Legendarna zapomniana jednostka walcząca w Powstaniu Styczniuowym

Obrazek użytkownika 40plus
Historia

W nieoficjalnym- nieogłoszonym przez Sejm Roku Powstania Styczniowego pamiętajmy o bohaterach.
Nie można znaleźć wielu informacji na temat Żuawów Śmierci- walczących o wolność w 1863 roku.


Na szczęście istnieje grupa rekonstrukcyjna, która o nich pamięta.
http://www.echodnia.eu/apps/pbcs.dll/article?AID=/20130122/POWIAT0101/130129670

Chwała bohaterom.
P.S. Kiedy swego czasu zamawiałam w kwiaciarni wiązankę do złożenia pod tablicą Żołnierzy Wyklętych , pani w kwiaciarni zapytała- przepraszam, ale jak to się pisze ?- pierwsze ch ? a drugie...

Ale za drugim razem pani już wiedziała.
I stąd wniosek-mówmy,przypominajmy aż do znudzenia.
Róbmy swoje.

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

18 marca 1863 r. Grochowiska, Królestwo Polskie. Polski pułk żuawów śmierci atakuje pozycje Rosjan:

„Myśmy ciągle szli naprzód, a straszny to był pochód wśród tego ogłuszającego huku, świstu, wśród tego wycia gradu kul, wśród tej atmosfery dymem i zapachem prochu nasyconej, słysząc krzyk i jęk padających w sąsiedztwie kolegów! Myśmy szli, nie zwracając na nic uwagi, nabijając broń i strzelając tam, skąd błysk się pokazywał. Ja idąc prawie w środku czystego zrębu, krzyczałem: „karabiny równo od ziemi”, bo to zasada na bliski dystans, aby strzały były celne; inni krzyczeli „hurra”, inni znów zachęcali ze swej strony do marszu na moskali. Był to, jednym słowem, straszny pochód, pełen brawury i lekceważenia życia, wśród tak ciężkich warunków dla młodego i nieostrzelanego żołnierza. Ale entuzjazm, idea, ożywiająca nasze szeregi, przeświadczenie o zwycięstwie, pchały naprzód każdego. Szliśmy więc i strzelali, szliśmy i krzyczeli, szliśmy ciągle naprzód na moskali”.

Tę niezwykłą chwilę – chwilę zwycięstwa i glorii nad potężnym przeciwnikiem wspominał jeden z żuawów Stanisław Grzegorzewski. To między innymi za jego sprawą oraz pozostałych 400 żuawów, 1600 żołnierzy wroga wzięło nogi za pas i czym prędzej opuściło pole walki widząc polskich powstańców z białymi krzyżami na piersiach i czerwonymi fezami na głowach. Zwycięstwo mogli świętować tylko nieliczni z żuawów. Przeszło połowa z polskich żołnierzy poległa lub została ciężko ranna. I to tylko w ciągu jednodniowego starcia! To lekceważenie własnego życia stało się dewizą najsłynniejszego polskiego oddziału wojskowego z czasów Powstania Styczniowego.

Ojcem chrzestnym formacji nie był Polak, ale Francuz. To w jego głowie narodziła się myśl stworzenia oddziału polskich żuawów na wzór formacji istniejących w armii francuskiej. Tradycja tych formacji sięga 1830 r. i ma swoje korzenie w Algierii. Po wkroczeniu do tego kraju Francuzów w 1830 r. utworzyli oni pierwszy korpus żuawów. Nazwa pochodziła od koalicji plemion algierskich Zouaouas, którzy zasilili szeregi tej formacji. Wkrótce oddziały żuawów stały się elitarną formacją wojska francuskiego, gdzie w większości służyli Francuzi. Elementem charakterystycznym ich umundurowania było nakrycie głowy – fez w kolorze czerwonym. Formacje francuskich żuawów możemy spotkać podczas wojny krymskiej i kampanii włoskiej. Legenda i sława żołnierska żuawów ogniskowała tak silnie, że podobne formacje tworzono również w innych armiach. W 1863 r. na wzór francuskich żuawów powołano oddział polskich powstańców.

Życiorys pomysłodawcy oddziału Franciszka Rochebrune’a to materiał na scenariusz filmowy. Służył w armii francuskiej prawdopodobnie w oddziałach żuawów. Wkrótce został sprowadzony do Krakowa przez jednego z możnowładców w celu założenia i prowadzenia szkoły szermierki. Wychowankowie tej szkoły stali się jego pierwszymi polskimi podwładnymi. To on wpadł na pomysł stworzenia polskiego oddziału żuawów. Dowodził nim w kilku bitwach. Później chciał zostać dyktatorem w miejsce Mariana Langiewicza. Gdy wybito mu z głowy ten pomysł wyjechał do Francji. Powrócił kolejny raz do Polski w 1864 r. Jednak długo nie powojował. Nikt nie chciał się poddać jego rozkazom. Ponownie wrócił do ojczyzny. W 1870 r. poległ w trakcie wojny francusko-pruskiej jako dowódca pułku.

Rocherbrune wzbudzał zaufanie żołnierzy: Młody jeszcze człowiek, średniego wzrostu, dosyć szczupły, smagławej cery, brunet, miał twarz wydłużoną typu Francuza południowych prowincji, z wąsem krótkim i małą hiszpanką, z oczami czarnymi, świdrowatymi, przenikliwymi. Jakąś stanowczość, śmiałość, zuchwałość nawet odczuwało się w nim z ruchów, z mowy, z głosu, a to pierwsze wrażenie wzbudzało zaufanie w jego żołnierskie przymioty.

Francuz miał zmysł organizatorski i potrafił przyciągnąć do siebie ówczesną młodzież, zapatrzoną w romantyczne ideały. Każdy szczegół tej formacji: od nazwy poprzez ubiór oddziaływał na wyobraźnie młodzieży, która garnęła się do tego elitarnego oddziału. Francuz zaprojektował wszystko w każdym calu: Z ubioru żuawów przyjął do naszego stroju tylko fezy i odznaki służbowe, a inne części odzieży przystosował, i słusznie, do naszej polskiej natury. Nazwał ich „żuawami”, aby samym mianem i jakąś zewnętrzną charakterystyką wlać w nich przymioty zuchwałe pierwowzorów. Chcąc prócz tego jeszcze więcej podnieść siłę moralną i ducha żołnierzy powstańczych, zachęcić ich do bezwzględnej, bezpardonowej walki dla siebie i wrogów, nazwał ostatecznie „żuawami śmierci” pułk i przybrał go w grobowe kolory. Głęboka symbolika miała swoje odzwierciedlenie również w chorągwi oddziału: Wielka co do rozmiarów, wyrobioną była z czarnej materii z białym na niej naszytym krzyżem. Chorągiew ta doskonale symbolizowała również charakter epoki ówczesnej – ówczesne usposobienie narodu naszego, który w żałobie, z modlitwą na ustach podjął śmiertelną walkę z potężnym wrogiem.

Dopełnieniem niezwykłej atmosfery w oddziale była inicjacja każdego nowo wstępującego ochotnika do formacji. Składał on przysięgę na sztandar przed całym oddziałem podczas apelu wieczornego. Jego treść mówiła, że żuaw prędzej zginie niż się podda. Była ta dewiza żuawów. Ochotników selekcjonował sam dowódca. Trafiali tutaj najlepsi, którzy musieli mieć własną broń. Wśród żuawów dominowały dyscyplina, służbistość, dobre morale. Na tle pozostałych oddziałów powstańczych żuawi byli elitą. Wszystko to sprawiało, że panowały w tym oddziale koleżeńskie, braterskie relacje, co przekładało się na zachowanie żołnierzy na polu bitwy. Tłumaczy to nam jeden z żuawów Antoni Brykczyński: Znam rzeczy przyjemniejsze, niż atak na armaty, plujące kartaczami i nie wierzę, by to mogło nie wywierać na kimkolwiek miłego wrażenia. Ale jest jedna siła potężna, która wszelkie inne wrażenie zagłusza: to chęć zemsty. Jak zobaczysz koło siebie rannych, to cię taka złość ogarnie, że pomyślisz mimowoli: Czemu ty, hyclu, mojego kolegę mordujesz? To i ja ciebie będę mordował. Tak pomyślawszy, z zamkniętymi oczyma lecisz, jak wariat, na niebezpieczeństwo i to jest główna przyczyna odwagi żołnierskiej.

Żuawi mieli okazję kilkukrotnie wyróżnić się na polu bitwy. Chrzest bojowy przeszli w ataku na Miechów 17 lutego 1863 r. Nie mogąc tu nic zdziałać dowódca żuawów wycofał się jako ostatni z ciężkimi stratami i powrócił do Krakowa. Od 7 marca zaczął tworzyć pułk żuawów śmierci w obozie Langiewcza w Goszczy. Po wkroczeniu do Królestwa żuawi odznaczyli się w dwóch bitwach: 17 marca pod Chrobrzem oraz 19 marca pod Grochowiskami. Oprócz działań bojowych wykorzystywano żuawów do wykonywania egzekucji na zdrajcach i szpiegach. 21 marca pułk przestał istnieć po opuszczeniu pułku przez dowódcę oraz po wyjeździe Langiewicza.

Należy podkreślić, że pułk istniał zaledwie 2 tygodnie, a mimo to obrósł legendą jeszcze podczas Powstania Styczniowego. Niezwykłe połączenie kilku elementów: osobowości dowódcy, umundurowania oraz nazwy stworzyło elitarną formację o wysokim morale. To niesamowite, że w ciągu tak krótkiego czasu stworzono legendę oddziału, która rozbudza wyobraźnie również dzisiaj. Oddział żuawów śmierci to chyba najbardziej charakterystyczna i egzotyczna jednostka wojskowa w dziejach Wojska Polskiego.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#330546

za tyle istotnych informacji.
Pozdrowienia.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#330555

Miło czytać takie teksty i takie komentarze. Podziękowania dla obydwu Panów :-).

Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#330556

W czasie i po Powstaniu działali również Sztyletnicy. Zlikwidowali prawie 1000 ruskich ciemiężycieli i agentów oraz polskich zdrajców. Chwała ich pamięci!

W normalnym kraju powinno się filmy o takich kręcić, a tu kręci się tylko... łza w oku.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

ość

-----------------------------------

gdy prawda ponad wszystko, życie bywa piękne

wtedy żyć się nie boisz i śmierci nie zlękniesz

#330568

co to za dowodca, ktory idzie do ataku i traci ok 90% wojska?

"ponieśli ciężkie straty – ze 150 pozostało jedynie kilkunastu, w tym dowódca (polegli m.in. jego adiutanci: Jan Serafin Tomkowicz i Emanuel hr. Moszyński oraz szeregowiec – Horoch), lecz rozeszła się sława oddziału. Rochebrune następnie odtworzył formację, nazwaną Pułkiem Żuawów Śmierci, z ochotników w Krakowie"

Wg Zofii Kossak - "Dziedzictwo", to byli mlodzi chlopcy, studenci UJ z Krakowa, bez doswiadczenia wojennego wiec wysylac przyszla Polska Elite Intelektualna na bagnety przewazajacego, wycwiczonego i doswiadczonego wroga nie bylo dobrym pomyslem.
straty 0k 90 %, oddzial istnial zaledwie 2 tygodnie,
wiekszosc wybita.
Ci ktorzy przezyli zostali pozbawieni dalszej mozliwosci studiowania - konsekwencje byly straszne.

Pod Lenino straty byly 25%
u Zuawow ponad 3 razy tyle.
Nie jest sztuka rzucic sie na wroga by zginac, lepiej chytrze go podejsc i zmasakrowac - tak jak zrobili np Partyzanci szwabom pod Zaborecznem -
zginal jeden Polak (99% przezylo )
a Niemcy zamowili w zakladzie pogrzebowym 103 trumny, mieli ok 25% strat.
To byl sukces!

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#330575

Może tak łaskawie zechciałbyś rozróżnić kontratak mający umożliwić wyjście z (praktycznego) okrążenia i zniwelowanie przewagi ogniowej (artyleria) wroga, od zasadzki na kolumnę pacyfikacyjną w warunkach doskonałego rozpoznania wywiadowczego?

Może też łaskawie zechciałbyś rozróżnić taktykę walki partyzanckiej w drugiej połowie XIX wieku od taktyki walki partyzanckiej w połowie XX wieku?

Bitwa pod Grochowiskami była bitwą narzuconą siłom powstańczym w skrajnie niekorzystnych dla nich warunkach.

Bitwa pod Zaborecznem była bitwą narzuconą siłom niemieckim w warunkach korzystnych dla partyzantów BCh.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#330579

http://www.kurierlubelski.pl/artykul/737597,lublin-rekonstrukcja-walki-z-powstania-styczniowego-zdjecia,13,id,t,sg.html#galeria-material
Pozdrawiam
--------------------------
Reszta nie jest milczeniem.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

----------------------------------------------
*Reszta nie jest milczeniem, ale należy do mnie.*
*Ale miejcie nadzieję; bo nadzieja przejdzie z was do przyszłych pokoleń i ożywi je; ale jeśli w was umrze, to przyszłe pokolenia będą z ludzi martwych.*

#330814

Byli też inni bohaterowie Powstania Styczniowego.
Zacznijmy od bohaterów z Komitetu Centralnego.

(...)
Termin branki był spodziewany od pierwszych dni stycznia, toteż koło dziesiątego okolice Warszawy zapełniły się młodymi ludźmi, którzy wyszli z miasta, aby uniknąć poboru. Puszcza Kampinoska zaroiła się nimi na szereg dni przed ową nocą z 12 na 13 stycznia, kiedy policja i wojsko dokonały, jak zwyczajnie, poboru. Nazajutrz wokoło cytadeli zebrały się tłumy, które żywo komentowały wypadki złorzecząc głośno i wyzywając, ale tym razem nie margrabiemu, nie Rosjanom, ale Komitetowi Centralnemu. Czy można się temu dziwić? Raczej można by się dziwić, gdyby było inaczej. Od przeszło roku Komitet Centralny, tajemnicza władza, nawoływał ich do powstania i wieścił ów dzień. Od przeszło roku zorganizował ich, kazał czekać, używał do demonstracyj, przygotowywał do zamachów. Od przeszło roku obiecywał poparcie całego świata, spiski, które wewnątrz Rosji rozsadzą carat, interwencje, które z zewnątrz Rosji przyniosą pomoc Zachodu. Tak ponurymi barwami malował pobór do wojska; tak zapewniał, że nie dopuści, by sprzysiężeni brance ulegli. A teraz branka była przeprowadzona. W dodatku wielu ludzi wiedziało, że od szeregu tygodni wszyscy wybitniejsi przywódcy poznikali z Komitetu, z Warszawy, z Polski. Byli gdzieś za granicą.
(...)
Wspominaliśmy, że niemal cała starszyzna powstańcza nie była podówczas w Warszawie, nie była nawet w kraju, odeszła za granicę. Czy nie chciała być w Warszawie w tych trudnych chwilach, kiedy branka przyjdzie, a oni nie ośmielą się rzucać hasła? Czy myśleli, że bez nich wybuch nie dojdzie do skutku? Czy nie mieli dosyć odwagi, aby powstanie, do którego rozpalili wyobraźnie, podniecili umysły, ale nie przygotowali - bo nie mogli - warunków, zatrzymać osobistym wystąpieniem? Brać za to zatrzymanie odium niepopularności? Dosyć, że wodzów nie było i tłum warszawski złorzeczył nieobecnym wodzom, jak nieraz w Polsce złorzeczył tym wodzom, co swoje wojska opuścili. Ale na miejscu pierwszoplanowych figur w Komitecie Centralnym były drugoplanowe, a raczej trzecio- i czwarto-planowe. Był, jak czasem w Polsce bywa, zupełny brak ludzi. Sierżanci zamiast generałów. I ci wobec tego, że młodzież już poszła do lasu, że tłum złorzeczy „czerwonym”, że branka się powiodła, że kadry, na które liczono, będą nią przetrzebione, poszli, na powstanie. Postanowione zostało na noc z 22 na 23 stycznia. Młoda poetka, Maria Ilnicka, w braku lepszych, napisała odezwę do narodów „Polski, Litwy i Rusi”. Na prowincji polecono zaatakować załogi rosyjskie w kraju. Komitet Centralny po raz trzeci w swych dziejach zmienił miano. Nie był już „Miejskim”, nie był „Centralnym”, ale przybrał nazwę, która miała przejść do historii. Wystąpił jako „Tymczasowy Rząd Narodowy”. W - tej tymczasowości leżało piętno dorywczości i pospiechu, z jakim nastąpił ów dziejowy, brzemienny w skutkach akt.

Za: Ksawery Pruszyński, „Margrabia Wielopolski”, Warszawa 1957 r., str. 64-67

Mamy więc bohaterów, którzy Powstanie Styczniowe wywołali. Ale czy wiemy o nich wszystko? Do pełnego obrazu brakuje jeszcze tego, jak ci organizatorzy postrzegali szanse i rolę zrywu. S. Bobrowski był faktycznym przywódcą Powstania w jego pierwszym etapie. Oto, co o własnych rozmowach z nim i innymi osobami ze środowiska spiskowców napisał A. Wrotnowski w swojej książce, w rozdziałach o kulisach Powstania Styczniowego:

(...)sami nie łudzili się bynajmniej co do rezultatu krwawej awantury, w jaką kraj wtrącali, – pomimo to jednak, nie przestawali pociągać do swych szeregów zapewnieniami niewątpliwego nad Rossyą zwycięztwa(...)
Gdy zaś pytano ich wtedy, dlaczego chcą wywołać powstanie, które pokryje kraj gruzami i sprowadzi rozlew krwi najzupełniej bezużyteczny, a następnie teroryzm rossyjski, – odpowiadali: “iż rozlew krwi będzie właśnie bardzo użytecznym, że stał się nawet koniecznym, w obec kompromisu z Rossyą, jaki margrabia przeprowadzić usiłuje“

Za: A. Wrotnowski: O antynarodowej mentalności organizatorów Powstania Styczniowego.

Chyląc czoła przed bohaterstwem Traugutta i innych autentycznych bohaterów tamtego zrywu warto pamiętać, że był on nie tylko zainicjowany i wywołany przez osoby dalekie od bohaterstwa czy postaw służących narodowi. Warto przypomnieć również, że aktywnie w prowokowaniu powstania styczniowego uczestniczyli zarówno agenci wywiadu pruskiego (dla którego rzeź Polaków była znakomitym narzędziem do rozbicia antypruskiego sojuszu francusko -rosyjskiego), lecz również - żydowscy podżegacze na usługach wywiadu pruskiego, ale ubijający na polskiej katastrofie własne interesy.

Za co więc ginęli polscy bohaterowie? Za wolność narodu polskiego? Czy za interesy Prus i Żydów?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#330833

Palmer, nie możesz się oderwać do słupa...ogłoszeniowego?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#330839

To serial dłuższy i nudniejszy niż "17 mgnień wiosny"
--------------------------
Reszta nie jest milczeniem.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

----------------------------------------------
*Reszta nie jest milczeniem, ale należy do mnie.*
*Ale miejcie nadzieję; bo nadzieja przejdzie z was do przyszłych pokoleń i ożywi je; ale jeśli w was umrze, to przyszłe pokolenia będą z ludzi martwych.*

#330847

Smoku, wstyd ;-)! p.e. 1984 to P(almer) E(ldritch) prosto z Dicka ;-). Z dodatkiem daty, zaspewne z Orwella ;-). Oczytany gostek jest :-)))!

A wpadał tu jeszcze jako niejaki Anvelsleben. To chyba nie błąd, ale przejaw specyficznego poczucia humoru... ;-)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#330849

Owszen Anvelsleben był i nawet StefanDetko go powiązał z Palmerem docierając w ten sposób do jądra do spisku Lema i Zajdla przeciwko Dickowi. Ciekawe, czy demaskator marzy o elektronicznych owcach?
--------------------------
Reszta nie jest milczeniem.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

----------------------------------------------
*Reszta nie jest milczeniem, ale należy do mnie.*
*Ale miejcie nadzieję; bo nadzieja przejdzie z was do przyszłych pokoleń i ożywi je; ale jeśli w was umrze, to przyszłe pokolenia będą z ludzi martwych.*

#330852

Demaskator to simulakra ;-)))! Zdemaskowawszy demaskatora udaję się na zasłużony spoczynek. A zatem:

Dobranoc :-)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#330853

bo i za PRLu i teraz za PRLbis nie lzia o patryjotyzmie mowic.
O to przyklad z Radomia gdzie jednostka zulawow jest zrekonstruowana.

http://www.youtube.com/watch?NR=1&v=Jw1ajGbU2Ls&feature=endscreen

"Chwała poległym za ojczyznę. Chwała prawdziwym Polakom, prawdziwym patriotom dla których Wolna Ojczyzna była dobrem największy. Jestescie Dumą Tego Państwa! Na zawsze pozostaniecie w naszej pamięci i naszych sercach!

Niech żyje Wielka Polska! Bóg, Honor Ojczyzna."

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#330885