Pan Jan obudził się. Była godzina szósta rano, i czas był iść do pracy.
Pstryknął lampkę nocną. Nie zapaliła się. Wstał. Wyjrzał za okno.
Lampy uliczne nie świeciły. Była ciemność. Nie było także żadnych świateł w innych domach.
Czyli to już. Tak, the time had come.
Zapalił lampę naftową, potem drugą. Nie były to żadne Aladdiny, jasne jak żarówki, ale wystarczało.
Wziął jedną z nich i poszedł do...