Co nam powie doktor Goebbels? (Administracjo! Agregacja nadal nie działa!)

Obrazek użytkownika tj
Historia

Ponieważ agregacja mojego bloga z nieznanych mi (jak również Administracji) przyczyn przestała działać, w oczekiwaniu na jej ponowne uaktywnienie dodaję wpis ręcznie. Zainteresowani znajdą oryginał pod adresem http://tj1111.wordpress.com/2010/10/29/joseph-goebbels-nadchodzaca-europa/

Ojcowie Unii Europejskiej, czyli Joseph Goebbels: „Nadchodząca Europa”

 

O tym, że również hitlerowcy marzyli o zjednoczonej Europie rzadko się dziś wspomina. Zbyt rzadko. Pewne światło na temat przyczyn tak zagadkowego milczenia w tak istotnej przecież kwestii może rzucić sięgnięcie po źródła – co czynić warto zawsze i w każdej sprawie. Nic bowiem nie uczy tak, jak historia, i nic nie działa tak otrzeźwiająco, jak, na przykład, przekonanie się na własne oczy, że język i argumentacja używane przez nazistów zbytnio nie odbiegają od tego, co serwują nam dzisiejsi, za przeproszeniem, „euroentuzjaści”.

Od wojowniczych euroentuzjastów noszących opaski ze swastykami dzisiejsi demoliberalni stręczyciele Unii Europejskiej różnią się bowiem jedynie co do środków, ale nie co do celów, które pozostały niezmienne. Narodowi socjaliści zresztą sami przejęli umiłowanie integracji od swoich poprzedników, dla odmiany odzianych w gustowne szyszaki. Profesor Maciej Giertych przybliża historię niemieckich pomysłów na wspólną Europę w broszurze pt. „Quo vadis Europa?„, z którą warto się zapoznać, aby przekonać się o ciągłości i nieubłaganej konsekwencji niemieckiej polityki w tym względzie aż do czasów współczesnych, pomimo, wydawałoby się, druzgocących klęsk, jakie przytrafiły się po drodze.

By ukazać to uderzające podobieństwo pozwoliłem sobie przełożyć, podkreślając co ciekawsze fragmenty, niezwykle interesujące przemówienie tow. Józefa Goebbelsa do czeskich intelektualistów i twórców kultury, wygłoszone 11 września 1940 roku. Zawarte w nim powtórzenia i kolokwializmy świadczą o tym, że autor szczególnie się do niego nie przygotowywał. Zapewne był świadom swojej siły przekonywania, i że w tym konkretnym wypadku nie leży ona w słowach.

Po 70 latach, bez wielkiego wysiłku możemy wyobrazić sobie, na przykład, kanclerzynę Merkel przemawiającą w podobnym tonie do naszych propagandzistów. Podobnej, odwołującej się do technicznego postępu, argumentacji, wymieszanej z zapewnieniami o poszanowaniu narodowej czci i kuszeniem gospodarczą atrakcyjnością, nie musimy sobie nawet wyobrażać – słyszymy ją na codzień.

Za: Joseph Goebbels, „Die Zeit ohne Beispiel. Reden und Aufsätze aus den Jahren 1939/40/41″. Zentralverlag der NSDAP, Franz Eher Nachfolger, München 1941. (wersja elektroniczna)

Dr Józef Goebbels – Nadchodząca Europa. Przemówienie do czeskich twórców kultury i dziennikarzy
11 września 1940

Cieszę się, że mogę omówić przed Państwem szereg zagadnień, które wedle mojej oceny muszą raz zostać poruszone z całą otwartością dla wyjaśnienia stosunku Rzeszy do Protektoratu. Uważam to za konieczne, mimo trwających nadal działań wojennych. Istnieje bowiem obawa, że po zakończeniu wojny te zagadnienia nie będą mogły być omówione tak konkretnie, jak obecnie.

Jako intelektualiści zapewne jesteście świadomi, że na naszych oczach rozgrywa się największy dramat, jaki znała historia Europy. Jestem mocno przekonany – jakże mogłoby być inaczej! – że ten dramat rozstrzygnie się na naszą korzyść. W chwili, w której potęga Anglii padnie na ziemię, będzie nam dana możliwość zorganizować na nowo Europę, według zasad odpowiadających społecznym, gospodarczym i technicznym możliwościom XX stulecia. Nasza Niemiecka Rzesza przeszła podobny proces przed około stu laty. Była wówczas tak podzielona na wiele większych i mniejszych części, jak dziś Europa. Rozdrobnienie to było znośne tak długo, jak długo rozwój techniki, przede wszystkim środków transportu, uniemożliwiał przemieszczanie się z jednego małego kraju do drugiego w krótkim czasie. Wynalezienie maszyny parowej uniemożliwiło utrzymanie dotychczasowego stanu. Tak, jak wówczas potrzeba było około dwudziestu czterech godzin, aby przemieścić się z jednego małego kraju do drugiego, dziś, po wybudowaniu kolei, wystarczą już tylko, powiedzmy, trzy czy cztery godziny. Podobnie, przed wynalezieniem maszyny parowej należało podróżować około dwudziestu czterech godzin, aby natknąć się na kolejną komorę celną. Następnie wystarczyło najpierw pięć, potem trzy, potem dwie, w końcu pół godziny; stan taki stał się bezsensownym nawet dla fanatyków federalizmu. Również wówczas występowały w Rzeszy siły usiłujące przezwyciężyć ten stan na drodze negocjacji. Siły te zostały obalone poprzez historyczny rozwój, i to sposobem, jaki można stwierdzić częściej. Historia bowiem rządzi się twardszymi prawami, niż te, którym usiłuje się hołdować przy stole rokowań. Być może znacie słowa Bismarcka z tamtych lat, że niemiecka jedność nie zostanie osiągnięta dzięki mowom i uchwałom, ale musi być wreszcie wykuta krwią i żelazem. Słowa te wywołały wówczas wiele kontrowersji, później jednak zyskały historyczne potwierdzenie.

Rzeczywiście, jedność Rzeszy wykuto na polach bitew. Przezwyciężono w ten sposób cały szereg osobliwości, uprzedzeń, ograniczeń i parafialno-politycznych wyobrażeń pojedynczych krajów. Musiały one zostać przezwyciężone, inaczej Rzesza nie byłaby w stanie osiągnąć jedności potrzebnej, by przystąpić do konkurencji z mocarstwami Europy. To, że w ogóle zdołaliśmy dokonać państwowo-politycznego zjednoczenia zawdzięczamy przezwyciężeniu tych barier. Oczywiście wówczas Bawarczyk, Sas, Wirtemberczyk, Badeńczyk czy Schaumburgo-Lippczyk czuł się może nieco wykorzystany, aż w końcu pod wpływem dynamiki tego nowego państwa uprzedzenia stopniowo zeszlifowały się, a spojrzenia ludzi zwróciły ku wielkim celom właśnie postawionym przed Rzeszą.

Oczywiście, Bawarczyk nie przestał być Bawarczykiem, Sas Sasem, a Prusak Prusakiem. Jednakże poprzez te ograniczenia pochodzenia dostrzegli wspólnotę, a z biegiem dziesięcioleci zrozumieli, że dzięki urzeczywistnieniu tej wspólnoty mógł zostać rozwiązany cały szereg problemów natury gospodarczej, finansowej, zewnątrzpolitycznej i militarnej.

Wielkość Rzeszy to skutek tego procesu – procesu, który nam wydaje się niemal oczywistym, podczas gdy współcześni nie zawsze mogli i chcieli go zrozumieć. Byli tak zatrzaśnięci w swoim czasie i uprzedzeniach, że nie mieli siły spojrzeć w przyszłość, aby wyobrazić sobie państwo, które w końcu nadejdzie i które przewidywali i przygotowywali tylko ówcześni wizjonerzy.

Dziś kolej nie jest już nowoczesnym środkiem transportu, została w międzyczasie zastąpiona przez samolot. Przestrzeń, którą pokonywaliśmy koleją w dwanaście godzin, pokonujemy dziś samolotem w godzinę lub półtorej. Technika zbliżyła do siebie nie tylko ludy, ale i narody bardziej niż wcześniej można było sobie wyobrazić. Podczas gdy dawniej potrzebne były dwadzieścia cztery godziny, aby poprzez berlińską prasę przemówić do Pragi, dziś nie potrzebuję do tego nawet sekundy. Przystępując do tego mikrofonu, można być słyszanym w tej samej chwili w Pradze, na Słowacji, w Warszawie, w Brukseli i Hadze. Podczas gdy wcześniej potrzebowałem dwunastu godzin aby dojechać koleją do Pragi, dziś dolecę tam samolotem w godzinę. Oznacza to, że po kolejnym stuleciu technika przysunęła narody jeszcze bliżej do siebie. Z pewnością nie jest przypadkiem, że te techniczne środki powstały właśnie teraz. Nastąpił przecież przyrost ludności w Europie, a mnogość ludzi postawiła europejskie społeczeństwo przed zupełnie nowymi problemami – problemami polityki żywnościowej, gospodarczej, finansowej oraz natury militarnej. Dzięki tym zdobyczom techniki oczywiście również kontynenty znalazły się bliżej siebie. Wśród europejskich narodów coraz bardziej rośnie świadomość, że wiele spraw, jakie musieliśmy między sobą załatwić było tylko sprzeczkami w rodzinie w porównaniu z problemami, jakie muszą dziś rozwiązać kontynenty.

Jestem o tym mocno przekonany: właśnie tak, jak my dziś z pobłażliwym uśmiechem spoglądamy na prowincjonalne spory niemieckich ludów z czterdziestych i pięćdziesiątych lat poprzedniego stulecia, za pięćdziesiąt lat następne pokolenia będą z pewną uciechą patrzeć na spory aktualnie rozgrywające się w europejskiej polityce. W „dramatycznych konfliktach międzynarodowych” kilku małych, europejskich państw, będą widzieć już tylko sprzeczki w rodzinie. Jestem przekonany, że za pięćdziesiąt lat nie będzie się już myśleć tylko kategoriami krajów – wiele z dzisiejszych problemów będzie wówczas zupełnie wyblakłych i niewiele z nich zostanie, będzie się również myśleć kategoriami kontynentów, i zupełnie inne, zapewne dużo większe problemy będą wypełniać i poruszać myśl europejską.

W żadnym wypadku nie możecie myśleć, że my, kiedy przeprowadzamy pewien proces porządkowania w Europie, robimy to po to, aby odciąć życie pojedynczym narodom. Moim zdaniem pojęcie wolności narodu musi być dostosowane do warunków, przed którymi dziś stoimy, i problemów, po prostu, celowości. Tak, jak w rodzinie jej pojedynczy członek nie może mieć możliwości trwale zakłócać jej wewnętrzny pokój, tak pojedynczy naród nie może mieć możliwości trwale przeciwstawiać się ogólnemu procesowi porządkowania.

Nigdy nie mieliśmy zamiaru przeprowadzać tego procesu porządkowania, czy też reorganizacji Europy, przemocą. Jeśli jako ludzie myślący wielkoniemiecko nie mamy żadnego interesu w naruszaniu gospodarczego, kulturowego czy społecznego charakteru bawarskiego czy saskiego ludu, to tym bardziej nie leży w naszym interesie naruszanie charakteru gospodarczego, kulturowego czy społecznego, ludu, powiedzmy, czeskiego. Jednakże musi zostać stworzona między oboma narodami jasna podstawa porozumienia. Musimy się spotkać albo jako przyjaciele, albo jako wrogowie. I wierzę, że znacie nas już na tyle z naszej przeszłości, aby wiedzieć, że Niemcy mogą być strasznymi wrogami, ale też bardzo dobrymi przyjaciółmi. Możemy wyciągnąć rękę do przyjaciela i naprawdę lojalnie z nim współpracować, możemy jednak też zwalczać wroga aż do zniszczenia.

Narody, które dołączyły lub jeszcze dołączą do tego procesu porządkowania stoją teraz przed pytaniem, czy będą współpracować w procesie włączania z chętnym sercem, że tak powiem: z lojalności, czy też chcą się mu wewnętrznie sprzeciwiać. W kwestii faktów nie zmienią niczego. Możecie być przekonani, że państwa Osi, gdy Anglia zostanie powalona na ziemię, nie zmienią faktycznego stanu nowej organizacji Europy według wielkich politycznych, gospodarczych i społecznych wizji. Jeśli Anglia nie może nic tu zmienić, nie poradzi tu i czeskiego naród. Jeśli nauczyliście się czegoś z historii ostatniego czasu, wiecie że w dzisiejszym, mocarstwowym porządku nic zmienione być nie może i nie będzie.

Dlatego też, moi panowie – a mówię teraz całkiem realnopolitycznie, bez żadnego odwołania do sentymentów – czy ten stan aprobujecie czy nie, to obojętne, czy go witacie serdecznie czy nie, to nieistotne, w samym stanie nie możecie zmienić nic. Tylko jestem zdania, że kiedy nie można zmienić sytuacji i na pewno trzeba przyjąć jej istniejące wady, było by głupio nie zadbać o jej zalety. Skoro i tak staliście się częścią Rzeszy, nie widzę powodów dla których czeski naród miałby przyjmować postawę wewnętrznej opozycji, a nie raczej skorzystać z plusów Rzeszy.

Z pewnością musicie zrobić cały szereg politycznych ustępstw. Wiem, że to nie może być dla was przyjemne, nikt nie może tego zrozumieć lepiej ode mnie. Wiem, że musicie zrzec się pewnych rzeczy, które w przeszłości ukochaliście i ceniliście, i wiem, że do tak nowego stanu nie da się dostosować z dnia na dzień, że tak powiem, przez noc. Istnieją pewne tarcia, które na miejscu wydają się twardsze i ostrzejsze niż z perspektywy Rzeszy. Ale znowu: jeśli wliczone są pewne wady, z którymi musicie się liczyć, jestem zdania że powinniście także skorzystać z zalet. Chcę to wyjaśnić na przykładzie: w 1933 roku stanęliśmy przed problemem rozwiązania kwestii żydowskiej. O tym, że byliśmy przeciwnikami żydów mówiło się już przed 1933 na całym świecie. Wady antysemityzmu w światowej propagandzie odczuwaliśmy tak czy inaczej, więc mogliśmy spokojnie zapewnić sobie zalety i powyrzucać żydów. Kiedy jako przeciwnicy żydów byliśmy na świecie zwalczani i oczerniani tak czy inaczej – dlaczego mieliśmy znosić tylko wady, a nie również zalety, mianowicie wykluczenie żydów z teatru, filmu, życia publicznego i administracji? Kiedy byliśmy dalej atakowani jako przeciwni żydom, mogliśmy przynajmniej z czystym sumieniem powiedzieć: opłaca się, mamy przecież coś z tego.

Wy, moi panowie, rzuciliście okiem na Rzeszę, a ja przywiązywałem wielką wagę do tego, byście odbyli tę podróż zanim się z wami spotkam. Zobaczyliście Rzeszę podczas wojny i na tej podstawie moglibyście sobie wyobrazić, co będzie ona znaczyła podczas pokoju, gdy nasza wielka, narodowo silna Rzesza obok Włoch obejmie praktyczne przewodnictwo nad Europą. Nie można się od tego wykręcić. Nie ma co do tego dwóch zdań. Oznacza to więc dla was, że jesteście już teraz ogniwem wielkiej Rzeszy, która gotuje się, by tylko dać Europie nowy porządek. Ona chce zburzyć bariery, które jeszcze dzielą europejskie narody i zniwelować im drogę do siebie nawzajem. Chce zakończyć stan, który na dłuższą metę w oczywisty sposób nie może zadowolić ludzkości. Przeprowadzamy więc reformatorskie dzieło, co do którego jestem przekonany, że kiedyś zostanie zapisane wielkimi literami w historii Europy. Czy możecie sobie wyobrazić, co Rzesza będzie znaczyć po wojnie?

Wiecie, że gorliwie staramy się obok politycznego wzrostu Rzeszy dokonać także kulturowego i gospodarczego. Wiecie, że chcemy by naród sam uczestniczył w tych działaniach i ich efektach. Podam przykład: podczas gdy dotychczas niemiecki film dostarczaliśmy naszym 86 milionom Niemców, w przyszłości stoi przed nami niepomiernie rozległy obszar docelowy do dyspozycji. To od was zależy, czy weźmiecie w tym udział, czy też przyjmiecie postawę cichej bierności w stosunku do Rzeszy. Zaufajcie nam, że w drugim wypadku będziemy mieli wystarczająco środków i możliwości by, na przykład, pognębić czeski film. Wcale jednak tego nie chcemy. Przeciwnie, chcemy dopuścić go do udziału na naszym wielkim obszarze zbytu. Jeszcze mniej chcemy tłumić wasze życie kulturalne. Przeciwnie, chcemy umożliwić wam bogatszą wymianę. Naturalnie, można to osiągnąć wyłącznie na gruncie lojalności. Musicie zatem wewnętrznie przychylić się do dzisiejszego stanu, nie zostawiając sobie furtek myśląc przy tym: „Wyślizgam się z tego, jak coś pójdzie nie tak”.

Weźcie przykład z historii ruchu narodowosocjalistycznego jako porównanie: wielu członków naszej partii nosi szczególną odznakę ze złotym wieńcem wokół; w ten sposób świadczą: „Stałem przy narodowym socjalizmie, kiedy jeszcze nic nie można było na tym zyskać. Walczyłem dla tego ruchu, kiedy jeszcze nie był u władzy”. W pełni związali się z ruchem już wtedy, kiedy jego zwycięstwo wcale nie było oczywiste. Przyznawać się do oczywistej sprawy nie jest żadną sztuką. Jeśli więc chcecie pokazać swoją lojalność dopiero po wywalczeniu ostatecznego zwycięstwa – panowie, wówczas tylu będzie nas zapewniać o swojej lojalności, że nie będzie nas to już szczególnie interesować.

Jestem zdania, że musicie się zmierzyć z tym problemem. Ja również to zrobiłem. Na przykład w ostatnim czasie przeczytałem cały szereg czeskich książek, obejrzałem cały szereg czeskich filmów, przyjąłem cały szereg raportów dotyczących czeskiej pracy kulturalnej, i ubolewam, że w dużej mierze nie mogę zapoznać niemieckiego narodu z tymi owocami waszego życia kulturalnego. Jednak najpierw musi nastąpić oczyszczenie. Życzyłbym sobie pokazać szereg czeskich filmów niemieckiemu narodowi. Chcecie się zadowolić czeskim narodem jako docelowym obszarem odbioru waszych filmów, czy chcecie raczej widzieć je rozpowszechnianymi w całej Rzeszy? Czy nie napełnia was dumą to, że kiedy przyjeżdżacie do Hamburga, możecie sobie powiedzieć: „To również mój port!”? A kiedy widzicie niemiecką flotę: „Oto flota, która chroni również nasze życie!”, a kiedy śledzicie bohaterskie czyny naszego Wehrmachtu: „Oto siły zbrojne, które chronią również nasz naród, które również nas otoczyły żelaznymi klamrami swojej ochrony!” Uważałbym to za korzystniejsze i bardziej zadowalające niż mówienie: „Tak, rzeczywiście, musimy iść razem!” kryjąc rezerwę w głębi serca.

Dlatego musicie się zdecydować, i musi także czeski naród. Nie mówcie, że czeski naród chce tak, czy inaczej. Myślę, że na polu przewodzenia narodowi mogę sobie rościć pewne doświadczenia. Naród myśli tak, jak uczy go myśleć jego warstwa inteligencji, ma zawsze takie poglądy, jak jego intelektualne przywództwo. Czy wasze intelektualne przywództwo nie powinno teraz z całą powagą przystąpić do czeskiego narodu i wyjaśnić mu, że powinien się zdecydować? Czy nie powinno mu powiedzieć, że ten czeski naród dokonał może jednak najlepszego wyboru? – Widzieliście Rotterdam, dopiero teraz możecie w pełni osądzić wartość historycznej decyzji waszego prezydenta.

Nikt nie może powiedzieć: „Ale można było tego uniknąć!”. My nie działamy według własnego widzimisię. Nasze działanie nie może być innym niż jest, jesteśmy tylko służącymi historycznego losu. Jesteśmy tylko wykonawcami, realizatorami historycznego nakazu. Nie można mówić: „Gdyby nie narodowi socjaliści, byłby spokój w Europie”. Nie, byliby inni, którzy musieliby działać na naszym miejscu. Gdy czas dojrzał, musiał się wypełnić, tak jak jabłko spada z drzewa, gdy dojrzeje. Nie możemy bronić się przed losem; przytłoczyłby nas.

Innymi słowy: stoicie przed wyborem, by waszemu narodowi wyjaśnić obecny stan faktyczny, z szerszym punktem widzenia niż dotychczasowy przedstawić mu historyczne zadania, przed którymi stoi Europa. Myślę, że jeśli przypomnicie sobie tylko przebieg ostatniego roku wojny, dojdziecie w końcu do wniosku: „Może rzeczywiście my, Czesi, wybraliśmy najlepiej. Tak, jak było wcześniej, nie mogło już być dalej. To byłoby możliwe tylko, gdyby Niemcy były stale wdeptywane w ziemię, co jest jednak nie do pomyślenia.

Macie dziś możliwość przyjąć wszystkie dobrodziejstwa, jakie ma do zaoferowania wielka Rzesza Niemiecka. Macie naszą gwarantowaną ochronę. Nikt was nie atakuje. Mielibyście też możliwość rozpowszechnić w całych Niemczech wasze narodowe osiągnięcia. Mielibyście możliwość wprowadzić waszą muzykę do Rzeszy. Wasze filmy, waszą literaturę, waszą prasę, wasze radio. Wiecie, że niemiecki naród zawsze był otwarty i przystępny. Nie możemy i nie chcemy tego zmieniać. Nie jesteśmy dyktatorami, lecz wykonawcami woli naszego narodu.

Jak powiedziałem, oferujemy wam możliwość współpracy. Zaprosiłem was tu, aby stworzyć podstawę, na której moglibyśmy się porozumieć. Nie wymagamy od was robienia rzeczy przeciwnych honorowi waszego narodu, nie wymagamy od was robienia czegoś, co by was zdeklasowało jako parweniuszy, czy lizusów, czy innych.

W dłuższej perspektywie taki stosunek to żadna przyjemność. Wierzę jednak, że nie wymagamy zbyt wiele w tych dramatycznych godzinach europejskiego konfliktu, który doprowadzi do zupełnie nowych form ludzkiego współżycia, kiedy chcemy się co do tych spraw porozumieć, mieć jasną i prostą sytuację, czy będziemy się teraz ze sobą obchodzić jak wrogowie, czy przyjaciele.

Chcemy wiedzieć, jak widzi nas inteligencja narodu, czy spotykamy się jako wrogowie, czy przyjaciele. Że wiemy, jak zachować się jako wrogowie mogliście zauważyć w ciągu ostatniego roku. Że możemy się zachowywać jak przyjaciele, będziecie mogli zobaczyć, kiedy rozwinie się pozytywna i aktywna lojalność między oboma narodami, niemieckim i czeskim. Wyklarowanie tego uznałem za swoje dzisiejsze zadanie. Wierzę, że na tej podstawie moglibyśmy się porozumieć, i że się porozumiemy. Jestem mocno przekonany, że kiedy położycie ten fundament lojalności, wyświadczycie nam tym samym oczywiście przysługę, która jednak skądinąd będzie wielkim historycznym dziełem na rzecz czeskiego narodu. Nie można kierować się tym, co dziś ludzie powiedzą. Przeciętny człowiek może nie patrzeć daleko. Jest jednak zadaniem inteligencji wznieść się ponad wąski horyzont, mieć ogląd w szerszym kręgu, w wyobraźni przedstawić sobie stan, który kiedyś nastąpi, i przeciwko któremu nie świadczy fakt, że jeszcze go nie ma. Zawsze zadaniem inteligencji narodu jest być pionierami stanu nadchodzącego, a nie ślepymi czcicielami stanu obecnego.

Wzywam was do przemówienia w tym duchu do czeskiego narodu. Gdybyśmy my to zrobili, czeski naród nie uwierzyłby nam, bo nas nie zna, bo nie wie, jacy my, narodowi socjaliści jesteśmy, bo być może podejrzewałby nas o narodowy egoizm, podczas gdy my mamy tylko zamiar stworzenia jasnych stosunków między dwoma narodami, które przecież tak czy inaczej muszą się porozumieć. Wy żyjecie tam, my żyjemy tu. Tylko jakaś gigantyczna katastrofa naturalna, która zniszczyłaby nasz naród, mogłaby przynieść jednostronne rozwiązanie. Ponieważ tego nie można oczekiwać, musimy się jakoś porozumieć. To, czy się lubimy, czy nie, nie wchodzi do dyskusji. To nieistotne. Istotnym jest, że dajemy milionom w Europie wspólną życiową podstawę, a także wspólny życiowy ideał. Na razie ten ideał został naruszony przez Anglię. Anglia chciała trzymać Europę w niepokoju, gdyż widziała w tym najlepsze zabezpieczenie swojej wyspiarskiej egzystencji. To ognisko niepokoju jest właśnie niszczone przez gigantyczne uderzenia naszych sił zbrojnych. Później będziemy mieć możliwość dać Europie pokój, którego pragnie. Jesteście do tego serdecznie zaproszeni.

 

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

"Na razie ten ideał został naruszony przez Anglię. Anglia chciała trzymać Europę w niepokoju, gdyż widziała w tym najlepsze zabezpieczenie swojej wyspiarskiej egzystencji. To ognisko niepokoju jest właśnie niszczone przez gigantyczne uderzenia naszych sił zbrojnych. Później będziemy mieć możliwość dać Europie pokój, którego pragnie. Jesteście do tego serdecznie zaproszeni."
Tusk może śmiało to powtarzać!
pzdr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

antysalon

#99667

Anglia się w końcu odkuła. Miejmy nadzieję, że tak będzie i z JK.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#99679

Podkład dzwiękowy - marsz podbitych buciorów
dzisiaj - szmer liczarek banknotów:(

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#99682