Spory konstytucyjne i ich podglebie

Obrazek użytkownika civilebellum
Idee

Wymachiwanie Konstytucją z 1997 r. jest zabiegiem piarowskim, obliczonym na powszechną nieznajomość stanu rzeczy – celem tego tekstu jest ujawnienie fałszu tych zabiegów.

 

Zacząć trzeba od przypomnienia podstawowych faktów: Polska w swojej historii najnowszej posiadała wiele konstytucji:

- w II. RP 3: z 1919, 1921 (znowelizowana w1926) i 1935

- w PRL 2: 1947 i 1952 (była nowelizowana 24 razy!)

- w III. RP 2: 1992 i 1997.

Żadnej z nich nie uchwalił „naród” (w rozumieniu powszechnej zgody).

Ale już z tego zestawienia wynika, iż „konstytucja” nie jest czymś raz na zawsze danym („od Boga” – jak utrzymują aktualnie neo czy eurokomuniści), a zbiorem ogólnych zasad prawnych odpowiadających potrzebom czasu (rzadziej!) lub potrzebom rządzących elit.

 

Przypomnieć trzeba z kolei, iż obowiązującą obecnie konstytucję przygotował rząd SLD (odrzuciwszy społeczny projekt NSZZ Solidarność), a podpisał A. Kwaśniewski, podopieczny renegata Jaruzelskiego; podpisał mimo, że „naród” odrzucił ją w referendum, gdyż nie uzyskałaby (wcześniej i zaraz po głosowaniu) ustawo wymaganego progu 50% - więc ten próg specjalnie dla tego aktu wyborczego obniżono.

Przypomnieć też trzeba, że konstytucję zredagowały środowiska prawnicze wywodzące się w całości ze szkoły „demokracji ludowej” będącej na służbie aparatu komunistycznego, co uwidoczniło się w nadzwyczajnym zadbaniu o swoje interesy kastowe w stylu „władzy raz zdobytej nigdy nie oddamy” (wbrew fałszywym – za to odpowiednio nagłośnionym zaklęciom, iż „środowisko samo się oczyści”).

 

W efekcie tych poczynań Naród otrzymał kaganiec prawny, który praktycznie nie dopuszcza zmiany konstytucji na odpowiadającą demokratycznej większości Ustawę Zasadniczą.

 

Dzisiejsze spory konstytucyjne to spózniona o ćwierćwiecze walka „tradycji sił postępu” (obecnie w wersji „liberalnej”) z tradycją historyczną, wywodzącą się z Konstytucji 3. Maja.

„Postępowcy” bronią w tej walce swoich elitarnych pozycji społecznych, za nic mając ogólne dobro państwa i narodu, tak jak za nic ma to dobro „stara Europa” korzystająca od ćwierćwiecza bez żenady z korzyści gospodarczych i politycznych, jakie jej dotąd zapewniali.

 

Walka „o sądy” – ten ostatni bastion zapewniający status quo – nie ma nic wspólnego z „obroną demokracji” (w znaczeniu dbałości o dobro wspólne i podmiotowość osobistą), a jest jedynie obroną własnych interesów tej egoistycznej grupy interesów.

 

Zanosi się na zburzenie tego bastionu, lecz – by użyć historycznego porównania – Grunwald okazał się sukcesem połowicznym, gdyż do zdobycia Malborka nie doszło; zatem by efektowne zwycięstwo nad kastą sędziowską nie przysłoniło istoty odnowy polskich uwarunkowań społecznych (i międzynarodowych) należy dokonać husarskiej szarży na konstytucję i nie oglądając się na chytre zapisy mające nie dopuścić do jej zmiany – zmiany tej dokonać, bacząc jednocześnie, by nie powstała na nadzwyczaj rozwlekły wzór tej dziś obowiązującej*. Przeprowadzić tę zmianę mogłoby Zgromadzenie Narodowe (parlament), przygotowując projekt, poddany następnie pod akceptację społeczną (referendum).

 

Bez zmiany konstytucji nie uda się trwale zakończyć postkomunistycznego zniewolenia społeczeństwa polskiego.

 

 

* projekt w wersji wystarczająco oszczędnej („Projekt Konstytucji do nauczenia się na pamięć przez każde dziecko szkolne”) mógłby np. wyglądać następująco:

[preambuła]

 

My, tysiącletni naród polski, opierający się od zarania na odwiecznych wartościach chrześcijańskich, stanowimy uroczyście co następuje:

 

[litera]

 

1. Rzeczpospolita jest domem wolnych obywateli, którym zapewnia rozwój, pomyślność, bezpieczeństwo i sprawiedliwe traktowanie.

 

2. Władze Rzeczpospolitej pochodzą z wyboru powszechnego.

 

3. Wszelkie przepisy sprawowania władzy ustala Parlament.

 

4. Prezydent RP sprawuje funkcje reprezentacyjne: np. powołuje i odwołuje Rząd Rzeczpospolitej, wnosząc o opinię Trybunału Stanu, która jest obowiązująca; wykonuje też inne obowiązki określone w ustawach. Jedyną jego prerogatywą wykonawczą jest Referendum Prezydenckie.

 

5. Rząd sprawuje władzę samodzielnie.

 

6. Sądy powołane są do wydawania sprawiedliwych wyroków w granicach prawa, niezależnie od jego litery; każdy wyrok musi uzyskać kontrasygnatę wybieralnych przedstawicieli społeczeństwa.

 

7. Nikomu nie można ograniczyć jego wolności, o ile sam jej nie ograniczył innym.

 

8. Projekt 1/5 wyborców (ustawa) podlega rozpatrzeniu przez Trybunał Konstytucyjny i musi stać się obowiązującym prawem po zatwierdzeniu w referendum.

 

9. Działanie przeciw Rzeczpospolitej zagrożone jest utratą obywatelstwa.

 

9. Własność jest nienaruszalna, o ile nie pochodzi z przestępstwa.

 

10. Poprawki do niniejszej konstytucji może zgłosić jedynie 2/5 wyborców; wchodzą w życie w po uzyskaniu poparcia w referendum powszechnym.

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 4.6 (głosów:11)

Komentarze

"My, tysiącletni(?) naród"...kłamstwo w pierwszych trzech słowach. 

Następnie, o jakim "zaraniu" autor mówi? O 966r?

Mamy we wstępie do Konstytucji wyrzec się naszej wielotysiącletniej historii, budować ją na tysiącletnim kłamstwie, które spowszedniało za pomocą zaborców i dalej jest podtrzymywane przez obcą agenturę?

To My, Naród Polski mamy być władzą samodzielną za pomocą uczciwie przeprowadzanych referendów (dawniej wieców), a nie Rząd, który zawsze służy sobie i obcym i nie ma na niego bata. Nie rząd, tylko ludzie sprawujący władzę. I to mają być nasze sługi, których możemy w każdej chwili odwołać.

Zgadzam się, że zdrajców należy surowo karać. Tylko kto będzie orzekał, czerwona kasta rozgrzanych sądziów? To pozbawią obywatelstwa wszystkich patiotów.

Prawdziwi sędziowie mają być wybierani przez naród! I przez naród odwoływani a nawet skazywani (np. na utratę obywatelstwa), jeśli zasłużą.

 

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

ość

-----------------------------------

gdy prawda ponad wszystko, życie bywa piękne

wtedy żyć się nie boisz i śmierci nie zlękniesz

#1553861

tekst w odsyłaczu, poprzedzony uwagą, że stanowi jedynie przykład, nie jest treścią artykułu i nie zamierzam oceniać jego komentowania (tym bardziej tak żałośnie negliżującego autora komentarza). Może więc to i lepiej, że nie dowiemy się, co Panu by ślina na język przyniosła w odniesieniu do tekstu głównego. 

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-1
#1553863

Masz rację ! Konstytucja powinna zawierać na wstępie artykuły o znaczeniu zasadniczym. Masło maślane : artykuły zasadnicze w ustawie zasadniczej - ale tak jest ! Dopiero w drugiej części sejm, ilość posłów, wybory, sądy, sędziowie - ale też oszczędnie i z odsyłaczami do ustaw.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

#1553949

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#1553954

i przyznam Ci się, że jestem w kłopocie, bo nasza (tj. Polski) sytuacja nie jest tak "sterylna" jak poprzednio, gdy Miller z Kwaśniewskim, wsparci "demokratami" od Michnika i Mazowieckiego robili co chcieli: wyrzucili do kosza obywatelski projekt NSZZ Solidarność i upichcili obecny pasztet (co ciekawe - najbardziej zadbali o sądy) na wieki (jest, prawnie, praktycznie nie do obalenia. Dziś sytuacja jest tylko niby podobna, gdyż Pałac swoje wie...

Trzeba działać zdecydowanie i nie oglądać się na żadne Komisje (Europejskie, Weneckie czy jakiekolwiek); dlatego postuluję tu Zgromadzenie Narodowe jako wyłącznego decydenta, tak w sprawie zapisu konstytucyjnego, jak i referendum - trzeba działać szybko! Natomiast pełna zgoda co do samej zasady: w Konstytucji ma być jedynie zapis praw podstawowych, w tym praw naturalnych - a te są przecież poza dyskusją! Ja dlatego dołączyłem do notki znany Ci projekt, żeby tę ideę jakoś zobrazować - Konstytucja to nie jakiś wielostronicowy Kodeks, tylko zbiór zasad kardynalnych - od szczegółów są Ustawy.

P.S.

Nie ma czegoś takiego, jak "władza sądownicza"! Sędziowie  podlegają Ustawom (Konstytucja jest Ustawą, Kodeksy są zbiorami ustaw) - to postkomusza wrzutka (także do podręczników szkolnych), żeby zabetonować społeczeństwo na całkowitą podległość: tego nie ma nigdzie na świecie (i od początku, tj. od Monteskiusza nie było); sędziowie, owszem, są niezawiśli - ale podlegają Ustawom; te zaś uchwala Parlament, czyli przedstawiciel Hegemona  (wcześniej - Króla).

Chyba zmuszę się do napisania notki na ten temat.

 

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0
#1554002

... to, co napisałem w peesie: nie musze się trudzić, bo to już ktoś napisał! Tu:

https://www.salon24.pl/u/imrahil/280779,mit-trojpodzialu-władzy

Koniecznie przeczytaj!

 

P.S. :)

Bartyzela pewnie znasz, a dla P.T. Czytelników:

http://www.tvp.info/33219163/prof-jacek-bartyzel-trojpodzial-wladzy-nie-ma-nic-wspolnego-z-demokracja

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#1554006

Zgadam się z większością jego opinii.

Co do trójpodziału władzy to nie ma ona nic do demokracji. Trójpodział władzy oceniam pozytywnie dlatego, że taki układ działa w interesie obywatela. Dzięki niemu władze muszą się trochę ograniczać no i tarmosić za łby między sobą dzięki czemu zwyczajny człowiek ma czasami od nich trochę spokoju.

Oczywiście wymiar sprawiedliwości podlega ustawom z czego wynika że jest zależny pośrednio od wyborcy. Ta zależność jest trochę teoretyczna (jak widać).

Nie wiem czy pamiętasz z Westernów jak przyjeżdżał do miasteczka sędzia na rozprawy. Na miejscu ferował wyroki i wszyscy wiedzieli czy słuszne. Potem wyjeżdżał. Jakby zasądził niesprawiedliwie to następnym razem pewnie miałby problem. Z tym że dawniej pojęcie sprawiedliwości nie było zdewastowane jak teraz.

Oczywiście nie ma obecnie w RP żadnego trójpodziału władz - jest burdel. Członkowie rządu są posłami, sędziowie zależą od siebie, brak jasnego podziału kompetencji, a nad wszystkim władzę sprawuje agentura, loże i mafie (cytując Brauna).

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#1554016

Się uparłeś... A pamiętasz chyba, że do stójkowego mówiło się "panie władzo"? Bo to już prędzej policja ma władzę niż sądy (które muszą kierować się innymi organami - najpierw prokuraturą, potem ustawami parlamentu)! Lekarze mają władzę (i to często dożywotnią). Urzędnicy mają (mogą cię załatwić w try miga za bezdurno) - ale sądy?

"Trójpodział" (słowo wymyślił Boy - gdzie indziej nie istnieje) wygrzebano w 1989 r, żeby naród wziąć za mordę, co by sobie nie pomyślał, że teraz będzie wolny: takiego!

Bloger tego nie zwalczy, fakt, ale przynajmniej nie dajmy się ogłupiać.

 

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0
#1554017

Rozmawiamy o tym czym jest państwo, ustrój, władza i jakie powinny być pomiędzy nimi relacje. Nie bardzo czuję o co Ci chodzi. Jak jest problem to mogę nie używać "trójpodziału władzy".

Ostatnio czytałem sporo o tym jak funkcjonuje Szwajcaria i gdyby RP tak funkcjonowała nie miałbym nic przeciwko.

Polecam, naprawdę warto:

Czy wiesz, dlaczego nie wiesz, kto jest prezydentem Szwajcarii?

Referendum w Szwajcarii – jak to wygląda w praktyce

A co do szczegółów to dyskutowałem o tym na stronie naszego salonu a  dawniej S24. W skrócie - jestem za systemem prezydenckim z dwuizbowym parlamentem z ograniczoną ilością posłów np. 100. Druga izba senacka z kwalifikowanych przedstawicieli - tylu ile województw np. 50.

Likwidacja powiatów, przeniesienie kompetencji i kasy na najniższy szczebel (gminy). Ministerstw kilka.

Sądy - organizację, działanie określają ustawy. Sąd Najwyższy wybierany przez Senat z kandydatów Marszałka i Prezydenta. Nie ma Trybunału Konstytucyjnego. Itd ...

Sędzia może być usunięty/odwołany/przeniesiony tylko na mocy postanowienia sądowego w przypadkach zapisanych w ustawie.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#1554018

jednak problemem nie jest idea, tylko decydent - a decyduje "klasa polityczna". To jest taka sama korporacja, jak nie tylko prawnicy, ale i taksówkarze: co im się opłaci, to zrobią; tak zlikwidowano te liczne województwa i utworzono powiaty: więcej politycznych etatów (radni+)...

System prezydencki a'la Turcja odpada, reszta to zmyła: i tak rządzą partie (np. "partia wewnętrzna", jak w Rosji).

Przełożenie ateńskiej demokracji jest niemożliwe na czasy współczesne - może rzeczywiście poza Szwajcarią (czytałem kiedyś te Twoje linki), ale tam społeczeństwo jest stabilne i syte... więc przesuwanie pionków na szachownicy mnie niespecjalnie pociąga - wyżej nerek nie podskoczysz.

Natomiast pociąga mnie obserwowanie, jak się skradamy do rozliczeń: niedługo będą możliwe (sądy) i zobaczymy, czy do nich dojdzie, czy też nie - jak nie, to dam sobie w ogóle spokój: trzeba dbać o siebie i się szanować.

P.S.

Jak myślisz - gdyby nie było Antka, to by się coś ruszyło w naszej sprawie? Bo dałbym wiele, żeby dowiedzieć się, co zgromadził Pasionek...

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#1554020

ale lubię wiedzieć więcej niż mniej. Nie lubię też milczeć kiedy nas opluwają.

Demokracji i władzy ludu (poza wyjątkami) nie ma i raczej nie będzie. Demokracja obecnie to taki teatrzyk, fasada za którą stoją rządzący (nie konstytucyjni). Kiedyś się mówiło, że media to 4. władza i od niej dużo zależy. Zgadzam się, że od niej bardzo dużo zależy, natomiast to nie jest żadna władza tylko pała do młotkowania obywateli.

Obecnie nie mam złudzeń że 10.04.2010 jest do ruszenia. Jakby nie było AM to pewnie byłby inny Sasin czy ktokolwiek. Sprawa jest zero jedynkowa. Nie można "trochę" ujawnić, tak jak nie można być trochę w ciąży. Kaliber zdarzenia jest na poziomie 9/11 w NYC a w zasadzie większy. Dlatego będzie ściema dla ludu i tyle.

W sprawie Sikorskiego angole nie otwierają archiwów do tej pory to co mówić o 10/04.

Staram się pozbierać nasze wieloletnie dociekania w jakieś syntetyczne zestawienie mając na uwadze sentencje:

Qui tacet, consentire videtur

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#1554021

trzeba żeglować - mimo wszystko...

Acha: piękna maksyma! Ostatnio było coś podobnego (jakiś antyhitlerowiec w III Rzeszy: że jak przyszli po Hansa - milczałeś wraz z innymi itd. - ale przyszli po ciebie - i to samo).

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0
#1554024

Na wstępie trzeba zauważyć że w tym projekcie nie ma zapisu że suwerenem jest naród.Tyle tytułem wstępu.Trzeba wszystkim uświadomić że nadal pozostaje w mocy konstytucja z 1935 roku.Komuniści w 1947 roku zdobyli (zalegalizowali) swoją władzę w wyniku sfałszowanego referendum,dziś nie jest to żadną tajemnicą (frekwencja 107% i inne kwiatki).Jeśli władza została zdobyta nielegalnie to wszystkie akty prawne ustanowione przez tę władzę również są nielegalne i nie posiadają żadnej mocy prawnej,ordynacja wyborcza również.W/g tej nielegalnej ordynacji odbywały się wszystkie wybory po 1989 roku i nawet gdyby były nowelizowane to również przez nielegalną władzę a zatem znów bez żadnej mocy prawnej.Również obecna władza została wybrana w/g nielegalnej ordynacji w oparciu o nielegalną konstytucję.Reasumując od 1939 roku wszystkie władze i akty prawne przez nie ustanowione są nielegalne.W obecnej sytuacji tylko obywatele mogli by zorganizować i przeprowadzić referendum w którym przywrócono by konstytucję z 1935 roku i w oparciu o tę konstytucję przeprowadzić wybory władz.Nowo wyłoniona władza mogła by zmienić lub znowelizować konstytucję i stopniowo zmieniać nielegalne akty prawne na legalne.Wątpię by tak się stało,albowiem elity polityczne mają w tym interes aby udawać że wszystko jest w porządku a rola wyborcy została sprowadzona do automatu stawiającego krzyżyk.Dla naiwnych nazwano to "demokracją".

 

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-1

Mirek300

#1554065