|
|
11 lat temu |
@ Splus |
"I teraz - jeżeli jest zapis mówiący, ze wyleciały dwa samoloty, z podaną godziną odlotu, to skończmy te dywagacje."
?!
|
2 |
XVIII. Lot asekurujący? |
|
|
|
11 lat temu |
Na tym zapewne polega dill Sienkiewicza z Belką... |
|
3 |
Czy Sitwa skolonizuje Kosmos ? |
|
|
|
11 lat temu |
@ 5plus |
Dawno temu Hiszpanie wpadli na pomysł wydrukowania w W. Brytanii banknotów, z których po dwa miały ten sam numer. Istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że mamy do czynienia z podobnym procederem.
|
2 |
Czy Sitwa skolonizuje Kosmos ? |
|
|
|
11 lat temu |
Już poprawiłem na 3 mln… |
Dziękuję za uwagę. Ale z drugiej strony te głupie 3 mln nie pozwolą na to, by wyj….ć całą Sitwę w Kosmos. Wychodzi na to, że będziemy musieli Sitwie pomóc…
Pozdrawiam
|
2 |
Czy Sitwa skolonizuje Kosmos ? |
|
|
|
11 lat temu |
Z ta wina Rosjan to nie do konca tak bylo. |
Wiadomo ze sowieci produkowali badziewie ale te badziewie latalo tysiacami i innego wyjscia wtedy Polska nie miala i musiala na tym latac chyba ze miala nie latac.
Za ta katstrofe odpowiada PRLowski sytstem.
Śmiertelne innowacje LOTu
Dotarliśmy do akt śledztwa przechowywanych w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej – tysięcy stron protokołów przesłuchań, notatek, analiz, ekspertyz, które przekazano w kwietniu 1980 r. kierownictwu MSW, a konkretnie na biurka generała milicji Władysława Ciastonia i płk. Zenona Płatka. Dopiero z całości tych materiałów – pracowicie zbieranych przez milicjantów, prokuratorów i ekspertów – wynika, kto naprawdę odpowiadał za śmierć ludzi lecących na pokładzie Kopernika. Faktycznie bezpośrednią przyczyną tragedii była awaria silnika. Ale nie jest to jedyny powód i być może nie najważniejszy. W ciągu trzech lat poprzedzających katastrofę dyrekcja PLL LOT, przymuszana przez rząd do drakońskich oszczędności, złamała wszelkie normy bezpieczeństwa lotów. Eksploatowała maszyny ponad miarę i wysyłała w rejsy niesprawne samoloty. Peerelowskie władze wiedziały o tym procederze. Gdy więc w efekcie koszmarnych zaniedbań doszło do wielkiej katastrofy, wszelkie informacje o nadużyciach starannie ukryto. Kompromitowały one bowiem elity władzy w PRL.
Że z iłami będą kłopoty, w PLL LOT i ministerstwie komunikacji zorientowano się już w połowie lat 70. Według gwarancji udzielonych przez producenta silniki maszyn powinny bezawaryjnie pracować przez 5 tys. godzin lotu. Tyle wynosił ich resurs, czyli okres pracy, po jakim miały wrócić do ZSRR, by przejść kapitalny remont. Jednak spośród 50 silników użytkowanych przez LOT aż 24 uległo awarii i trafiło do remontu już po 2-3 tys. godzin lotu. To świadczyło o ich fatalnej jakości.
„Ogólnie wśród załóg lotniczych twierdzi się, że Ił-62 jest tzw. latającą trumną” – zapisał w raporcie dla zwierzchników w marcu 1980 roku naczelnik wydziału VI w Departamencie II MSW płk Zbigniew Muszyński. Ta wiedza nie miała jednak żadnego wpływu na postępowanie ludzi kierujących przedsiębiorstwem. A kiedy w roku 1977 gierkowska Polska pogrążała się w coraz głębszym kryzysie i ministerstwo komunikacji zażądało od LOT oszczędności, przestano zważać na jakiekolwiek normy bezpieczeństwa.Na początek zabroniono pilotom kupowania drogiego, bo dewizowego paliwa w portach lotniczych krajów kapitalistycznych. Tańszym, polskim tankowano do pełna samoloty na Okęciu. Ale pasy startowe warszawskiego lotniska były za krótkie dla iłów z pełnymi zbiornikami. Wybrano więc kompromis – tankowano maszyny na tyle, by mogły w ostatniej chwili poderwać się z ziemi przed granicą lotniska. Nie trzeba dodawać, jak ryzykowne były takie starty – piloci, aby wzbić się w powietrze, musieli dosłownie zarzynać delikatne silniki.
Ponadto, jak raportował płk Muszyński: „Powoduje to sytuację, że maszyny lecące przez ocean w Nowym Jorku lądują bardzo często na rezerwie paliwa”. Po pokonaniu Atlantyku za każdym razem pilot Iła-62 musiał jak najszybciej posadzić maszynę na pasie lotniska. Burza, mgła lub zawieja śnieżna – wszystko, co wymuszało konieczność kołowania nad lotniskiem, groziło prawie pewną katastrofą.
A był to dopiero początek „innowacji”. Postanowiono oszczędzać także na remoncie silników, mimo że technicy narzekali na ich jakość. Ale za każde serwisowanie Rosjanie kazali sobie płacić. Dyrekcja LOT uznała więc, że resurs silników może wynosić nie 5 tys. godzin, lecz nawet dwa razy więcej. Poinformowano biuro konstrukcyjne Siergieja Iljuszyna, że w Polsce przeprowadzono badania, które wykazały, iż znakomite silniki iłów wytrzymają 8,6 tys. godzin lotu bez remontu. Radzieccy konstruktorzy przysłali odpowiedź, że jeśli Polacy chcą, to niech tyle latają, ale producent nadal będzie brał odpowiedzialność jedynie za 5 tys. godzin lotu.
Co ciekawe, komisja rządowa prowadząca potem dochodzenie w sprawie katastrofy Kopernika nigdy nie otrzymała szczegółowych wyników owych badań nad wytrzymałością silników. Co oznacza, że prawdopodobnie wcale ich nie było. „Czy czasem towarzysze nie wymusiliście na towarzyszach radzieckich wydania decyzji przedłużenia resursów silników?” – zapytał retorycznie podczas przesłuchania dyrektora PLL LOT Włodzimierza Wilanowskiego wicepremier Tadeusz Wrzaszczyk. Jak wynika ze stenogramu, dyrektor nie potrafił udzielić sensownej odpowiedzi.
Po wydłużeniu resursu liczba awarii stale wzrastała. Wedle raportu płk. Muszyńskiego z powodu usterek w silnikach „w wielu wypadkach samoloty powracały rejsami technicznymi (bez pasażerów) na trzech silnikach z terenu USA do Warszawy”. Takie zdarzenia odnotował też agent, ps. Marian, będący „kierownikiem obsługi lotniskowej na lotnisku J.F.K. w Nowym Jorku”. Ów tajny współpracownik informował, że „w okresie ostatnich dwóch lat dwa samoloty Ił-62 powróciły z Nowego Jorku do Warszawy lotem technicznym na trzech silnikach. W jednym przypadku nastąpiło odkształcenie łopatki turbiny i awaria silnika, a w drugim prawdopodobnie coś musiało wpaść do silnika”. Podobnie rzecz się miała z dwoma samolotami lecącymi do Chicago. „W większości przypadków przyczyną awarii silników było wykruszenie się lub pogięcie łopatek turbiny silnika” – donosił „Marian”.
Nóż tokarski w użyciu
W pewnym momencie PLL LOT nie dysponował już wystarczającą liczbą w pełni sprawnych silników do iłów. Jak sobie z tym poradzono? „Stosowana była praktyka, że na trzy silniki w początkowej fazie eksploatacji dodawano czwarty, który miał przebieg znacznie ponad dopuszczalne normy fabryczne” – zeznał pilot LOT Jan Gołaś. Zszokowani prokuratorzy poszli tym tropem i ustalili, że była to powszechna praktyka. Niesprawnym silnikom mechanicy z przedsiębiorstwa nadali nazwę „liderów”.
Na tankowaniu w Polsce i zaniechaniu remontów silników PLL LOT zaoszczędził 29 mln złotych dewizowych, czyli wedle ówczesnych kursów około 6,5 mln dolarów. Jak donosiło czytelnikom pismo „Skrzydlata Polska”, zachwycony wynikami przedsiębiorstwa wiceminister komunikacji gen. Jan Raczkowski 11 stycznia 1980 roku wręczył wysokie nagrody pieniężne dyrektorowi LOT Włodzimierzowi Wilanowskiemu oraz jego 18 współpracownikom.
Dzień przed konferencją najstarszy z samolotów Ił-62, użytkowany przez Polskę od wiosny 1972 r. Mikołaj Kopernik, wyleciał do Nowego Jorku. Jak odkryli śledczy, jego silnik nr 2 miał niezwykle bogatą przeszłość. Pierwszej awarii doznał już po 1,7 tys. godzin lotu i w 1975 roku pojechał na remont do ZSRR. Potem przelatał 5 tys. godzin i na początku 1979 roku zaczął mocno wibrować. „Silnik ten wymontowano i odstawiono. Po pewnym czasie bez dokonania napraw został ponownie zamontowany do samolotu” – zapisała w raporcie z 25 marca 1979 roku podkomisja techniczna kierowana przez gen. Mieczysława Sikorskiego. Zagadką pozostało, jakim cudem silnik, który powinien przejść remont w ZSRR, odzyskał pełną sprawność?
Po katastrofie pracownicy zakładu kryminalistyki KG MO odkryli, że odnaleziony dwa kilometry od Okęcia wał turbiny niskoobrotowej silnika nr 2 miał rysę powstałą od noża tokarskiego. Według ich opinii ktoś w Polsce domowym sposobem naprawiał turbinę. Jednak podkomisja techniczna uznała, że to dawne uszkodzenie powstałe już w momencie budowy silnika w ZSRR.
Dziś nie sposób ustalić, kto za to odpowiadał. Na pewno jednak wiadomo, że dyrekcja techniczna LOT, zasłaniając się orzeczeniem, iż poziom wibracji jest niższy od radzieckich norm, zdecydowała się zamontować ów silnik na Mikołaju Koperniku. W końcu przecież samolot miał jeszcze trzy inne. Tuż przed wylotem do Nowego Jorku 13 marca 1980 roku wszystkie skontrolował mechanik Zdzisław Jarmoniak. „Na pierwszym silniku jest wgięcie łopatki turbiny w jej dolnej części, tj. najszerszej – na jej krawędzi natarcia. Zauważyłem, że wgięcie to było naprawiane” – mówił potem przesłuchującym go milicjantom. Po stwierdzeniu usterki chciał ją zgłosić, ale kiedy zajrzał do dziennika technicznego samolotu, zobaczył, że uszkodzenia tam wpisano, a mimo to dyrekcja dopuściła Kopernika do lotu. Mechanik nie zamierzał podważać kompetencji zwierzchników. „Wgięcie widocznie nie przekraczało normy” – wyjaśniał.
Niewiele lepszy był silnik nr 3, który miał wylatanych 8,2 tys. godzin bez remontu. Kopernik poleciał więc przez Atlantyk na trzech „liderach” i jednym w pełni sprawnym silniku. Chyba jedynie za sprawą opatrzności wylądował w Nowym Jorku. Następnego dnia udało mu się nawet wrócić nad Okęcie. I może gdyby podczas podchodzenia do lądowania podwozie wysunęło się bez zakłóceń, to i tym razem pasażerowie by ocaleli. Ale na tablicy kontrolnej zamigotała lampka sygnalizująca blokadę podwozia. Kapitan Paweł Lipowczan dał więc pełny ciąg, by wzbić się w górę. W tym momencie w silniku nr 2, w miejscu, gdzie ktoś pracował nożem tokarskim, zaczęła pękać turbina niskich obrotów. „Gdy pękła, silnik »dostał nadobrotów«, co doprowadziło do jego rozerwania” – czytamy w raporcie zakładu kryminalistyki KG MO. Odłamki rozrzucone wybuchem uszkodziły ster wysokości i pozostałe „lidery” – silniki nr 1 i 3. Do końca pracował jedynie w miarę nowy silnik nr 4, ale załoga nie miała już szans, by cokolwiek zrobić.
http://polska.newsweek.pl/zatajona-prawda--dlaczego-zginela-anna-jantar,55047,1,2.html
Moze zwalenie winy na Rosjan bylo uratowanie dupy uwczesnej wladzy i tego PRLowskiego systemu oczywiscie to przedstwaienie bylo uzgodnione z Moskwa.
|
0 |
Katastrofa TransAsia Airways lot GE222, a Smoleńsk |
|
|
|
11 lat temu |
mżonka... |
.
...liczenia na jakiekolwiek emerytury jest naiwnoscią, im więcej nam zostanie (opłacając najniższą składkę zusu) realnie będziemy te pieniądze widzieć...pod zalinkowanym Ziutkiem Kowalskim jest mój post o tym, jak państwo strzyże nas na składkach emerytalnych...ja się pytam gdzie te pieniądze przepadają...od pracodawcy państwo domaga się rzetelności i uczciwości nic w zamian nie oferując, a wrecz ich okradając....widocznie nie skonstruowałes dobrze umowy ze swoim szefem, bo wynikły jakieś nieporozumienia, przeciez nie jeden taki szef na swiecie, możesz wybrac innego nieprawdaż ?
aa co mi tam przekleję ten mój tekst...w sumie tematyka jak najbardzej zbieżna
Nie jestem analitykiem finansowym, ale jak każdy człowiek, któremu z kieszeni wyrywa się pieniądze w świetle prawa, pewne rzeczy doprowadzają do szewskiej pasji...
Jak już wspominałem, nie jestem analitykiem finansowym, lecz praktykiem...może z bujną wyobraźnią, jak mi kiedyś zarzucił Nikander, ale owa bujna pozwala mi wybiegnąć dosyć daleko w przyszłość, a to jest czasem przydatniejsze niż totolotkowy almanach z przyszłości.
Żeby mój post był bardziej atrakcyjny, to będziemy się szanowny Czytelniku przemieszczać wehikułem czasu, stworzonym na potrzeby tegoż postu.
Nastawiamy w wehikule zegar, miejsce i datę...Baranowice, data sierpień 1993 roku...widzimy młodego 18-to letniego Ziutka Kowalskiego, zaraz po maturze, szuka pracy...nie znajduje, lecz w głowie świta mu pomysł na własny interes...rejestruje działalność gospodarczą i zaczyna handlować artykułami do produkcji obuwia, nie zatrudnia pracowników.
Zaczynają się pierwsze płatności ...ZUS...płaci składkę emerytalną (najniższą, bo nie stać go na więcej) około 600 zł...czy ma zysk, czy nie, składkę w zębach, ze łzami w oczach zanosi 10-tego każdego miesiąca, niechby się spóźnił, marny los...w mediach informują, że składki na emeryturę w ZUS-ie to najpewniejsza emerytura na świecie, oraz im więcej wpłacasz, tym bardziej jesienna jest emerytura...Ziutek wierzy ZUS-owi, bo przecież tak w telewizji gadają, przecież by nie kłamali...
Rok 2015...Ziutek ma 40 lat, dalej płaci składkę do ZUS-u...interesy coraz bardziej marnie idą, ale nikt z ZUS-u nie pyta, czy Ziutek ma na składki...każdego dziesiątego w zębach ze łzami posyła przelewy do ZUS-u...ma pięcioro dzieci, ogranicza im pożywienie, ogranicza im fundusze na ubrania, byleby 600 zeta wpłynęło na czas, bo jak nie, to wtedy ZUS stosuje sankcje...Ziutek, by wyżywić rodzinę pracuje po 12-14 godzin na dobę...nie stać go na pracownika...
Jest rok 2035...Ziutek szczęśliwie dożył 60-tego roku życia, cieszy się dobrym zdrowiem, dalej pracuje po 14 godzin na dobę...cieszy się, bo pożenił dzieci, razem z żoną wyczekują emerytury...niestety żona jej nie będzie miała, bo by dobrze wychować dzieci nie mogła podjąć pracy zawodowej...dzieci dostały wykształcenie i są porządnymi, uczciwymi ludźmi...Ziutek z żoną się bardzo cieszą, lecz niepokój o “pogodną” jesień spędza im sen z powiek...Ziutek uspokaja żonę, że jeszcze 7 lat popracuje i będą mogli odpocząć ...
Jest koniec roku 2042... Ziutek ma 67 lat i zaczyna chorować...rak ...dwa miesiące choroby...Ziutek nie doczekuje Wigilii, nie pobrał ani jednej, miesięcznej emerytury, z poczty dzwonili do listonosza, by nie zostawiał emerytury, gdyż emeryt zmarł...żona Ziutka zostaje sama, bez środków do życia...wychowując dzieci, nie myślała o emeryturze, gdyż dla prawdziwej matki ważniejsze są dzieci, niż praca zawodowa...
Pieniądze Ziutka przepadły...ZUS buduje za to szklane budynki, mają na premie, dodatki...pracownicy mianują się inspektorami, nadinspektorami...imprezy, wycieczki, wyjazdy integracyjne, szkolenia...wszystko za pieniądze Ziutka...
Marny koniec Ziutka ? Niekoniecznie, od czego mamy wehikuł czasu...nastawmy zegar znowu na sierpień 1993 roku, ale podeślijmy Ziutkowi info, o jego końcu życia...pamiętacie film “Powrót do przyszłości” ? Ziutek może dobrze na tym wyjść.
Ziutek widzi swoją i żony przyszłość, więc wyciąga pokaźnej wielkości skarpetę i wkłada do niej co miesiąc 600 zeta, pokazując ZUS-owi środkowy palec...
Jest rok 2015...Ziutek ma w skarpecie już jakieś 158 tyś złotych + jakieś marne odsetki z lokat, co i tak inflacja zeżre, ale realnie może mieć te 160 tyś zł...Ziutek z żoną cieszą się, że mają coś na czarną godzinę i nie muszą liczyć na dzieci...
Mamy rok 2037...Ziutek ma 62 lata i drugie tyle gotówki w skarpecie, czyli ponad 300 tyś zł ...musiał dokupić jeszcze więcej skarpet, gdyż nie mieściły się już pieniądze...Ziutek ma kasę i regularnie się bada, bo jest w grupie podwyższonego ryzyka, jeśli chodzi o raka...wcześnie wykryto u niego raka, więc kwalifikuje się do operacji...ma środki na natychmiastową operację + opieka pooperacyjna...Ziutkowi zostaje w skarpetach jeszcze 250 tyś złotych ...żyje z żoną jeszcze przez 10 lat, mając na utrzymanie 2000 zł na miesiąc...
Nierealne ??? Realne, ale trzeba w końcu powiedzieć sobie jasno, ZUS jest piramidą finansową, która niedługo się rozsypie...afera Amber Gold, to przy ZUS-ie niewinna kradzież bułki w supermarkecie. W interesie kilkunastu milionów Ziutków Kowalskich jest, by ten...jak to mówią moi ziomale...wrzód na rzyci został wycięty. Im prędzej, tym lepiej...ja wiem, że wielu może się buntować tym, że “wypracowując” swoją emeryturę, ją “wypracowali”...ale niestety dla zwykłych Ziutków Kowalskich emerytów, to i tak jałmużna, w porównaniu z emeryturami panów z ubecji...
|
3 |
Samozatrudnienie pracowników...szansa na rozwój polskiej przedsiębiorczości... |
|
|
|
11 lat temu |
jeszcze jedno... |
...szanowny kolego, czy Ty jesteś przeciwny, aby pracownik więcej zarabiał ? Z wyliczenia jasno wychodzi, że pracownik jest ponad 1200 PLN miesięcznie "do przodu". więc i na urlop nazbiera i na czarną godzinę też...a nie ucieka sie pod parasol ochronny państwa, które jak widzimy w Polsce jest niemal wrogiem POLSKIEJ przedsiębiorczości...celowo wycapslockowałem POLSKIEJ :)) ...pozdrawiam niepoprawnie
|
3 |
Samozatrudnienie pracowników...szansa na rozwój polskiej przedsiębiorczości... |
|
|
|
11 lat temu |
@5PLUS |
cytat :"No tak, tylko z czego ten samozatrudniający się ma opłacic ten sam ZUS, skoro od Ciebie drogi pracodawco nic nie otrzyma? Podobnie z urlopem, są odpowiednie procedury, nie od razu można iśc na urlop, ale po 12 miesiącach jakas forma odpoczynku pracownikowi każdemu się należy. I obowiązkiem dobrego pracodawcy jest tak organizowac u siebie urlopy, aby i praca była wykonana, i pracownicy wypoczęci - ergo lepiej pracujący. Skoro zatrudniasz Drogi Pracodawco dwóch, to niech każdy z nich zastępuje drugiego.
...szanowny kolego, a czy pracodawcę ktoś pyta czy ma na składkę ZUS-u jeśli przychodu nie ma...ja uważam, że każdy jest odpowiedzialny za siebie...pracodawca też musi odpocząć, a nierzadko pracuje po 10 godzin dziennie, aby utrzymać firę żywicielkę, tego pracownik już nie widzi trzaskając drzwiami po 8 godzinach "harówy"
...jeśli chodzi o BHP to ciekawe, że PIP nie jest "zatroskana" w jakich warunkach pracuje szef, jeśli jest jednoosobową firmą, natomiast strasznie "dba" o pracowników przy okazji napastując szefa i ładując mu mandaty "z czapy"...ja stworzyłem świetne warunki pracownikom, takie w jakich sam chciałbym pracować, ale jak się chce uderzyć psa (szefa), to kij się zawsze znajdzie...pozdrawiam niepoprawnie
|
2 |
Samozatrudnienie pracowników...szansa na rozwój polskiej przedsiębiorczości... |
|
|
|
11 lat temu |
masz rację 5plus |
Ceny nie miały tych dziwnych końcówek. Jako, że paliłem wtedy to pamiętam:
sporty - 3,50
klubowe 4,40
giewonty 6zł
zefiry 13zł
piasty 14 zł
caro 16 zł
carmeny 18 zł
Marlboro 24zł., ale w końcu lat 70tych podnieśli ceny fajek, carmeny były po 24, a Marlboro po 30...
jabol - 23 zł (stąd nazwa J-23)
wino Mistella - 56zł (okropne)
gramofonowe płyty - 65zł (same polskie), zagraniczne na giełdzie - 500-1500 zł.
bilet na tramwaj 1zl, ulgowy 50gr.
gazeta - 1zł (4-8 stron)
tygodnik Przekrój 3zł. inne tygodniki od 2-5zł.
|
|
25 lecie wczoraj i dziś |
|
|
|
11 lat temu |
@5plus |
Potwierdzam. Takie były ceny.
Nic, tylko pozazdrościć takiej pamięci.
Gratuluję.
|
|
25 lecie wczoraj i dziś |
|