Z tym morderstwem w Łodzi "elitka" ma zagwozdkę. Intuicyjnie ruszyli tak trochę w ciemno i ogłosili, że J. Kaczyński sam sobie winien. Odczekali chwilę w napięciu, a potem pewnie: "Yes, yes - zaskoczyło!" "Młodzi, wykształceni" bez większych oporów to kupili. To mniej więcej tak, jakby Amerykanom czy Hindusom wcisnąć, że odpowiednio J. Kennedy i M. Gandhi zginęli, bo... prowokowali morderców.
...