Jak pomagać?

Obrazek użytkownika Godny Ojciec
Kraj
dłoń w dłoni

Spotkałem się w internecie, z licznymi głosami tzw „poparcia”. Poparcie oznacza konkret, a konkretów niestety brak. Konkrety jakie widzę to 6 udostępnień na facebook'u moich artykułów i 6 lajków :) Jakby to było 50-100-500 tysięcy to może miałoby jakieś znaczenie :(

Skopiujcie chociaż moje teksty na swoje dyski zanim znikną i wysyłajcie je do swoich znajomych...

Spotkałem się z licznymi zachętami do niepoddawania się, do dalszej samotnej walki z reżymem, etc. Mam mieszane uczucia kiedy czytam te zachęty. Jak wy niczego nie rozumiecie. Nie jestem żołnierzem, ani powstańcem, jestem sponiewieranym człowiekiem, którego człekokształtne drapieżniki zaszczuwają, pozbawiają godności i dobrego imienia, zastraszają jak zwierzę, jak panią Bałutową...

Za co? Codziennie się zastanawiam: dlaczego akurat ja, dlaczego to nie spotkało kogoś z was, którzy z daleka się teraz temu przedstawieniu przyglądacie i wydaje się wam, że jesteście bezpieczni.

Nie jesteście bezpieczni! W każdej chwili jakiś pan funkcjonariusz Rosłon może wejść również do waszego mieszkania, zażądać wydania waszych ukochanych pociech, zaproponować waszej żonie „deal” w stylu „albo on albo dzieci”, zepsuć pozytywny wizerunek waszej rodziny i postawić przed tak zwanym „sądem” za pobicie funkcjonariusza, znieważenie, czy jakikolwiek inny gwałt.

Jak się wówczas będziecie bronić?

Nie jestem politykiem, który szuka poparcia, szukam pomocy. Moja rodzina szuka ratunku! My giniemy. Nie grozi mi 5 miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata, jakby na to wskazywało żądanie prokuratora w sfingowanym procesie. Grozi mi śmierć i utrata dobrego imienia, albo jeszcze coś gorszego. Grozi mi ,że za miesiąc lub dwa zostanę „rośliną” uprawianą w zakładzie zamkniętym, załatwiającą się pod siebie i nie znającą własnego imienia. Bełkoczącym ludzkim strzępem, kolejnym ciężarem dla umęczonej rodziny, który po paru miesiącach sprawi, że nawet ta rodzina go znienawidzi i się wyrzeknie. Skoro można mnie było raz wmanipulować w proces o agresję na funkcjonariuszu, to przecież można i drugi raz i trzeci. Na przykład w gwałt na biegłym psychiatrze, z którym mnie przymusowo właśnie umówił sędzia Krzysztof Kotynia już po zamknięciu dwuletniego procesu.

Nie wiem... nie ufam tym ludziom, nie miałem uczciwego procesu, za wiele piekła mi pokazano przez te 2 lata. Moje doświadczenie wskazuje, że pesymistyczny scenariusz jest bardziej prawdopodobny niż to się komukolwiek wydaje.

Realną pomoc jaką dotychczas dostaliśmy to modlitwy ludzi którzy nas znają i kochają.

To sfinansowanie nam adwokata... To w miarę uczciwy proces w sądzie rodzinnym.

Jestem przekonany, że bez modlitw przyjaciół niemożliwe byłyby zdarzenia, które uważamy za cudowne, które sprawiły, że nasze dzieci nie doświadczyły traumy odseparowania od domu rodzinnego, jakiej doświadczają na przykład dzieci pani Bałutowej i wielu innych o których słyszymy. Współczuję tym rodzicom z całego serca, ronię łzy kiedy myślę o cierpieniach ich osamotnionych dzieci i czuję dreszcze po plecach kiedy sobie pomyśle, że moglibyśmy doświadczyć podobnego męczeństwa.

Modlę się za nich jak umiem.

Chcecie naprawdę pomóc? Rozejrzyjcie się najpierw wokół siebie! Może twój sąsiad jest w podobnych tarapatach? Może nosi na barkach wstyd innych? Może w twoim mieście dzieją się równie podłe rzeczy jak w Skierniewicach. Może wśród radnych twojego miasta również nie ma ani jednego sprawiedliwego? Zadaj sobie proste pytanie: jak taki matrix jest w ogóle możliwy? Przecież nawet w jerozolimskim Sanhedrynie znalazł się jeden, który nie potrafił świadomie i publicznie poświadczyć jawnej nieprawdy!

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:4)