„Symetryzm” w mediach najogólniej polega na przypisywaniu złych cech obu stronom politycznego konfliktu.
Owszem, powiadają „symetryści” z Mickiewicza 44 w Warszawie, jesteśmy kałmuckimi agentami wpływu, ale przecież Ci, co nas krytykują, wcale nie lepsi.
I niczym królik z kapelusza wypływa w tym momencie Józef Kastelik, przez Jareczka Ruszkiewicza (ale wcześniej Kryspina!, co chyba wystarczająco...