Posłuchanie u ambasadora.

Obrazek użytkownika Gadający Grzyb
Humor i satyra

(Inwigilator - agent 0-700, nadaje…czyli porządek będzie na Westerplatte.)

Mimo późnej pory, najprzystojniejszy z ministrów wciąż nie spał. Przewracał się w pościeli, jakby nie mógł się zdecydować, czy miąć prześcieradło, gryźć poduszkę, czy skopywać kołdrę. Dręczyła go niepewność, toteż od czasu do czasu popierdywał cienko i żałośnie. Ponieważ zakonspirowałem się w sienniku, łatwo zgadnąć, iż objawy ministerialnej żałości wkrótce poczęły dawać mi się we znaki. Zniecierpliwiony, postanowiłem pójść na całość i zaryzykowałem prowokację.

- Uuuu, huuu, Radosłaaawieee…

- Kto tu?! – najprzystojniejszy minister poderwał się, wpadając (sądząc po odgłosach) na stolik z dyżurną porcją whisky i oprawionym w przeszkloną ramkę dyplomem Oksfordu.

- To jaaa, Radosłaaawieee… Duch twojej karieeeryyy…

- Mojej kariery! Jezu Chryste!

Stuknęły drzwi łazienki, po chwili zaś dał się słyszeć szum wody. Wykorzystałem moment, by za pomocą mojej super-duper-komórki wydobyć się z siennika, zminiaturyzować (paskudne uczucie) i schować w kieszeń ministerialnego garnituru. Widok na zewnątrz zapewnił mi dyskretny peryskop.

Po chwili najprzystojniejszy minister wrócił. Na resztkach pośpiesznie oskrobanego zarostu wykwitały ślady zacięć. W okolicach lewego ucha jaśniała przeoczona resztka pianki do golenia.

- Duchu… - zaczął minister, po czym chlusnął na twarz wysokoprocentową wodę po goleniu i bezgłośnie zawył.

Milczałem.

- Duchu! – krzyknął chrapliwiej niż zwykle. Potoczył wokół przekrwionym od niewyspania wzrokiem i szarpnął w desperacji grzywkę.

– Co powie Putin pierwszego września na Westerplatte?! Na wszystko, zaklinam cię, mów!

- Raadoosłaawiee… Jedź do ambasadoooraaa…

- Jasne! – najprzystojniejszy minister klepnął się z rozmachem w czoło i w ekspresowym tempie wskoczył w służbowy gajerek.

***

Jakoś nawet nie musiałem się wysilać, by podpowiadać najprzystojniejszemu z ministrów, do którego konkretnie ambasadora ma się udać. Co oksfordzka głowa, to oksfordzka głowa. Kierowca limuzyny, choć kształcony w zupełnie innych szkołach, na komendę „do ambasadora”, również zareagował prawidłowo.Depnął dziarsko po pedałach i wystartował z piskiem opon.

Ja natomiast, za pomocą wspomnianej wcześniej, wielofunkcyjnej super-duper-komórki, teleportowałem się do kolejnego miejsca akcji.

***

- C… co jest? A, to ty, Sierioża…

- Jedzie, waszyje błagorodie – kamerdyner zgiął się w przesadnym ukłonie.

- Sieriożka, nie błaznuj, kto jedzie? - rozbudzony ambasador nie był w nastroju do żartów.

- Najprzystojniejszy z niedoszłych sekretarzy NATO – kamerdynera nie opuszczał dobry humor.

- Masz ci los… Jeszcze jeden Polaczek…W jakiej formie?

- Roztrzęsiony, jak zwykle.

- Eech – Władimir Michajłowicz Grinin westchnął przeciągle i leniwie naciągnął szlafrok.

- Mam wyjść? – sekretarka łypnęła czujnie ślepkami znad atłasowej kołderki.

- Aaa, tak, lepiej idź – ambasador przeklął w myślach psią służbę. Suka pewnie ma swoje podległości, podobnie jak jego anioł stróż, zasrany kierowco - kamerdyner, będący w istocie „nawigatorem” siatki wojskowego wywiadu. Ambasadorzy się zmieniają, kierowca zostaje. Kto zwraca uwagę na kierowcę? Albo na sekretarkę? Tylko my. Bladź jedna.

Ale głośno powiedział:

- Wyjdź, wyjdź – i klepnął sekretarkę po krągłym tyłeczku. Ta, zapanowała nad odruchem i nie zmrużyła oczu. Nie skręciła gadowi karku, choć mogła. Troszeczkę tylko zwęziła źrenice. Była lesbijką i serdecznie nienawidziła wszystkich tych obleśnych, podstarzałych, nasiąkniętych wódą samców, z którymi musiała się służbowo pierdolić. I jeżeli któryś z nich choć na włos odstąpił od wytycznych, jeżeli tylko dał cień powodu do podejrzeń, z rozkoszą smarowała raport do Kontroli – służby nad służbami. Za to ją ceniono.

Ale dziś nici z raportu. Ten Polaczek jest na tyle spanikowany, że Władimir Michajłowicz poradzi sobie z nim w kwadrans.

- Przetrzymajcie go ździebko w korytarzu. – zaordynował ambasador.

- W tym bez krzeseł? – uśmiechnął się domyślnie kamerdyner.

***

Otworzyły się drzwi. Wyczekujący w przedpokoju najprzystojniejszy minister oderwał się od ściany i ignorując poczucie upodlenia, postarał się przybrać w miarę godną postawę.

Wniesiono stolik. Na nim postawiono karafkę wódki i dwa stakany. Następnie przyniesiono fotel. Jeden.

Wkrótce potem wszedł dziarskim, rozłożystym krokiem sam ambasador Federacji Rosyjskiej, Władimir Michajłowicz Grinin we własnej osobie. Poły szlafroka powiewały, odsłaniając nagi tors i staroświeckie ineksprymable (część odziedziczonych, rodzinnych łupów z pańskiej polszy). Na ten widok najprzystojniejszy z ministrów, boleśnie uświadomił sobie, że jest pozacinany od pośpiesznego golenia i, nie wiedzieć czemu, odkrył niestosowność swego markowego garnituru. Resztek pianki za lewym uchem nie uświadomił sobie do końca spotkania.

- No, i co tam, drogi Radosławie? – zagaił łaskawie Grinin, sadowiąc się wygodnie w fotelu i własnoręcznie polewając wódkę.

- Panie ambasadorze… Tuż przed rocznicą…takie despekty… te artykuły w waszej prasie… te filmy… Proszę zrozumieć… przecież wykazujemy dobrą wolę… polityka historyczna to anachronizm… dobrosąsiedzkie stosunki…

Ambasador bez słowa podał ministrowi stakan. Minister rozpaczliwie poszukał wzrokiem popitki, lub chociaż zagrychy i, oczywiście, nie znalazł. Przełknął płyn, powstrzymując rozpaczliwe skurcze zwrotne żołądka.

Ambasador polał ponownie.

- Ludzie się burzą… - minister spoglądał rozpaczliwie na kolejny stakan wódki i starał się odwlec choć przez chwilę moment kolejnego milczącego toastu. – Są media… jeszcze nie nad wszystkimi tak do końca panujemy…

- Dlaczego? – spytał sucho ambasador.

- Zrozumcie… to nie to, co u was – medialny porządek czasem wyłamuje się spod kontroli…

- Waszej kontroli, nie naszej – uściślił beznamiętnie dyplomata i podał stakan ministrowi, który nagle odczuł, że jest prawie czwarta nad ranem, a on pije na czczo.

Przemógł się. Wypił. Nie rzygnął.

Ambasador polał ponownie.

- Macie z gruntu fałszywe pojęcie o wolności. Wolność, to uświadomiony porządek. A wy co? Nawet Internetu nie potraficie wziąć za mordę. No, napijmy się jeszcze… To najlepsza wódka na świecie. Na specjalne okazje…

Wypili. Najprzystojniejszy z ministrów musiał oprzeć się o stolik.

- Miała być Polska Rzeczpospolita Internetowa, a tu co? – kontynuował Władimir Michajłowicz. – Prace nad ustawą zawieszone. Miał być nowy kontrakt gazowy…

- Zgodziliśmy się na dziesięć miliardów metrów sześciennych rocznie do 2035 roku! – zaprotestował minister.

- Ale nie zgodziliście się jeszcze na przejęcie kontroli nad EuRoPolGazem – wyliczał ambasador. Toteż nie zdziwcie się, gdy nasz premier, Władimir Władimirowicz powie na Westerplatte to i owo… albo to i owo przemilczy…

Obłęd zajrzał w oczy ministra. Alkohol mroczył zmysły. Przypomniał sobie Afganistan. No, teraz to temu Ruskiem wygarnie…

- Nie zapominajcie, że my również mamy swoje argumenty – wyrąbał… i momentalnie wytrzeźwiał skuty czujnym i zimnym jak sopel lodu spojrzeniem ambasadora. Na rozognione lico najprzystojniejszego ministra wypełzła trupia bladość, gdy uświadomił sobie, jakiego nietaktu się dopuścił. Wszak, polemizować z ambasadorem, to tak, jakby polemizować z całym zaprzyjaźnionym mocarstwem, którego nie należy bezproduktywnie drażnić, gdyż zaszkodziłoby to dialogowi, o karierze własnej nie wspominając. Lecz, skoro już powiedział, brnął dalej:

– Możemy na Westerplatte przypomnieć, jak było. Wobec całego świata. I co wtedy?

Ambasador podniósł brew. Najprzystojniejszy minister zmartwiał.

Ale, jego ekscelencja ambasador Władimir Michajłowicz Grinin, postanowił nie krzyczeć.

- Pijar wam opadnie do samej podłogi – wyjaśnił dobrotliwie.

- D… do podłogi? – wyjąkał najprzystojniejszy z ministrów. Po czole pociekła mu strużka potu.

- Ano, do podłogi. I słupki też. A świat was oleje.

- S… słupki? – minister wyraźnie zachwiał się na nogach.

Po chwili zebrał się na odwagę i wydukał:

- Wł… Władimirze Michajłowiczu, pozwolicie, że usiądę?

- Ależ owszem, owszem – ambasador zakreślił szeroki gest. – Siadajcie, gdzie chcecie.

- Kiedy nie mam na czym! Nie podano mi nawet fotela! – minister tracił samokontrolę i jął histeryzować. – To jakiś skandal!

- Jak to w życiu – Grinin westchnął filozoficznie. – Widzicie, jest tak: dziś nie macie na czym usiąść tutaj, jutro, gdy popłyną wytyczne do mediów, nie będziecie mieli na czym usiąść w Polsce. O fotelach w mieżdunarodnych strukturach też będziecie mogli zapomnieć. Na wasze miejsce znajdą się inni. Przemyślcie to sobie. Czekam, uroczy Radosławie…

Najprzystojniejszy z ministrów, przemyślał sobie bardzo szybko. Przestąpił dwa razy z nogi na nogę, machinalnie wychylił nalaną mu międzyczasie wódkę i zaczął z innej beczki:

- Ale, jak wszystko pójdzie dobrze, to następnym razem, gdy zwolni się jakaś posadka, szepniecie za mną słówko w NATO, albo w eurokomisji?

- Noo – wydawało się, że ziewnięcie wywichnie Władimirowi Michajłowiczowi szczękę. – Jeżeli wszystko pójdzie dobrze… czemu nie… Szepniemy, szepniemy…

Przyjacielsko poklepał ministra po policzku. Ten, w odpowiedzi, nie omieszkał obowiązkowo załzawić się ze szczęścia.

Ambasador wstał. Posłuchanie było zakończone.

Wychodząc, rzucił od niechcenia:

- A, i zakomunikujcie temu waszemu niedorobionemu piłkarzykowi, co zostało postanowione. Tylko jakoś oględnie. Zresztą – jak nie wy, to urobią go inni. Nie jesteście jedyni.

***

Zarówno kamerdyner-kierowca, sekretarka, jak i sam ambasador, jeszcze tego poranka wysłali do swych central zaszyfrowane depesze. Treść wszystkich trzech, spłodzonych niezależnie od siebie komunikatów, była identyczna: „Porządek będzie na Westerplatte”.

Nie miałem dłużej czego szukać w ambasadorskich komnatach. Za pomocą mojej super-duper-komórki teleportowałem się do innych zadań. Czego byłem świadkiem, raportuję.

Inwigilator (agent 0-700)

Gadający Grzyb

Linki:

www.rp.pl/artykul/2,352863__Polska_sprzymierzyla_sie_z_Hitlerem_.html

www.niepoprawni.pl/blog/287/refleksje-rusofoba%E2%80%A6

www.niepoprawni.pl/blog/287/prowokacja-geopolityczna

www.niepoprawni.pl/blog/287/obiecanki-i-odloty

www.niepoprawni.pl/blogs/gadajacy-grzyb

www.niepoprawni.pl/blog/287/dlaczego-radoslaw-sikorski-nie-zostanie-szefem-nato

www.niepoprawni.pl/blog/287/czy-dokarmimy-rosje

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

pzdr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

antysalon

#29178

przecież cały obecny rząd to są ciepłe kluchy pozbawione cojones. Tacy ludzie nie nadają się do zarządzania kurnikiem w najbardziej zapadłej wiosce, co mówić zatem o rządzeniu państwem.

Polityki zagranicznej dotyczy to również. Bartoszewski redividus!

pozdrawiam

Kirker prawicowy ekstremista

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Kirker prawicowy ekstremista

#29300

Racja - modelowy przykład braku cojones będziemy mogli oglądać 1-go Września.

Będzie gładko, ogólnikowo i bezproblemowo. A dyżurni zwolennicy "racjonalnego" podejścia do Rosji będą bić brawka. I, zapewne mało kto zauważy, iż Rosja oprócz surowców, wykuła nowy oręż do testowania odporności Zachodu - zakłamaną do cna politykę historyczną.

pozdrowienia

Gadający Grzyb

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

pozdrowienia

Gadający Grzyb

#29356

aż ciężko mi jest sobie wyobrazić wazelinę, jaką będzie wciskać Tusku do Putina i Merkel. W każdym razie na pewno ci, którzy zginęli za Polskę, przewrócą się w grobach, o ile już się nie przewracają.

pozdrawiam

Kirker prawicowy ekstremista

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Kirker prawicowy ekstremista

#29377