Prezydent spłaca dług polityczny
Z ks. prof. Waldemarem Chrostowskim, biblistą z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, rozmawia Dariusz Pogorzelski
Przed Pałacem Prezydenckim byliśmy świadkami gorszących scen. Czy musiało do tego dojść?
- Na początku trzeba odróżnić dwie rzeczy: to, co faktycznie działo się pod krzyżem, od tego, jak zostało to nagłośnione. Był to bowiem sposób zupełnie bezprecedensowy, z niczym nieporównywalny.
Wspomniał Ksiądz Profesor o złożonych przyczynach tej eskalacji konfliktu. Co konkretnie Ksiądz miał na myśli?
- Tych przyczyn jest bardzo dużo. Nawarstwiło się wiele rozczarowania, frustracji, bólu, niepokoju, który w dużej części jest uzasadniony. W grę wchodzą bowiem bardzo różne okoliczności. Pierwsza to ta, że upływają prawie cztery miesiące od katastrofy smoleńskiej, a my zamiast wiedzieć coraz więcej, wiemy coraz mniej i coraz mniej rozumiemy z tego wszystkiego. W pierwszych tygodniach można było odnieść wrażenie, że rozmaici decydenci polityczni dawali poznać, że oni wiedzą więcej, a wy się dowiecie, kiedy przyjdzie czas. Teraz się okazuje, że chyba również oni wiedzą niewiele więcej, a jeżeli wiedzą, to do tej pory tym się nie podzielili. Cóż to za demokracja i cóż to za sposób załatwiania tego rodzaju rzeczy! Druga sprawa. Zginęło 96 osób i przez cztery miesiące nie ma nikogo, kto poczuwałby się do jakiejkolwiek odpowiedzialności za to, co się wydarzyło. Nie ma kompletnie nikogo, kogo można byłoby wskazać i powiedzieć, że czegoś nie dopilnował. Przy rozmaitych małych rzeczach prowadzi się śledztwa, dochodzenia, a tutaj nie ma nic. Myślę, że to też jest powód wielkiej frustracji. (...)
Bardzo niefortunnie i źle się stało, że jedna z pierwszych wypowiedzi prezydenta elekta na łamach "Gazety Wyborczej" dotyczyła usunięcia krzyża. Tu trzeba postawić bardzo ważne pytanie: czy prezydent został, mówiąc kolokwialnie, wpuszczony w ten temat? Jego odpowiedź wyglądałaby wtedy jako swoiste spłacanie politycznego długu wobec ludzi, którym krzyż jest nie na rękę, a takich ludzi nie brakowało i nie brakuje również w środkach społecznego przekazu. Istnieje coś takiego jak antyewangelizacja i prezydent został wpuszczony w pewien nurt myślowy, który jest bardzo niebezpieczny. Być może prezydentowi ktoś tę myśl podsunął, a jeśli tak, to trzeba odważnie i roztropnie postawić pytanie: kogo prezydent ma w swoim najbliższym otoczeniu? Być może warto przypomnieć sobie, kto uznał, że jedną z priorytetowych spraw na progu nowej kadencji ma być sprawa usunięcia krzyża.
Czy można powiedzieć, że to zamieszanie, z którym mieliśmy do czynienia przed Pałacem Prezydenckim, było obliczone na dzielenie Polaków?
- Myślę, że nie było to zamierzenie zupełnie przypadkowe. Była to sprawa tak czy inaczej, jakkolwiek to brzmi, wielowątkowo i dość starannie przygotowana i nagłaśniana. To wydaje się paradoksalne, ale waga, jaką do tego przyłożono, obecność niemal wszystkich stacji telewizyjnych (...) to daje do myślenia. Ta rzeczywistość dopiero wtedy stawała się ważna, kiedy ją zobaczyliśmy zwielokrotnioną przez te miliony ludzi, którym zaczęto przedstawiać krzyż jako swoisty temat zastępczy, który ma usunąć w cień inne sprawy, inne bolączki, inne problemy.
Fragmenty programu "Polski punkt widzenia" w Telewizji Trwam, 3 sierpnia 2010 r.
http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100805&typ=my&id=my13.txt
- Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz
- 408 odsłon