Ludzie, których spotykam w poświąteczny wtorek w pociągu jadącym ze Świnoujścia do Lublina, nie wydają mi się wcale nieznajomi, chociaż widzę ich pierwszy raz w życiu. Od pierwszych słów, które między sobą wymieniają, wiem, że zaraz zacznie się długa, pełna mocnych słów rozmowa o tym, co w naszym kraju boli, co mu zagraża i w czym widać niedomaganie naszego państwa. I że rozmowa ta nie będzie mieć nic wspólnego z tym, co dzieje się w wagonach drugiej klasy i szybko wypełniającym się sprasowanymi ludźmi korytarzu.