|
|
14 lat temu |
Nie sposób się nie zgodzić. |
A w dodatku żydowskie roszczenia "odszkodowawcze" oficjalnie już wsparte przez państwo Izrael, otrzymują potężny zastrzyk pomocy od polityków i publicystów polskojęzycznych (jak to się mówi) w postaci publicznego głoszenia winy narodu polskiego za J. Czy można to określić jako po prostu uczestniczenie w żydowskiej hucpie? A może to już - w ramach wolności słowa, także tej wykuwanej pod patronatem Temidy - już zakazane? |
|
Zhańbiona Temida z podkulonym ogonem. Potomkowie żydokomuny pod ochroną! |
|
|
|
14 lat temu |
Ktoś zacytował tak jak poniżej. Nie "nas Polaków", tylko Polskę |
"Nas" jest w innym kontekście narodowym. Wg nomenklatury polityczno-poprawnej stworzonej przez nację najsłuszniejszą:), wygląda na to, że IŚK może być co najwyżej tzw. self-hating Jew, a nie antysemitą.
Nota bene w poniższym fragmencie nie ma nic złego. Amerykańscy Żydzi pomagali w czasie wojny polskim Żydom? Chyba nie bardzo. Strojenie się później w piórka obrońców Żydów przed "prześladowaniem" w komunie, chyba nieco pachnnie hipokryzją? A na Polskę, Polaków nie pluli wtedy czy teraz? (i nie chodzi stanowczo o krytykę komunizmu gomułkowskiego, tylko o wystąpienia a la grossowe)
Gdzie byliście, wy, ideolodzy i praktycy syjonizmu, którzy próbujecie oszukać własne i świata sumienie, co uczyniliście dwadzieścia parę lat temu, by nas uratować? W swoim brudnym zacietrzewieniu łączycie się pod znakiem gwiazdy Dawida, tej samej gwiazdy, z którą my wchodziliśmy do komór gazowych (...) Naprawiacze i weryfikatorzy historii spod znaku syjonizmu, obrzucając Polskę błotem zapomnieli o jednym. To błoto nie ich brudzi, lecz ich samych” |
|
AM przeciw antysemityzmowi |
|
|
|
14 lat temu |
Przypomina się sprawa kandydatki PiS z Ochoty, która otrzymała |
0 głosów wg protokołu, a po proteście wyborczym 19.
I jakoś nie ma głosów o przysyłaniu obserwatorów OBWE, którzy tak gorliwie przybyli na wybory 2007 r. - nic dziwnego: rządził pisofaszyzm, kaczonazim (czy jeszcze inaczej można by nazwać), a nie słuszne i prawidłowe rządy miłości:))) |
|
Nie powtarzać wyborów w Warszawie |
|
|
|
14 lat temu |
Zacytuję |
"Zamykają FSO w Warszawie - z końcem lutego pracę straciło 1200 z 1800 zatrudnionych. Prezydent Warszawy przyczyniła się do likwidacji firmy. Rząd nie interweniuje." ...
"Do upadku FSO przyczyniła się także decyzja prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz – Waltz o jedenastokrotnej podwyżce opłaty za użytkowanie wieczyste terenu FSO z 1,9 do 22 milionów zł rocznie. Prezydenci innych miast poszukują inwestorów, proponują im ulgi, a na Żeraniu w miejscu FSO powstają supermarkety."
Cóż z tego. Musiałyby to lemingom powtórzyć kilkunastokrotnie słuszne media z GW na czele, przy czym wiadomość musiałaby być podawana w negatywnej konotacji (nie obojętnej), by do lemingów doszło że coś jest nie tak. |
|
Nie powtarzać wyborów w Warszawie |
|
|
|
14 lat temu |
Przepraszam, taki Niemiec jak z pana Mojzesza Amsterdama |
Holender?
Poza tym tusk to po angielsku kieł (często zresztą przytaczane), a po rosyjsku тусклый to mętny. |
|
Skąd się wzięło nazwisko premiera? |
|
|
|
14 lat temu |
Z tego jak ja czytam ten fragment,to "kopie" nie studentów, lecz |
tych co wpływali na ich nastroje, co rękami studentów sądzących, że walczą z komuną o demokrację, chcieli załatwić swoje interesy, głównie plemienne (no chyba, że ktoś sądzi, że demonstracje podczas przedstawień "Dziadów" były spontaniczne, a potem nastąpiła spontaniczna reakcja ambasadora sowieckiego który się spontanicznie wściekł, a w następstwie tej interwencji władze PRL - chyba spontanicznie - zakazały przedstawień. I spontanicznie rozesłały pocztą pantoflową wieść, że to na żądanie Sowietów). Ponadto IŚK nie potępia gwiazdy Dawida, wręcz przyznaje się do jakiegoś związku, pisze o "nas" - co jeszcze raz unaocznia, że w 1968 "nasi" byli po różnych stronach "konfliktu", nie tylko wśród puławian.Tak jest do dziś: wszystkie strony konfliktu muszą być "nasze", trzeba kontrolować wszystko.
Że wypomniała syjonistom kopanie Polski? A co nie było kopania i nie ma tego dziś? A może to jest złe, że wypomina amerykanckim Żydom nieinterweniowanie w czasie wojny w obronie Żydów europejskich czy polskich i ich hipokryzję AD 68? Nie widzę nic nagannego w tym fragmencie z 1968.
Może naganne było zauważanie nadreprezentacji "nacji wybranej" w UB, szczególnie na najwyższych szczeblach - bo o tym jak widziałem opracowania pisano w 1968, w innych latach PRL nie. A i dziś wspomina raczej się o tym w niszowych mediach. A jeśli nawet wspomina szerzej, to nie wyciąga się żadnych wniosków. Tonuje się tylko taką wypowiedź by nie rozdrażnić "najsłuszniejszej" nacji
A dzisiejsza wypowiedź IŚK? Tak samo jak ta w 1968 - na zamówienie. Choć pewnie ta dzisiejsza bardziej szczera, bardziej zgodna z osobą pani IKŚ. Niemniej powtarzam - nie wiedzę nic złego w tej wypowiedzi z 1968 |
|
Śledzińska-Katarasińska w formie z 68 roku |
|
|
|
14 lat temu |
A może więcej propagować takich wspomnień? |
Abyśmy wiedzieli, że nie tylko od Ukraińców, Sowietów czy Żydów w powojennym UB mozemy żadać przeprosin.
Wspomnienia z lat 1939-41 Kresy:
"Rozpoczęły się straszne represje. Cała władza to prawie nieomal Żydzi, Polacy nie mieli nic do powiedzenia. W dzień oficjalnie konfiskowali Polakom mienie, w nocy ci sami dokonywali grabieży z użyciem broni, opornych zabijali i nie było nawet gdzie iść na skargę, bo w większych miastach cale komendy milicji to Żydzi.
Sąsiad poszedł do Tarnopola, bo zabrali mu wszystko co posiadał, a przy tym zgwałcili córkę i pobili żonę; poszedł i nie wrócił więcej. Wiedzieliśmy, że Polska jest cala zajęta przez Niemców. Czasem zdarzało się, że udało się z Polski uciec dawnym komunistom. Wierzyli oni, że towarzysze radzieccy ich przygarną i zaopiekują się nimi, tymczasem takich właśnie zabijano, bo jak głosiła plotka zdradzili komunistów w Moskwie.
Wielu moich kolegów ukrywało się po lasach, żeby ocalić życie. Zbrodnie były teraz na początku dziennym. Co parę dni dowiadywaliśmy się, że w lesie leży dużo trupów. Ludzie chodzili rozpoznawać, bo przecież prawie z każdego domu kogoś zabrali i nie wrócił. Najgorzej było zimą. Trudno było ukryć się w lesie, gdyż zostawiało się ślady, poza tym w milicji i w NKWD byli miejscowi Żydzi. Oni doskonale wiedzieli, ile w każdym domu powinno być ludzi, jeśli więc brakowało kogoś kogo oni szukali, to brali zakładników i trzymali dotąd, aż poszukiwany sam przyszedł, żeby tylko matkę i ojca wypuścić. Już nie odprawiano mszy prawie we wszystkich kościołach, bo zakaz zgromadzeń rozszerzono na Kościół."
"
W czasie wiezienia mnie furmanką widzę, że wszyscy milicjanci to moi koledzy Żydzi ze szkoły. Zaczynam więc prosić jednego i mówić: "Czego wy chcecie ode mnie? Żadna polityka mnie nie interesuje. Nie należę też do żadnej grupy czy partyzantki". -Tak, to prawda - odpowiada mi jeden - ale grasz w kościele i to twoja wina. Więcej grać już nie będziesz". No, to wiozą mnie, żeby zabić - pomyślałem. Ale stało się inaczej.
Wjechali na podwórko do znajomego rolnika i pytają się: "Masz siekierę?" Chłop, przerażony, oczywiście daje im siekierę, a ja już jestem przekonany, że zabiją mnie właśnie tą siekierą. Tym bardziej, że po wioskach było tak zamordowanych dużo Polaków. - A gdzie masz pień do rąbania drewna?" - pytał chłopa milicjant. "O, stoi na środku drewutni" - pokazywał przestraszony chłop. Zwalili mnie z wozu i kazali iść do tej drewutni. No to już moje ostatnie chwile - myślałem i modlę się po cichu.
Przy pieńku kazali mi położyć prawą rękę na pniu. "Co, do cholery, chcecie mnie po kawałku rąbać" - spytałem Jakuba, tego co chodził ze mną do szkoły. "Kładź" -krzyknął, bo przybiję gwoździami jak nie położysz. Dwóch złapało za moją rękę w okolicy łokcia i położyli na pieńku. Jakub rąbnął siekierą i poczułem straszliwy ból. Puścili moją rękę, z której przez parę sekund krew nawet nie leciała. Patrzę, a na pieńku leżą moje trzy palce.
Ale pozostali Żydzi zaczęli krzyczeć na Jakuba: "Miałeś urąbać mu wszystkie palce, a nie tylko trzy". "Miałem, miałem" - powtarzał Jakub. "Weź i utnij ty, skoro ja nic nie umiem" - bronił się Jakub. Zaczęła obficie płynąć krew, więc zacząłem ściskać tę rękę. "Teraz to pobrudzimy się tą krwią - zaczęli mówić. - Niech tak zostanie. Już nie będzie mógł grać więcej"." |
|
Ilu Żydów zamordowała porucznik Olejnik? |
|
|
|
14 lat temu |
Michalkiewicz za ironizowanie, że GP tak bardzo się zaangażowała |
w sprawę Wielgusa - tak to pamiętam.
A Łysiak? - oddajmy Mu głos (lato 2007)
Nie ma zgody
Ten felieton winien się był ukazać dwa tygodnie temu, lecz sprawy wakacyjne (plus fakt, że dwa inne moje felietony były już złożone w "GP" ) uniemożliwiły to. Dlatego zamykam drzwi za sobą dwa tygodnie później niż powinienem. A czemu zamykam? Bo mój "próg tolerancji" (pułap akceptowania wybryków bliźniego) został przekroczony, więc nie mam innego wyjścia. Daję słowo, że poruszony setkami niedawnych e-maili i listów od Czytelników "GP" - chciałem przedłużyć współpracę przynajmniej o rok, jednak musiałem te plany zmienić, gdyż redakcja "GP" wymierzyła mi klapsa z rodzaju tych, których mężczyzna nie zostawia bezkarnie. Nie mogę pracować dla gazet, która głosi, że bardzo jej zależy na współpracy ze mną, a równocześnie zadaje mi publicznie ciosy poniżej pasa. Proszę Czytelników: zechciejcie Państwo to zrozumieć.
27 czerwca ukazał się w "GP" tekst, którego autor, J. Kwieciński, pijąc do mojego felietonu o B. Geremku, wystawił mi (uzurpując sobie prawa medyka) diagnozę psychiatryczną ( "Waldemar Łysiak jest człowiekiem nerwowym" ), co uważam za prostacką bezczelność par excellence. Nadto ów nerwowy psychiatra zasugerował, że Łysiak jest antysemitą i że swoją pisaniną przerabia "GP" na organ antysemicki, budząc tym u nienerwowego zupełnie nienerwowy sprzeciw, brzmiący jak reklamiarska deklaracja aktywistów "political correctness" : "Całe życie starałem się nie publikować niczego w pismach prezentujących teksty antysemickie i nie zamierzam na starość z tego rezygnować" . Tydzień później ob. J.K. powtórzył swój zaśpiew: "Podobne teksty kompromitują gazetę, w której pracuję" . Mam identyczne zdanie, chociaż nie to samo jeśli chodzi o winowajców - uważam, że podobne teksty J.K. kompromitują "GP" . I tylko połowicznie zgadzam się z jego tezą, że "antysemityzm to choroba, która działa ogłupiająco" . Fakt, tak jest istotnie, a połowiczność prawdy polega tu na przemilczeniu rewersu tego medalu, czyli na drugim fakcie bezspornym: lizusowski filosemityzm również ogłupia, czasami dużo silniej, czego w III RP mamy mnóstwo przykładów, gdyż będąca akademią filosemityzmu michnikowszczyzna pracuje pełną parą już nieomal dwie dekady.
"Pocałunek śmierci" (jak nazywa się zarzucanie komuś antysemityzmu) wlepiony mi przez J.K. to wredna niegodziwość ze strony tegoż. Bronić się tutaj trudno, bo każde bronienie się przed oszczerczym idiotyzmem (tzw. "udowadnianie, że się nie jest wielbłądem" ) to paskudna akrobacja, wymuszony akt mizdrzenia się i kokieterii. Całe moje życie i cała moja literatura przeczą kalumnijnemu wlepianiu mi rasizmu. Nigdy nie dzieliłem ludzi na aryjczyków i niearyjczyków, na Żydów i gojów, na białych i kolorowych, łysych i włochatych, et cetera, tylko na złych i dobrych, głupich i rozsądnych, grubiańskich i nieuprzejmych, et cetera, czyli na Kwiecińskich i nieKwiecińskich, więc wmawianie mi ciąży antysemityzmu jest publicystycznym chuligaństwem, i niczym więcej. Chociaż może jednak czymś więcej; ktoś z szefostwa redakcji puścił ten bełkot do druku, czyżby pragnąc wyciepać Łysiaka? Znając bowiem mój charakter, można było stawiać krugerandy przeciw pestkom melona, że Łysiak nie puści płazem takiej obrazy.
Czy J.K. miał jakieś motywy personalne? One zawsze istnieją. Zawiść, nienawiść i podobne uczucia są jak woda lub miłość - zawsze znajdą sobie drogę. Kiedy broniłem się dużym artykułem przeciw paszkwilanckiemu tekstowi "Gazety Wyborczej" - jeden spośród moich wrogów w "GP" , redakcyjny grafik, red. M. Troliński, chciał zilustrować ten artykuł komputerową manipulacją plastyczną, która wręcz dublowała paszkwil "GW" (zostałem pokazany graficznie jako dwulicowy demon; tę ilustrację usunięto w ostatniej chwili, na skutek mojego protestu). Dlaczego? Bo kiedy miesiąc wcześniej M.T. modernizował "layout" "Gazety Polskiej" (nowe łamanie kolumn, nowe czcionki, nowe fizjonomiczne fotki autorów, itp.) - Łysiak nie zezwolił ruszyć swego poletka, i mój felieton dalej jest drukowany starą czcionką i w starym układzie. Jeśli chodzi o J.K. - zadecydowała rozmowa na korytarzu redakcji, dwa lata temu. Po redakcyjnym kolegium (jedynym z moim udziałem; zaproszono mnie wtedy jako gościa) red. J.K. spytał, czy nie mógłbym pisać mniejszych felietonów, gdyż przeze mnie on nie może rozwinąć skrzydeł na ostatniej stronie "GP" . Grzeczna odmowa (obiecałem red. Sakiewiczowi, że będę dawał trzy strony maszynopisu) bardzo się nienerwowemu nie spodobała. Wskutek tego (i wskutek "całokształtu" uczuć wobec Łysiaka) wziął się teraz "pocałunek śmierci" . Kuriozalne: "Gazeta Wyborcza" nie walnęła mnie za tekst o Geremku, a zrobiła to "Gazeta Polska" . Wyręczyła "GW" . Czy coś trzeba dodawać?...
Może trzeba dodać tylko to, że już kilkanaście lat temu pewien pracownik UOP-u (T. Tywonek), w książce "Konfidenci są wśród nas" (pisanej przy udziale funkcjonariuszy Wydziału Studiów Gabinetu Ministra MSW), wskazał pana G. (szefa "istotnej placówki w Paryżu" ) jako superważnego agenta bezpieki. Vulgo: prędzej czy później pan G. będzie potrzebował lepszych adwokatów niż J.K.
Gdy ten mój adieu-felieton przeczytają ludzie tacy jak J. Kwieciński czy M. Troliński - otworzą szampana, marzyli bowiem o zniknięciu W. Łysiaka z "GP" . Natomiast nie będzie świętować część Czytelników. Tym dziękuję z całego serca za dotychczasową życzliwość, i jeszcze raz proszę; zrozumcie, non possumus. Jak to było na deskach kabaretu "Dudek"? "Chamstwu trzeba się przeciwstawiać siłom i godnościom łosobistom!" jedyny sposób, w jaki mogę się przeciwstawić wkładaniu mi przez "GP" czapeczki psychola-antysemitnika, to rezygnacja ze współpracy. Uszanowałbym polemikę merytoryczną (do tej każdy ma święte prawo), ale nie mogę tolerować bezwstydnego diagnozowania mojej kondycji psychicznej przez figurę leczącą tym swoje fobie i kompleksy. Warunkiem sine qua non współpracy było dla mnie zawsze poczucie solidarności duchowej z redakcją. Mimo różnych kłopotów wewnątrz "GP" - miałem je dotychczas. Teraz już nie mam. Czułbym się obco (delikatnie mówiąc) w towarzystwie J.K.
Ostatnia refleksja: są różne rodzaje michnikowszczyzny, wśród nich także michnikowszczyzna podświadoma i kryptomichnikowszczyzna. Które czasami niespodziewanie się ujawniają lub demaskują. Ale to już problem do rozważenia nie dla mnie, raczej dla autentycznych psychiatrów i dla egzorcystów.
Waldemar Łysiak |
|
Uwiarygodnienie salonu? |
|
|
|
14 lat temu |
Wykluczony to może być Michalkiewicz - cytuję |
"ja sam na przykład przypadkowo dowiedziałem się, że bez względu na to, co bym napisał, żadna moja publikacja w „Rzeczpospolitej” ukazać się nie może" a nie pukający do "salonu" dziennikarze GP. Pukający, bo wszak w tekście a propos rodziców tzw. pierwszej damy, pracujacych niegdyś w MSW, wspomnieli w stylu GW czy Trybuny Ludu o "haniebnych nagonkach antysemickich". O tym tak, a nie o istocie "służby" w MSW, o nadreprezentacji Żydów.
Zdaje się o procesie Kobylańskiego z "okolicami GW" też nie wspomnieli. Tak, to niezwykle bezkompromisowi dziennikarze - jeszcze kiedyś doprowadzili do przyspieszenia decyzji Łysiaka o zakończeniu (ówcześnie) publikowania, oskarżając go antysemityzm. Dzielne chłopaki i dziewczyny z tego GP, antykomuniści i patrioci jak nic:)))))))))) |
|
Uwiarygodnienie salonu? |
|
|
|
14 lat temu |
Takie wspomnienia jak poniżej (H. Śląskiego) mozna publikować |
i rozpowszechniać: "Często zastawaliśmy tam zgliszcza całych wiosek, gdzie wszystkich bez litości wymordowano. Ukraińcy lubili posługiwać się toporami i nimi mordować ludność. Złapaliśmy raz dwóch młodych Ukraińców, którzy brali udział w takim mordzie. Pytam się ich:
„Dlaczego mordujecie toporami?" „Bo baciuszka pop poświęcił je nam i powiedział, na chwalę Bożą zabijajcie Polaków. Tak więc nawet nie ma grzechu" - tłumaczyli obaj bandyci."
A takie jak poniżej - tego samego Henryka Śląskiego - też można? (wspomnienia powyżej to rok gdzieś 1943 na Kresach okupacja niemiecka. Te poniżej to przed czerwcem 1941 - okupacja sowiecka)
„Daniel - krzyknął Jakub - dawaj gwoździe i młotek". Daniel to również do tej pory znajomy i kolega, ale nie teraz. Wywołany przyniósł w torbie gwoździe i młotek, a dwóch milicjantów złapało pierwszego księdza i przycisnęło do ściany. Uderzenie - gwóźdź przebił dłoń i został wbity w drewnianą ścianę domu. Za chwilę z drugą ręką dzieje się tak samo.
Całej czwórce księży przybito ręce do ściany, a nogami stali na ziemi. Przybici księża jęczeli z bólu, a krew płynęła po ścianie aż do ziemi. Jakub podszedł do nich i powiedział:
„No i czego jęczycie, przybiliśmy was tak samo jak waszego Chrystusa. Powinniście być nam wdzięczni za to, bo zaraz do nieba pójdziecie".
"Mówię mu, że musiałem uciekać od rodziców z Rohatynia, ale i od stryja z Dolbunowa, bo przyszli i zabili oboje, stryja i jego żonę. Okazuje się, że tu jest też bardzo niebezpiecznie.
„Wyciągają w nocy tak Polaków, jak i Ukraińców. Całe posterunki milicji i służby NKWD to prawie sami Żydzi. Rzadko się zdarza, żeby wśród nich był Rosjanin.
Jak pędzili przez Równe polskich jeńców, to Żydzi wyciągali polskich żołnierzy z kolumny i bili. A co przy tym krzyczeli, żebyś słyszał" - opowiadał.
„Panie Krynio! - mówię. - U nas wszystkich bogatszych ludzi obrabowali i pozabijali. Tak samo robią to i Ukraińcom"."
|
-1 |
BŁAGALNY KOMOROWSKI - MAZOWIECKI Z RABINAMI W TLE |
|