|
|
11 lat temu |
ZNALEZIONE W SIECI....i nie tylko |
ja
zamiast dyskutować z Szanownym Autorem, który jak widzę znawcą historii 3 tysiącletniej narodu,
i wie wszystko "lepiej",
pozwalam sobie teksty poniższe, znalezione w sieci wkleić, jak również tych kilka linków.
Opisują fakty, a ponoć z faktami się nie dyskutuje.
Choć dziś specyficzny fakt przytoczę z mego życia.
Pozytywny - na temat Żydów.
A właściwie to tylko jednej przedstawicielki tego narodu.
Dziś właśnie, czyli 9 Grudnia przed wielu laty, Żydówka,
Pani Moszczyńska, sąsiadka mojej Mamy, w Niedzielę późną nocą, pomagała mi w przyjściu na ten łez padołek.
I jestem.
Dziękuję Ci Sąsiadko.
i
trochę
Żydem pewnie jestem też.
choć to nie ja prosiłem o pomoc.
http://historia.wp.pl/title,Zydzi-pojawili-sie-na-ziemiach-polskich-tysiac-lat-temu,wid,17060494,wiadomosc.html
T. Jeske-Choiński: Co Żydzi robili w Polsce?
Judaizm & Islam
Super User
1 week 1 day ago
Odsłony: 261
0 Comments
Share
Drukuj
BIBLIOTECZKA ŻYDOZNAWCZA.
TEODOR JESKE-CHOIŃSKI.
Co Żydzi robili w Polsce’
Przyszła chwila, w której Żydom było za ciasno na ziemiach frankońskich i germańskich. Przez kilkaset lat gospodarowali w Hiszpanii, Francyi i Niemczech z taką swobodą, jakgdyby byli panami tych ziem. Uprawiali bez przeszkody handel niewolnikami i lichwę, bogacąc się coraz więcej.
Dłuższy czas znosił ich gospodarkę ubogi lud, wyzyskiwany przez nich bez litości. Wyzysk ich sprzykrzył sobie nareszcie biedak i zaczął się bronić pięścią przeciw chciwości żydowskich handlarzów. Stało się to po śmierci Karola III, zwanego Prostakiem (w r. 929 po Chrystusie Panu).
Żydzi niemieccy, zwąchawszy, co się święci, szukali dla siebie nowych, bezpiecznych schronisk. Znaleźli je… Dowiedzieli się, że na północy i wschodzie Europy mieszka naród słowiański (Polacy i Pomorzanie), naród gościnny, dobrotliwy, pobłażliwy dla obcych, nieproszonych przybyszów. I dowiedzieli się, że Polacy i Pomorzanie, chociaż skromni w jedzeniu i strojach, posiadają bogate źródła zarobku. Dużo było u nich płodów: lasu, jezior, rzek, pasieki i bursztynu.
Więc powędrowali Żydzi do Polski i osiedli w jej wioskach i lasach. Z każdym rokiem pomnażały się ich kolonie po roku 1000 po Chrystusie.
Większym bogatszym kupcom żydowskim było za mało zarobku z płodów: lasu, jezior, rzek, pasieki. Woleli handel niewolnikami, który przynosił im furę złota.
Handel niewolnikami nie był w owych czasach nowiną we wszystkich państwach Europy. Był w owych czasach aż do końca średnich wieków (do r. 1500 po Chr.) ohydny zwyczaj sprzedawania ludzi. Sprzedawano jeńców wojennych, albo biedaków, którzy, zapożyczywszy się u jakiegoś kupca, nie mogli mu oddać długu. Tych kupionych ludzi, wywożono zwykle albo do Hiszpanii albo do Azyi. Wprawdzie nakazała chrześcijańska Ewangelia Święta miłować bliźniego jak siebie samego i wprawdzie starał się Kościół katolicki zniszczyć ten ohydny zwyczaj i robił wszystko, aby zrównać ludzi, ale długo trwało, zanim dokonał tego dzieła. Bywało nawet, że ubogi, głodny, niezdolny do zarobku, sprzedawał sam swoją wolność za bochenek chleba.
Kościół katolicki bronił chrześcijan gorliwie przeciw Żydom, od r. 630-tego począwszy. Zakazał on na różnych zjazdach (koncyliach) biskupich sprzedawać niewolników Żydom i poganom. Ale Żydzi nie zwracali uwagi na jego rozporządzenia. Woleli znieść jakąś karę, niż pozbyć się bogatego źródła złota. Tu i owdzie znalazła się jakaś szlachetna dusza chrześcijańska, która litowała się nad swoimi współwyznawcami. W Polsce, należała do nich królowa Judyta, matka króla Bolesława Krzywoustego. Nie szczędziła swoich pieniędzy. Wielu niewolników wykupiła z pod jarzma żydowskiego (umarła w r. 1085).
Wielkie zyski z handlu niewolnikami nie nasycały chciwości Żydów. Złota, coraz więcej, jak najwięcej złota! — było ich hasłem po zburzeniu Jerozolimy. Do podłego ludokupstwa dołączyli jeszcze nikczemną lichwę.
Ten ich nowy sposób bogacenia się odnosił się we Wszystkich krajach tylko do inowierców, głównie do chrześcijan. Bowiem żydowskie księgi święte nie pozwalały Żydom łupić ich współwyznawców. Żydowi nie wolno było krzywdzić Żyda, zniszczyć swojego „brata” lichwą, ale za to było mu wolno wyssać chrześcijanina, którego nazywał „gojem”. Nie tylko wolno mu było krzywdzić chrześcijanina, lecz rozkazano mu nawet wprost odzierać go ze skóry.
Żydom, którzy weszli do Polski około r. 1000, pomogła w szachrajskiej robocie dusza polska. Dawni Polacy, rozrzuceni na szerokich ziemiach, głównie w lasach, przywykli do skromnego życia; nie ubiegali się o pieniądze, nie zazdrościli obcym przybyszom ich sutego zarobku. Polak gościnny, hojny, dobrotliwy, brzydzący się chciwością, był doskonałym łupem dla Żydów. Łatwo takiego dobrotliwego i niechciwego gospodarza oszukać, wywieść w pole.
Do tej dobrotliwości i nieopatrzności pierwotnych Polaków należy jeszcze dodać ich nieznajomość duszy żydowskiej. . Nie wiedzieli, o czem Żydzi myślą, dokąd dążą, zmierzają.
Żyd umiał udawać życzliwego, poczciwego przyjaciela i wdzięcznego przybysza dopóty, dopóki nie uczuł w obcym kraju mocnego gruntu pod stopami. I umiał ukrywać tajemnice swoich świętych ksiąg. I umiał jeszcze wślizgiwać się tak zręcznie do domów władców i możnych panów, iż zjednał sobie ich pomoc.
Bogatsi i przebieglejsi Żydzi uczepili się polskich władców i możnych panów, pomijając lud. Nie szczędzili pieniędzy, gdy ich rząd potrzebował, wiedząc, że pożyczki wrócą nie dziś to jutro do ich kabz z sutym procentem czyli lichwą.
Zjednawszy sobie poparcie polskich władców i możnych panów, rzucili się Żydzi bez obawy do swojej roboty, — do lichwy, przekonani, że władze, korzystające z ich pożyczek, będą na ich działalność handlarską spoglądały okiem zmrużonym.
Stało się tak w istocie. Lichwa żydowska niszczyła szlachtę i lud, a władze świeckie nie broniły swoich poddanych. To sarno działo się także w Hiszpanii, Frankonii, Niemczech i Czechach z tą tylko różnica, że Frankoni, Niemcy i Czesi otworzyli Żydom bramy swoich państw na kilka wieków wcześniej, aniżeli Polacy, więc mieli dużo czasu do zbadania duszy judaitów. Praktyczniejsi zresztą byli od dobrotliwych Słowian, umieli gromadnie bronić swojego mienia i swojej skóry.
Nie tylko nie przeszkadzali nasi władcy Żydom -W robocie lichwiarskiej, lecz nadawali nawet bardzo wygodne dla szachrajów przywileje. Czynili to oczywiście nie z lekceważenia swoich poddanych, lecz dlatego, że nie znali duszy żydowskiej i jej pożądań. Bolesław Pobożny, książę kaliski, zaopatrzył Żydów (dnia 16 sierpnia 1264 r.) takim przywilejem, iż mogli szachrować swobodnie. Pozwolił im handlować bez nadzoru władzy chrześcijańskiej, brać wszelakie zakłady, choćby były ukradzione lub gwałtem wzięte, uprawiać lichwę, bronić się w sądzie w razie skargi chrześcijanina przysięgą żydowską i karał surowo chrześcijan, bijących się z Żydami, lub niepomagających im w jakiemś nieszczęściu; zakazał mieszać się chrześcijaninom do religii mojżeszowej i t. d-.
Nie podobało się to uboższej szlachcie i kmieciom, wyzyskiwanym przez lichwiarzów. Ale książę kaliski i inni za nim idący władcy omijali ich krzywdę. Nawet tak mądry i zasłużony król, jak Kazimierz Wielki, zwany królem chłopków, nie usunął, ani poprawił przywileju Bolesława Pobożnego. Rozumny i mądry Polak dzisiejszy, który nauczył się już zaglądać do ukrywanych tajemnic duszy żydowskiej, zapyta zdziwiony po przeczytaniu przywileju Bolesława Pobożnego: co spowodowało tego księcia do takiej pobłażliwości i życzliwości?
Czego nie dostrzegały władze świeckie, to zrozumiały władze kościelne. Idąc. śladem Chrystusa Pana, zwalczał Kościół katolicki w początkach swojej działalności chciwość lichwy. Już w r. 314 na soborze W Arles i w roku 525 na soborze powszechnym w Nicei potępił lichwiarzów, ale ostrzegał tylko księży. Z czasem jednak napominał wszystkich chrześcijan w ogóle i groził chciwcom ciężkimi karami. Ktoby z chrześcijan nie słuchał rozkazów swoich duszpasterzów, ten tracił prawo modlenia się w kościele; gdy umarł bez pokuty, odchodził z tej ziemi bez pogrzebu katolickiego.
Żydzi, których Kościół, jako nie należących do owczarni Chrystusowej, pominął, zatarli ręce z radości: uczuli się bowiem swobodniejszymi w robocie handlarskiej, zadowoleni, że nie będą mieli przeszkód i że uprawa lichwy będzie tylko ich rzemiosłem.
Zawiedli się jednak…
W trzy Jata po ogłoszeniu przywileju Bolesława Pobożnego, zjechało się duchowieństwo polskie we Wrocławiu (w r. 1267) pod przewodnictwem kardynała Gwidona i skarżyło się na „przewrotność i nie- obyczajność” Żydów. Broniąc swoich owiec, zabroniło chrześcijanom pod groźbą ekskomuniki bratać się z Żydami: kupować w ich sklepach artykuły spożywcze i zakazało Żydom posługiwać się niewolnikami, parobkami i mamkami chrześcijańskimi i nie pozwoliło im brać udziału w urzędach polskich.
Drugi zjazd duchowieństwa polskiego, w Łęczycy 1285 r., rozkazał Żydom zwracać zastawione u nich, z kradzieży pochodzące rzeczy.
Najostrzej zabrał się do Żydów synod budeński (W Budzie, na Węgrzech w r. 1279). Usiłował on odciąć chrześcijan od wpływu Żydów, obawiał się bowiem, że chciwi przybysze nie tylko ich Wyzyskują, lecz także gorszą, ucząc ich oszustwa.
Dobrze, uczciwie życzyło duchowieństwo polskie swojemu narodowi; wydrzeć go postanowiło ze szpon chciwych kupców żydowskich, nauczyć go poszanowania mienia bliźniego i uczciwości. Zasłużyło się rzeczywiście, udało mu się bowiem obrzydzić swoim ziomkom wszelakiego gatunku sza- chrajstwa. Aż do roku 1400 mniejwięcej nie było w Polsce ani jednego lichwiarza chrześcijańskiego.
Gospodarowali w Polsce Żydzi, gospodarowali także inni obcy przybysze.
Wiadomo, że wodzowi Mongołów, Dżengishanowi, zachciało się podboju całego świata. Ten ambitny awanturnik rzucił się w r. 1224 nasamprzód na Ruś i pobił księcia Mścisława nad Kalką. Co on rozpoczął, tego dokonał jego następca, Batuhan, który ujarzmił w r. 1237 całą Ruś. Załatwiwszy się z Rusią, posunęła się horda dzikich ludów W r. 1241 do Węgier. Toczyła się trzema szlakami, niszcząc, wszystko po drodze. Jeden z tych szlaków wił się przez Polskę, osłabioną W owym czasie, niezdolną wskutek podziałów kraju do jednolitej, zwartej obrony całego państwa. Wprawdzie stawiała szlachta małopolska po bohatersku czoło dziczy mongolskiej, bohaterstwo to jednak rozprysło się w bitwach z niezliczonymi zastępami żółtych diabłów. Pod Chmielnikiem legła na krwawemu polu znaczna część rycerstwa polskiego.
Posuwając się szlakiem polskim, spalili Tatarzy Sandomierz, Kraków i Wrocław, a dotarłszy do Lignicy na Śląsku, pobili wojska księcia Henryka Pobożnego.
Mimo tych klęsk dali sobie Polacy radę. Padając, rozpryskując się, podnosiło się rycerstwo ciągle, stawiało Tatarom opór i wypędziło ich ze swojej ziemi. Zasłużyło sobie na zaszczytną nazwę „przedmurza chrześcijaństwa”.
Zwyciężyła Polska, ale to zwycięstwo groziło jej nędzą. Miasta, wsie, zamki, kościoły zburzyli Tatarzy, zagrabiali wszystko, co się tylko dało, wycięli mnóstwo rycerstwa i wzięli w okrutną niewolę (w jasyr) krocie niewolników, mężów i kobiet.
Zabrakło w kraju pieniędzy i rąk do pracy. W trudnem położeniu znaleźli się książęta polscy, pozbawieni środków do zatarcia poniesionych strat. Trzeba było sprowadzić do spustoszonych ziem jakieś nowe, pracowite ręce.
Takie pracowite ręce znalazły się W Niemczech.
Więc wysłali książęta polscy do Niemiec werbowników (Niemców), którym udało się namówić swoich ziomków do wędrówki na północ.
Nowi przybysze nie żałowali tej ucieczki ze swojej ojczyzny. Jak żydków, powitali książęta polscy także Niemców życzliwie i przyjęli ich hojnie, dali im kawały ziemi i samorząd; pozwolili im rządzić się własnem prawem niemieckiem (magdeburskiem),’ zwolnili ich od wszystkich danin poddanych polskich, zadawalając się szczupłym czynszem ziemnym.
Próżniakami nie byli Niemcy. Karczowali lasy, obsuszali bagna, uprawiali rolę, zakładali kolonie wiejskie i ogrody, odbudowywali zburzone miasta (Poznań, Kraków, Sandomierz, Lublin, Płock, Kalisz). Jedna ich część osiedliła się po Wsiach, druga W miastach.
Nie wszyscy przybysze niemieccy zajmowali się tylko pracą rolną. Część ich uprawiała w większych miastach handel, dorabiając się znacznych majątków, ale nie lichwą, po żydowsku, lecz pracowitością i zręcznością. Katolikami przecież byli, a katolikom zabronił Kościół szachrować lichwą, plamić się brudem bezczelnego wyzysku.
Kupcy niemieckiego pochodzenia bogacili się handlem bez szkody narodu rdzennego. Zarabiali oni i zarabiał także cały kraj. Przestali być zresztą po kilku pokoleniach Niemcami. Wsiąkłszy w Polskę, „wmieszali się”, jak o nich mówiono, W jej bogate ziemie, polszczyli się powoli i stali się Polakami już za panowania Kazimierza Wielkiego.
Powodzenie spolszczonych Niemców przeraziło Żydów, -wytrąciło bowiem z ich rąk znaczną część zarobku kupieckiego. Oni, Żydzi, przybyli do Polski, aby pochłonąć cały jej majątek, a nowi kupcy weszli im -w drogę. Więc zebrali w sobie całą siłę handlarską i robili wszystko, aby wytrącić z rąk tych nowych kupców wszystkie lepsze „interesy”. Pożyczali bez namysłu bogatym panom, drobniejszej szlachcie i ubogim włościanom pieniądze na lichwę, zasypywali swoje sklepy tańszym ale gorszym, tandetnym towarem, wciągali do swoich sklepów i karczem rzemieślników i chłopów, wyłudzając od nich ostatni grosz.
Żydzi dokuczali ubogim Polakom już przed przywilejem Bolesława Pobożnego, ale skrzywdzeni chrześcijanie znosili cierpliwie ich zachłanność, aż do króla Jagiełły.
Aż do roku 1540 nie było w Polsce pogromów. Bywały tylko przed owym rokiem nie bardzo szkodliwe bójki chrześcijan z Żydami. Można je nazwać kłótniami, burdami ulicznemi.
Ostro zabrał się do Żydów pierwszy Poznań jeszcze przed wstąpieniem na tron króla Jagiełły. Wielkopolska żachnęła się W r. 1347 na lichwę żydowską, zmniejszyła jej chciwość, albowiem „złość żydowska” —mówiła—marzy o tern, aby „chrześcijany nie tylko w wierze, ale także w bogactwie zawżdy poniżyła i skaziła”. W lat dwadzieścia potem (w r. 1367) Poznań, sprzykrzywszy sobie zdzierstwo Żydów, zemścił się za swoje krzywdy pogromem i wypędzeniem ich ze stolicy Wielkopolski. Za przykładem Poznania poszedł Kraków. W r. 1569 skarżyli się kupcy krakowscy na Żydów, „że uchylają się od kar, ukrywają złodziejów, chwytają tych, co im zawinili, wymierzają sobie sami sprawiedliwość, postępują wrogo przeciw chrześcijanom i dopuszczają się bezprawi”.
Razem z królem Władysławem Jagiełłą przyszły do Polski ciężkie czasy na Żydów.
Nowy król, świeży chrześcijanin, stał się gorliwym katolikiem, był bogobojnym i nie. znosił pod swem berłem jakiejkolwiek obrazy wiary Chrystusowej. Niechęć do Żydów podnieśli w nim: ksiądz Budka, kanonik, uczony ksiądz Stanisław ze Skarbimierza, sławny kardynał Zbigniew Oleśnicki, mąż rozumny i odważny i arcybiskup Mikołaj Trąba.
Dowiedziawszy się od tych kapłanów, czem są Żydzi, cofnął Jagiełło w swoim statucie Wartskim (1425 r.) korzystne dla Żydów przywileje.
Zakaz ten nie był Żydom miły, bo pozbawiał ich wielkich zarobków, poskromił ich bezecne lichwiarstwo. Przykucnęli oni na pewien czas. Ale ocknąwszy się ze strachu, zabrali się znów potajemnie do swojej roboty. Chyłkiem rabowali, co się tylko dało. W Małopolsce brali 54V4 procentu, a w Wielkopolsce 108procentu lichwiarskiego. Z biedaków, potrzebujących koniecznie pieniędzy, wyciskali aż 240 procent, co potwierdzały wyroki sądowe. Umieli oni omijać zręcznie prawa polskie, z czego uczeni Żydzi, piszący książki po polsku, cieszą się do dnia dzisiejszego. Przebiegli szachraje wyszukiwali lekkomyślnych chłopców, synów zamożnych ojców. Lekkomyślny i dziecinny jeszcze chłopak podpisywał bez wiedzy rodziców na wekslu niezwykłe procenty. Zasmakowawszy w pożyczce żydowskiej, która ułatwiała mu hulankę, brnął coraz głębiej w bagnie długów. Niejeden z takich nierozważnych głuptasków przypłacał, gdy dorósł, swoją lekkomyślność nędzą, bo mu Żydzi zabrali cały majątek.
Tą samą drogą, co król Władysław Jagiełło, szli jego dwaj następcy, Jan Olbracht i Aleksander (od r. 1492—1506).
Śmierć króla Aleksandra wróciła znów Żydom ich przywileje, nadane im od Bolesława Pobożnego. Mogli znów handlować po swojemu, co znaczyło odzierać ze skóry ludność rdzenną, chrześcijańską. Bowiem król Zygmunt I, niepokojony bezustannie kłopotami pieniężnymi, stukał bardzo często do szkatuły bogatego Żyda. Był nim Ezofowicz (Józefowicz), przebiegły, mądry spekulant. Tak opanował króla, iż go król uszlachcif i mianował ministrem, podskarbim wielkim litewskim.
Co zaczął znów Zygmunt (pobłażliwość dla Żydów), to dokończył jego syn, król Zygmunt August.
Dał on Żydom, czego chcieli, do czego dążyli, bo autonomię czyli pełną swobodę ruchów. Siedzieli teraz Żydzi w Polsce, jak u siebie, we własnym domu i handlowali po swojemu, drwiąc z praw swoich dobrodziejów i gróźb swoich nieprzyjaciół.
Nie tylko handlowali. Wodzowie ich, uczeni W piśmie, głównie rabini, prowadzili lud żydowski do takiego celu, o jakim władcy polscy od Mieczysława Starego począwszy, aż do Zygmunta Augusta i jego następców nie mieli pojęcia. Kto chce wiedzieć, dokąd Żydzi zmierzają, ten powinien znać koniecznie ich dawniejsze, pradawne życie i ich księgę, zwaną Talmudem.
Wiadomo dziś każdemu, kto zna historyę, że Żydzi, rozproszeni po całym świecie, nie przestali być narodem zwartym, jednolitym. Mieli swoich własnych wodzów, swój własny rząd po upadku Jerozolimy i byli temu rządowi posłuszni, jak wierne pieski. Rząd ich urzędował nasamprzód jawnie w Babilonie aż do 500-nego roku po Narodzeniu Chrystusa Pana, potem przeniósł się potajemnie do Hiszpanii, z Hiszpanii do Niemiec, z Niemiec do Francyi. Rządom tym chodziło o to, aby się Żydzi trzymali ciągle kupy, aby się nie rozpryskiwali na setki drobnych odłamów, nie bratali się z inowiercami i nie zapominali o swojej wierze. Uczyli ich rabini, że tylko Żyd zna wiarę prawdziwą, że tylko Żyda Bóg kocha, że zrobi go panem całego świata, jeżeli będzie Mu posłusznym.
Na razie nie sklecili Żydzi polscy ze swoich wszystkich kolonii jednej całości, zadowalając się odrębnemi gminami, z czasem jednak złączyli te gminy w jedną całość, W osobne państwo. Państwu temu rozkazali wodzowie żydowscy być nieubłaganym wrogiem chrześcijan, łupić ich bez litości, aby ich zniszczyć.
Obłudni, przebiegli wodzowie żydowscy starali się otumanić chrześcijan, udawali kłamliwie uczciwych obywateli, posłusznych rządowi polskiemu. Na ich Zjeździe w Lublinie (w r. 1581) zabronili Żydom dzierżawić polską mennicę, żupy solne i pobór czopowego i zagrozili im, gdyby nie byli posłuszni rozkazowi zjazdu, klątwą. Kłamali tak podstępnie, aby odwrócić uwagę rządu polskiego od działalności żydowskiej. Przeklinali niby swoich współwierców, a właściwie cieszyli się, gdy się dowiedzieli, że się ich „wyklęci” bogacili. Bowiem celem ich obrad było osłabiać Polaków, a wzmacniać swoich ludzi.
Było Żydom w Polsce, jak u Pana Boga za piecem. Nie czuli wcale niewoli wygnania, braku własnej świątyni. Mieli po całym kraju mnóstwo bóżnic, zakładali swoje szkoły i drukarnie, stawali przed swoim własnym sądem, omijali zręcznie prawa polskie, szwargotali po swojemu żargonem, nie uważając za potrzebne uczyć się języka polskiego. Niemcy, Ormianie, a nawet Tatarzy spolszczyli się i zasłużyli sobie na godność obywatela polskiego, a owi wygnańcy zapomnieli o tern, że są tylko obcymi przybyszami. Tak im wygodnie było w Polsce, iż poeci ich hebrajscy sklecali rymy na jej cześć. Jeden z nich zaczął swój poemat słowami: „Polsko, królewska ziemio, w której od wieków żyliśmy szczęśliwi’*…
Należało się spodziewać, że tej, „Polsce, Królewskiej ziemi, w której od wieków żyli szczęśliwi” Żydzi będą wdzięczni za jej gościnność i dobrotliwość. Mieli przecież wszystko, czego pragnęli.
Niemcy, Ormianie i Tatarzy, przypatrzywszy się dobroci Polski, ukochali ją, spolszczyli się, szli z nią ręka w rękę, a oni Żydzi, obdarowani tak hojnie, nienawidzili swoich dobrodziejów, gardzili ich wiarą, wysysali ich lichwą i oszustwem, podkopywali swoim nieuczciwym sposobem handlowania, handel chrześcijański i moralność kupców katolickich, starali się przyswoić sobie całe mienie inowierców — słowem — byli podstępnymi wrogami Polski.
Nie tylko wrogami, ale nawet szpiegami. Ile razy Polska chwiała się w czasach wojennych, w walce z Rosyą, Turcyą i Szwedami, Żydzi, myśląc, że już ginie i nowi władcy ją zagarną, służyli gorliwie najeźdcom, dostarczali im Wiadomości o ruchach wojsk polskich. Mnóstwo szpiegów żydowskich musiało być podczas najazdu Szwedów, bo w razie przeciwnym nie byłby był szlachetny hetman Czarnecki kazał ich wieszać gromadnie w różnych miastach, a kancelarya królewska nie byłaby była ogłosiła rozkazu, nie pozwalającego Żydom opuszczać swoich domów, żeby „nie mogli donosić Wiadomości do nieprzyjaciela”. Nawet krakowscy Żydzi, tak blizcy tronowi polskiemu, sprzeniewierzyli się swoim dobrodziejom, czego dowodem konfiskata ich majątków na rozkaz króla Jana Kazimierza (w roku 1658).
Nie koniec na tern…
Nadszedł wiek ośmnasty, podatny dla chciwości różnego gatunku szachrajów i dla podłości podłych łotrów. Zbyt wesołe życie za panowania królów Augusta Mocnego i III-go osłabiło cnoty rycerskie i chrześcijańskie i wstrząsnęło państwem polskiem, otoczonem zewsząd nieżyczliwymi mu sąsiadami.
Rozumniejsi i prawi mężowie polscy ostrzegali rząd przed grożącą mu klęską i domagali się wzmocnienia wojska polskiego i skarbu królestwa. Biskup Kijowski, Samuel z Ossy Ozga, napominał króla W r. 1740, aby się zajął wojskiem i skarbem i zwrócił uwagę na gospodarstwo żydowskie, niszczące mieszczan i włościan.
Bezpieczeństwo każdego państwa zależy od jego wojska, wojsko zaś nie może istnieć bez pieniędzy. Nie było w Polsce trudno o grosiwo. Dość było podnieść stopę podatków: czopowego, szelążnego, pogłównego, monopolu tytoniowego, papierowego, młynowego i t. d., aby starczyło na wszystkie potrzeby królestwa. Obliczono, że samo czopowe, czyli podatki z szynków, przyniosłoby rocznie 11,250,000 złotych. Te szynki, młyny i różne monopole były w wiekach siedemnastym i ośmnastym w ręku Żydów i przyniosły im ogromne zyski. Stać ich było na większe podatki, ale chciwość ich nie chciała onych płacić.
Podniesienie podatków zależało od sejmów. Wiedzieli o tern Żydzi i starali się zepsuć ich robotę.
Wiadomo, że za panowania Augusta III, przez całe lat trzydzieści, doszedł do skutku tylko jeden sejm (pacyfikacyjny w r. 1737). Wszystkie inne padały — rozbite. Ta klęska była dziełem Żydów. Przekupywali oni kilku nikczemnych posłów, dawali im łapówki, aby zrywali sejmy. Takich łotrów nie brakło W czasach, W których lekkomyślni i nieuczciwi posłowie zapominali o obowiązkach obywatela polskiego i katolika.
Świetny interes robili Żydzi na przekupstwie nikczemnych posłów. Nieszczęsne „nie pozwalam” kosztowało ich tylko 250,000 zł. p., a do ich kabzy sypało się około szesnastu milionów.
http://niepoprawni.pl/comment/1451699#comment-1451699
http://www.obiektywnie.com.pl/artykuly/antypolonizm-telefon-zydowki-do-radio-maryja.html
|
2 |
Gramatyka bełkotu |
|