Zobaczyć tajemnicę nieprawości

Obrazek użytkownika Anonymous
Notka

Niedaleko Oświęcimia jest miejsce, o którym ks. Tischner napisał: "Prawdziwy Oświęcim jest tutaj".

Byłem kiedyś w Harmężach koło Oświęcimia. Stoi tam klasztor franciszkanów konwentualnych. Ziemia tam dokoła żyzna jak mało gdzie – wysypano tam wiele ton ludzkich prochów. Bardzo prawdopodobne, że są wśród nich szczątki św. Maksymiliana Kolbego. W kościele też są pamiątki po niezwykłym kapłanie – najważniejszą jest przywieziony tu ze Lwowa obraz Matki Bożej Niepokalanej, przed którym modlił się młody Rajmund Kolbe – późniejszy Maksymilian.

Ale jest tam też inna niezwykła rzecz. Franciszkanie mają przy kościele stałą ekspozycję „Klisze pamięci”. Składa się z prac Mariana Kołodzieja (tego samego, który zaprojektował słynny ołtarz-żaglowiec dla Jana Pawła II w Gdańsku), byłego więźnia KL Auschwitz. Artysta, który trafił do obozu już pierwszego dnia jego istnienia, po wyzwoleniu nie chciał wracać do tamtych czasów. A jednak pod koniec życia zdecydował się stworzyć grafiki, nawiązujące do potworności obozowego życia. Pochłonęło go to bardziej niż ktokolwiek – a zwłaszcza on sam – mógł przypuszczać. Stworzył dziesiątki prac, których zasadniczą treścią jest koszmar tamtego czasu. W efekcie powstała wystawa tak wstrząsająca, że ks. Józef Tischner, po jej zwiedzeniu, napisał: „Moja reakcja jest taka: prawdziwy Oświęcim jest tutaj. I to właściwie wszystko, co mogę powiedzieć”.

Rzeczywiście, po zobaczeniu czegoś takiego trudno znaleźć słowa. I trudno myśleć o czymś innym. W pamięci kotłują się setki postaci o wychudzonych twarzach i dużych oczach, przedstawione karykaturalnie, ale chyba właśnie dlatego prawdziwie: bo też, choć Auschwitz był faktem, to ten fakt był karykaturą rzeczywistości. Niełatwo znaleźć w historii świata coś równie niezgodnego z naturą, coś równie wykrzywionego, jak to, co stało się tam. Pewnie dlatego ta wystawa rodzi takie odczucia. Człowiek, będąc tam, czuje się osaczony niewyobrażalnym nieszczęściem, smutkiem i poczuciem bezradności. Ale z tego morza zła wyłania się coś szczególnego: postać Maksymiliana Kolbego. Nie znam piękniejszych i bardziej przejmujących wyobrażeń tego świętego od tych, które stworzył Marian Kołodziej. Szczególnie poruszająca jest scena z bunkra głodowego, w którym nad kapłanem, umierającym wśród odzianych w skórę szkieletów, pochyla się cierpiący Chrystus w wielkiej koronie cierniowej – podobnie wychudzony i jeszcze bardziej obolały.

Artysta miał do św. Maksymiliana bardzo osobisty stosunek. Był jednym z tych, dla których ofiara świętego była promieniem światła w ciemności. Do końca życia pamiętał, jak potężne wrażenie w całym obozie wywołał czyn Kolbego. O tym wszyscy długo mówili i wielu wtedy otrzymało siłę do dalszego życia, nawet w warunkach obozu.

Ocena polecanki: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:2)