Parada niemocy.

Obrazek użytkownika Gadający Grzyb
Świat

Pogrążone we własnych kłopotach „struktury międzynarodowe” postanowiły dać sobie „urlop” od Europy Środkowo – Wschodniej.

I. Wystawieni do wiatru.

„Obłuda, obłuda, obłuda...” - natrętnie dźwięczało mi między uszami, gdy jakiś czas temu przeczytałem, iż pani Hillary Clinton obwieściła, że „drzwi do NATO stoją dla Ukrainy otworem”. „Obłuda, obłuda, obłuda...”, gdy ta sama persona podkreślała 3 lipca b.r. w Krakowie, że Stany Zjednoczone „wspierają integralność terytorialną Gruzji”. Słowa te były niczym innym jak klasycznym działaniem pozornym, próbą „zagadania” bezwładu Sojuszu (i w coraz większym stopniu – również USA), w praktyce niezdolnego dziś do jakichkolwiek zdecydowanych inicjatyw, zwłaszcza gdyby te miały „rozdrażnić” Rosję. A takie wstąpienie Ukrainy do Paktu „rozdrażniłoby” Rosję z całą pewnością.

Hillary Clinton może wygłaszać swoje „zaproszenia” i „wspierać integralność terytorialną” bez konsekwencji, gdyż Ukraina pod rządami Janukowycza wykonuje właśnie zdecydowany zwrot na wschód, czego wyrazem jest przyjęty dopiero co projekt ustawy o zasadach polityki wewnętrznej i zagranicznej, w której nie ma słowa na temat wejścia do NATO, jest za to stwierdzenie o „polityce pozablokowości”, co wiąże się z „nieuczestniczeniem w sojuszach wojskowo-politycznych". Gruzja z kolei może jedynie oficjalnie uśmiechnąć się z wdzięcznością i w milczeniu trawić gorycz zdrady ze strony swych zachodnich protektorów.

Cóż, skoro NATO właśnie sypie się w Afganistanie, zaś każdy ze „sprzymierzeńców” tylko kombinuje jak się stamtąd wyrwać, trzeba trzymać fason, czyli sugerować światu, że NATO wciąż jest prężnym organizmem, a nie galwanizowanym żabim truchłem, którego odruchy są jeno pozorami życia. Ciekawe tylko, czy amerykańska „Sekretarka” Stanu naprawdę łudziła się, że ktokolwiek na świecie w jej „zaproszenie”, tudzież „wspieranie integralności” uwierzy, zważywszy, że w kwietniu 2008 roku na szczycie NATO w Bukareszcie wymownie zatrzaśnięto Ukrainie i Gruzji drzwi przed nosem. I to wtedy, gdy Ukraina pozostawała pod rządami prozachodniej ekipy „pomarańczowych”, Gruzja zaś czuła na plecach oddech Wielkiego Brata...

Żadnemu z tych państw nie zaproponowano nawet przystąpienia do Planu Działań na Rzecz Członkostwa (MAP). Poprzestano na uśmiechach i odpuszczono sobie rozszerzenie Sojuszu na obszarze dawnego ZSRR w zamian za rosyjskie obietnice rozważenia redukcji zbrojeń konwencjonalnych.

W sierpniu 2008 Rosja zaatakowała Gruzję.

Odnoszę wrażenie, że upadek „pomarańczowych” na Ukrainie i powojenne kłopoty Saakaszwilego w Gruzji przyjęto na Zachodzie z ledwie skrywaną ulgą. Patrzcie no – tacy niestabilni... Czemu wkraczać? Intensyfikować napięcie?

Tak oto, koncertowo, wystawiono potencjalnych sojuszników do wiatru.

II. NATO bez „rewitalizacji”.

Rosyjska optyka przeżarła celowniki NATO. „Wspólnota transatlantycka”, o ile jeszcze coś takiego istnieje, boi się, bądź łudzi, iż polityka ugłaskiwania niedźwiedzia da pozytywne efekty, uporczywie nie chcąc dostrzec, że reżim Putina od swego zarania toczy z Zachodem nową zimną wojnę, zaś NATO pozostaje dla Rosji strategicznym przeciwnikiem nr 1.

Do tego dochodzi maniackie „uzgadnianie” z Kremlem niemal wszelkich posunięć, czyniące z Rosji, jak to zdarzyło mi się niegdyś napisać, coś w rodzaju „ober – szefa NATO”. Za G.W. Busha można było jeszcze myśleć o rewitalizacji Paktu na bazie cywilizacyjnej w swym wymiarze wojny z islamskim terroryzmem. Rewitalizacji, dodam, wspartej strategicznym projektem tarczy antyrakietowej mającej chronić prócz Ameryki także 90 % powierzchni Europy (w tym Polskę). Prezydentura Obamy z jego lewackim bagażem patrzenia na kwestie międzynarodowe rodem z nauk kontrkulturowych ideologów „pokolenia ‘68” chyba już definitywnie przekreśla te nadzieje.

Dlatego absolutnie nie podnieciła mnie wieść, że podczas krakowskiego cyklu wieczorków zapoznawczo – poruchawczych dla ministrów spraw zagranicznych (02–04.07.b.r. - Konferencja Wspólnoty Demokracji) podpisano jakiś świstek (konkretnie - aneks do polsko-amerykańskiej umowy o obronie przeciwrakietowej). Radosław Sikorski, którego zasługi w przewlekaniu i w konsekwencji – utrąceniu bushowskiego projektu tarczy są z punktu widzenia obamowców nie do przecenienia, prześcigał się z panią Clinton w zapewnieniach, że projekt ten „nie zagraża” Rosji i po raz kolejny zapowiedziano możliwość rosyjskich inspekcji...

Oczywiście, wszystko to pic na wodę i fotomontaż. Obamowcom ani w głowach jakieś tam „tarcze”, no, chyba że przy współudziale Rosji. Takich papierków do podpisania czeka nas jeszcze wiele. Obama zaś będzie konsekwentnie ciął fundusze Pentagonu... aż Rosjanie faktycznie uznają, że warto się do „inicjatywy” przyłączyć i pod pozorem „obrony przeciwrakietowej” zainstalują u nas własną bazę rakiet przechwytujących. A wszystko - jakże by inaczej! - za zgodą polskiego rządu i z błogosławieństwem USA i NATO....

III. Przegrany region.

Swoją drogą, nie przypuszczałem, że Ukraina po zwycięstwie Janukowycza i Partii Regionów tak zdecydowanie osunie się na powrót w rosyjską strefę wpływów. Liczyłem się, oczywiście, z tzw. przestawieniem akcentów, ale przedłużenie stacjonowania Floty Czarnomorskiej na Krymie do 2047 roku w zamian za 30% obniżkę cen gazu... wyrzeczenie się prozachodniego kursu i niemal jawna wasalizacja elit rządzących... Szybko uwinęliście się, chłopaki. Nawet nasi wielbiciele Gazpromu nie są tak ostentacyjni.

Ale cóż, próżne żale, tym bardziej, że w znacznej mierze sami jesteśmy sobie winni. Zamiast konsekwentnie budować wpływy w regionie, (o czym pisałem ostatnio w notce „Polityka mrożonego g..na”), nasza „polityka wschodnia” była ciągiem chaotycznych zrywów, a i te możliwe były jedynie wówczas, gdy chwilowo słabły wpływy „moskiewskiej partii w Polsce”, zaś USA wzmagały (jak za G.W. Busha) zainteresowanie naszym regionem.

Przebimbaliśmy sobie 20 lat najkorzystniejszej koniunktury międzynarodowej od niepamiętnych czasów, naiwnie licząc na to, że zaczepienie się w strukturach międzynarodowych da nam wiekuisty „urlop od historii”. Nic z tego. Pogrążone we własnych kłopotach „struktury” postanowiły najwyraźniej dać z kolei sobie „urlop” od Europy Środkowo - Wschodniej i z chęcią podzieliły się odpowiedzialnością, tudzież wpływami, z każdym chętnym do zapewnienia „porządku” i „stabilizacji” w Kijowie, Warszawie i innych stolicach.

Chętni do „stabilizowania” są niezmiennie ci sami. Od stuleci.

Gadający Grzyb

 

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Wszystkie działania, które opisałe powyżej dają asumpt to stwierdzenia, że oto kolejna "zimna wojna" staje się faktem. Oczywiście nawet to co w Historii powtarza się w kółko, nigdy też nie jest identyczne. Ale schemat działania jest taki sam! Różnica polega na tym, że teraz Rosja nie musi specjalnie prężyć muskułów - inni jej pomagają dzielić świat na strefy wpływów. A wszyscy trąbią o pokoju niczym Chamberlain po Monachium. "Mieli do wyboru hańbę, albo wojnę. Wybrali hańbę, a wojnę dostaną i tak" - powiedział wówczas Churchill. Jego słowa, jako credo polityczne, są ponadczasowe i zdają się pasować jak ulał do tego, o czym piszesz. Dobry wpis!

Pozdrawiam serdecznie

-------------------------------

Samotny wilk w biegu

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
-1
#71431

Właśnie - przykład Chamberlaina z Monachium jest adekwatny jeśli chodzi o obecną postawę Zachodu względem zagrożeń (Rosji, ale nie tylko - również spolegliwość wobec islamizmu dążącego do "globalnego kalifatu").

Przy okazji - polecam książkę Edwarda Lucasa "Nowa Zimna Wojna" o której pisałem w notce www.niepoprawni.pl/blog/287/nowa-zimna-wojna

Warto!

pozdrowienia

Gadający Grzyb

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-1

pozdrowienia

Gadający Grzyb

#71435

Stabilizatory pokazały także przewidywane metody. W Osetii.

Ciekawym tematem byłoby, czy i kiedy Anglia i Francja załapią, że one będą następne w kolejce do stabilizacji...

Tylko tym razem nie ma konfliktu interesów na linii Moskwa- Berlin.

Da zdrawstwujet tysjaci-letnija rusgiermanija. A patom tolko kosmas.

Pozdrawiam myślących.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
-1
#71434

Na początek będzie energetyczna "finlandyzacja" Europy... A potem się zobaczy.

pozdrowienia

Gadający Grzyb

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

pozdrowienia

Gadający Grzyb

#71436

Zimnej wojny i Związku Radzieckiego już nie ma. Natomiast pozostała rosyjska agentura. Jedyna różnica jest taka, że teraz jest ona znacznie bardziej rozbudowana i aktywna. Ujawnił to Siergiej Tretiakow - wysoki funkcjonariusz rosyjskiego wywiadu uciekając na Zachód za wczesnego Putina.
Wobec rosyjskich działań demokracja jest w zasadzie bezbronna.
Bardzo to przypomina schyłek I RP, gdy ambasadorzy państw nie tylko ościennych (również np. Francji) mieli swoich przekupionych posłów w polskim sejmie.
Obecnie koszta kampanii wyborczych wzrosły niepomiernie i niejeden kandydat na kongresmana czy senatora skorzysta z pomocnej dłoni sypiącej nieco grosza wzamian za drobne przysługi. Tłumaczy to także dużą łatwość w osadzaniu na czele państw różnych Schoederów, Lipponenów, Prodich i innych miłośników putinoskiej Rosji.

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-1

Leopold

#71469

T - REX   Bardzo sluszne wnioski moim zdaniem - inwentaryzacja , reasumacja ,definicja jak i stratyfikacje oraz walidacja problemow i analiza z tym zwiazana w zasadzie prawie ze kompletna . Gratuluje przenikliwosci . Brakuje tylko aproksymatywnej ekstrapolacji .

Trzeba pamietac , ze ten przekroj etnograficzny / demograficzny i demokratyczny jaki mamy obecnie w Polsce jest wypadkowa okolo 250 lat niewolnictwa , choc niewielu chce to widziec . Bo tak naprawde to Polska nie istniala oprocz przeblyskow przez cwierc tysiaclecia , a to nawet w historii stosunkowo dlugi czas - jest na ten temat dobra bajeczka - nazwijmy to o wroblach  Made in PRL ( i wczesniej )  :  " - Na galezi siedzi sobie wrobel , a po chwili siada obok wrona . Wrobel pyta sie - a kto ty jestes ? Na co ta odpowiada - jestem wrona , a tys kto ? Wrobel zas mowi : ja jestem orzel , ale dlugo chorowalem ! " . I tak wlasnie bylo i jest nadal z Polska i Polakami . To orly ktore od dawna staly sie niestety wroblami , bo dlugo chorowaly , bardzo dlugo . A te orly ktore mimo wszystko sie uchowaly przed choroba , te eliminowano skrzetnie i dokladnie . Ot , tacy nieprzychylni sasiedzi , ktorzy orlow by sie musieli bac , ale wrobli to juz niebardzo .

A jak mowi inna bajka akurat obecnie opowiadana w telewizji w jednej z reklam - bajka o rysiu i wilku ( nomen omen z afera hazardowa ? )  -  " moral jest krotki i niektorym znany , to tylko mamy za darmo co zrobimy sami " - te dwie bajki w polaczeniu chyba wiele wyjasniaja , nikt sie naszym losem nie przejmie , jesli nie my sami , i to wbrew innym .

A coz my mamy do dyspozycji po dlugotrwalej , chronicznej chorobie orlow z ich metamorfoza we/na  wroble ? Otoz mamy ten sam problem , ktory mielismy od bardzo dawna , problem jurgieltnikow , ten sam zawzdy co i teraz , jurgieltnikow faktycznie oplacanych przez prawie tych samych mocodawcow zas i teraz . Teraz po WW  II mamy tzw jelite ( z jelita rodem ? ) , obskuranckich , uzurpatorskich oportunistow , konformistow , cynikow wladzy , nacechowanych impertynencja , arogancja , indolencja, egoizmemi egotyzmem , asekurantow , kunktatorow i kabotynow , i takowych chow wsobny przez ponad pol wieku - czegoz wiec mozna oczekiwac ? 

No i coz robi ta jurgieltniczana jelita - ano to co jej kaza mocodawcy . Wlasne inicjatywy sa bardzo niemile widziane przez mocodawcow .  Taka ona jest - jelita z jelita ( teraz lato wiec czesc jelity pewnie wypoczywa po znojach w Jelitkowie ) . Jedyne co jelita robi to czekanie co augurowie i eforowie mocodawcow rozkaza , na co innego nie pozwala mentalnosc kamerdynerow , stangretow i lokajow . Ach ta jelita co mysli tylko przez jelita .

Tak wiec na co wskazuje smolensko - katynskie auspicjum  , bo jak by nie bylo to  symboliczny orlik / bielik  spadl z nieba , a przeciez to z lotu drapieznych ptakow augurowie wyciagali wnioski . Wiele wskazuje na niepomyslne dla Polski obnuntiatio . Kiedys byla imperialistyczno - bizantyjska dyktatura monarchistyczna , a teraz nadal trwa , a moze nawet sie umacnia dyktatura neokomunistycznej ochlokracji w wersji oligarchicznej . Jelita je(st) lita . Trzeba usilnie pamietac bajke o wilku i rysiu - jedyny ratunek przed ochlokracja jelity , jelity wladzy zawlaszczonej nie oddadza - pod tym wzgledem cierpia na totalna obstypacje , obstrukcje , a wrecz obliteracje .

To by chyba bylo na tyle , zycze powodzenia i pozdrawiam .

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
-1

T - REX

#71554

T - REX  Krotki dodatek , gwoli nazwie "jelita" - to nie moj wlasny wynalazek , widzialem to pare dni temu w jakims zapisie podpisanym nickiem DES , wiec cala chwala temu komus odnosnie pomyslowosci . Jelita to doskonale okreslenie "elity" , najlepsze , bo oddaje celnie jej gastroenterologiczny charakter . Pamietajmy : Jelita je lita i nigdy  nie je syta , bezdenne sa jej jelita .

Pozdrowienia .

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
-1

T - REX

#71556