Niewolnicy na wakacjach – czyli odpoczynek od piekła

Obrazek użytkownika Godny Ojciec
Kraj

Wiele miesięcy temu obiecaliśmy sobie i dzieciom, że wbrew wszystkim przeciwnościom jednak w te wakacje pojedziemy nad morze. Nasza rodzina, jak inne, również zasługuje na chwilę wytchnienia, oderwania się od paranoicznej rzeczywistości, że po traumatycznych przejściach ostatnich dwóch lat potrzebujemy zmiany klimatu bardziej od innych, że „nam też coś się od życia należy”. Choćby mały okruch normalności, choćby przez kilka dni...

Żeby nasze dzieci nie czuły się trędowate i zakompleksione, żeby były z siebie dumne, żeby nigdy nie uwierzyły żadnemu potworowi w ludzkiej skórze, że pochodzą z „patologicznej rodziny”!

 

Przygotowania do wakacyjnego wyjazdu zawsze wiążą się z jakąś logistyką. Trzeba określić cel, przyjąć program, zaplanować wydatki, przygotować niezbędne rzeczy, wygospodarować czas... Cała masa drobnych decyzji, z których każda wpływa na sukces i jakość przedsięwzięcia. Zazwyczaj już same takie przygotowania sprawiają ze człowiek doświadcza satysfakcji. Ja jednak radości w sobie długo nie potrafiłem odnaleźć. Prawie przez cały czas przygotowań po prostu wypełniałem obowiązki – bo tak trzeba, bo jestem odpowiedzialnym ojcem, bo dla moich dzieci muszę utrzymać fason do końca.

Przygotowania... Wciąż z przekonaniem, że nasz byt wisi na włosku. Wystarczy przecież niegodziwość, albo głupota jednego funkcjonariusza - a jest ich całe mrowie. Nasze szczęście w każdej chwili może runąć pomimo nieludzkiego wysiłku. Musi runąć bo przecież wciąż toniemy w bagnie zdumiewającej niesprawiedliwości.

To prawda, że rozpoczęliśmy nasze przygotowania ze świadomością, że potem i tak trzeba będzie wrócić do piekła, ale staraliśmy się o tym za wiele nie myśleć, pracować nad sobą, prosić Boga o łaskę uwolnienia od strachu, żyć chwilą, cieszyć się pięknem i smakiem każdego dnia kiedy jeszcze trwa.

Brak pieniędzy i czasu to drobiazg.

Kiedy poprosiłem sędziego żeby w terminie pomiędzy 20 a 30 sierpnia nie wyznaczał żadnych rozpraw ponieważ jest to jedyny czas kiedy mogliśmy zaplanować wakacje rodzinne, dostrzegłem zdziwienie na jego twarzy. Dostrzegłem jeszcze coś gorszego w jego przeszywającym wzroku. Pogardę? Jego oczy jakby pytały: „jak on śmie o coś takiego prosić!?”, po co?”, „za co?”

Z wyraźną niechęcią zanotował moją prośbę w protokole.

Poczułem małą satysfakcję. Kolejne drobne zwycięstwo w ciągu tych długich dwóch lat walki o podeptaną godność.

Moja radość wówczas, jeśli w ogóle była, miała raczej charakter wtórny. Doświadczałem wzruszenia widząc nadzieję w oczach dzieci. Coraz bardziej zarażałem się od nich atmosferą oczekiwania na wyjazd do krainy obiecanej, rajskiej i tajemniczej. Doświadczałem podziwu dla pogody i siły ducha mojej żony, matki moich córeczek, dla jej zdolności budowania harmonii i zgody. To wspaniała kobieta. Lepszej nie mogłem sobie wymarzyć. Dzięki niej jestem szczęśliwy! Mimo agresji świata zewnętrznego. Współczuję rodzinom osłabionym egoizmem i wewnętrznymi konfliktami. Oni na pewno nie przetrwają tyle czasu co my w chwili gdy zwalą im się na głowę podobne do naszych doświadczenia.

Gdy obcy upatrzy ich sobie i potraktuje jak mięso, jak zwierzynę łowną.

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:9)

Komentarze

... - taką mam nadzieję, - przeczytam o tym, że Wasz rodzinny wypad nad morze doszedł do skutku i... był to Wasz jako rodziców czas na "naładowanie akumulatorów" przed kolejnymi "przebojami" z wymiarem (nie)sprawiedliwości.

Życzę sił i pozdrawiam,

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

___________________________
"Pisz co uważasz, ale uważaj co piszesz". 

© Satyr

 

#1506717

Nie mylisz się :)

Zamieszczę mały fotoreportaż. Piszę tu o rzeczach sprzed pół roku. Zadziwiające jak przez ten czas zmieniła się nasza Ojczyzna. Wówczas rządziło jeszcze gender a bezczelność biurokratycznych prześladowców sięgała zenitu. Wówczas nie spodziewaliśmy się że doczekamy "dobrej zmiany", że coś może zatrzymać pacyfikację naszej rodziny przez faszystowską machinę. Dziś czuję się tę zmianę, choćby w retoryce medialnej. Z meinstreamu zniknęła nagonka na polską rodzinę i przypisywanie jej wszelkich możliwych patologii. Mam nadzieję na zawsze... Tym niemniej stary system nie uległ demontażowi, żarna nastrojone przez genderowych stroicieli wciąż mielą tylko wolniej. Wcią polskie rodziny nie mają podstaw by czuć się bezpiecznie Zdemoralizowani urzędnicy wciąż są na tych samych stołkach, czują się bezkarni i czynią przygotowania do zagospodarowania programu 500+ na swoją korzyść.

A my? Czekamy na ostateczny wyrok systemu :(

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
0

LechG

#1506722