Komentarze do użytkownika

Kiedy Tytuł Treść Głosy Do zawartości Komentarz do
Obrazek użytkownika Husky
5 lat temu @ „Wiele pielęgniarek i wielu pielęgniarzy spełnia to pragnienie, słuchając bólu samotności, biorąc za rękę. Ból tego, kto odszedł bez pożegnania, staje się raną w sercu tego, kto zostaje..." 4 27.03.2020 r. - zdjęcia, które przejdą do historii...
Obrazek użytkownika Leszek1
Obrazek użytkownika Ryszard Surmacz
5 lat temu @Leszek1 @Leszek1No, obecne elity myślą, że wrócą. Ale czy uda im się drugi okrągły stół? Można się bujać dotąd, dopóki w grę nie wchodzi śmierć. potem wszystko się zmienia. Brak kadr jest już widoczny. Mam nadzieję, że po zarazie nastąpi pewne przełamanie i z kadrami już nie będzie tak źle. Obecne paraliżuje strach. Śmierć i ból, mimo wszystko, wśród ludzi wyzwala wolność i prawość.    2 Co już dociera a co mechanizm jeszcze blokuje
Obrazek użytkownika Leszek1
Obrazek użytkownika Zawiedzony
5 lat temu @Leszek1 Pełna zgoda Leszku.Tu nawet na portalu pewnien katolik inaczej nie owijają tego w bawełnę gdy sącząc sobie piwko liczy na śmierć PIS-orow w ilości takiej, by nikt im już w powrocie do koryta nie przeszkadzał.Dla niego to modlitwa codzienna.Z usmiechem na ustach.To jego największe marzenie. O kim mowa.Raczej wszyscy to już wiedzą. 7 27.03.2020 r. - zdjęcia, które przejdą do historii...
Obrazek użytkownika Leszek1
Obrazek użytkownika ronin
5 lat temu @ Leszek1   Konfederacja, nie ma nic wspólnego z Polskim Ruchem Narodowym. 5 Sejm. Antypolskie porozumienie stronnictwa „pruskiego” ze stronnictwem „ruskim”.
Obrazek użytkownika Leszek1
Obrazek użytkownika Zawiedzony
5 lat temu @ Bosak chce rozdawać miliardy przedsiębiorcom, a w życiu złotówki nie zarobił.Pamiętajmy że od lat interesuje się ekonomia. I pewnie ma pieniądze z Monopoly. Grunt to dobrze się ustawić na tym najlepszym ze światów. Ale Bosak zawsze moze pozdrowic brata Dobranoc. 6 Quo Vadis Konfederacjo!
Obrazek użytkownika Leszek1
Obrazek użytkownika Jestem jakim jestem
5 lat temu Leszek1 To tylko dla nich ostrzeżenie, by zawrócili z tej drogi, jeśli chcą zaistnieć. 5 Quo Vadis Konfederacjo!
Obrazek użytkownika Leszek1
Obrazek użytkownika krzysztofjaw
5 lat temu Leszek1 Tylko szkoda, że skumali się z JKM. To szkodnik jest i rozwala każdą inicjatywę, za którą się zabiera.Pozdrawiam 5 Polska totalna opozycja - ewenement na skalę światową!
Obrazek użytkownika Leszek1
Obrazek użytkownika Mozets
5 lat temu Sybir to nie tylko II wojna światowa To także wielomilionowe cmentarzysko Rosjan, Polaków i innych narodowości. Polaków ze wszystkich stuleci rozbiorów, wojen, powstań narodowych. w zał. losy Augustyna z czasów I wojny światowej.Augustyn teść StefkaSłużył w armii cesarza Franciszka Józefa bo jego galicyjskie miasteczko było właśnie pod dość łagodnymi, okupacyjnymi rządami Austrii, w porównaniu z zaborem rosyjskim ( tuż za rzeką) i niemieckim. W tym mundurze zastał go 1914 rok. W tej samej kompanii cesarskiej służył także brat Augustyna. Po zajęciach i ćwiczeniach mieli wiec oboje czas powspominać dom rodzinny i swoich bliskich.Aż tu nagle zachciało się księciu Ferdynandowi odwiedzić Sarajewo. Książę zginął w zamachu i stało się to świetnym pretekstem do wybuchu wojny pomiędzy zaborcami, którzy jak każdy zaborca mieli różne poglądy na kształt swoich zdobytych ziem. Wojny długiej i wyniszczającej, w której wzięła udział cała Europa. Dlatego nazwano ją wojną światową. Europa stanowiła wówczas świat cywilizowany, świat wartości i tradycji. Matkę demokracji i cywilizacji. Jak w każdej wojnie nauka i wynalazczość, w dziedzinie masowego uśmiercania przeciwnika czynią ogromne postępy. Potrzeba jest matką wynalazku. Stąd i w tej wojnie używanie nowych broni - jak gaz bojowy, lotnictwo, coraz nowocześniejsze karabiny z nabojem scalonym. Karabiny maszynowe siały ogromne zniszczenie.Tradycyjne bitwy armii w szczerym polu, ( takie średniowieczne „ustawki”) gdzie pokonany wróg z honorem uznawał porażkę i ogłaszał kapitulację - odeszły w zapomnienie. Wojna zaczęła dotykać boleśnie również cywilów, mieszkańców miast i miasteczek, którzy często tracili domy, dobytek i życie. Bo pocisk artyleryjski nie wybierał czy to żołnierz, czy cywil. W czasie tej wojny światowej Rosjanie zza Sanu ostrzeliwali z artylerii miasteczko. Ogień nie był precyzyjny i Rosjanie spostrzegli, iż ogień strony przeciwnej jest korygowany z wysokiej wieży kościelnej parafialnej fary. Gdzie siedział obserwator armii CK Austro -Węgier.Kilka celnych pocisków zerwało z fary dach i uszkodziło wieżę z dzwonami, z której w pośpiechu ewakuował się obserwator. Duża część katolików z miasteczka schroniła się w klasztorze Kapucynów – głównie kobiety z dziećmi, mając nadzieję na ocalenie życia. Ludzie modlili się i śpiewali religijne pieśni. Żydzi chowali się po piwnicach i w synagodze. Ani klasztoru ani synagogi nie ominęły jednak pociski z dział.Przez okno klasztoru wpadł szrapnel rosyjski. Zranił niegroźnie kilka osób. Zabił tylko jedną osobę. Była to Janina Stanisławska, ciotka Janiny Stanisławskiej ( to samo imię i nazwisko) późniejszej żony Stefka. Z synagogi zostały tylko mury. Do dzisiaj na pamiątkę ostrzału klasztoru w murze jego ogrodzenia pozostały wmurowane rosyjskie pociski artyleryjskie, które szczęśliwie ( dla wiernych ) nie wybuchły.Wojna poczyniła też duże zmiany w świadomości ludzi. Używano na niej, podobnie jak w wojnie secesyjnej USA ludzi o innym kolorze skóry. Dawano im broń do ręki i mogli już zabijać białych ludzi. Dostawali za to medale i stopnie wojskowe. To wywróciło całkowicie pojmowanie przez nich „białych” jako „panów” tego świata. Wracali do swych wiosek jako wolni ludzie i pogromcy białego człowieka. Co dawniej było nie do pomyślenia i było surowo zabronione pod jedyną karą - karą śmierci. Przeorało to też znacząco mentalność europejską traktowaną dalej w USA jako „stary kraj”. Kraj przodków i ostoję cywilizacji. Od tej pory nic już nie mogło zatrzymać staczania się Europy do pośledniej roli wobec wzrostu znaczenia nowego potężnego państwa, kontynentu, za Atlantykiem. Augustyn ze swym bratem brali udział ramię w ramię w potyczkach z rosyjskim wojskiem. Trzymali się razem i udawało im się szczęśliwie uniknąć śmierci i poważniejszych zranień. W jednej z bitew dostali się do rosyjskiej niewoli. Długi czas siedzieli za drutami, a Rosjanie sukcesywnie wywozili ich na Syberię. i tym razem nie został rozdzielony z bratem. Po wielu tygodniach podróży pociągiem znaleźli się na dalekiej północy w pagórkowatym terenie i w niespotykanym mrozie. Władzę rosyjską nad tym terenem sprawował jeden rosyjski oficer z podoficerem.W wiosce mieszkali dziwni ludzie o indiańskich rysach twarzy, ubrani w skóry. Mówili niezrozumiałym narzeczem ale znali także sporo słów rosyjskich. Wydawało się, że są oni traktowani tak samo jak polscy jeńcy. Ludzie ci życzliwie ubrali a i jego brata w ciepłą odzież z futer dzikich zwierząt i takie też obuwie. Inaczej jeńcy nie przeżyliby na niesamowitym mrozie. Za to jeńcy pracowali wspólnie z nimi we wiosce. Robili wszystko co tubylcy. Zbierali opał, nosili wodę z rzeki. Uczono ich wyprawiania skór i wykonywania z nich butów, uprzęży dla koni. szybko nauczył się tego rzemiosła. Jego brat nie wytrzymał tego klimatu i po roku zmarł na suchoty. Pochowano go na skraju wioski – przy ścianie tajgi. I przysypano solidnie kamieniami by dzikie zwierzęta nie rozwłóczyły jego kości po lesie. został sam.Był jedynym jeńcem w tej wiosce. Wioska położona była na dużym wzniesieniu, poniżej były inne wioski na pomniejszych górkach. Nie były duże – największe liczyły 40-50 mieszkańców. A leżały na wzniesieniach bo jak w czasie krótkiej wiosny i lata , trwających tylko 3 miesiące rzeka tajała – przez pewien czas ludzie na wzgórzach odcięci byli od siebie przez rozszalały żywioł. Nawet podróż łodzią była wielkim wyzwaniem, bo wezbrane wody niosły olbrzymie bloki lodu i kry miażdżące wszystko na drodze. W zimie mieszkańcy mieli pomysłowy sposób na podróż do niżej położonych wiosek. Służyły do tego olbrzymie sanie, na które mogło wsiąść nawet i 10 osób. Saniami kierował przy pomocy specjalnych drążków na przedzie sań doświadczony tubylec. Wystarczyło wyjąć spod płóz sań belkę drewnianą i rozpoczynała się szaleńcza jazda w dół. Z powrotem sanie wciągał inną, mniej stromą ale dłuższą drogą mały, silny, włochaty konik. Na saniach wjeżdżały na górę towary zakupione ( wymienione) w innej wsi. Ludzie co zjechali w dół wracali do swoich wiosek i domów na piechotę.Wojna zakończyła się i nowe bolszewickie władze pozwoliły jeńcom wrócić do swoich krajów. Rosyjscy historycy milczą w sprawie Polaków, którzy służyli podczas I wojny światowej w armii niemieckiej bądź austriackiej i dostali się do carskiej niewoli. Wielu z nich znalazło się w obozach na Syberii. Gdy te obozy zlikwidowano po rewolucji bolszewickiej, tych ludzi wyrzucono dosłownie na ulicę, by radzili sobie sami. Nikt im nie pomagał. Niekiedy marli z głodu, bo jako że nie byli Rosjanami, to nie przysługiwała im dystrybuowana w oparciu o system kartkowy pomoc żywnościowa. Wielu z nich nigdy już nie wróciło do Polski. To są fakty, z którymi można zestawiać los radzieckich jeńców w polskich obozach. Natomiast na pewno nie można tego robić zestawiając ze sobą wydarzenia odległe od siebie o 20 lat, takie jak właśnie Katyń.Augustyn  długo wracał pociągiem z Sybiru do swego miasteczka. Ubrany był w kożuch i buty od tamtejszej ludności. Czapkę i rękawice. Dostał na drogę worek suszonego mięsa i ryb. Wody nie brakowało – wystarczyło nabrać w garnek śniegu i zagotować na ognisku. Po przyjeździe musiał zanieść rodzicom wiadomość, że jest sam i brat nie przyjedzie. Augustyn zaczął zarabiać na życie szewstwem i rymarką, których nauczyli go mieszkańcy Syberii. Robił piękne, błyszczące oficerki z eleganckiej czarnej skóry dla oficerów wojska. Naprawiał buty biedakom, robił uprząż dla koni. Był młody więc po pracy w sobotę odwiedzał dość odległy Ulanów, w byłym rosyjskim zaborze. Poznał tam swoją przyszłą żonę Stanisławę. Stasia była biedna jak i on. Choć miała bogatego brata – najbogatszego w miasteczku. Brat ten ożenił się z bogatą wdową, która po przyjeździe z Ameryki kupiła dużo ziemi w okolicy. Mieli piękny duży dom niedaleko mostu na wzgórzu, z widokiem na przepływający San i na olbrzymie błonia nad rzeką w dolinie.Gdzie po żniwach wszyscy młócili zboże na wspólnej wioskowej młockarni. Wprawiał ją w ruch mały silnik spalinowy. Bardzo głośny. Jego donośne klekotanie (tak, tak, tak) rozbrzmiewało aż na rynku miasteczka. Czarny, długi, zwisający gumowy pas łączący silnik z młockarnią wywijał się jak wąż i obracał duże żelazne koło młockarni. Młockarnia spowita była obłokiem kurzu z wysypujących się plew i spod pracujących wałów. Śmiech dziewcząt i pomagających im chłopów roznosił się w upalnym powietrzu na pastwisku. Najsilniejsi ładowali bardzo ciężkie worki z ziarnem na wozy z drewnianymi kołami. Konie nudziły się i podskubywały trawę z trudnością, bo wozacy nie wyjęli im z pysków wędzideł, munsztuków.Józef należał do najbogatszych gospodarzy w miasteczku. wybudował mały, drewniany domek przy ulicy Szewskiej, przy której mieszkało już dwóch innych szewców. Więc jeden drugiemu podbierał robotę i zyski. Stasia zajmowała się jak wszystkie kobiety w tych czasach - domem i dziećmi, ogrodem i kuchnią. Ale także dość często jechała z em na „handel” do dalszych wiosek. By uzupełnić skromny budżet rodziny. Handlowano po wsiach wszystkim czego nie było na wsi, bo sklepów na wsi nie było. Wtedy mniejszym rodzeństwem opiekowała się późniejsza żona Stefka – Janina.Guścio - bo tak mówiła na niego żona, klepał buty ( i biedę) w lecie w drewnianej drewutni - szopie przy domu, pełniącej także funkcje składu drewna i węgla. W zimie zaś w małej kuchni w mieszkaniu. Z tyłu jego warsztaciku i zydelka szewskiego z 3 nogami krzątała się Stasia, jego żona, gotując smaczne obiady i piekąc wspaniałe chleby i ciasta. Była bardzo dobrą gospodynią i kucharką. Miała jedną maleńką przywarę – lubiła do wszystkiego się wtrącać i marudzić. Guścio namiętnie palił papierosy „Sport” ( najtańsze jakie były) a pozostałe po nich niedopałki ( nazywane przez Stasię „ciukami”) dla oszczędności składował do drewnianego pudełeczka – tabakierki. Gdy zabrakło mu papierosów robił skręty z niedopałków w papierze z gazety. Swąd tych skrętów był okropny, więc Stasia przeganiała go z kuchni do sieni lub na pole. Guścio był spokojnym człowiekiem o złotym sercu.Był to wysoki, szczupły mężczyzna. Małomówny, pracowity i życzliwy. Ale gdy go ktoś wyprowadził z równowagi – mógł się srogo zawieść na jego dobrotliwym obliczu. Guścio z jednego z wypadów handlowych, gdy udało mu się zarobić sporą sumę, przywiózł swojej Stasi prezent – futro. Ale Stasia zaczęła narzekać, że to za duży wydatek. Narzekała tak do obiadu i po obiedzie. Guścio próbował jej wytłumaczyć, że zarobił tyle, że wystarczy na potrzeby i na to futro. Które przecież kupił, by jej było ciepło w zimie. Ale Stasia zaczęła jeszcze energiczniej „jojczeć”, jak to określała jej najstarsza córka Janinka. Guścio nie wytrzymał. Złapał futro, poszedł na podwórko i porąbał je siekierką na pniaku do rąbania drewna. Stasia jak to zobaczyła – o mało nie dostała zawału. Ale Guścio odwrotnie -wreszcie rozładował swój gniew z powodu wielogodzinnego narzekania. Powiedział Stasi, że kupi jej drugie – jeszcze ładniejsze, ale jak obieca, że nie będzie „jojczeć”.Nieco z charakteru dziadka ( Guścia) przejął średni syn Stefka – który został oficerem. Jeśli ktoś zbyt długo mu dokuczał – potrafił zareagować bardzo gwałtownie. Co czasem przynosiło mu korzyści ale często kłopoty. Jedyne co wynosił z tego – to szacunek dla samego siebie. Że przerywał ogłupiające i męczące zachowania bliźnich . Prawie w każdym jednak przypadku wzbudzało to wśród dokuczających autentyczne przerażenie, strach. A wypadku żołnierzy i podwładnych – natychmiastowe posłuszeństwo i karność. W sumie pozytywne. Kosztowało to jednak tego oficera sporo nerwów i zdrowia.Guścia na drugą wojnę jednak nie wzięli, miał już trochę za dużo lat na I rzut mobilizacyjny. A rzutu rezerwowego nie było, bo Niemcy i Rosja wspólnie do tego nie dopuściły. Jednak jego przyszły zięć – Stefek, nie tylko że powąchał prochu na wojnie ale także trafił do niewoli niemieckiej. Gustaw cała wojnę klepał podeszwy, czasem również niemieckie a czasem sowieckie – gdy tak wypadło. Za te nie-polskie rzadko kiedy dostawał zapłatę. Gdyby odmówił – mógłby pożegnać się z życiem lub w najlepszym wypadku z zębami.W miasteczku były jeszcze resztki ruin synagogi. Po I WW żydzi wyremontowali bożnicę. Ale w latach II wojny okupacyjne niemieckie władze miasta ( burmistrz okupacyjny - Krzechlik) prowadziły rozbiórkę bożnicy. Cegieł używano do jakichś remontów obiektów, ważnych dla burmistrza i jego mocodawców. Niemieckie władze zaprowadziły jednak duży porządek na rynku miasteczka i wokół ratusza. Ordnung. Wokół ratusza zasadzono w idealnie równych rzędach i grządkach buraki cukrowe. Potrzebne na cukier dla Wehrmachtu. Z daleka wyglądały jak rabatki. Jeszcze na początku okupacji było w Rozwadowie część przedwojennej ludności żydowskiej. Których przed wojną było bardzo dużo w miasteczku.Gabriel Rozwadowski założyciel miasta przed wiekami zasiedlił miasteczko wyłącznie żydami. Przed wojną stanowili oni znaczną większość. W 1914 roku na 3600 osób, było 2600 żydów. Stalowa Wola w latach 30-tych była dla nich zamknięta. Likwidowane były wszelkie próby handlu na terenie miasta. Do dziś dniem handlowym jest tam sobota. Zostało to ustanowione przed wojną, aby wykluczyć żydów z targu, gdyż ci mieli święto ( szabat) i nie wolno im było w sobotę handlować ze względów religijnych. Tuż przed wejściem Niemców bogatsi żydzi wyjechali do ZSRR. Najbogatsi dużo wcześniej wyjechali do Ameryki. Także i komunizujący młodzi żydzi szukali raju w sowieckim sojuzie. Pozostali siedzieli cicho w czterech ścianach. Zostali tylko biedniejsi kupcy i biedacy.Po wejściu Niemcy wypędzali żydów za San, do strefy zajętej przez Sowietów. Większość, udało się wypędzić jeszcze 1939 roku, jednak pozostało ich niecałe 400. Niemcy chcieli założyć getto żydowskie na ulicy Kościuszki jednak tego nie zrealizowali. W 1940 roku wydano rozporządzenie nakazujące żydom opuszczenie miasta do 20 grudnia. Mówiono, że „gdy dobrowolnie odejdą za San mogą zabierać ze sobą mienie, inaczej będą wyrzuceni bez niczego”.Latem 1940 r. Niemcy wydali polecenie, aby wszyscy żydzi zgłosili się na środku Rynku. Co przezorniejsi z nich, przeczuwając niebezpieczeństwo, ratowali się w przeddzień ucieczką Pozostali ciągnęli na Rynek. Wszędzie zresztą scenariusz był prawie identyczny. Niemcy to pragmatyczny naród i nie męczyli sobie głowy wymyślnymi męczarniami jak Ukraińcy na Wołyniu , czy NKWD i UB. Kto leżał w łóżku i nie mógł chodzić - był zabijany z broni krótkiej przez podoficera SS w pościeli. Z uliczki biegnącej od strony sądu ( koło lodziarni Dominika) blisko Skrucha - szła na miejsce "zbiórki" stara kaleka żydówka. Właściwie "czołgała" się na malutkim stołeczku na którym leżała kromka chleba na drogę. Gdy przechodziła jezdnię, ujrzał ją Niemiec. Był w mundurze oficerskim. W błyszczących butach z cholewami. Na rękach skórkowe rękawiczki, w ręku trzymał bambusową laskę. Bił nią po plecach bezbronną i niedołężną kobietę. Kiedy ta pod jego razami osunęła się na ziemię, leżącą dobił z pistoletu.Głowa staruszki dosłownie rozprysnęła się jak arbuz. Chleb był już niepotrzebny. Wychodzili ze swych mieszkań całymi rodzinami. Mężczyźni z tobołkami, młode kobiety z dziećmi, wychodzili starcy. Słychać było niemieckie wrzaskliwe komendy i poganiania. Bili ludzi i kopali, zabijali tych, którzy upadli na ziemię. Gdyby nie pojedyncze strzały i poganiania, panowałaby cisza. Nie było słychać płaczu, narzekań, lub histerycznej reakcji matek, którym zabijano dzieci. Nie było żadnego odruchu samoobrony. Szli posłusznie. A kiedy wszyscy żydzi byli na Rynku, ustawiono ich w szeregi i poddano selekcji. Zdrowych i młodych poprowadzono w nieznane. Reszta starych i niedołężnych Żydów została na Rynku posadzona z tobołkami i walizami.Wiedzieli co z nimi będzie. Dlatego kołysali się siedząc i odmawiali ostatnie modlitwy prawie uderzając czołami o ziemię i tobołki. Słychać było ten przejmujący jęk - modlitwę w którym najbardziej wyraźne były słowa - "Adonai". Pomiędzy tymi szeregami - chodził podofoficer SS z żołnierzem, który ładował mu magazynki do Parabellum. Strzelał w tył głowy i nieszczęśnicy padali na swoje tobołki. Reszta nie przerywała modlitw i (niby) spokojnie czekała na swoją kolej.Co jakiś czas podoficer męczył się tą "robotą" i szedł na piwo do knajpy, która znajdowała się na rogu Rynku - naprzeciw "zajezdni- powozowni". Nikt nie pilnował pozostałych przy życiu i nikt z nich nie próbował uciekać. Zresztą byli niezbyt sprawni. Mało kto z gojów oglądał to, złapanie kogoś na oglądaniu, czy robieniu zdjęć z egzekucji - równało się dołączeniu do siedzących na Rynku. Na rynku pojawiły się wozy. Kilku młodszym żydom kazano na wozy załadować zwłoki pomordowanych. Wozy odjechały. Zapadła cisza na rynku, ale przerywana pojedynczymi strzałami. To Niemcy zabijali po domach pozostałych, także tych, którzy usiłowali się ukryć. Ciała zabitych zrzucono do wspólnego dołu za miastem. Zasypano zwłoki wapnem palonym.Po zabiciu wszystkich, żołnierze sprawdzili ich bagaże rozrzucając po Rynku stosy ubrań i bielizny. Szukali pieniędzy i biżuterii. Było tego sporo. Wywożono trupy za cmentarz katolicki koło klasztoru. To było w miejscu rachitycznego lasku sosnowego - gdzie teraz stoi piękna willa "pałac" . Ten dom stoi na miejscu dawnego pochówku Żydów. To ponure miejsce jak laboratorium Frankensteina. Przed zakopaniem żydów w zbiorowej mogile - żołnierze niemieccy dokładnie przeszukiwali ich ubrania - było tam jeszcze bardzo dużo biżuterii i pieniędzy, na palcach pierścionki. Podobno wyrywali również złote zęby .Później ekshumowano ciała i przewożono szczątki na kirkut za torami. W miasteczku Niemcy zostawili część pododdziału pacyfikacyjnego, który przez kilka kolejnych nocy wyłapywał młodych żydów, którzy wcześniej uciekli, bądź wracali z jakiejś podróży. Również przeszukiwali mieszkania i sklepy żydowskie - znajdując dużo tajnych skrytek w piwnicach , kominach, przewodach wentylacyjnych, strychach, przy fundamentach domów i w ogrodach. Były tam cenne bogactwa oraz waluta - przeważnie amerykańska, brytyjska i szwajcarska. Również dokumenty nieruchomości, papiery wartościowe, zdjęcia i pamiątki. Żydzi myśleli, że jak wrócą - to znajdą to. Część żydów która uciekła do Rosji sowieckiej jeszcze przed wkroczeniem Niemców w 1939 miała też swoje plany. Poznaliśmy je w 1944 i później. ( MBP, UB i NKWD).Wszystkie wartościowe rzeczy łącznie z zawartością magazynów sklepowych, żywnością - Niemcy zarekwirowali na potrzeby Rzeszy. Wszystkie lepsze budynki przeznaczyli na potrzeby okupacyjne. Reszta domostw pożydowskich była zasiedlona głównie przez licznych uciekinierów z Zachodu Polski - gdzie Niemcy osiedlali swoją nację. Miejscowi goje mieli ( z nielicznymi wyjątkami) gdzie mieszkać. Po opuszczeniu Rozwadowa przez żołnierzy pacyfikujących Żydów, miejscowa ludność poszukiwała resztek żywności - szczególnie kartofli w piwnicach itp. Bo głód był straszny. Po nocach przez pewien czas grasowali szabrownicy z okolicznych wsi i przyjezdni ( bardzo odważni - godzina policyjna) rozkradając resztki wyposażenia domostw i sklepów ale to był już tylko tzw. "chłam". Do szabrowników patrole niemieckie strzelały bez ostrzeżenia.Polacy nie mieli nic do powiedzenia w miasteczku i nic do „kradzenia”. Wszystko wartościowe wyjechało do Rzeszy – a puste mieszkania przydzielały władze niemieckie. Tworzenie mitu, że Polacy sobie beztrosko hasali po domach starozakonnych jest durnotą w stylu Grossa. Można to wciskać ksero-studentom i ogłupionym antypolską propagandą młodym Amerykanom. Którzy bezkarnie na dźwięk polskich słów – wyzywają takich od „jews killers” .Pomagają im całe rzesze agentów , którzy wyjechali po 1968 , 1981 i innych latach – jako „polityczni”. Pełno ich jest w Chicago, Toronto, i wielu miastach Ameryki. Wielu z nich rozsadza od wewnątrz organizacje polonijne w obu Amerykach i Australii. Wszyscy ukrywający się żydzi, gdy zostali złapani - zawsze wydawali Niemcom swoich polskich opiekunów. Zabierając ich ze sobą ze zwykłej miłości – do nieba…Tuż po przejściu frontu grupa polskich jeńców prowadzona była na transport kolejowy. Na polu stali Niemcy i wybrali 20 jeńców polskich. Zaprowadzili ich w pole . Tam był dół, w którym stała liczna grupa żydów. Sami sobie wykopali grób. Niemcy kazali polskim żołnierzom – jeńcom, zasypać ich żywcem. Jeńcy stanowczo odmówili. Dowódca pododdziału niemieckiego zagroził im rozstrzelaniem. Nie zrobiło to na nich wrażenia - a nawet prowokacyjnie ustawili się na krawędzi wykopu. Wtedy Niemcy kazali żydom wyjść z dołu i wprowadzili tam żołnierzy polskich. Kazali żydom zasypać gojów żywcem. Żydzi ochoczo złapali za łopaty. Ale niestety (dla nich) oficer niemiecki znowu odwrócił role. Polacy - na górę, starozakonni – do dołu z powrotem. Ustawiono na skraju dołu MG-42 i wykoszono starozakonnych. Wtedy dopiero żołnierze zgodzili się zasypać ofiary egzekucji.Opis faktycznej sceny z "festynu zwycięstwa" na Rynku w Rozwadowie tuż po wkroczeniu Rosjan. Rosjanie na siłę spędzali mieszkańców - by "cieszyli się z wyzwolenia". Orkiestra grała, krasnoarmiejcy tańczyli z miejscowymi kur...mi i rosyjskimi żołnierkami. Krasnoarmiejki poubierane były w ładne koszule nocne z pożydowskich sklepów - traktując je jak francuskie suknie balowe. One nigdy w życiu nie widziały takich koszul. To potwierdza fakt, że Polacy nie ruszali ze sklepów pożydowskich niczego, co nie było im konieczne i potrzebne do przeżycia.Poza tym wielu Polaków było zaprzyjaźnionych z sąsiadami na zasadzie ograniczonego zaufania. Nie byli durniami – żyli z nimi obok siebie przez setki lat. I znali się jak łyse konie. Dzisiaj w miasteczku jest kilka pięknych domów pożydowskich, odrestaurowanych – po bogatych przedwojennych właścicielach. Nie są to chyba potomkowie starozakonnych. Stare zniszczone domy( chałupki) biednych żydów – w większości nie istnieją – zamieniły się w kupy zgniłego drewna. W latach 60-tych, w miasteczku, pojawiali się byli mieszkańcy Żydzi. Prosili o możliwość pomodlenia się za zmarłych krewnych w ich dawnych mieszkaniach. Zamykali się - a po ich wyjściu znajdowano pokojach miejsca w ścianach i podłogach - gdzie coś wyjęto.W końcu jeden okupant zamieniony został przez nowego weszli Sowieci i wtedy dopiero trzeba było zamykać się na 4 spusty – bo wpychali się do domu jak robactwo. W ruinach bożnicy stało jeszcze dość sporo ścian bocznych i filarów wewnętrznych Przy przemarszach Sowietów w tych ruinach często stacjonowali dzielni bojcy, często Mongołowie i Kałmucy - w łapciach i z wintowkami na sznurkach. Palili tam ogniska i ostatni ich pobyt strawił sporo resztek bożnicy. Definitywnie resztki mykwy i bożnicy uprzątnięto już po wojnie. I zrobiono tam plac targowy (lata 50-te).Wnuk a pamiętał jeszcze resztki ceglanych pozostałości i fundamentów. był świadkiem jak kilku Kałmuków pobiło się po pijanemu, koło kapliczki Św. Jana. W pobliżu klasztoru. Mieli przy sobie potężne noże - jak maczety, tylko proste i szerokie. Długości około 60 cm. Tymi maczetami dwóch z nich obcięło sobie wzajemnie twarze - jak gilotyną. Był to okropny widok. Nie mieli nosów, wystawały szczęki i uszkodzone oczy. Krew w rytm oddychania wydostawała się z tych rozległych cięć z bulgotem. Ktoś z mężczyzn przykrył te głowy gazetą. Umierali bardzo długo i nikt z ich kolegów nie interesował się tym. Polacy woleli nie podchodzić - można było stracić życie. Nie było żadnych reguł - jak to na wojnie.Pełne zezwierzęcenie - a w sowieckim stylu nazywa się to kulturą bizantyjsko-stepową. Tuż przed odejściem Sowietów z Rozwadowa na wschód do CCCP – stacjonowali oni w ratuszu. Zostawili tam ogień – którego nikt nie gasił w obawie, że może jeszcze są tam pijani żołnierze sowieccy. Obudzony sołdat mógł wygarnąć cały magazynek z pepeszy - na wszelki wypadek… Powoli ratusz spłonął doszczętnie, resztki zburzono i zostały tylko fundamenty i piwnice pod Rynkiem. Istnieją tuż pod placem do dzisiaj w stanie prawie nienaruszonym. Podobnie spalony został po I wojnie pałac księcia Lubomirskiego w parku Charzewice. Rosjanie lubili zostawiać po sobie zgliszcza – by w takiej Polszy wszystko wyglądało jak u nich: czyli goła ziemia , bieda, smród, brud i ubóstwo.Po wojnie ekshumowano na placu rynku ciała ludzi zakopanych tam w wyniku jakiejś egzekucji. To było w miejscu przy fundamentach ratusza. Wykonywał to między innymi miejscowy alkoholik . Dostał pół litra i z drugim kompanem - odkopywali to. Nikt więcej nie chciał tego robić za żadne pieniądze. Fetor był tak straszny, że ludzie przy Rynku zamykali okna. Przypadkiem po usunięciu ciał, kopacz  wpadł do piwnic ratusza. Wyciągnął stamtąd stare wino w dużych butelkach. Było tak zgęstniałe jak syrop. Możliwe, że to był Tokaj. Wszyscy bali się tego pić. Ale on  stwierdził, że jest bardzo smaczne. Milicja kazała szybko zasypać piwnice i nikt już tam nie zaglądał od wojny. Miejsce było zbyt widoczne i ruchliwe. Piwnice dalej czekają na odkrywców. Fundamenty ratusza w Rozwadowie istnieją tuż pod placem w stanie nie naruszonym. Augustyn  mimo, że był już staruszkiem ciągle wykonywał wszelkie polecenia jego ukochanej Stasi. W 1968 w jesieni Stasia kazała mu pojechać do sąsiedniego dużego miasta i załatwić węgiel na zimę w składzie opałowym. Wtedy takie rzeczy załatwiało się osobiście. Augustyn słabo już widział i mało co słyszał. Przechodził koło fryzjera Mierzwy przez przejście dla pieszych - kolo fryzjera Mierzwy. Od strony Stalowej Woli pędził na motorze „Panonia” chłopaczek ( taki dość ciężki motocykl).Trąbił. Augustyn posłyszał to. Młody człowiek w takim wypadku przyspiesza i ucieka na drugą stronę ulicy. Staruszkowie z reguły cofają się z powrotem -jakby „skarceni”. Więc i „Panonia” spotkali się dokładnie na środku jezdni. Do dzisiaj, w niebie - chyba nie ma pojęcia co się stało. Bo zginął w ułamku sekundy. Na sekcji zwłok trudno było znaleźć jakąś całą kość w doczesnych szczątkach Guścia. Staruszkowie są miłymi dziadziami – ale mają bardzo kruche kosteczki. Jego córka Janinka bardzo go kochała i rozpaczała długo po jego śmierci. Druga córka mniej – bo nie poszła na pogrzeb. Augustyn być może spotkał za bramą Św. Piotra swojego syna – partyzanta Kazimierza. Ale kto to wie - jak to tam jest…***©M.Mozets  3 Z wielu wagonów wyrzucali zamarznięte na śmierć dzieci i jechali dalej
Obrazek użytkownika Leszek1
Obrazek użytkownika Andy-aandy
5 lat temu kretynizm politruka Leszek1 - czyli bolszewickie łgarstwo, że...                                 "Wojska USA (...) maja status wojsk okupacyjnych"Trzeba wyjątkowego kretyna, żeby pisać takie typowo sowiecko-rosyjskie brednie! 7 Polska totalna opozycja - ewenement na skalę światową!
Obrazek użytkownika Leszek1
Obrazek użytkownika ronin
5 lat temu @Leszek1   Witam! Bardzo cenię Ruch Narodowy, ale Polski, a nie przebierańców. Ruch Narodowy od zawsze był infiltrowany przez SBcję i sowiecką agenturę. Widać, że stare zworniki pozostały. Tu, pilna potrzeba nowych zdrowych Polskich fundamentów. Okupacyjne wojska, to mieliśmy narzucone Sowieckie. Wojska USA NATO sami zaprosiliśmy. Dziecko widzi różnicę! Tak, Niemcy mają okupacyjne, aby pilnować zapędy szkopów. Również postrzegam zapędy żydo-komuny. 4 Polska totalna opozycja - ewenement na skalę światową!
Obrazek użytkownika Leszek1

Strony