|
|
14 lat temu |
To nie ja kradłam księżyc ale Kaczyński |
"Rzepa" taka jaka była do tej pory to poważna gazeta
Pokazywanie odmienności poglądów od lewa do prawa nie jest żadnym błędem merytorycznym, zwłaszcza gdy się zakłada, że gazety używającej wielu trudnych wyrazów nie czytają lemingi.
Ossala niedawno poświęciła się i obejrzała dwie "Kropki na i".
Nie jest idiotką ani lewicowym padalcem.
Ossala wie, że trzeba wiedzieć, co mówi i robi tamta strona.
Zamykanie oczy na brudy świata i powtarzanie wyłącznie swoich racji nie popycha niczego do przodu.
Taka jest też polityka "Rzepy" - poczytajcie sobie różne opinie i osądźcie sami kto ma rację.
To jest gazeta dla dojrzałych czytelników.
Jeżeli cokolwiek miałabym jej do zarzucenia, to to, że nie prostuje najbardziej bezczelnych kłamstw zawartych w wypowiedziach niektórych autorów, a ogranicza się jedynie do przedstawienie przeciwnej opinii innego autora.
Kłamstwo, moim zdaniem, powinno być wyraźnie i jednoznacznie ocenione przez samą redakcję.
Na przykład, jeżeli ktoś stwierdził, że Kaczyński powiedział coś czego nie powiedział, to redakcja powinna zamieszczać swoje sprostowanie.
Demokracja tak ma, że dopuszcza do głosu różne wypowiedzi, a od obywateli oczekuje się zdolności do ich oceny.
Jeżeli nie zaakceptujemy tej prawdy, to zaczniemy być głosicielami "prawdy jedynej" do wierzenia wszystkim obowiązkowo podanej.
Mój punkt widzenia nie zakłada bezwarunkowej akceptacji wszystkiego co robi PiS.
Podziwiając patriotyzm, prawość, żelazny charakter i nieprawdopodobną odporność psychiczną Jarosława Kaczyńskiego
-POLITYKA DOBREGO NA NAJTRUDNIEJSZY CZAS, dostrzegam jego ułomności. Mam do tego prawo.
Jarosław Kaczyński mówi językiem zbyt trudnym dla większości obywateli tego kraju. W konsekwencji staje się im "obcym", bo niezrozumiałym.
Tusk pokazuje zadowolenie, dobry humor, ewentualnie gniew.
Jest to prosty przekaz emocjonalny- odnosimy sukcesy, a jeżeli ktoś coś u nas zawali to zostanie ukarany.
Innym nie pozwolimy sobie pluć w twarz.
I NIE SĄ WAŻNE FAKTY. Dlaczego, o tym za chwilę.
Kto powie jakie uczucia okazuje Kaczyński?
DLACZEGO PRZEKAZ EMOCJONALNY JEST WAŻNIEJSZY OD PRZEKAZU INTELEKTUALNEGO - oto dowód wprost.
Starsze roczniki pamiętają, być może, kawał jaki wycięła telewizja publiczna znanym krytykom muzycznym.
W jury zasiedli najlepsi.
Przed zastawkę wychodziło po kolei 3 dobrze się zapowiadających młodych skrzypków.
Zadaniem jury było ocenić ich grę i wypowiedzieć na temat możliwości zrobienie w przyszłości kariery.
Każdy ze skrzypków odegrał ten sam utwór.
Kiedy jurorzy skończyli już swoje wypowiedzi, odsunięto zastawkę i pokazano jurorom i całej telewizyjnej publiczności, że MUZYKA POCHODZIŁA Z MAGNETOFONU, a wykonanie utwór było najwyższej klasy.
Było to nagranie Krzysztofa Jakowicz Skandal był niebotyczny.
Trzej młodzi skrzypkowie tylko markowali grę. Jeden miał za zadanie pokazanie pewnej niepewności w ruchach, drugi był nad ekspresywny, trzeci zachowywał się z dużą pewnością siebie.
I ten oczywiście zebrał najlepsze oceny.
Jeżeli tak haniebnie pomylili się w ocenach występu skrzypków wybitni krytyce muzyczni, to czego oczekiwać od zwykłych ludzi, którzy muszą oceniać polityków, nie znając się na polityce, o przeciętnym i niżej poziomie intelektualnym?!
MAM WRAŻENIE, ŻE DOMINIK ZDORT WŚCIEKA SIĘ NA KACZYŃSKIEGO ZA TO, ŻE NIE UMIE ON GRAĆ EMOCJAMI, A TO POWODUJE, ŻE FORMACJA TA NIE OSIĄGA SUKCESÓW JAKICH OCZEKUJE OD NIEJ TEN DZIENNIKARZ.
My wszyscy pytamy - jak przekonać ludzi do PiS.
Nie znajdujemy skutecznych sposobów i ich nie znajdziemy.
Wszystko w rękach prezesa Kaczyńskiego i dobieranych przez niego ludzi do kontaktów z mediami.
Jeżeli JAROSŁAW KACZYŃSKI mówi prawdę, że czeka na wybory w 2015 roku to ma 4 lata na to by....
PRZYPOMNIEĆ SOBIE, ŻE UMIE PRZEDSTAWIAĆ EMOCJE TAKIE JAKIE MA OCHOTĘ POKAZAĆ.
W końcu to nie ja kradłam księżyc ale on. |
|
Rzepa dołuje PiS i wspiera lewą nogę |
|
|
|
14 lat temu |
Droga Contesso! |
"Primabaleron" pyszny, równie zabawny jak mazurkowy "Komorowski i jego żona Prezydencja".
Najwyraźniej budzi się stary, dobry, polski kabaret ze snu.
Biorąc pod uwagę co napisał pan Andrzej Godlewski w "Rzepie:
"Poza Niemcami, gdzie ciągle są silne obawy przed powrotem PiS, w Europie nie ma wielu przywódców, którym zależy na tym, by w czasie polskiej prezydencji ułatwiać życie Platformie..."
oraz, że Janusz Lewandowski, unijny komisarz ds. budżetu, już wcześniej był
"... negatywnym bohaterem konferencji prasowych premiera Camerona, to teraz będzie on szwarccharakterem także dla angielskich i niemieckich tabloidów.."
możemy doczekać całkiem zabawnych czasów, niestety również ponurych.
Ale skoro nie mamy wpływu na to co składa się na ponurość, korzystajmy z okazji i poprawiajmy sobie humor satyrą.
Dzięki Contesso za twój wkład w rozśmieszanie narodu. |
|
Polska prezydencja w UE – part one. |
|
|
|
14 lat temu |
Podzielam pogląd ESKI |
Adwokaci, zwłaszcza ci, zajmujący się sprawami gospodarczymi mają wielu klientów poza Polską.
Brak reakcji na próby przebadania psychiatrycznego szefa opozycji, a równocześnie brata prezydenta Polski, który zginął w podejrzanych okolicznościach, byłby dla polskiej adwokatury katastrofą.
Zeszli by do poziomu białoruskich mecenasów. |
|
Adwokaci piszą do ministra |
|
|
|
14 lat temu |
DAX Przyjacielu! |
Byłam szefem Komisji Oddziałowej NSZZ "Solidarność" przy Oddział TVP w Poznaniu i członkiem prezydium Komisji Zakładowej TVP.S.A. przez długie lata, a w "Solidarności" od 1980 roku.
Telewizja nie jest środowiskiem sprzyjającym związkowcom.
Nie stoi za szefem związku cała załoga wydziału XY bo w telewizji różnorodność wykonywanych zawodów powoduje, że interesy poszczególnych grup są sprzeczne.
Władze firmy zrobiły wszystko by związki zawodowe rozmnożyły się jak króliki, co znakomicie utrudniało związkową działalność. Nieustannie trzeba było uzgadniać wspólne stanowiska.
Zapewniam Cię, że nie było łatwo.
A wiesz dlaczego godziłam się na piastowanie tej funkcji mimo, że oznaczała ona zawsze zmniejszenie moich zarobków, bo w telewizji honoraria zależą od uznania szefów ?
Otóż byłam szefem "Solidarności" by pilnować interesów załogi.
Nawet ci co psioczyli na mnie wiedzieli, że pilnuję nie swoich spraw i że za to płacę określoną cenę.
A 30 czerwca będę na demonstracji w Warszawie. Jestem rocznik 1946.
Zamiast narzekać, zabierz się za montowanie nowej Komisji Zakładowej z uczciwych ludzi. |
|
Demonstracja NSZZ "Solidarność" w Warszawie - 30 VI 2011 r. Nieobecni nie mają racji. Ja tam będę a TY!? |
|
|
|
14 lat temu |
To jest zbyt poważna sprawa, by była tylko tematem rozważań. |
Uważam, że posłowie PiS powinni zarządać w tej sprawie szczegółowych wyjaśnień. |
|
Totalna inwigilacja, przygotowania do tłumienia zamieszek |
|
|
|
14 lat temu |
Drogi przyjacielu Dax. |
Wolność nie jest dana nikomu na zawsze.
Jak byłeś członkiem związku to trzeba było odpytywać na zebraniach zarząd komisji, gdy uważałeś, że działał niezgodnie z interesem załogi.
Swoich spraw trzeba pilnować bez przerwy!
To nie jest tak, że po wyborach, ci co zostali wybrani mają być jak rodzice w stosunku dzieci.
O nieuczciwości trzeba mówić głośno i to na zebraniach. |
|
Demonstracja NSZZ "Solidarność" w Warszawie - 30 VI 2011 r. Nieobecni nie mają racji. Ja tam będę a TY!? |
|
|
|
14 lat temu |
Witam. |
Dojedziemy z Poznania. Do zobaczenia. |
|
Demonstracja NSZZ "Solidarność" w Warszawie - 30 VI 2011 r. Nieobecni nie mają racji. Ja tam będę a TY!? |
|
|
|
14 lat temu |
Moje umiejętności są kiepskie więc |
proszę najlepszych w tej dziedzinie o nałożenie na wypowiedzi typ padalców napisów chociażby po angielsku. Ci do których wysyłamy te protesty muszą móc przeczytać do te dranie wygadują.
A może nagrać te wypowiedzi na płytkę z tłumaczeniem i rozdawać w Brukseli, nawet studentom w campusach. |
|
List otwarty do Panów Buzka i Barroso. Zmieniaj po kolei adresatów i rozsyłaj, rozsyłaj... |
|
|
|
14 lat temu |
Pytanie. |
Nie sądzicie, że ona ma w sobie coś ze starej ropuchy?
Biedny Duch Św. On nawet nie może zażądać sprostowania i oświadczyć, że z tą panią nie ma nic wspólnego. |
|
Odnowiona w Duchu Świętym |
|
|
|
14 lat temu |
Dawno, dawno temu... |
Redakcja publicznej telewizji zamawiała sondaże u dziennikarzy z ośrodków lokalnych na temat skuteczności działania leczniczego Kaszpirowskiego co to w naszej telewizji odliczał: odin, dwa, tri, czetirie i już zdrowie wracało Polakom.
Ile można było biegać z kamerą po Poznaniu by kilkanaście osób odpytać czy Kaszpirowski im pomaga ?
Z tych zarejestrowanych wypowiedzi na antenę szło zaledwie kilka. Płacili lepiej niż za materiały zrobione dla ośrodka poznańskiego.
By się nie napracować, należało pojechać w okolice Starego Rynku, bo w pobliżu są urzędy. Podejść do paru osób poruszających się energicznie, bez względu na wiek. A potem zapytać okolicznych mieszkańców. W starych budynkach mieszka sporo ludzi niezamożnych. To spośród nich wybierałam tych o sylwetkach lekko skulonych i naiwnych buźkach. Dzięki autosugestii oni naprawde czuli sie lepiej.
W przeciągu pół godziny materiał był gotowy i leciał do Warszawy.
Robiłam też na lokalną antenę cykl o uzależnieniach.
Nie był to cykl szczególnie lubiany przez dyrektorów.
W telewizji zawsze sporo się piło.
W końcu kolejna dyrekcja zdjęła go z anteny, bo badania sondażowe wykazały, że program jest zupełnie pozbawiony widowni.
Początkowo sądziłam, że rzeczywiście "zgubiłam" widownię jako, że starą metodą, by program wykończyć, zmieniano mu bez przerwy dni i godziny emisji.
Pomyłka.
Nigdy w życiu bym na to nie wpadła, dlaczego program miał zerową widownię.
Otóż przydzielono 100 telewizorów bliższym i dalszym znajomym dyrekcji. Do tych aparatów było dołączone urządzenie, które odnotowywało czy telewizor jest czynny czy też nie.
Te 100 osób krewnych i przyjaciół królika było ta widownią, która decydowała o wyniku badania.
Jestem prawie pewna, że do barometru warszawskiego na początku wybrano osoby o znanych władzom poglądach i to one są odpytywane na okrągło przy kolejnych badaniach.
To nie problem znaleźć w ponad milionowym mieście 2000 osób w różnym wieku, odmiennej płci i z różnym wykształceniem.
Za każdym razem pyta się 1100 i wynik jest murowany.
A nie można zarzucić, że pytane są cały czas te same osoby.
Uwzględniając nawet, że warszawiaków w Warszawie prawie już nie ma, że większość to młodzi wykształceni z dużych miast, mimo wszystko, taki wynik jako podano, jest zupełnie nieprawdopodobny.
Na miejscu PiS zamówiłabym własne badania. |
|
Odnowiona w Duchu Świętym |
|