Trump - bezwzględny niszczyciel klimatu. Ratujmy Planetę!!

Obrazek użytkownika Traczew
Idee

Straszliwa dla przyszłości naszej błękitnej Planety decyzja tego potwora z Białego Domu tak mocno podgrzała atmosferę na świecie, że najprawdopodobniej przyśpieszy to topnienie lodowców i przybliży katastrofę.

Rozgorzała zacięta dyskusja o atmosferze, gazach cieplarnianych, dwutlenku węgla, klimacie, zwierzętach zanieczyszczających powietrze, ale niestety pomija ona ponad 7 miliardów uporczywych trucicieli atmosfery. Chodzi o pasożytnicze dwunogi zamieszkujące naszą planetę, zwane ludźmi, które także, niestety, też produkują gazy szkodliwe dla środowiska i klimatu. Nie dość, że, przez oddychanie, zużywają cenny tlen z atmosfery, to jeszcze w procesie trawiennym w ich sparszywiałych organizmach, powstają gazy (skład: azot, dwutlenek węgla, metan, siarkowodór i trochę tlenu), które wydalane na zewnątrz, w procesie tzw. pierdzenia, (elegancko: wydalania wiatrów) rujnują atmosferę i przybliżają katastrofę klimatyczną naszej Planety. Problem ten dostrzeżono, ale w małym stopniu znaleziono sposób przeciwdziałania temu niebezpieczeństwu.

Bez wątpienia jednym z pierwszych gremiów, które zareagowało na to poważne niebezpieczeństwo były władze miasta Gandawy, które kilka lat temu wprowadziły dzień bezmięsny w stołówkach szkolnych, pracowniczych itd., wychodząc z założenia, że dieta bezmięsna (roślinna) wpłynie na obniżenie pogłowia zwierząt hodowlanych, zwłaszcza przeżuwaczy, co będzie miało wpływ na zmniejszenie ilości wydalanego przez nie metanu. Pomysł był niezły, ale popełniono mylny błąd, gdyż mniejsza ilość przeżuwaczy pomniejszy wprawdzie ilość wydalanego metanu, ale dwunogie pasożyty, nie jedząc mięsa, będą musiały obżerać się jarzynami i potrawami roślinnymi, a to niestety zwiększy ilość wydalanego nie tylko metanu, ale także siarkowodoru. Tak więc pomysł był trochę niekompletny. Rada Gandawy nie powinna wprowadzać dnia bezmięsnego, tylko powinna zakazać jedzenia czegokolwiek w jednym dniu tygodnia. Oczywiście nie może to być piątek.

Poważną propozycją antymetanową jest koncepcja Złotej Pani Angeli Merkel, która opowiada się za ograniczeniem spożycia mięsa w RFN o połowę do 2050 roku. (autentyczne). Nie wiadomo jednak czym nasza Złota Pani chce zastąpić 50% mięsa pożeranego dziś łapczywie przez obywateli jej państwa. Ta antymetanowa dieta musiałaby być uzupełniona przez jakiś antymetanowy produkt zastępczy. Pokarmy roślinne oczywiście nie! Najbardziej neutralna klimatycznie nie może być też niestety woda, która mogłaby zastąpić te 50% zakazanego mięsa. Nieznany jest bilans kaloryczny diety mięsno-wodnej (50% dzisiejszego spożycie mięsa + woda). A poza tym wody też brakuje i trzeba oszczędzać. Nie można też stosować systemu mechanicznego ograniczania spożycia. Na przykład Niemiec zamawia w knajpie golonkę, a kelner podaje mu tylko pół porcji (kasuje forsę za całą porcję, to jasne. Będzie to tzw. podatek klimatyczno-mięsny). Jedynym wyjściem z tej kryzysowej sytuacji jest wprowadzenie w Niemczech kartek na mięso. Skoro statystyczny dwunogi pasożyt mieszkający w Niemczech pożera 130 kg mięsa rocznie, to na kartce będzie miał tylko 65 kg. W ten prosty sposób plan Złotej Pani może zostać zrealizowany. Dwunogie pasożyty w Niemczech, przywykłe do posłuszeństwa, dostosują się, będą szczuplejsze, zdrowsze, będą oddychać lepszym powietrzem, będą rzadziej popierdywać, co ożywi bez wątpienia ich życie towarzyskie. Nie wiadomo jedynie jak do tego planu Złotej Pani ustosunkuje się rząd Niemieckiego Kalifatu, który zostanie proklamowany zapewne gdzieś około roku 2040. Miejmy jednak nadzieję, że ten islamski rząd będzie również wrażliwy na zagadnienia klimatyczne, choć to może być wątpliwe, gdyż preferują mięso przeżuwaczy.

Ważnym wydarzeniem była konferencja klimatyczna w Vatykanie w ubiegłym miesiącu (PCh24), gdzie silne były głosy o konieczności depopulacji naszej Planety, która może znieść obecność tylko około miliarda dwunogich pasożytów na jej powierzchni.

Moja koncepcja jest inna, choć uwzględnia plan depopulacji. Otóż lekarze stwierdzili, że dwunogi pasożyt naszej błękitnej Planety puszcza wiatry od 10 do 25 razy dziennie. Mamy więc dwa rodzaje pasożytów: niskometanowce (wydalające wiatry od 10 do 15 razy dzien­nie) oraz wysokometanowce, "wiatrujące" atmosferę powyżej 20 razy dziennie. Jednakże mechaniczne zliczanie wiatrowań (czyli zwykłe liczenie) nie może dać precyzyjnego pomiaru szkodliwości metanowania atmosfery przez część dwunogich pasożytów. Konieczne jest więc skonstruowanie LICZNIKÓW METANOWYCH, które zamontowane z tyłu odwłoku pasożyta, będą analizować skład produkowanych przezeń szkodliwych gazów. W pierwszej fazie przeciwdziałania metanowaniu Planety, konieczny jest okres eksperymentalny, kilkuletni. kiedy to liczniki zamontuje się tylko komisarzom KE, personelowi urzędniczemu w Brukseli i europarlamentarzystom z frakcji Zielonych w PE. Liczyć się także należy ze zgłoszeniami wolontariuszy ze środowisk ekologicznych. Pozyskane tą drogą precyzyjne informacje umożliwią skuteczną walkę z metanowaniem atmosfery Planety przez dwunogich pasożytów. Te z nich, które wiatrują atmosferę ponad 25 razy dziennie, lub ich gazy zawierają szczególnie szkodliwe substancje (zwłaszcza siarkowodór) zostaną oczywiście poddane eutanazji. Tu nie może być żadnych kompromisów. Ponadnormatywny pierdziel = MARTWY pierdziel, taka będzie żelazna zasada. Co do reszty to opracuje się programy żywieniowe, które wydatnie zwiększą pogłowie niskometanowców. Wysokometanowcy, jeśli będą się uporczywie opierać zabiegom dietetyków i nadal zasmradzać atmosferę, zostaną umieszczeni w obozach OOA (Obozy Ochrony Atmosfery), gdzie ich organizmy przejdą przymusową i skuteczną kurację antymetanową. Obawiać się należy, że do pierwszego OOA zostanie skierowany komisarz Timmermans. Zauważcie jego dziwne zachowanie. Co kilkanaście minut, lekko unosi się z krzesła, czy fotala, na którym siedzi i rozgląda się wokół. Podejrzewam, że w tym momencie dochodzi do metanowania atmosfery, a to rozglądanie się oznacza, że ten pasożyt bada czy ktoś to zauważa. Ten człek z całą pewnością jest wysokometanowcem, lub może nawet ponadnormatywnym pierdzielem. Ale personel OOA z całą pewnością to szybko ustali i podejmie właściwe decyzje. Innym przypadkiem wydaje się ten ryży przewodniczący RE. On z całą pewnością jest niskometanowcem, o czym świadczy wiecznie skrzywiona gęba i wybałuszone wilcze ślepia. Tak więc sądzę, że on jest bezpieczny i ma przed sobą wielką karierę we wszelkich instytucjach międzynarodowych. Wysokometanowcem nie jest także ten europoseł-prywatyzator z jednego z nowych krajów UE. On metanuje atmosferę nie z powodów organicznych, czyli naturalnych, ale z powodów psychologicznych. Efekt metanowania następuje u niego wówczas jak przypomni sobie szczególnie udane prywatyzacje, które przeprowadził. Oczywiście on będzie wyłączony z postępowania antymetanowego i nie zostanie umieszczony w OOA, gdyż czeka już na niego miejsce w klinice psychiatrycznej w Aleppo. Tak, więc, według mnie powinna wyglądać akcja obrony Planety przed pasożytniczym metanowaniem w pierwszej fazie. Faza następna to założenie liczników wszystkim pasożytom i podzielenie ich społeczności na klasy klimatyczne. Wszelkie inne podziały społeczności pasożytów, na narody, rasy, wyznania zostaną zlikwidowane, co wzmocni tendencje globalistyczne. Klasa niskometanowców będzie miała kartki mięsne zasobniejsze, wysokometanowcy muszą przyzwyczaić się do bardziej postnej diety.

Oczywiście licznikowania dwunogich pasożytów nie zakończy tej niezmiernie potrzebnej operacji kontrolnej. Współczesna globalizacja powinna również objąć tzw. braci mniejszych, czyli zwierzęta. Konieczne będzie radykalne ograniczenie liczby przeżuwaczy, co nie będzie problemem, jeśli chodzi o braci mniejszych udomowionych. Ale dzicy bracia mniejsi, żubry, antylopy, hipopotamy trzeba będzie odstrzelić bez wyjątku, aby uratować Planetę.

Tak sprawę zagrożenia klimatu Planety widzę i taki wariant Jej ratunku proponuję.

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.8 (głosów:18)

Komentarze

Cudowne :). Dziękuję :)

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

zdumiona

#1541320

Skoro juz kazdy "dwunozny pasozyt" bedzie mial licznik metanu zamontowany z tylu - nic nie stoi na przeszkodzie, zeby dodatkowo zamontowac takze zbiornik na metan. Zbiornik taki po napelnieniu moglby byc podlaczany do instalacji gazowej - i metan bylby wykorzystywany jako paliwo (cokolwiek smierdzace - ale przeciez "pieniadze nie smierdza..."). Tak wiec "wysokometanowiec bylby jednak lepszym "pasozytem" niz "niskometanowiec" bo pozwolilby na zamykanie kopaln wegla i zmniejszenie wydobycia gazu ziemnego 9zastepowanego przez gaz  z du...y...

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

mikolaj

#1541324

Ale źródła okołoludzkie są potencjalnie wielkim rezerwuarem gazu. Same oczyszczalnie ścieków i wysypiska śmieci mogłyby wypchnąć z kawał zagranicznego gazu z polskiego rynku, a do tego trzeba dodać biogazownie. Tylko korzystać... Panie Tchórzewski!

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-2

Ponadto uważam, że trzeba zrobić śledztwo w sprawie układu minusującego.

Obrażliwe treści zgłaszam do prokuratury.

#1541327

Wskazałeś na ważne uzupełnienie całego systemu. Świetny pomysł, akceptuję.ł

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Traczew

#1541334

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-1

Ponadto uważam, że trzeba zrobić śledztwo w sprawie układu minusującego.

Obrażliwe treści zgłaszam do prokuratury.

#1541335

- ,, Innym przypadkiem wydaje się ten ryży przewodniczący RE. On z całą pewnością jest niskometanowcem, o czym świadczy wiecznie skrzywiona gęba i wybałuszone wilcze ślepia " - .Jak uczeni dowiedli, zbytnie wstrzymywanie wiatrów powoduje przedostanie się ich do mózgu. Stąd ponoć gówniane pomysły się rodzą, co jak sobie przypominamy miało i ma miejsce. I nie jest chyba  w tym osamotniony, bo multi-kulti z czystego powietrza się nie wzięło.

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

mikołaj 50

#1541357