"Golem" Rozdział 2 - "Parakalein- 1"

Obrazek użytkownika Anonymous
Blog

Parakalein rąbał drewno na opał.

Przed drewnianą szopą piętrzył się stos pociętych na plastry pni oraz drugi, daleko większy i bardziej rozwichrzony, rozmaitej grubości gałęzi.

Do pracy zagonił swoich przyjaciół: Zbyszka, Kazka i Parakaleina. Nie zapomniał też o Baśce.

Wyjaśnijmy od razu, że Parakalein nie należy do mężczyzn, którzy do rąbania drzewa zaganiają kobiety. Baśka jest piłą, Zbyszko ostrym toporkiem, Kazek siekierą a Parakalein również siekierą. Bardzo potężną i ciężką siekierą, taką siekierą, jaką się bierze do ręki dopiero w ostateczności.

Oczywiście nikt nie wiedział, że Parakalein nazwał największą siekierę własnym imieniem, w ogóle nikt nie wiedział o zwyczaju nadawania imion narzędziom, których używał, aby te lepiej pracowały.

Pomysł zaczerpnął od sąsiada ogrodnika, którego podsłuchał przypadkiem, gdy ten przemawiał czule do swoich roślin.

- No, Kazek, łupej mi tu piknie na scypecki... - burknął pod nosem i zaczęli pracę.

Parakalein rąbał drewno. Wokół zapachniało lasem. Ostro świeciło chłodne, październikowe słońce i świat wydawał się idealny w swojej prostocie.

Kiedy na chwilę przerywał by rękawem kraciastej, flanelowej koszuli otrzeć pot z czoła z przyjemnością spoglądał na intensywnie zielone stoki pagórków i majaczące w oddali ośnieżone szczyty, miał wrażenie, że patrzy na wyidealizowaną tapetę na ekranie swojego laptopa.

- Czołem sąsiedzie! Piękny widok, prawda? - KJ Wojtas uśmiechał się zza płotu - Dobrze jest zacząć pracę w taki dzień. Nie chcę przeszkadzać, ale dzisiaj rano listonosz zostawił u mnie dwadzieścia cztery przesyłki z Chin dla sąsiada. Złośliwi są i konsekwentni nasi żółci bracia. Niech Pan zwróci uwagę, że u nas już wszyscy o całej sprawie zapomnieli a oni przysyłają i przysyłają. Szkoda tylko, że przeważnie Chopina, ale z drugiej strony...

- Kapecke książek tyż było: Lem, Sienkiewicz - dyć faktycnie Chopina to już aż na dość. Tela dobze, że muzyka to muzyka, bo jak książki po chińsku to nijak z nik pozytku ni mo.

- Rozsyłam, rozdaję, a te pieruny zaś ślą i ślą.

- Ich jest miliard z hakiem, drogi Parakaleinie. Chyba Pańska komórka dzwoni! Ustawił sąsiad „Etiudę rewolucyjną" jako dzwonek? Tego się po sąsiedzie nie spodziewałem!

Parakalein podszedł do jabłoni, zdjął przewieszoną przez gałąź kurtkę i wygrzebał z kieszeni telefon. Spojrzał na wyświetlacz -

Spojrzał na wyświetlacz - KJ pocekaj, to Rybitzky dzwoni!

Wojtas nie tylko poczekał, ale nawet odsunął tajną sąsiedzką sztachetę, nie bez pewnego wysiłku przedostał się na podwórko Parakalina i usiadł wygodnie na pieńku.

- No godoj wartko chopie jak tam po prowdzie było? Kielo Cie tom cymali? Heeej?

KJ Wojtas dopiero siedząc na pieńku przypomniał sobie, że chciał namówić Parakaleina na degustację i wyrażenie fachowej niezależnej opinii, w związku z czym wyciągnął zza pazuchy piersiówkę i starannie nalał przezroczystego różowawego płynu do dwóch mikroskopijnych kieliszków, które służyły dotychczas jako zakrętka.

- Heeej? No dyć sharpaganili ! Rozumiem, że koty - ale ludziska przeca radzi kociskom - i co ma piernik do wiatraka. Heej? I ich tyz? Nicpoń? Nicpoń jest wadliwy, bo siem jakosik poramoształ.

- Wielkie mi ho, syćka to przeca wiedzom!

KJ Wojtas starał się nie słuchać, zresztą z samych odpowiedzi Parakaleina niewiele mógł wywnioskować.

Wreszcie skończyli. Parakalein usiadł na pieńku i odruchowo wypróżnił podsunięty mu kieliszek zakrętkę.

- No i jak smakuje? - Zapytał KJ Wojtas, który nie chciał być natarczywy i od razu wypytywać o Rybitzky`go.

- Co, jak smakuje?

- Jak to co, moja nowa cytryńcówka? Dodałem tym razem...

- Jaka cytryńcówka? - Parakalein był wyraźnie zdziwiony.

- No - to co wypiłeś przed chwilą!

- Co wypiłem? To w nakrętce? - Takie psińco, żem nie obacył nowet.

Parakalein przyjął podaną mu piersiówkę i tym razem pociągnął wprost z niej łyk o jakim można powiedzieć, że jest sporym i wystarczającym łykiem aby po łyknięciu takiego łyka można było wydać uczciwą acz subiektywną opinię.

- Krucafuks, pysna, kie jasno cholera!!

KJ Wojtas uśmiechnął się z zadowoleniem patrząc na sąsiada wpatrzonego w oddalone górskie szczyty.
- W kiepeli pojaśnio i wyosco łostrość widzenia. Mgła schodzi z gór

Teraz już bez dalszej zwłoki Parakalain zaczął opowiadać o tym, czego dowiedział się od Rybitzky`ego. O jego rozmowie z Kaczokratosem, z której Rybitzky wyniósł dwie nauki - pierwszą, że obydwie strony politycznego konfliktu mają zamiar w nieskończoność go eskalować a drugą, że musi zacząć naprawdę na siebie uważać.

Mimo wszystkich uśmiechów, zapewnień i najwyższego stopnia szczerości na jaką zdobył się znany z nieufności Kaczokratos, Rybitzky pojął, że ma być po prostu użyty jako broń w jednej ze starannie przygotowywanych medialnych potyczek. Potyczek, w których najdoskonalsza znajomość raciborskiej sztuki walki, znanej jako „brudne jujitsu" może nie być wystarczająca by czuć się naprawdę bezpiecznym.

Opowiedział też Wojtasowi o „akcji kot" przygotowywanej wedle słów Kaczokratosa przez jak ten się wyraził „cwaniaków z PO" która miała rozpocząć się wieczorem od porażających anty kocich informacji podanych w wieczornych „Wydarzeniach"

- Rybitzky prawi, ze majom odgrzoć syćkie anty kocie ludowe bajdy. Niby to jakosik kampanio na wyśpekulowanie licona, dyć na mój dusiuk felerno, bo Kaczokratosa to tera z alimentami syćka śpekulujom a nie z kotami.

- Czy oni nie mają większych zmartwień? - zdziwił się KJ Wojtas i rozlał resztę cytryńcówki do srebrnych kieliszków.

- Mają, mają! Rybitzky nie kcioł syćkiego godoć bez telefon, a przeca i tak wiecorem bedzie hawok, znaczy u mnie - u nos - w gości.Ciupnie se ze dwa, tsy dni dla własnego bezpieceństwo i kapecke łodsapnie wedle smreków. Momy nad cym pośpekulować.

Tak łogólnie, chodzi o to, że jakesik ceper RB wśmarował do sieci kilka tygodni temu tekst, i wymędrolił trafnie caluśki sereg wydarzeń, nowet ten spontanicny przeca wycyn Rybitzky`go s psyduseniem Palikotasa. Kaczokratos miarkuje, że Rybitzky pracuje dla jakiejsik tajnej grupy co to śtuderujom s politycnym marketingiem, bo przeca ino Rybitzky wie, cy jego wycyn był spontanicny cy zaplanowany? Kaczokratos jezd strapiony i kapke zmiesany bo przeca samiućki wyzdyjoł o wystawieniu Rybitzky`ego w tej debocie, a ten cały RB wyśmarowoł to syćko duzo wceśni.

- O! - KJ Wojtas pojął nagle jak bardzo interesująca może być ta sprawa.

- O! - powtórzył.

- Rybitzky prawi, że jak ino spozirnoł na tekst tego RB, bo Kaczokratos dał mu wydruk do przecytanio, pierunem pokapował, kto to naśmarowoł, ale gębę zawrył i pary nie puścił. Tera jest ino taki frasunek, cy piekielnie tajno słuzbo tyz ten tekst RB dopodło? Cy inksa strona tyz wi? Bo widzicie gazdo - abo to jakesik baz skomplikowany spisek, abo Rybitzky faktycnie cusik knuje na własną rękę, abo ten RB to jakesik cholerny prorok. Jeśli to łostatnie, to może być nie lado haratacka.

- O! - powtórzył KJ

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (1 głos)

Komentarze

Pzdrwm

triarius

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

It's not about who's right, but who's left. ("Ojciec amerykańskiego karate" Ed Parker)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pzdrwm

triarius

-----------------------------------------------------

http://bez-owijania.blogspot.com/ - mój prywatny blogasek

http://tygrys.niepoprawni.pl - Tygrysie Forum Młodych Spenglerystów

#5892

Ale czemu skoro kopiowałem z S24 a tam jest pojedynczo?
Diabli nadali.
Ty mi lepiej napisz Spenglerowską i Tygrysią odezwę do narodu. Pozdro

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#5896

... drogą to byłby już czwarty tekst który powinienem napisać, z których jeden jest obiecany, częściowo opublikowany (aż dwa odcinki, tyle że jeszcze nie doszedłem do istoty sprawy), a dwa pozostałe są TAK BŁYSKOTLIWE, że świat bez nich po prostu nie jest tym, czym być powinien.

No i jeszcze cholerny leberalizm i zarabianie na chleb... Z masłem, jeśli się uda.

Więc proszę usilnie - powiedz mi czy to już TA CHWILA nadeszła?!

Pzdrwm

triarius

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

It's not about who's right, but who's left. ("Ojciec amerykańskiego karate" Ed Parker)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pzdrwm

triarius

-----------------------------------------------------

http://bez-owijania.blogspot.com/ - mój prywatny blogasek

http://tygrys.niepoprawni.pl - Tygrysie Forum Młodych Spenglerystów

#5897

Góra dwadzieścia.
Czyli - góra tydzień. Albo następny rozdział będzie Triarius albo kolejny. Wiesz wprowadzam własnie demonicznego Referenta, ale Referent będzie raczej robił napięcie i czekał na swoją kolejkę.
Pozdro

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#5898

... ROBIĆ WRAŻENIE spenglerycznego manifestu, niż być nim naprawdę?

Bo wiesz, spengleryczne manifesty to b. poważna sprawa! I w dodatku spengleryzm średnio się na manifesty nadaje, bo to rzecz elitarna i powinna ciurkać do ludu z góry w postaci niemal niezauważalnych kropli. Zrozumieć to może tylko elita, naprawdę wąska.

A wiec, wiedz że z jednej strony miód w moje serce, z drugiej jednak zabiłeś mi wściekłego ćwieka. Naprawdę bym więc oczekiwał odpowiedzi i sugestii czym to ma naprawdę być w Twoim Magnum Opus.

Pzdrwm

triarius

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

It's not about who's right, but who's left. ("Ojciec amerykańskiego karate" Ed Parker)

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Pzdrwm

triarius

-----------------------------------------------------

http://bez-owijania.blogspot.com/ - mój prywatny blogasek

http://tygrys.niepoprawni.pl - Tygrysie Forum Młodych Spenglerystów

#5901

Krótko, jasno i na stronę worda.
Plus didaskalia jakieś.
Co ma ciurkac niech ciurka, ale trzeba wiaruchnę oswoić.
Matematyka też bywa trudna a jednak ją dają ludziom do posmakowania.
Bierz się!

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#5907