Apel do profesora Andrzeja Nowaka

Obrazek użytkownika Janusz 40
Kraj

       Ten cały wpis popełniam jako apel do profesora A. Nowaka w jakby w "odpowiedzi" na jego ostatnią polityczną aktywność.     

       Nadzwyczaj szanuję prof. Andrzeja Nowaka z UJ; jego historyczne opracowania, zwłaszcza epokowa wielotomowa Historia Polski (jeszcze nie ukończona) to dzieła stawiaające Go w pozycji lidera polskich żyjących historyków. Profesor słynie też z tego, że nie zamyka się w naukowej wieży z kości słoniowej, tylko aktywnie wypowiada się na aktualne polityczne tematy. Zawsze w duchu polskiej tradycji i polskiego patriotyzmu. Cześć mu za to i chwała. Jest np. nadzwyczaj krytyczny wobec wprowadzanej właśnie "podstawy programowej" w dziedzinie historii, ale też w historii polskiej literatury. Spełnia w tej mierze swój obowiązek wobec Ojczyzny. Powiedziałbym nawet spełnia ten obowiązek jak może nikt inny. Oczywiście, są "zawodowi" politycy, którzy cały czas poświęcają Polsce; niestęty większość z nich, to "politycy", którzy politykę traktują jako świetne źródło dochodu.  Od naukowca nie można wymagać, by przeznaczał swój czas, a nawet jego większość na politykę; wówczas przestałby być naukowcem i mógłby obniżyć swoje naukowe loty. Tego w żadnym stopniu  nie możemy wymagać.

          Jako historyk-amator nie mam żadnych ambicji na poszerzenie tej gałęzi wiedzy. Zresztą nie istnieje historyk z dodatkiem "amator" - ten dodatek wyłącza poważne traktowanie kogokolwiek jako historyka. Są jednak niepisane prawa przysługujące amatorom, a niedozwolone prawdziwym naukowcom. Otóż amator może sobie pozwolić na pewną dowolność w interpretowaniu historycznychy faktów. Zastrzegam: "faktów". ponieważ nigdy nie skorzystałem z informacji, czy legend nie potwierdzonych prawdziwą historyczną analizą. 

 

Jednakże, jako "amator" wychwytuję niektóre fakty historyczne pomijane, lub lekceważone przez historyków. Począwszy od zarania państwa polskiego znane wydarzenia przedstawiane są zawsze w sposób deprecjonujący Polskę. Kroniki Galla Anonima, czy Wincentego Kadłubka są podawane najczęściej w odpowiedniej przyprawie mającej wykazać ich brak historycznej rzetelności, a tylko niektóre wzmianki – korzystne dla przyjętej i obowiązującej historiografii – są przytaczane. Dlaczego np. data przyjęcia chrztu przez Mieszka I uważana jest za początek państwa – przecież znani są z imienia panujący przodkowie księcia, przecież rozliczne koligacje Mieszka z sąsiednimi domami panującymi dobitnie świadczą, że był on już władcą o ugruntowanej potędze, którego zwierzchnictwo nad państwem Polan i jego terytorium nie budziło niczyich wątpliwości. Zatem początek państwa należałoby przesunąć przynajmniej o 100 lat. Także przyjęcie chrześcijaństwa od czeskich Przemyślidów (sprzymierzonych z z niemieckimi cesarzami) – nie jest pierwsze w stosunku do plemion polskich. Przynajmniej 80 lat wcześniej miała miejsce chrystianizacja Małopolski, która była początkowo zależna od państwa Wielkie Morawy, później wpływy tu mieli Czesi. Odbyło się to za sprawą „misjonarzy Słowiańszczyzny" Cyryla i Metodego (właściwie - w  wypadku Małopolski – tylko Metodego). Istnieje wiarygodny odpis wystąpienia Metodego do księcia potężnego siedącego "na Wiślech": "Synu daj się ochrzcić na swojej ziemi, bo będziesz ochrzczony na ziemi cudzej I tak się też stało". Wg mnie ów ksiązę ochrzczony został, ale raczej na "ziemi cudzej", bo ziemia, którą władał dostała się pod panowanie Wielkich Moraw.

            Polakom dość skutecznie wmówiono, że „Polska to brzydka panna na wydaniu i to bez posagu” (to słowa W. Bartoszewskiego).  

            Odrębną rzeczą jest postrzeganie Polski przez przedstawicieli innych państw, a zwłaszcza przez ludzi z „Zachodu” - tych, którzy uważają się za bardziej ucywilizowanych, mądrzejszych i zasługujących na szacunek. To Niemcy, Francuzi, Anglicy, Włosi, Hiszpanie, mieszkańcy Beneluxu, także Izraela i (co będzie w dalszym ciągu publikacji) – Austrii. Co jest wspólnym mianownikiem w tej konkurencji? Mianowicie jest nim bogactwo, nie jest ważne przy tym, jaką drogą zostało osiągnięte, istotny jest tylko sam fakt posiadania. Nie mam oczywiście zamiaru odbierać zasług tym narodom w budowie cywilizacyjnej skarbnicy ludzkości, niewątpliwie zajmują czołowe miejsc w rankingu państw i ludów znaczących w tej mierze. Jednakże uważam, że Polska też ma w nim wysokie notowania, a przynajmniej powinna je bezwzględnie mieć.

          Tymczasem nawet ludzie wykształceni, znawcy historii, literatury i ogólnie kultury z „Zachodu” w swoich publikacjach, jakby automatycznie, bezwiednie - pomijają Polskę. Czynią tak znani i uczciwi naukowcy, nie ze złej woli, tylko jako rzecz oczywistą, która nie podlega rzeczowej analizie. Tak się dzieje na skutek wielowiekowej już polityki historycznej prowadzonej przez państwa, które podzieliły między siebie Rzeczpospolitą. Zdarzają się sytuacje, kiedy doświadczamy obiektywnych, sprawiedliwych ocen wypowiadanych, czy napisanych przez ważne osoby ze świata polityki, nauki, sztuki. Są to jednak opinie stosunkowo rzadko publikowane i giną po prostu w oceanie publikacji obiektywnie niesprawiedliwych.

          Dam przykład. Otóż słynny profesor Ernst H. Gombrich, naukowiec zajmujący się głównie historią sztuki, którego dzieło "O sztuce" (REBIS) zostało przetłumaczone na dwadzieścia języków i sprzedane w sześciu milionach egzemplarzy – napisał również książkę pt. "Krótka historia świata" przetłumaczoną na dwadzieścia siedem języków.

         Wg Philipa Pullmana: „Opisanie historii świata w błyskotliwy i fascynujący sposób mogłoby się wydawać zadaniem niemożliwym, jednak E. H. Gombrich podjął to wyzwanie, a rezultat jest zachwycający; spod jego pióra wyszła prawdziwa perełka. Olśniewająca opowieść, doskonale uporządkowana, napisana z niezwykłą werwą i pewnością siebie, a także ze szczerością i wielkodusznością, które przysporzyły Gombrichowi tysięcy miłośników oraz przyniosły sławę podczas jego długiego i niezwykle owocnego życia. To wspaniałe zaskoczenie; książka naprawdę porywająca”.

       Wg Lisa Jardine, „The Times”: „Manifest wolności i uczciwości... wspaniała lektura... Wiele pokoleń przyszłych historyków będzie zawdzięczać tej książce swoje zamiłowanie do historii oraz prawdy”.

       Z tymi opiniami trzeba się oczywiście zgodzić. Książka jest napisana wspaniałym „wciągającym” językiem; czyta się bez wysiłku, nie nuży, sformułowania są jasne, czytelne i nie banalne. Rzeczywiście jej edukacyjna rola jest nie do przecenienia. Jednakże można mieć poważne zastrzeżenia dotyczące zachowania uczciwości i historycznej prawdy oraz nieproporcjonalnie do historycznego znaczenia pokazywania historii rodu Habsburgów (pisarz wywodził się z Austrii).

       W całej książce „Historia Świata” są tylko dwie krótkie wzmianki o Polsce i Polakach. To przy opisie oblężenia i odsieczy wiedeńskiej i odkryciu łącznie z matematycznym dowodem faktu krążenia Ziemi wokół Słońca, a nie odwrotnie.

       Wygląda to tak: po miesięcznym oblężeniu Wiednia przez tureckie wojska dowodzone przez wielkiego wezyra Kara Mustafę, kiedy w mieście nie było żywności, a ostrzeliwane mury pękały i nie można było ich już dłużej utrzymać czytamy: „A wtedy wreszcie nadeszły z pomocą wojska cesarskie. Z jaką ulgą odetchnęli wiedeńczycy! Z odsieczą przyszły nie tylko cesarskie wojska z Austrii i Niemiec. Król polski Jan III Sobieski, z którym cesarz już wcześniej zawarł przymierze przeciwko Turkom, też zgodził się pomóc, ale za cenę znacznych ustępstw. Chciał zostać naczelnym wodzem, a na ten honor również cesarz miał ochotę, dużo cennego czasu stracili więc na pertraktacje. W końcu wojsko pod wodzą Sobieskiego zajęło pozycję na wzgórzach wokół Wiednia i ruszyło na Turków. Po ciężkich walkach Turcy rzucili się do ucieczki. Nawet nie zdążyli zwinąć i zabrać obozu. Teraz mogli go splądrować cesarscy żołnierze. A mieli co plądrować... Wojska cesarskie ruszyły za Turkami. Znakomity francuski dowódca książę Eugeniusz Sabaudzki... w następnych latach wyswobadzał coraz więcej terytoriów spod władzy tureckiej i zyskał sławę największego wodza w austriackiej armii. Sułtan musiał oddać całe Węgry...”

        O Polsce i Polakach jest jeszcze jeden fragment tekstu odnoszący się Kopernika (kilka linijek): „Pierwszym człowiekiem, który w pełni zrozumiał, jak magiczna moc tkwi w badaniu przyrody metodami matematycznymi, był Włoch Galileusz. Przez wiele lat badał, sprawdzał i opisywał rozmaite zjawiska, aż nagle ktoś kiedyś doniósł, że w jego pismach znajduje się to samo zdanie, które Leonardo zapisał bez objaśnień: że słońce się nie porusza i że Ziemia kręci się wokół słońca, a planety razem z nią. Niedługo po śmierci Leonarda, w 1543 roku, polski uczony Mikołaj Kopernik po wielu latach badań, kiedy już sam był umierający, ogłosił takie odkrycie, lecz zarówno katoliccy, jak i protestanccy księża odrzucili tę naukę jako niechrześcijańską... I dlatego nauka, że słońce zawsze stoi w miejscu, jest heretycka i wbrew Biblii. Galileusz po długim życiu badacza stanął więc w 1632 roku jako prawie siedemdziesięcioletni człowiek przed trybunałem inkwizycji, który dał mu do wyboru: albo spłonie na stosie jako heretyk, albo odwoła swoje poglądy na temat ruchu Ziemi wokół Słońca. Podpisał, że jest biednym grzesznikiem, bo nauczał, że Ziemia kręci się wokół Słońca, nie został więc spalony, jak niektórzy z jego poprzedników. Podobno jednak, gdy złożył już podpis pod stosownym aktem, powiedział po cichu: „A jednak się kręci”.

         Kto wg tego „międzynarodowego bestsellera” najwięcej przyczynił się do zwycięstwa pod Wiedniem nad wojskami proroka. Dla młodego czytelnika z „Zachodu” Jan III Sobieski, tylko zwłóczył i pertraktował o splendory, więc właściwie przeszkadzał i na pewno nie jemu należy się ten zaszczyt. Także epokowe naukowo udowodnione odkrycie faktu obrotu Ziemi dookoła słońca jawi się wg tej książki jako zasługa już to Leonarda da Vinci, już to Galileusza. Oczywiście nie mam zamiaru deprecjonować zasług dla nauki tych wielkich tytanów epoki Renesansu, ale w „kunsztowny” sposób autor zminimalizował wkład do nauki naszego wielkiego naukowca i astronoma.

         A jak wygląda wersja historyków? Np. N. Davis: „Gdy cesarz Leopold II zaapelowało rychłą pomoc, Sobieski przyjął apel życzliwie. 1 kwietnia podpisano z posłem cesarskim, hrabią Waldsteinem, umowę o wzajemnej pomocy. Sobieski miał uzyskać subsydium w wysokości 1.200.000 na sfinansowanie odsieczy dla Wiednia; gdyby wziął osobiście udział w wyprawie miał otrzymać nominację na głównodowodzącego połączonych armii (dokument antydatowano i opatrzono datą 31 marca).” Także Papież słał błagalne listy do „Lwa Lechistanu”; zarówno cesarz, jak i Papież pisali, że samo nazwisko Waszej Królewskiej Mości sprawi, że wszystkie wojska austriackie i niemieckie nabiorą ducha do walki, bez którego nawet nie podejmą się obrony miasta”.

        Dalej pisze prof. Davies: „Sytuacja w Wiedniu latem 1683 r. stawała się rozpaczliwa. Turcy nadciągnęli wcześniej niż alianci i w połowie lipca rozpoczęli oblężenie miasta w sile ok 140. 000 żołnierzy, w innym miejscu Davies określa liczebność armii tureckiej na 200 000 żołnierzy i wyposażonej w ciężkie działa oblężnicze. Podobne oblężenia Sobieski widywał przy wielu wcześniejszych okazjach, a walczyć miał z wrogiem, którego każde następne posunięcie znał na pamięć... Polskie wojska zaczęły się gromadzić w Krakowie w połowie lata... 26 000 ludzi, 29 000 koni -25 pułków husarii, 77 oddziałów kozackich, 31 oddziałów lekkiej kawalerii, arkebuzeria, 37 pułków piechoty, 10 pułków dragonów i oddział artylerii. Siły w liczbie 10 000 wysłano na Podole, aby odwrócić uwagę Turków na bocznym skrzydle. Litwinom w sile 10 000 żołnierzy kazano wyruszyć bezpośrednio na Morawy, gdzie mieli się spotkać z siłami głównymi. Oddziały wyruszyły w końcu lipca, pod Wiedeń dotarły na początku września. Dłuższa obrona miasta bez odsieczy nie była już możliwa; książę Karol Lotaryński prosi o pilny sukurs; nieprzyjaciel szykuje generalny atak na miasto.

         Sobieski objął dowództwo nad całością wojsk idących na odsiecz Wiednia; 74 000 żołnierzy. Polacy przerzucili most pontonowy nad wodami Dunaju i ustawili artylerię na stokach wzgórz. 12 września po południu król wydał rozkaz do ataku. Karol Lotaryński skutecznie rozprawił się z Turkami na lewym skrzydle, pomogła polska artyleria podciągnięta na korzystne taktycznie miejsce. Król genialnie skierował atak husarii i wtłoczył muzułmanów w kąt między szańce Wiednia, Dunaju i pozycje Niemców, jego skrzydlata kawaleria spowodowała panikę wśród wrogów, po kilku godzinach walki około szóstej godzinie po południu Sobieski ze swoimi husarzami osobiście pędził galopem przez olbrzymi turecki obóz wśród szeregu wrogów, pośród paniki, zamętu i rzezi.”

       Jan III Sobieski wysłał do papieża zielony sztandar proroka i dołączył krótką relację: Venimus, vidimus, Deus vicit (to był zwrot parafrazujący Cezara użyty przez Karola V po bitwie pod Muhlbergiem). Ta odsiecz była końcem tureckiej ekspansji w Europie, jeszcze Sobieski ruszył w pogoń, w dniach 7-9 października, pod Parkanami zostały rozbite tylne straże armii tureckiej. Węgry stały otworem. Zatarły się wspomnienia Warny i Mochacza. Europa była uratowana.”

      N. Dvies napisał: „ Jak zwykle opisy nie są zgodne co do tego, komu właściwie należy przypisywać zasługę zwycięstwa. Historycy niemieccy zwykli zwracać uwagę na osobę Karola Lotaryńskiego i jego skuteczną akcję na lewym skrzydle poniżej wierzchołka Kahlenbergu; źródła polskie podkreślają rolę polskiej artylerii, która po południu odparła turecki kontratak. W każdym razie właśnie Sobieskiemu i jego skrzydlatym husarzom przypadła w udziale wspaniała szarża w dolince na prawym skrzydle oraz zasługa ostatecznego przepędzenia pohańców z Europy Środkowej.”

       Historyk wprawdzie wspomina nieprzeciętną znajomość taktyki tureckiej posiadaną przez J. Sobieskiego, ale nie będąc wojskowym używa często pięknego i poprawnego języka literackiego kosztem rzetelnego opisu bitwy. To drobny szczegół, ale znamienny: „Sobieskiemu przypadła w udziale wspaniała szarża w dolince...” Otóż, nie przypadła, tylko bitewne wydarzenia toczyły się pod genialnym dowództwem naczelnego wodza i ich przebieg był zaplanowany i dynamicznie kierowany...

        Co do odkrycia i naukowego uzasadnienia faktu obrotu planet (w tym Ziemi) wokół słońca, to wystarczy porównanie dat owego odkrycia i dat życia Galileusza, wszak urodził się on 21 lat po publikacji słynnego dzieła M. Kopernika De revolutionibus orbium coelestium (O obrotach sfer niebieskich) więc trudno mówić o jego udziale w utworzeniu tej rewolucyjnej teorii, a z omawianej książki wynika, że to właściwie on był jej rzeczywistym twórcą Natomiast bezsprzeczne są jego zasługi w jej propagowaniu i upowszechnieniu.

       Oczywiście, każdy autor, także twórca tego międzynarodowego bestsellera ma niezaprzeczalne prawo do wyboru przedstawianych (w tym wypadku) historycznych faktów. Ma także prawo do swobodnej oceny wagi owych faktów. Ale czytelnik ma również prawo do krytycznej oceny dzieła. Szczególnie, kiedy dzieło nazwane zostało KRÓTKĄ HISTORIĄ ŚWIATA. W jednym tomie nie ma możliwości zamieszczenia wszystkich ważnych wydarzeń, które kwalifikują się do opisu historii świata, zatem konieczna była ich selekcja, ograniczenie się do tych najbardziej istotnych. Także nie można sobie pozwolić na nadmierną ekspozycję narodu, z którego autor się wywodzi, nadmierne przywiązywanie faktów do np. rodzajów ubiorów w Wersalu przy pomijaniu np. bitwy (wojny) uznanej jako jedną z 18 najważniejszych w dziejach świata (to Bitwa Warszawska z 1920 r.)

        Słynna książka Gombricha właściwie nie pomija ważnych wydarzeń w świecie związanych z państwami i narodami, o których wspomniałem wcześniej jako „Zachód”, nie pomija też wydarzeń związanych z Rosją (trudno ją zakwalifikować jako państwo „zachodnie”). Rosja jednak, to razem z Prusami i Austrią jest zaborcą w stosunku do Rzeczpospolitej i swoiste skazanie Polski „na zapomnienie” także jest jej udziałem. Autor, wywodzący się z Austrii wyparcie ze świadomości faktu istnienia Polski, a co za tym idzie zdeprecjonowania jej jakichkolwiek zasług w historii Europy i świata – wyssał z mlekiem matki. I nawet przy najlepszych chęciach i programowej bezstronności musiał kontynuować to co propaganda, a nawet „nauka” wtłoczyła w umysły najbardziej nawet światłych ludzi z rzeczonego „Zachodu”.

        Polak mieniący się patriotą z takim stanem rzeczy nie może się godzić. Niestety wielu z nas nie jest świadomy jak daleko posunięta jest to wywyższanie się przedstawicieli owego Zachodu. Już w XVII wieku ukute zostało powiedzenie „Zgniły Zachód”, ale raczej dotyczyło to rozwiązłości i związanych z tym chorób. Lecz wzorowanie się na Zachodzie przyjmowało czasem postać farsy, czemu dał wyraz nasz wieszcz, choćby w poemacie „Pan Tadeusz”: „Co Francuz wymyśli to Polak polubi” , także przyjmowanie dosłownie arystokratycznych tytułów np. markiza.

        Politycy przy międzynarodowych spotkaniach oczywiście zachowują protokół, tyle, że to tylko zewnętrzna forma; przy rzeczywistych negocjacjach, przy sporach, targach i ustaleniach – czar pryska. Czasem przesądzającym argumentem jest: „Bo to Francja”. Czasem przy dojściu do porozumienia, szczególnie wg oczekiwań tych możnych - następuje uścisk dłoni i „przyjacielskie” poklepanie po plecach. Jakoś nigdy nie odnotowałem faktu poklepania po plecach francuskiego prezydenta przez polskiego premiera, czy też prezydenta (waga tych stanowisk jest różna w Polsce i we Francji) natomiast odwrotnie – wiele razy.

         Jest wiele historycznych przykładów – kilka Polek było (czasem koronowanymi na „Cesarzowe”) żonami cesarzy (trzy – Cesarzy Rzymskich (później dodawano - „narodu niemieckiego”), jednocześnie królowymi Rzymu, jedna była cesarzową hiszpańską). Także wnuczka Mieszka II - Maria była żoną cesarza bizantyjskiego Andronika Dukasa. Inna nasza królowa była uprawnioną sukcesorką cesarstwa bizantyjskiego (wg wielkiego naszego historyka – W. Konopczyńskiego) - to Maria Ludwika z rodu Gonzaga de Nevers i bizantyjskich Paleologów - żona Władysława IV Wazy i później żona Jana Kazimierza. W żyłach naszych królewskich rodów płynęło tyleż krwi z cesarskich rodów Habsburgów, Wittelsbachów, Luksemburgów i Hohenzollernów, co polskiej w ich. Wspominam o tym także z tego względu, iż państewko płacące przez kilkadziesiąt lat haniebny haracz chanowi Złotej Ordy – z małego księstwa moskiewskiego – po przyłączeniu lewobrzeżnej Ukrainy – stało się Wielką Rosją (to wg historyka Normana Davies'a - Anglika, który zarówno historię Polski, jak i innych europejskich państw przedstawia z naukowym obiektywizmem). Otóż to państewko z racji ożenku Iwana II z Zofią z Paleologów zaczęło zwać się trzecim Rzymem. Ów angielski historyk ocenia to jako rzecz śmieszną. Gdyby ożenki władców dawały legitymację do dziedziczenia tradycji największych w historii imperiów, to Polska miałaby wielokrotnie większe do tego prawo. Owe przyłączenie lewobrzeżnej Ukrainy, to właściwie „podarunek” Jana III Sobieskiego za udział w koalicji antytureckiej (z tego zobowiązania Rosja się nie wywiązała). W tym historycznym momencie przyjęcie roli chrześcijańskiego „Przedmurza” kosztowało nas zbyt drogo; skądinąd – wspaniały król zaprzepaścił w imię obrony wiary ogromny obszar Rzeczypospolitej...

         Wspomniany autor w ciekawie napisanej historii Polski pod tytułem Boże igrzysko - N. Davies dostrzega nieprzeciętne talenty Polaków: „Nie jest niczym zaskakującym, że wędrujący po świecie Polacy mają swój nieproporcjonalnie wysoki wkład w dzieje naukowych podróży i badań, a także w rozwój związanych z tego typu działalnością dyscyplin naukowych – kartografii, etnografii i geologii. Sir Paweł Edmund Strzelecki (1797 – 1873) wykonał mapę australijskiego interioru, zdobył najwyższy szczyt górski i nazwał go Górą Kościuszki; Aleksander Hołyński (1816 – 93) zbadał południową Kalifornię i przepowiedział powstanie kanału panamskiego; niebagatelne są też dokonania całej rzeszy Polaków wywiezionych do Rosji – od znanego z licznych nieprawdopodobnych dokonań Maurycego Beniowskiego (1746 – 86) po Bronisława Piłsudskiego (starszego brata Józefa 1866 –1918), który odegrał pionierska rolę w naukowych badaniach ludów Syberii, Azji Środkowej i północnego Pacyfiku. Ich rodacy pojawiali się nieoczekiwanie w najodleglejszych zakątkach świata – można tu wymienić Michała Czajkowskiego (1804 – 86), znanego w Turcji jako Cadyk Pasza, kubańskiego rewolucjonistę Karola Rollow-Miałowskiego (1842 – 1907), Ignacego Domeykę (1802 – 89) geologa i działacza oświatowego w Chile, Ernesta Malinowskiego (1808 lub 1815 – 99) pioniera kolejnictwa w Peru, gdzie wybudował najwyżej położoną linię kolejową na świecie. Na przełomie wieków aktorka Helena Modjeska (Modrzejewska) (1840 – 1909) była zapewne pierwszą emigrantką polską, której nazwisko znalazło się w nagłówkach gazet. Za nią poszło wielu innych – w tym tenor operowy Jan de Reszke (1850 – 1925) i jego brat Edward bas wagnerowski; Maria Curie -Skłodowska (1867 – 1934), która wsławiła się odkryciami w dziedzinie fizyki i chemii, pianista Ignacy Jan Paderewski (1860 – 1941) czy tancerz Wacław Niżyński (Nieżynski). Joseph Conrad (J.K. Korzeniowski 1857 – 1924) zdobył sławę jako angielski powieściopisarz (najwybitniejszy pisarz-marynista na świecie – moja uwaga),

Guillaume Apollinaire (Apolinary Kostrowicki (1880 – 1918) zaś jako francuski poeta”.

Historyk wymienia wielu jeszcze słynnych na świecie Polaków m. in. antropologa Bronisława Malinowskiego, architekta i budowniczego mostów – Rudolfa Modrzejewskiego (Ralpha Modjeskiego), ale też projektanta mostu nad Niagarą – Sir Casimira Gzowskiego, matematyka Stanisława Ulama (był w zespole twórców amerykańskiej bomby atomowej), biochemika Casimira Funka, filozofa nauki Jakuba Bronowskiego. Wśród artystów zauważa sławnych w tej dziedzinie pianistę, klawesynistkę – Wandę Landowską, dyrygenta Leopol Artura Rubinsteina da Stokowskiego, z gwiazd filmowych – Polę Negri i Marion Davies.

Polskie korzenie wg Davies'a mają także – Samuel Goldwyn (współwłaściciel Metra Goldwyn Mayer) i Sir Lewis Namier (1880 – 1960).

Tutaj muszę się do zasłużonego dla poznania historii Polski angielskiego naukowca odnieść krytycznie. O tym ostatnim „Polaku” w „Bożym Igrzysku” jest jeszcze kilka odniesień – wszystkie przedstawiają go jako wybitnego historyka. Był rzeczywiście twórcą kontrowersyjnych teorii filozofii historii powiązanych z freudowską psychoanalizą. Zresztą sam lord Namier był przyjacielem Freuda. Otóż Lewis Bernstein-Namierowski urodził się w spolonizowanej rodzinie żydowskiej w Woli Okrzeńskiej (w tej samej urodził się Henryk Sienkiewicz), ale w odróżnieniu od naszego Noblisty – Bernstein był przeciwnikiem włączenia Kresów do obszaru Rzeczypospolitej po I WW. Podobno w wieku 10 lat dowiedział się, że był Żydem i był to dla niego szok. Później potraktował to jako „odrodzenie” i stał się czołowym Syjonistą.

Berstein-Namierowski brał udział w I WW, ale krótko i później jako pracownik Foreign Office mógł mieć wpływ na stanowisko Lloyda Gorge'a w sprawie wschodniej granicy Polski - wg propozycji lorda Curzona. Nie miało to wówczas znaczenia w świetle wygranej przez Polskę wojny z Bolszewią 1920 r. Jednakże przyjęta przez Wielką Trójkę Linia Curzona jako wschodnia granica Polski po II WW - została okrojona w ten sposób, że cały Wołyń z Lwowem znalazł się w rękach Sowietów. Wg większości badaczy fałszerstwo to było dziełem Namiera (bo tak skrócił sobie nazwisko). Później ów Namier został profesorem i uzyskał w Anglii szlachectwo.

Piszę to po to, by pokazać iż N. Davies traci z pola widzenia polską wrażliwość na historię - w chwili, kiedy pisze o relacjach Polski z Anglią. Także jego relacja o poselstwie Pawła Działyńskiego w czasie wojny Anglii z Hiszpanią - w sprawie angielskiego embarga na dostawy żywności do Hiszpanii (co uderzało w interesy polskich eksporterów zboża) - jest przedstawiona jako bezczelne wystąpienie wobec wielkiej angielskiej królowej – Elżbiety I. Tymczasem w obiektywnych kategoriach, to polski poseł miał rację żądając zwolnienia statków z polskim zbożem i finansowego zadośćuczynienia. W końcu, to Anglia poczynała sobie bezprawnie na międzynarodowych wodach. Polska wówczas (za panowania Wazów) była liczącym się w Europie potężnym państwem i mimo fochów polskie życzenia zostały w całości uwzględnione.

Davies nie wspomina, że także odpowiedź królowej nie była dyplomatyczna i trzeźwi doradcy musieli sprawę łagodzić (groziła może nie tyle bezpośrednia wojna między Polską a Anglią, co wejście Polski do koalicji anty angielskiej).

Taki stosunek do dziejów Rzeczypospolitej N. Davies'a tym bardziej świadczy, że duża ilość opisów chwały i wielkości naszego narodu nie jest panegirykiem, lecz rzetelnym opisem rzeczywistości.

Nikt tyle nie zrobił tyle w budowaniu właściwej polityki historycznej Polski, jak prezydent US Donald Trump. Żaden z szefów innych państw nie dał Polsce i Polakom tak wysokiej oceny. W dodatku zrobił to prezydent najpotężniejszego państwa na świecie. Słowa Pani premier Beaty Szydło (iż jest dumna z faktu bycia Polką) znalazły niespodziewanie najsilniejsze poparcie, jakiekolwiek można było sobie wymarzyć.

"Polska jest krajem bohaterów", "Polacy zawsze walczyli w obronie wartości, o wartości cywilizacyjne Europy, walczyli o jej chrześcijańskie korzenie. Polacy nigdy się nie poddali, pomimo, że na ponad 100 lat utracili niepodległość" (może to nie są dosłowne cytaty, ale treść jest niepodważalnie zgodna z przekazem prezydenta Trump'a). Poprzestanę na tych kilku

W historii Polski i Polaków wiele razy znaczący przedstawiciele innych państw i narodów wyrażali się pochlebnie o Polakach; warto o tym pamiętać. Każdy sąd wypowiadany nie przez Polaka ma wielokrotnie większe znaczenie - z natury rzeczy posiada przymiot bezstronności, przymiot historycznej prawdy. Wszyscy przedstawiciele władz innych państw przede wszystkim mówią o swoich narodach, o swoich dokonaniach - to zrozumiałe. Ale jeśli jednak poczuwają się do oddania czci i wyeksponowania zasług innych, to muszą zajść nadzwyczajne przyczyny, muszą zaistnieć nadzwyczajne fakty i czyny prowokujące do takich ocen. Jakże często bohaterskie czyny i dokonania naszych rycerzy i żołnierzy nie były docenione, jakże często celowo skazywano je na zapomnienie. Tym bardziej musimy cenić to, co jednak zostało zauważone i musimy to znać i pielęgnować. Inne narody nie zaniedbują swojej polityki historycznej i starają się gloryfikować mizerne czasem osiągnięcia a jednocześnie wybielać rzeczy wstydliwe.

Było jednak więcej wspaniałych ocen wartości polskiego żołnierza i polskich osiągnięć na polu nauki i kultury europejskiej. Już w pierwszym obszernym opisie państwa Mieszka I dokonanym przez emisariusza (wywiadowcę - szpiega) kalifa Cordoby - Ibrahima ibn Jakuba z 965 r. jest podana liczba wojowników (zaciężnych) armii Mieszka I: Było ich trzy tysiące (Arabowie doskonale umieli liczyć), a każda setka ich warta była w boju tyle ile dziesięć secin innych. Kronikarz dokładnie opisuje jeszcze zaopatrzenie rodzin owych wojowników. To na owe czasy była prawdziwa armia potężnego państwa, a nie "drużyna" jak to określają niektórzy historycy. "Drużyna", to obecnie część plutonu i składa się z ok 10 żołnierzy; to własciwie obsada jednego wozu bojowego, jednego działonu itp. Oczywiście, w historycznej literaturze pojęcie "drużyna" może oznaczać całe siły zbrojne słowiańskiego księcia, ale takie nazewnictwo bez odpowiedniego kontekstu "ustawia" wodza owej drużyny, jako jakiegoś regionalnego watażkę - jest nadto myląca. 

          Niekwestionowanym przez nikogo "Pierwszym niepokonanym rycerzem Europy był Zawisza Czarny herbu Sulima z Grabowa". Mało kto wie, że Krzyżowiec Bolesław Wysoki (Przystojny) - syn Władysława Wygnańca też był słynnym niepokonanym rycerzem, co wykazał w wielu rycerskich potyczkach. O wartości polskiej husarii przekonały się czterokrotnie liczniejsze wojska szwedzkie pod Kircholmem kiedy to hetman Karol Chodkiewicz dał im przesławne lanie. Jeszcze większą wiktorię odniósł hetman Stanisław Żółkiewski pod Kłuszynem pokonując siedmiokrotnie liczniejszą armię cara W. Szujskiego (ze szwedzkimi posiłkami) - w wyniku czego Moskwa ukorzyła się przed Polakami; a carem został syn króla Zygmunta III Wazy- Władysław IV.

          Kiedy generałowie raportowali Napoleonowi, że wąwozu Samosierra nie da się zdobyć, że to niemożliwe - odpowiedział: "Niemożliwe dla moich Polaków? - Zostawcie to Polakom". Kozietulski ze swoimi szwoleżerami "potwierdził" słowa Bonapartego.

          O Bitwie Warszawskiej, "Cudzie nad Wisłą" wspomniał Prezydent Trump w swojej przepięknej przemowie. To wówczas po raz drugi Polacy uratowali Europę przed bolszewicką barbarią. I nie są to słowa na wyrost; angielski polityk pisarz i ambasador lord D'Abernon zaliczył ją do 18 najważniejszych bitew w historii. Warto sobie uzmysłowić, że wszyscy byli zafascynowani wówczas "pierwszym państwem sprawiedliwości społecznej" - i to nie tylko robotnicy na całym kontynencie, także intelektualiści. Robotnicy angielscy sabotowali produkcję uzbrojenia dla walczącej Polski, czescy kolejarze nie przepuszczali transportów z bronią i amunicją. Ogłupienie było powszechne. Oczywiście ludobójstwo stalinowskie miało miejsce później; nie było powszechnej wiedzy na czym w istocie polega komunizm. Węgry pomogły nam dostawami amunicji, Francja wyposażyła "Błękitną Armię" gen. Hallera. Cały naród polski się zmobilizował; to nie tylko Piłsudski; polityczną pracę wykonywał premier Witos, wspaniałą sztabowo-wojskową - gen. Rozwadowski. W polu dowodzili świetni generałowie: W. Sikorski, Śmigły Rydz, Sosnkowski, Haller.

              Jakże współbrzmią z tekstem przemówienia D. Trump'a słowa ministra SZ B. Becka wypowiedziane w sejmie przed wybuchem II WW:

"pokój, jak prawie wszystkie sprawy tego świata, ma swoją cenę, wysoką, ale wymierną. My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest jedna rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor".

Wiemy co powiedział premier Churchill o lotnikach (w tym o polskich lotnikach) po zwycięskiej "Bitwie o Anglię" - "Nigdy tak wielu nie zawdzięczało tak wiele, tak nielicznym". Szkoda, że w Jałcie, Poczdamie, a nawet w czasie parady zwycięstwa o tym jakby "zapomniał". Po bitwie pod Monte Cassino dowódca wojsk sprzymierzonych we Włoszech - gen Aleksander powiedział; „Gdybym miał wybierać. którzy żołnierze są najlepsi - wybrałbym Polaków"

           "Nie ma proroków we własnym kraju". To powiedzenie rodem ze Starego Testamentu jest niestety ciągle aktualne. Jakże boleśnie dotyczy to największego polskiego bohatera okresu powojennego Ryszarda Kuklińskiego, który wspólnie z Janem Pawłem II i prezydentem Reaganem doprowadził do obalenia komunizmu na świecie i jak nikt, położył największe zasługi w zapobieżeniu, by zimna wojna nie przekształciła się w gorącą. Nazwanie pułkownika Kuklińskiego największym bohaterem walki z komuną jest w pełni uprawnione. Nie tylko w skali naszego kraju, to był największy w świecie bohater tej walki. Filmował, robił zdjęcie dokumentów tajnych specjalnego znaczenia tysiące razy i ekspediował je do amerykańskiej agencji CIA, to oznaczało, że każdorazowo przy tych operacjach narażał życie. To mało powiedziane; polskim oficerom dopuszczonym do największych sowieckich wojskowych tajemnic prezentowano film z egzekucji jakiegoś przyłapanego agenta wrogiego wywiadu. To było powolne palenie żywcem w jakimś specjalnym piecu... Pułkownik Kukliński nie dokonał jednego bohaterskiego czynu, on bohaterskich czynów dokonał kilka tysięcy.

          Docenili to przedstawiciele amerykańskiej armii, która jako jedyna była zdolna przeciwstawić się ekspansji tego imperium zła. Dzięki pułkownikowi Kuklińskiemu można było to imperium zneutralizować.

"Nikt na świecie nie zaszkodził komunizmowi tak, jak ten Polak, narażając się na wielkie niebezpieczeństwo, Kukliński konsekwentnie dostarczał niezwykle cenne, wysoce tajne informacje na temat Armii Sowieckiej, planów operacyjnych i zamierzeń Związku Sowieckiego, przez co przyczynił się w bezprecedensowy sposób do utrzymania pokoju. Ci, którzy znają Kuklińskiego osobiście, widzą w nim człowieka wielkiego charakteru, odwagi, polskiego patriotę i bohatera." - powiedział - dyrektor CIA za czasów Ronalda Reagana - William Casey.

          A doradca do spraw bezpieczeństwa prezydenta USA Jimmy Cartera, profesor Zbigniew Brzeziński, podsumował to tak: „Informacje pułkownika były niezwykle szczegółowe i umożliwiły nam podjęcie kroków zapobiegawczych, co niwelowało przewagę sowiecką i odsuwało groźbę wywołania przez nich wojny. Gdyby jednak Moskwa rozpętała wojnę z państwami NATO, dowódca wojsk sowieckich atakujących Europę, marszałek Kulikow, zostałby unieszkodliwiony wraz z całym swoim sztabem, najpóźniej w 3 godziny od rozpoczęcia agresji. Takie działania obronne mogłyby podjąć Stany Zjednoczone, opierając się na informacjach, przekazanych wcześniej przez pułkownika Kuklińskiego”

          Myślę, że był to najbardziej znaczący dobrowolny współpracownik wywiadu USA w jego historii – ocenia David Forden, szef słynnego "Russia Departament" w centrali CIA. David Forden mówi, iż współpraca z Ryszardem Kuklińskim była dla niego czymś najważniejszym w całej jego karierze w CIA, że Kukliński pomógł w istotny sposób Ameryce w pokonaniu zagrożenia komunistyczną ekspansja i agresją. Nie był żadnym szpiegiem; był polskim oficerem, który walczył o wolność swej ojczyzny, a zarazem odegrał ważna, historyczną rolę w walce, jaką USA i wolny świat prowadziły z imperium sowieckim. Jestem dumny, że znam Go osobiście i przyjaźnię się z tym wielkim człowiekiem - mówił David Forden.

         Z kolei generał John Galvin - głównodowodzący sił NATO powiedział: " W naszych rękach znajdowało się ponad 2000 stron tajnych dokumentów specjalnego znaczenia, przygotowanych przez sowiecki Sztab generalny. Dostarczył je pułkownik Kukliński".

         Robert Gates - dyrektor CIA za prezydentury George'a Busha, sekretarz obrony USA za prezydentury G.W. Busha i Baracka Obamy: - "W okresie zimnej wojny polski pułkownik Kukliński był jednym z najcenniejszych, a nawet najcenniejszym naszym źródłem informacji w całym bloku sowieckim od Władywostoku do Berlina Wschodniego. Przekazał Stanom Zjednoczonym ponad 30 tysięcy stron najtajniejszych dokumentów Armii Sowieckiej, w tym także o znaczeniu strategicznym, co pozwoliło USA uprzedzić agresywne zachowania Kremla. Ogromne znaczenie dla nas miały zwłaszcza szczegółowe plany mobilizacyjne Armii Sowieckiej i UW na wypadek wojny, informacje o najnowszych rodzajach sowieckiej broni, dane dotyczące planowania elektronicznych systemów bojowych pola walki za pomocą satelitów .... W grudniu 1980 r. Kukliński uprzedził o koncentracji wojsk nad granicą Polski oraz o rozkazach interwencji militarnej w Polsce. Dzięki tym informacjom prezydent Carter poważnie ostrzegł Moskwę, co interwencji rosyjskiej zapobiegło".

          Gen. Aleksander Haig - głównodowodzący sił NATO, sekretarz stanu USA za prezydentury R. Reagana: - "Poza Kuklińskim, nie znam żadnego innego źródła, które dostarczyło Ameryce tej wagi informacji o przeciwniku". W podobnym duchu wypowiadali się o płk Kuklińskim inni amerykańscy stratedzy i politycy. W sfilmowanych wywiadach z amerykańskimi współpracownikami pułkownika Kuklińskiego niejednokrotnie widać u nich łzy na wspomnienie o tym niewysokim - najdzielniejszym z dzielnych - człowieku, pierwszym polskim oficerze w NATO; a byli to przecież twardzi zawodowcy, dla których prawdziwa wojna nigdy się nie zakończyła, jedynie posiada inne podskórne oblicze. Wszyscy podkreślali, iż nigdy płk Kukliński nie chciał mówić o jakichkolwiek gratyfikacjach finansowych, jego motywacje były wyższej natury.

 

        Konkludując; jest bezspornym faktem, że nadzwyczaj jest u nas zaniedbywana polityka historyczna. A polityczna orientacja nowego rządu jeszcze bardziej źle jej wróży. Już tzw. "rząd dusz w narodzie" nie sprawują wielcy pisarze, czy malarze, którzy właściwie przez 123 lata utrzymywali polską narodową tożsamość. Teraz słucha się i czyta wziętych dziennikarzy i celebrytów, którzy przeważnie zaczynają pojęcie narodu uważać za rzecz przestarzałą i chcą przynależeć do "imperium europejskiego". Nie zdają sobie sprawy jaką pozycję zajmowaliby w tym imperium. Dlatego namawiałbym profesora Nowaka, by poświęcił może kilka dni i naukowo "rozprawił się" np, z przytaczanym wyżej dziełem Gombricha.

          Może mój apel jest niepoważny, a nawet bezczelny, ale upoważnia do niego sam profesor A. Nowak swoim z kolei apelem do Jarosława Kaczyńskiego o rozważenie jego rezygnacji z przewodzenia partii. Oczywiście, każdy ma prawo apelować, ale apel ze strony powszechnie uznanego naukowca, godnego nazwyczajnego szacunku nie tylko z uwagi na jego dokonania w dziedzinie, którą uprawia, ale także ze względu na aktywne włączanie się w życie polityczne ma całkiem inny ciężar gatunkowy. Włączanie się w dyskusję o personaliach szefa partii, którą od zawsze popiera uważam za przekroczenie pewnej linii oddzielającej czystego naukowca od czynnego polityka. Może owe przekroczenie jest korzystne dla idei, które wyznaje zarówno profesor, jak i prezes Kaczyński (i oczywiście ja), może właśnie naukowiec o takim autorytecie powinien się wypowiedzieć w sytuacji zagrażającej nawet narodowej tożsamości. Dlatego właśnie ośmielam się wystąpić do profesora A. Nowaka o zwiększenie aktywności w dziedzinie aktualnej historycznej polityki.

Twoja ocena: Brak Średnia: 4.9 (11 głosów)

Komentarze

Włożył Pan dużo pracy w spisanie i przypomnienie tych wszystkich pięknych faktów z historii Polski. Większość z nich jest  - wydaje mi się - lub powinna być powszechnie znana. Jednak nigdy nie zawadzi przypomnieć je jeszcze raz. Nowak robi to również. I w swojej "Historii Polski" poświęca nawet dużo miejsca na propagandę wyjątkowości i wielkości historii Polski. Wydaje mi się, że jej słabą stroną jest raczej brak odkrywczości, brak odważnego  własnego spojrzenia na fakty. Poczynając od poruszonych przez Pana spraw historii przodków Miśka i jego samego, którego zgodnie z potocznym zwyczajem nazywa "Mieszkiem" wbrew oczywistym zapisom kronikarskim poczynając od Ibrahima i Thietmara. Miśko znaczy "niedźwiedź" i tyle wiemy. Teorie o jego kijowsko-wareskim pochodzeniu również powinne być omówione, chociaż źródeł pisanych tu brakuje. I tak dalej i tak dalej. Nowak uplasował się w tradycyjnym nurcie polskiej historiografii. Być może jednak jest to potrzebne ze względu na tragiczną nieznajomość historii wśród większości Polaków. Dla tych ludzi potrzebne jest przystępne, chronologiczne podanie faktów, które Nowak im oferuje. Jeżeli chodzi o obcych, to sytuacja w tej chwili jest beznadziejna i oni nigdy nie będą zainteresowani naszą historią. Ważne jest, by Polska była krajem silnym i wtedy będzie szanowana.

Vote up!
4
Vote down!
0

ppłk

#1659206

Też jestem wojskowym w stanie spoczynku i miło mi, że wśród kamratów jest zainteresowanie historią i jej percepcją wśród Polaków. Ma Pan w 100 procentach rację, że nigdy "obcy" nie będą zainteresowani naszą historią i nie zmienią swojego przekonania o swojej wielkości, a małości innych. Idzie przede wszystkim o przekonanie nas - Polaków o randze i wielkości naszych dokonań   w historii, a tego niestety boleśnie brakuje i jeszcze nowy lewacki rząd postanowił rozprawić się z polską tożsamością. Prof. Nowak rzeczywiście podjął się tytanicznej pracy upowszechnienia historii Polski, co jest sprawą godną najwyższego szacunku, ale wypowiada się też na aktualne politycznne sprawy i to też bardzo dobrze o nim świadczy. Ostatnio jednak, jak się wyraziłem, porzucił naukową wieżę z kości słoniowej i wypowiedział się w sprawach polityczno-personalnych. Oczywiście - każdemu wolno, lecz właśnie to jest przekroczenie pewnej niewidocznej linii oddzielającej naukowca od politykan i tylko dlatego ośmieliłem się wystosować do Niego taki właśnie apel.

 

Pozdrawiam

Vote up!
1
Vote down!
0

Janusz40

#1659213

Też jestem wojskowym w stanie spoczynku i miło mi, że wśród kamratów jest zainteresowanie historią i jej percepcją wśród Polaków. Ma Pan w 100 procentach rację, że nigdy "obcy" nie będą zainteresowani naszą historią i nie zmienią swojego przekonania o swojej wielkości, a małości innych. Idzie przede wszystkim o przekonanie nas - Polaków o randze i wielkości naszych dokonań   w historii, a tego niestety boleśnie brakuje i jeszcze nowy lewacki rząd postanowił rozprawić się z polską tożsamością. Prof. Nowak rzeczywiście podjął się tytanicznej pracy upowszechnienia historii Polski, co jest sprawą godną najwyższego szacunku, ale wypowiada się też na aktualne politycznne sprawy i to też bardzo dobrze o nim świadczy. Ostatnio jednak, jak się wyraziłem, porzucił naukową wieżę z kości słoniowej i wypowiedział się w sprawach polityczno-personalnych. Oczywiście - każdemu wolno, lecz właśnie to jest przekroczenie pewnej niewidocznej linii oddzielającej naukowca od politykan i tylko dlatego ośmieliłem się wystosować do Niego taki właśnie apel.

 

Pozdrawiam

Vote up!
0
Vote down!
0

Janusz40

#1659214

Autor napisał "Oczywiście ludobójstwo stalinowskie miało miejsce później".

Warto pamiętać, że pierwsze masowe mordy przeciwników komunizmu zapoczątkował komunistyczny zbrodniarz Lenin. Już w 1918 roku Lenin zainicjował założenie obozów koncentracyjnych przeznaczonych dla dysydentów lub tych, kogo komunistyczni zbrodniarze tylko podejrzewali (sic!) o wrogi stosunek wobec reżimu.

Już w chwili obalenia Rządu Tymczasowego nowi włodarze wykazali się okrucieństwem. Podczas szturmu Pałacu Zimowego, w którym znajdowali się ministrowie Rządu Tymczasowego, komunistyczni żołnierze bestialsko rozprawili się z kobietami z żeńskiego batalionu broniącego tego obiektu. Kobiety najpierw zgwałcono, a następnie rozpruto im brzuchy.

W czerwcu 1918 roku, w odpowiedzi na informację o zamieszkach w guberni penzeńskiej, Lenin wysłał następujący telegram:

Rozruchy bezlitośnie zdusić. Urządzić publiczną egzekucję 100 osób ( kułaków, krwiopijców, burżujów). Opublikować listy zabitych. Odebrać rodzinom straconych cały chleb. Zrobić tak, by ludzie w obrębie 100 wiorst wiedzieli o egzekucji i z jej powodu drżeli, bali się, trzęśli się. Do wykonania tego zadania znaleźć ludzi bardzo twardych. Potem zdać sprawozdanie.

Wydarzenia, które przeszły do historii jako „rewolucja październikowa”* były zapowiedzią krwawego terroru komunistów w Rosji sowieckiej (a następnie w powstałym w 1922 r. ZSRS), który pochłonął dziesiątki milionów ofiar.

_____________________

* 6 na 7 listopada 1917 r. - według kalendarza juliańskiego z 24 na 25 października.

Vote up!
0
Vote down!
0

Przemoc nie jest konieczna, by zniszczyć cywilizację. Każda cywilizacja ginie z powodu obojętności wobec unikalnych wartości jakie ją stworzyły. — Nicolas Gomez Davila.

#1659229