Satelita Kremla (1)

Obrazek użytkownika Godziemba
Historia

Przez cały okres II wojny światowej Edvard Beneš prowadził prosowiecką politykę.

Po zerwaniu w końcu kwietnia 1943 roku przez Kreml stosunków z rządem RP na uchodźstwie prezydent Beneš doprowadził do faktycznego zaniechania negocjacji, mających na celu powstanie po wojnie konfederacji polsko-czechosłowackiej. Czesi oskarżali Polaków o antyrosyjskość oraz chęć zdominowania narodów Europy Środkowo-Wschodniej. Równocześnie bez sprzeciwu akceptowali, że ta część Europy będzie znajdowała się po wojnie w sowieckiej strefie wpływów.
Beneš z wielką radością powitał propozycję Moskwy podpisania sowiecko-czechosłowackiego układu sojuszniczego, pozwalając Stalinowi wbić głęboki klin pomiędzy rządy Czechosłowacji i Polski. Czesi pozostali głusi na przestrogi płynące od polskich polityków, uważając, iż w ten sposób Stalin jednoznacznie opowiedział się za utrzymaniem zewnętrznej niezawisłości i wewnętrznej niezależności Pragi. Minister stanu w MSZ Hubert Ripka wystąpił z absurdalną tezą, iż niezależnie od tego, co twierdzi antyrosyjska propaganda, „pozostaje łatwo stwierdzalnym faktem, iż przez cały ten czas nigdy nie naruszyły (Sowiety – Godziemba) ani jednego pisemnego zobowiązania, które wzięły i to nie tylko w kwestiach politycznych, ale również w sprawach handlowych, finansowych, itd.” I dodawał: „jeśli będziemy mieć układ z Sowietami, będą musiały, wstępując na terytorium czechosłowackie, respektować, iż są na terytorium suwerennego państwa”. Na słuszną uwagę polskiego posła przy rządzie czeskim Adama Tarnowskiego, iż nawet gdy Praga będzie „miała pakt z Rosją, to Rosjanie złamią go, kiedy tylko zechcą”, Beneš z rozbrajającą naiwnością odpowiedział, że „w takim wypadku bylibyśmy w korzystniejszej sytuacji, gdyby okazało się, że Rosjanie pogwałcili przyjęte w umowie zobowiązanie, które na siebie wzięli”. Politycy czescy zupełnie nie rozumieli, że układ ze Związkiem Sowieckim, którego istotą był imperializm ideologiczno-terytorialny, nie stanowił żadnej rękojmi bezpieczeństwa dla państwa czechosłowackiego.
Wizyta Beneša w Moskwie została opóźniona w wyniku początkowego sprzeciwu Brytyjczyków, który uważali, iż zawarcie układu czechosłowacko-sowieckiego pogorszyłoby relacje czechosłowacko-polskie oraz utrudniłoby ewentualne przywrócenie polsko-sowieckich stosunków dyplomatycznych. Jednocześnie sprzeciw rządu polskiego wobec sowieckich żądań rezygnacji z Kresów Wschodnich, Czesi wykorzystali w celu zmiany stanowiska Londynu w sprawie paktu Beneš-Stalin. Czescy dyplomaci przekonywali Brytyjczyków, iż „nie możemy sobie pozwolić na sabotowanie przez Polaków wojskowego i politycznego bezpieczeństwa” państwa czechosłowackiego”. Dalszy sprzeciw Brytyjczyków sprawił, iż Sowieci zaczęli naciskać na Beneša, aby podpisał układ bez zgody Londynu. Kreml wspierał ambasador czeski w Moskwie Zdenek Fierlinger, o którym powszechnie mówiono, iż jest „opłacany przez nasz rząd, aby w Moskwie mógł wykazywać słuszność jej polityki”. Fierlinger zupełnie świadomie realizował politykę Sowietów, tak jakby nie był czechosłowackim ambasadorem, ale urzędnikiem sowieckiego Komisariatu Spraw zagranicznych. „Ja już tego wszystkiego – zanotował minister spraw zagranicznych Jan Masaryk – zaczynam mieć dość. Oni wszyscy robią w portki ze strachu przed komunistami, każdy się przed nimi trzęsie, mam w urzędzie ludzi, którzy wszystko od razu doniosą komunistom i sowieckiej ambasadzie, nie wiem, z kim wolno mi, a z kim nie wolno mi mówić”.
Ostatecznie Brytyjczycy w październiku 1943 roku zgodzili się na zawarcie czechosłowacko-sowieckiego układu sojuszniczego. Beneš był wniebowzięty i podczas spotkania z Mikołajczykiem radził mu, aby Polska dołączyła do układu i oświadczył: „jestem pewien, że Sowiety mają całkiem zdecydowany i jasny punkt widzenia na niezawisłość Polski, tak samo jak na niezawisłość Czechosłowacji”. Nie brał przy tym pod uwagę faktu, iż od dawna był pionkiem w grze sowieckiego dyktatora.
Podczas wizyty Beneša w Moskwie, 12 grudnia 1943 roku komisarz Mołotow i ambasador Fierlinger podpisali dwudziestoletni „układ o przyjaźni, wzajemnej pomocy i powojennej współpracy”, w którym strona sowiecka formalnie zagwarantowała niezawisłość i suwerenność Czechosłowacji oraz jej niezależność wewnętrzną. W protokole dodatkowym przewidziano możliwość przystąpienia do układu trzeciego państwa, nie wymienionego z nazwy (jak można było się domyślać – Polski) – co jednak wymagało przywrócenia polsko-sowieckich stosunków dyplomatycznych, na co Stalin nie wyrażał zgody.
W czasie rozmowy z czeskim prezydentem sowiecki dyktator podkreślił, iż „nie ma interesu we wtrącaniu się w wewnętrzne sprawy polskie, ale Polska musi być rzeczywiście państwem demokratycznym”. Beneš był świadomy, iż w rzeczywistości oznaczało to, że Moskwa będzie rozstrzygać o wewnętrznym ustroju państwa polskiego, narzucając konkretne rozwiązania personalne na najwyższych szczeblach władzy w Polsce. Sam, wychodząc niejako na przeciw oczekiwaniom Stalina, negatywnie ocenił prezydenta RP Władysława Raczkiewicza, Naczelnego Wodza gen. Kazimierza Sosnkowskiego, b. szefa MSZ Augusta Zaleskiego oraz posła Adama Tarnowskiego. Równocześnie stwierdził, iż „w zasadzie nie widzi w ogóle możliwości, aby rząd londyński był w stanie rozwiązać podstawowe problemy nowej Polski oraz problem stosunku do was (Sowietów – Godziemba)”. Ułatwiając antypolską grę sowieckiemu tyranowi perfidnie wskazywał, iż „z czasem na terytorium Polski powstanie jakiś nowy rząd, który nie będzie chciał mieć nic wspólnego z rządem londyńskim”. Rozmowa z czeskim prezydentem upewniła Stalina, iż będzie on gorliwie wspierał jego wysiłki na rzecz dekompozycji polskiego rządu oraz stanowił wygodne narzędzie w indoktrynowaniu zachodniej opinii publicznej w duchu przyjazny dla Moskwy i niekorzystnym dla Warszawy.
Jednocześnie czeski prezydent zadeklarował, że „Praga musi mieć taką samą politykę jak Moskwa”, co spotkało się z uznaniem Stalina. Beneš wystąpił także z propozycją usunięcia z granic państwa czechosłowackiego mniejszości niemieckiej i węgierskiej, oraz przejęcia przez państwo ich mienia. Zapowiedział także nacjonalizację głównych gałęzi czechosłowackiego przemysłu, tak aby doprowadzić do „przystosowania czechosłowackiego planu produkcji do państwowego planu ZSRS”. W przemówieniu wygłoszonym w moskiewskiej rozgłośni radiowej wyraził przekonanie, że powojenna odbudowa Czechosłowacji zostanie przeprowadzona zgodnie z programem „dobrze przemyślanej i naukowo przygotowanej pierwszej pięciolatki”. Opowiadając za skierowaniem czechosłowackiego handlu na wschód, jawił się jako prekursor gospodarczego ubezwłasnowolnienia Czechosłowacji przez Moskwę.
Następnym punktem jego wizyty w Moskwie były rozmowy z czechosłowackimi komunistami, w trakcie których zgodził się „ w decydującej chwili” powołać rząd przejściowy z udziałem komunistów oraz stwierdził, iż „kierownictwo w wyzwolonej republice musi mieć lewica”, do której zaliczył „trzy partie robotnicze: komunistów, socjaldemokratów i narodowych socjalistów”, z komunistami jako partią „wiodącą”.
Na kończącej jego wizytę konferencji prasowej dał wyraz swemu przekonaniu, iż „uda nam się zabezpieczyć pokój i że na tej podstawie będziemy w stanie włączyć do tego układu również Polskę. Związek Sowiecki i Czechosłowacja mają interes w istnieniu silnej i niezawisłej demokratycznej Polski, która by z nami w pełni współpracowała”. W tej sposób jednoznacznie opowiedział się po stronie Kremla w jego walce o zwasalizowanie Polski.
Obłudnie brzmiały w tych warunkach jego zapewnienia przedstawione polskiemu posłowi w Teheranie, Karolowi Baderowi, że „żadnej ingerencji w sprawy ustrojowe czy wewnętrzne Polski nie będzie”, choć „podziela oczywiście stanowisko Stalina, że z rządu zniknąć muszą politycy z epoki Piłsudskiego oraz Becka”.
Swoje stanowisko powtórzył w Algierze gen. de Gaulle’owi występując de facto w roli pełnomocnika Stalina w jego działaniach na rzecz rozbicia legalnego rządu polskiego. Echa działalności propagandowej  Beneša na rzecz Sowietów musiały dotrzeć do Churchilla, przebywającego na rekonwalescencji w Marrakeszu. Po rozmowie z czechosłowackim prezydentem, brytyjski premier uznał, iż Beneš mógł stać się przydatny także stronie brytyjskiej do wywierania nacisku na Polaków, aby skapitulowali wobec żądań Stalina w kwestii polskiej granicy wschodniej.
Na prośbę Churchilla po powrocie do Londynu spotkał się w połowie stycznia 1944 roku z Mikołajczykiem, którego przekonywał o konieczności oddania Kresów Wschodnich, równocześnie zapewniając, że Stalin nie zamierza bolszewizować Polski, ani mieszcząc się w jej sprawy wewnętrzne. Jakkolwiek polski premier sprzeciwił się oddaniu polskich ziem wschodnich, to jednocześnie podzielił zdanie Beneša o potrzebie rekonstrukcji polskiego rządu, a przede wszystkim usunięciu ze stanowiska Naczelnego Wodza gen. Sosnkowskiego. Z rozmowy z Mikołajczykiem odniósł wrażenie, że „ewolucja w kierunku porozumienia polsko-sowieckiego postępuje dalej” i „pewna zmiana na lepsze nastąpiła między Polakami”.
Cdn.
Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Chciał zarazić Polaków tchórzliwym smrodem
Jak widać czynił to skutecznie
Skoro wielu pozerów oszukał bajecznie
Szkoda że ciemność ogarnęła wielu
Ułatwiając złego drogę do celu
Przestroga dla Polski jest wiadoma
Trzeba unikać tchórzy mających patrona
Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#375552

Honor stracił, a niczego nie osiągnął.

Pozdrawiam

Godziemba

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Godziemba

#375644