Albo że powiesi mopa w łazience tak, że nakapie z niego na podłogę. Albo że nie wywiesi aktualnego cennika na odpisy z dokumentacji medycznej. Albo zapomni o jednym z setek, często bezsensownych obowiązków.

Nawet nie wspomnę o tym, że np. usunięcie zęba bez zmuszenia pacjenta do wypełnienia całostronicowego formularza zgody na zabieg naraża lekarza na wyrzucenie z zawodu i konfiskatę dorobku życia oraz wszystkich przyszłych dochodów. W majestacie prawa. Nie żartuję -- tak u nas jest. Do tego doprowadziły rządy światłych liberałów i eurolewicy. Czy można się dziwić, że coraz więcej Polaków będzie szukać normalnych warunków życia za granicą, i że coraz więcej z tych, którzy tu zostaną będzie umierać -- na biurokrację?

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

"Na biurokrację", "na upartyjnienie", "na nepotyzm", coraz więcej śmiertyelnych chorób na zielonej wyspie...
Pozdrawiam smutno ale ciepło
--------------------------
Reszta nie jest milczeniem.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

----------------------------------------------
*Reszta nie jest milczeniem, ale należy do mnie.*
*Ale miejcie nadzieję; bo nadzieja przejdzie z was do przyszłych pokoleń i ożywi je; ale jeśli w was umrze, to przyszłe pokolenia będą z ludzi martwych.*

#339402

Gdyby rzecz dotyczyla tylko tzw.publicznej sluzby (czy ochrony) zdrowia, można by tlumaczyć sobie tym, że wredni lekarze nie chca pracować za publiczne pensje. Niestety dotyczy to też prywatnej opieki zdrowotnej. Dzisiaj chcialem sie zapisac do kardiologa (za pieniądze, w prywatnej przychodni) i zaproponowano mi termin we wrześniu. A przecież dzieci i emerytow leczy Wielka Orkiestra Owsiaka? Nic nie rozumiem.

Pozdrawiam

cui bono

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

cui bono

#339411

Pozdrawiam smutno.
contessa

_______________
"Żeby być traktowanym jako duży europejski naród, trzeba chcieć nim być".
Lech Kaczyński
_______________
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten aldd meg a Magyart

"Urodziłem się w Polsce" - Złe Psy :
http://www.youtube.com

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

contessa

___________

"Żeby być traktowanym jako duży europejski naród, trzeba chcieć nim być". L.Kaczyński

 

 

#339417

bardzo ładnie piszą w ostatnich Rzeczach Wspólnych, warto poczytać. Niestety, lektura ta nie przysparza optymizmu.
Żeby jednak nie popada w całkowitą deprechę muszę przyznać, że jest w Polsce wielu lekarzy, którzy nie godzą się z logiką systemu i walczą o swoich pacjentów. Wiele szpitali i poradni mimo wszystko jest w stanie skutecznie pomagać większości potrzebujących. Nie wolno nam o tym zapominać. Marnie zapowiadające się historie miewają szczęśliwy finał. Chory z rakiem krtani jest obecnie skutecznie (oby!) naświetlany. Chora ze złamaną ręką trafiła do sąsiedniej miejscowości, gdzie w szpitalu zaopatrzono ją szybko, sprawnie i z uśmiechem -- bez żadnych bakszyszów i dowodów wdzięczności. Mógłbym wymieniać nazwiska wspaniałych lekarzy -- od rejonowych internistów po profesorów akademickich, którzy nie zaważając na trudności przyjmują dziennie po 50 pacjentów i skutecznie im pomagają albo podejmują się arcytrudnych operacji i wyciągają pacjentów z naprawdę dramatycznych chorób. W mojej rodzinie i najbliższym otoczeniu znam co najmniej 5 osób skutecznie wyleczonych z nowotworów, które 20 lat temu zabiłyby je bezapelacyjnie. I to wyleczonych w ramach ubezpieczenia, bez łapówek. Postęp więc jest -- i techniczny i etyczny. I różni zasrańcy nas nie przemogą. Nas jest po prostu więcej, a oni tak naprawdę są słabi.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#339574

że moje dziecko, gdy było małe, również miało drgawki gorączkowe. Wtedy przyjechała karetka i wzięła go do szpitala, ale to było 17 lat temu.

Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a Magyart Ps.33,5

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

...............................................
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, aldd meg a Magyart Ps.33,5

#339590

Niedawno byłam w swojej przychodni, państwowej. Ponieważ chodzę tam bardzo rzadko (odpukać), to nie wiem, czy to, co zobaczyłam, wisi tam od dawna, czy raczej jest to jakaś nowość.

Otóż stojąc w kolejce do rejestracji zauważyłam wielką tablicę, planszę, na której wypisane zostało, co pacjent powinien albo musi. Żałowałam, że nie mogę sfotografować, ale moja komórka jest dość stara i mało 'wypasiona', a więc bez takiej możliwości. Opiszę zatem z grubsza, co zapamiętałam.

Pacjent nie powinien uważać, że jest pępkiem świata, bo są też inni cierpiący.
Pacjent nie powinien uważać, że jest pępkiem świata, bo lekarz też człowiek.
Pacjent nie powinien przeszkadzać, zakłócać itd.
Pacjent nie powinien hałasować, głośno mówić.
Pacjent powinien być schludny, umyty.

Więcej nie pamiętam, ale lista była długa, a tablica duża, sformułowania zaś dość wyrafinowane.

Nie zauważyłam, niestety, tablicy z wyszczególnieniem tego, co powinien lekarz i przychodnia.
Poczułam się, jak gdyby ktoś robił mi wielką łaskę.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#339594

swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym; on dynda na szarym końcu, czyli nim zywią się wszyscy, jego nie żywi nikt. I to tyle jesli chodzi o organizacje państwowej służby (!?) zdrowia.
--------------------------
Reszta nie jest milczeniem.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

----------------------------------------------
*Reszta nie jest milczeniem, ale należy do mnie.*
*Ale miejcie nadzieję; bo nadzieja przejdzie z was do przyszłych pokoleń i ożywi je; ale jeśli w was umrze, to przyszłe pokolenia będą z ludzi martwych.*

#339821

że to miał być dowcip, ale w obecnych realiach jakby mało śmieszny i może wkurzać. Trzeba jednak zauważyć, że ludzie są tu po obu stronach -- pacjenci i lekarze. I niewiele jest sytuacji czarno-białych. lekarze potrafią być straszni (niezależnie od warunków), ale i pacjenci potrafią nieraz nieźle dopiec. Bywałem po obu stronach tej barykady, więc nie mogę zamykać oczu na problemy obu stron. Zdarzało mi się badać w ciągu jednego dnia kilkadziesiąt osób, rekord to ponad 90 (tak, tak…), mam więc niezły przegląd sytuacji. Każdy, kto pracuje z dużymi grupami ludzi wie, że zgodnie z krzywą pana Gaussa, trafiają się bardzo różne przypadki. Ja sam np. musiałem prawie pobić jegomościa, który wparował mi do gabinetu podczas badania rozebranej do pasa kobiety i koniecznie chciał uzyskać jakieś informacje -- za nic nie chciał wyjść.
Wielokrotnie też "walczyłem z pawianami" zmuszony do badania damulek wydających sporo na kosmetyki, ale kosztem mydła. I zapewniam, że nikt spoza branży nie zdaje sobie nawet sprawy, jak potrafi śmierdzieć człowiek. Ale to detale w porównaniu z tym, że pacjentom zdarza się np. uderzyć lekarkę czy pielęgniarkę albo ciągać po sądach lekarza, który ich reanimował, przywracając życiu, ale złamał im przy tym dwa czy trzy żebra. Ostatnio coraz częściej ludzie traktują wizytę u lekarza jako okazję do łatwego zarobku. Tak więc problemy są po obu stronach i warto o tym pamiętać. A lekarze naprawdę nie zarabiają takich kroci, jak się przyjęło uważać. Tylko co poniektórzy z nich. Ale odium niezadowolenia społecznego spada na wszystkich.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#340254