Srebrna głupota prosto z Pekinu!

Obrazek użytkownika portaprima

<p>Gdy siedziałem kilka lat temu w restauracji w Krakowie, wpadła mi w ręce jakaś gazetka artystycznej bohemy krakowskiej, jako że na pizzę czekałem niemiłosiernie długo, przejrzałem kilka tekstów. Tematem numeru była słaba kondycja sztuki w Polsce. Cóż - zdrowa samokrytyka - moglibyście pomyśleć, ale okazało się, że artyści nie cofnęli się przed odkryciem przed światem swojej nędzy twórczej, w pewnym, konkretnym celu.</p>
<p>Główną przyczyną artystycznej niemocy był brak państwowego sponsoringu artystów. “Niedofinansowana sztuka nie ma szans na rozwój…”, “W innych krajach europejskich jest inaczej…” i tym podobne argumenty służyły do udowodnienia tezy, że dobry artysta, to artysta ubrany i nakarmiony przez państwo.</p>
<p>Ten bzdurny pogląd przypomniał mi się dzisiaj, gdy przeczytałem łzawy artykuł w internetowym wydaniu “GW”“Czyj jest ten medal Olimpijski” . Pewna polska zawodniczka, która wywalczyła na Olimpiadzie w Pekinie srebrny medal, na przyjęciu w urzędzie miasta, z którego pochodzi, wylała swoje smutki na obecnych tam “działaczy”.</p>
<p>Wyrzucała swojemu klubowi, że nie kupił jej kajaku i nowych wioseł i że miała problemy z korzystaniem z siłowni, wobec czego ten medal nie zawdzięcza im, tylko sobie i swoim najbliższym. Słowa jak najbardziej słuszne, gdyż grono owych “działaczy”, jak zwykle chciało zarobić na nie swoim  osiągnięciu sportowym.</p>
<p>Artykuł o artystach chcących dać się skorumpować państwu przypomniało mi jednak zdanie, które wypowiedziała zawodniczka, gdy opowiadała o tym, jak zbierała pieniądze na przygotowania: “<strong>Musiałam chodzić po sponsorach. Taka żebranina jest dla sportowca uwłaczająca. Zwróciłam się o pomoc do mojej uczelni, Wyższej Szkoły Logistyki”.</strong></p>
<p><strong>Co w tym złego?!</strong> Co w tym złego, że szuka się sponsora, żeby realizować swoje marzenia?? Co mają powiedzieć sportowcy, których ukochana dyscyplina nie zyskała przychylności “grupy trzymającej sport” i nie ma miejsca na Olimpiadzie, ba! która nie ma w Polsce nawet związku, ani klubu? Oni właśnie tak robią - <strong>na własną rękę </strong>szukają sponsorów, tak samo jak podróżnicy, czy alpiniści. Sam znam ludzi, którzy poszukali sobie firmę, która za krótkie notatki prasowe i fotoreportaż, zasponsorowała im wyprawę rowerową na Szpicbergen! Co w tym dziwnego i uwłaczającego??</p>
<p>Skandalem i, niestety muszę to powiedzieć, przejawem głupoty zawodniczki jest uzależnienie podziękowań dla jakiegoś działacza, od tego ile pieniędzy przeznaczył z klubowej kasy na jej treningi, sprzęt itp.. <strong>PRZECIEŻ TO NIE JEGO PIENIĄDZE!!</strong> W przeciwieństwie do Wyższej Szkoły Logistyki (zapewne prywatnej uczelni). , która za swoje pieniądze kupiła jej stroje sportowe. Czy komuś, kto nie za swoje pieniądze sponsoruje kogokolwiek należą się jakiekolwiek podziękowania? A jakikolwiek szacunek??? <strong>Moim zdaniem ŻADEN!!!</strong></p>
<p>Czekam, kiedy Stowarzyszenie Niezależnych Blogerów wystosuje petycje do ministerstwa Kultury o dotację naprowadzenie blogów…</p>

Ocena wpisu: 
Brak głosów