Powstanie Styczniowe - początek nowej epoki?

Obrazek użytkownika coryllus
Historia

Każdy kto czytał „Rodzinną Europę” Czesława Miłosza musiał zastanawiać się skąd w poecie taka nienawiść, taka wściekłość na polskie ziemiaństwo. Oczywiście można wszystko zwalić na Oskara Miłosza, niewydarzonego literata, litewskiego patriotę, szpiega pracującego dla nieznanej liczby organizacji, który młodemu Czesławowi powiedział, że nie ma nic gorszego ponad polskie ziemiaństwo. Co takiego spowodowało, że Oskar Miłosz, wygłaszał takie opinie? Otóż rodzina pana Oskara sprzedała poważne areały gruntu na Ukrainie Rosjanom i Żydom, zubażając tym samym to co dla polskiego ziemiaństwa było najważniejsze – narodowy stan posiadania. Wobec powyższego, rodzina Miłoszów z Ukrainy przestała być przejmowana na salonach, bo uznano, jakże słusznie, że są to ludzie niegodni tego, by podejmować ich czymkolwiek, nawet herbatą. Pieniądze zaś uzyskane ze sprzedaży majątku rodzina Miłoszów przeznaczyła na kształcenie tegoż właśnie Oskara. Już to pisałem, ale jeszcze powtórzę: wystarczy wziąć do ręki jakąkolwiek książkę tego człowieka, żeby zorientować się od razu jak fatalna to była inwestycja, jak bez sensu pozbyto się ziemi i pieniędzy, jak nędzną wartość za to otrzymano. Ponieważ jednak Oskar Miłosz miał wielki wpływ na Czesława, a ten z kolei miał wielki wpływ na opinię publiczną Polski nam współczesnej, mamy dziś całe rzesze ludzi, którzy wierzą, że polskie ziemiaństwo to gburowate świnie, które nie chciałby, żeby chłopcy z dobrych rodzin kształcili się za granicą.
Z punktu widzenia ziemian na Ukrainie postępek rodziny Miłoszów był zbrodnią. Pamiętać bowiem musimy, że każde wydarzenie polityczne ma dwa aspekty – ten widoczny, polityczny właśnie i gospodarczy, który jest zwykle widoczny mniej, lub wręcz całkowicie i pracowicie ukrywany pod propagandą, zwaną niekiedy publicystyką, w przypadkach skrajnych poezją. Nie inaczej było z Powstaniem Styczniowym, sprowokowanym przez idiotę Wielopolskiego, człowieka, który może odnalazłby się ze swoimi poglądami, gdzieś w XII wiecznej Anglii, w czasach Henryka II, ale w XIX wiecznej Warszawie.
Poprzez nagromadzenie mitów i opinii gubi się nam, współczesnym, najistotniejsza deklaracja powstańcza, najważniejszy pretekst, który leżał u podstaw wybuchu tej insurekcji. Otóż chodziło o tak zwane ziemie zabrane, o ich rzeczywisty status. Chodziło o Białoruś i Ukrainę, gdzie polski żywioł był bardzo silny i bardzo bogaty. Chodziło o własność po prostu. Autonomia królestwa, której domagano się w roku 1861 za każdym razem łączyła się z postulatem przyłączenia doń ziem zabranych – ziem Wielkiego Księstwa Litewskiego i Ukrainy. To był oczywiście postulat nie do zaakceptowania przez cara, ale stanowił on doskonały pretekst do popowstaniowych ukazów uderzających w ziemiaństwo. Przypominam, że Polacy nie mogli obracać ziemią w obrębie własnej społeczności. Mogli ją sprzedawać jedynie obcym. Dochodziło do sytuacji kuriozalnych i tragicznych, dziewczęta rezygnowały z posagów, by zachować majątek w rękach rodziny, lub po prostu nie wychodziły za mąż. Te ekonomiczne szykany trwały do roku 1905, kiedy to car Mikołaj II cofnął wszystkie restrykcyjne ukazy i ziemie zwane przez nas kresowymi od razu zaczęły się zmieniać. Pojawił się kapitał, inwestycje i ruszyły wielkie budowy. I trwało to do wojny w roku 1914, a potem przepadło, bo dla ludzi wychowanych na propagandzie socjalistycznej i nacjonalistycznej nie miały owe te aktywa i nieruchomości, ani związana z nimi tradycja, żadnego znaczenia. Najważniejsza była czystość doktryny, którą zasłaniano zwykle proste złodziejstwo.
Carskie, popowstaniowe ukazy, prócz ponurej i destrukcyjnej roli spowodowały jednak to, że ziemiaństwo polskie stało się kastą skonsolidowaną, solidarną, zamkniętą na obce wpływy i silną. Żeby je zniszczyć potrzebny był podstęp. I tym podstępem był właśnie socjalizm oraz idea tak zwanej „sprawiedliwej Polski”.
Wracajmy jednak do Miłosza i jego projekcji. W sytuacji dla ludzi posiadających majątek i wprawionych w zarządzaniu tym majątkiem, mocno niewygodnej, zagrażającej podstawom ich egzystencji pojawia się nagle ktoś, kto nie dość, że sprzedaje poważne areały wrogowi, który ma do dyspozycji kredyt to jeszcze dysponuje policją, wojskiem, siatką prowokatorów i szpicli, to jeszcze rozwija ów człowiek równie wrogą narrację. Twierdzi mianowicie, że został skrzywdzony, bo przestano go podejmować w innych domach. Na to wszystko pojawia się jego młodszy krewny, który mówi wprost, że stało się tak dlatego, że stryj ożenił się z Żydówką, a polskie ziemiaństwo to antysemici. No i ten młodszy krewny zostaje w końcu noblistą, autorytetem i mistrzem dla całej czeredy głupków, którym wydaje się, że poeci są nagradzani za swoje wiersze. Jest ów noblista zarażony bakcylem, który zwykle określany jest jako bakcyl indywidualizmu, ale to nie prawda. Człowiek ów to skrajny konformista, który od swojego krewnego Oskara, przejął dokładną wiedzę o tym, jak należy zachowywać się w sytuacjach trudnych. Otóż zawsze należy popierać bezwzględnie najsilniejszą opcję, ale żeby dowiedzieć się, która z opcji jest najsilniejsza trzeba przejść przez różne wtajemniczenia, bo z wierzchu tego nie widać. Z wierzchu widać, że ziemianie mają ziemię, z ziemi pieniądze i jeżdżą do Paryża, na co nie wszystkich stać i ta zazdrość potworna, zaczyna zżerać mózg człowiekowi, który to widzi. Żeby jednak dowiedzieć się jak jest naprawdę trzeba zajrzeć pod podszewkę, a do tego potrzebne są wtajemniczenia. Jakie? Spyta ktoś. Ot, zwyczajne jak to w życiu: policyjne przeważnie, więzienne, finansowe, czasami pedalskie, jeśli akurat jesteśmy w Wielkiej Brytanii. Dopiero tam widać co jest trąfem i jak skierowane są wektory. Tak więc świat po roku 1864 nie był już tym samym światem. Był światem podzielonym na dwie części, na wierzch i podszewkę. Ta druga wysysała z wierzchu co się dało, puchnąc do rozmiarów zastraszających. Składały się na nią odezwy do ludu, fikcyjne wyroki dla policyjnych prowokatorów, strzępy gazet, manifesty politycznych kacyków, kawałki Marksa, weksle porozrzucane gdzieś po Żydach, fałszywe dolary i ruble. No i amunicja, nie zapominajmy o amunicji. Od roku 1864 podszewka puchła, a wierzch stawał się coraz cieńszy, zmieniło się to na chwilę w szczęsnym roku 1905, po to by przeobrazić się w katastrofę roku 1914. I tylko na jedno nie starczyło miejsca w podszewce – na Słowo Boże i katechizm dla dzieci, nie starczyło tam też miejsca na baśń i legendę rodzinną. Ale poza tym wszystko było, naprawdę wszystko. Nawet poezja i sztuka nowoczesna.
Zwykle mówiąc o Powstaniu Styczniowym używamy takiej formuły: Powstanie zakończyło epokę rycerską. Otóż nie, ono było jej ostatnim akordem i sprawiło, że epoka ta trwała w Polsce jeszcze ponad 40 lat. Na przekór ukazom i propagandzie, na przekór głupim poetom i ich krewnym wysługującym się obcym wywiadom, na przekór wszystkiemu. Zakończyła ją dopiero I wojna światowa.

Wiem, że wszyscy czekają na III tom Baśni, ja czekam na tę książkę także, tym silniej, że sam muszę ją napisać. Ponieważ jestem nie tylko autorem, ale reprezentuję także wydawcę, czyli moją żonę, muszę zajmować się tym co zwykle określane jest słowem strategia sprzedażowa. Ponieważ obsługa takiego produktu jak „Baśń” jest niezwykle absorbująca, ktoś mógłby pomyśleć, że poza Baśnią nie powinniśmy wydawać niczego więcej, bo się niepotrzebnie rozpraszamy. Otóż nie. Jestem głęboko przekonany, że nie. A wiąże się to z ciągle, biorąc pod uwagę nasze dotychczasowe, wyniki, za wąskim kanałem dystrybucji. Tak się składa, że najwięcej książek sprzedaje nasz sklep www.coryllus.pl. Na drugim miejscu jest księgarnia www.multibook.pl , na trzecim zaś dopiero są hurtownie. Mieliśmy jeszcze jednego dystrybutora, ale on zrezygnował, proponując nam sprzedaż praw do tytułu, na co myśmy się rzecz jasna nie zgodzili. Ponieważ rynek książki w Polsce jest tak urządzony, że 50 sprzedanych egzemplarzy na tydzień uznawana jest przez fachowców za ilość hurtową, musimy – chcąc nie chcąc – zwiększyć ilość produktów, czego oczywiście nie robimy z żalem tylko z przyjemnością. Czynimy tak również z tego powodu, że strategia sprzedażowa na ten rok opierać się będzie na czterech wielkich imprezach targowych. Musimy być tam obecni z tego właśnie samego powodu, dla którego zwiększamy ilość produktów. Nie ma sensu stać na targach z pięcioma tytułami. Mam nadzieję, że do maja Toyah skończy swoją książkę o zespołach i będziemy mieli na Warszawskich Targach Książki naprawdę poważną ofertę. Wcześniej zaś będą jeszcze Targi Wydawców Katolickich, a na jesieni Targi w Krakowie, gdzie zamierzam być i Targi Książki Historycznej w Warszawie. Postaram się, żeby do jesieni wzbogacić naszą ofertę o dwa przynajmniej tomy Baśni. To są wszystko poważne wyzwania, jak się Kochani domyślacie i to właśnie, odciąga moje myśli od III tomu Baśni. Nie martwcie się jednak wydamy go jeszcze w zimie.
Jakie mamy plany na wiosnę? Już mówię. Pierwszy punkt tych planów został właśnie zrealizowany, wznawiamy „Pitaval prowincjonalny”, czynimy tak ponieważ na targach pyta o tę książkę bardzo wiele osób. Nie będzie to jednak ten sam „Pitaval”, nawet tytuł książki jest inny. Rzecz nazywa się obecnie „Nigdy nie oszczędzaj na jasnowidzu” i zawiera wiele nigdy nie publikowanych opowiadań. Jak niektórzy pamiętają książka traktuje o moich przygodach w mediach różnego rodzaju, od lokalnych począwszy na ogólnopolskich kończąc. Pisana jest z perspektywy, tak zwanego szarego pismaka, można się więc w pewnych momentach nieźle pośmiać. Starałem się nie wymieniać ważnych nazwisk, ale nie udało się. Trudno. Książkę, podobnie jak książkę Toyaha „Marki, dolary, banany i biustonosz marki Triumph” sprzedawać będziemy najpierw po 20 złotych plus koszta wysyłki, a kiedy nakład już do nas dotrze, co potrwa pewnie z tydzień, cena wzrośnie do 30 złotych plus koszta wysyłki. Jak widzicie na fotografii zmieniliśmy nie tylko tytuł, ale także okładkę, która teraz o wiele bardziej przyciąga wzrok.
Tej zimy mamy nadzieję wydać jeszcze audiobooka, którego (oby, oby) przeczyta Grzegorz Braun i III tom Baśni, na wiosnę zaś zapomnianą już nieco historię przenoszenia mojego domu z Podlasia pod Grodzisk Mazowiecki, oraz specjalny tom Baśni zatytułowany „Baśń jak niedźwiedź. Historie amerykańskie”, no i oczywiście książkę Toyaha o zespołach. Latem, mam nadzieję, Kamiuszek skończy swoją książkę o Koperniku, a Toyah przygotuje jeszcze jeden tom publicystyki. Bardzo więc wszystkich oczekujących na III tom przepraszam za zwłokę, ale musieliśmy pomyśleć nieco szerzej o polityce wydawniczej w nadchodzącym roku i to właśnie spowodowało opóźnienie. Wszystko będzie, jeśli Bóg pozwoli i da zdrowie autorowi.
Nowa książka „Nigdy nie oszczędzaj na jasnowidzu” dostępna jest póki jedynie co na stronie
www.coryllus.pl

No, a książki nasze leżą w sklepach www.multibook.pl,http://www.ksiazkiprzyherbacie.otwarte24.pl/ , w księgarni wojskowej w Łodzi przy Tuwima 34, w księgarni Wolne Słowo w Lublinie, przy ul. 3 maja, w sklepie FOTO MAG przy stacji metra Stokłosy w Warszawie, w księgarni Ukryte Miasto przy Noakowskiego 16 w Warszawie i w każdej właściwie księgarni w kraju, która współpracuje z hurtownią Azymut. A jeśli nie leżą, to mogą się tam znaleźć na prośbę czytelnika. Zapraszam. 

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Pan masz małe rybki w głowie, nie?

Popatrz Pan tutaj:

http://palmereldritch1984.wordpress.com/2012/08/23/powstanie-styczniowe-...

I co? Refleksja, w sensie "reflektowania się" i głębszego pojęcia spraw? ...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#324535

Do napisania takiego tekstu,jaki napisał Coryllus,potrzeba talentu.Do takiej "rybczanej" repliki potrzebna jest karta wędkarska z "Koła Wędkarskiego Troski Specjalnej".

"Nie lękajcie się!" J.P.II

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

"Nie lękajcie się!" J.P.II

#324539

Dzięki.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

coryllus

#324549

A pan masz po prostu nasrane.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

coryllus

#324548

Ależ finezja. No, ale jak się ma na... w głowie i pisze się:

"Nie inaczej było z Powstaniem Styczniowym, sprowokowanym przez idiotę Wielopolskiego..."

to trudno oczkieać innej odpowiedzi od głowy tak pachnącej i przebogatej.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#324556

 Pan byś wolał,żeby autor napisał nie "idiotę" a "myszugene"?

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#324562

"myszygene, myszigen" to wariat, pomylony, zdecydowanie nie "idiota" (M. Brzezina, Polszczyzna Żydów, Warszawa 1986, s. 377n.). Nb. Aby nazwać margrabiego Wielopolskiego "idiotą" to trzeba być ....(wstawić wg. uznania)
--------------------------
Reszta nie jest milczeniem.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

----------------------------------------------
*Reszta nie jest milczeniem, ale należy do mnie.*
*Ale miejcie nadzieję; bo nadzieja przejdzie z was do przyszłych pokoleń i ożywi je; ale jeśli w was umrze, to przyszłe pokolenia będą z ludzi martwych.*

#324566

Epoka rycerska to co innego (etos) niż irracjonalizm polityczny

Na wstępie - rozważania nad "przyczynami"powstania są jałowe. Co dyskwalifikuje zryw ex ante, bez wnikania w jakiekolwiek niuanse historyczne, to brak sił do zrealizowania jego celów politycznych. Obok braku sił - nie było korzystnych okoliczności geopolitycznych. Polskie roszczenia są bez znaczenia, gdy brak sił i okoliczności międzynarodowych, sprzyjających do ich egzekwowania. W takiej sytuacji należy oszczędzać polską krew, tak, jak radził jeden z czołowych ideologów Narodowej Demokracji, Z. Balicki. Pisał o Powstaniu Styczniowym i walce zbrojnej w ogóle, żądał opanowywania uczuć - i oddania prymatu rozumowi (link). Przestrzegał by uczucia - i postępowanie pod ich wpływem nie sprawiały, że polska krew lana będzie nadaremno, bo zaniedbano zbadać sytuację rozumem.
A co o Powstaniu myślał niewątpliwie wielki Polak i wielki patriota, Roman Dmowski? Otóż pisał, że "Powstanie 1863/64 roku było pogrzebem kwestii polskiej (link)". Pisał, że zryw ten odebrał narodowi polskiemu administrację i instytucje publiczne, niezbędne do prawidłowego formowania świadomości narodowej - akurat w kluczowym momencie dla jej formowania! Dodajmy - insytyucje, które dla narodu polskiego zaczął, po represjach po Powstaniu Listopadowym (link), odzyskiwać dla Polaków Margrabia Wielopolski. Oczywiście sam nie był bez winy, ale jego wina polegała na czym innym, niż to, za co jest krytykowany.

Coryllus napisał: Poprzez nagromadzenie mitów i opinii gubi się nam, współczesnym, najistotniejsza deklaracja powstańcza, najważniejszy pretekst, który leżał u podstaw wybuchu tej insurekcji. Otóż chodziło o tak zwane ziemie zabrane, o ich rzeczywisty status. Chodziło o Białoruś i Ukrainę, gdzie polski żywioł był bardzo silny i bardzo bogaty. Chodziło o własność po prostu.

Okoliczności wybuchu powstania opisywane przez Ksawerego Pruszyńskiego („Margrabia Wielopolski”, Warszawa 1957 r., str. 64 - 67) nie wskazują na jakiekolwiek odwołania do "ziem zabranych":

Ksawery Pruszyński napisał:
(...) Wspominaliśmy, że niemal cała starszyzna powstańcza nie była podówczas w Warszawie, nie była nawet w kraju, odeszła za granicę. Czy nie chciała być w Warszawie w tych trudnych chwilach, kiedy branka przyjdzie, a oni nie ośmielą się rzucać hasła? Czy myśleli, że bez nich wybuch nie dojdzie do skutku? Czy nie mieli dosyć odwagi, aby powstanie, do którego rozpalili wyobraźnie, podniecili umysły, ale nie przygotowali - bo nie mogli - warunków, zatrzymać osobistym wystąpieniem? Brać za to zatrzymanie odium niepopularności? Dosyć, że wodzów nie było i tłum warszawski złorzeczył nieobecnym wodzom, jak nieraz w Polsce złorzeczył tym wodzom, co swoje wojska opuścili. Ale na miejscu pierwszoplanowych figur w Komitecie Centralnym były drugoplanowe, a raczej trzecio- i czwarto-planowe. Był, jak czasem w Polsce bywa, zupełny brak ludzi. Sierżanci zamiast generałów. I ci wobec tego, że młodzież już poszła do lasu, że tłum złorzeczy „czerwonym”, że branka się powiodła, że kadry, na które liczono, będą nią przetrzebione, poszli, na powstanie. Postanowione zostało na noc z 22 na 23 stycznia. Młoda poetka, Maria Ilnicka, w braku lepszych, napisała odezwę do narodów „Polski, Litwy i Rusi”. Na prowincji polecono zaatakować załogi rosyjskie w kraju. Komitet Centralny po raz trzeci w swych dziejach zmienił miano. Nie był już „Miejskim”, nie był „Centralnym”, ale przybrał nazwę, która miała przejść do historii. Wystąpił jako „Tymczasowy Rząd Narodowy”. W - tej tymczasowości leżało piętno dorywczości i pospiechu, z jakim nastąpił ów dziejowy, brzemienny w skutkach akt

To o samym momencie wybuch powstania. Ale znacznie ciekawiej opisywał swoje próby zażegnania wybuchu rok wcześniej A. Wrotnowski (por. Antoni Wrotnowski, Porozbiorowe aspiracye polityczne narodu polskiego, wyd. Gubrynowicz i Schmidt, Lwów 1882, Str. 242-244; (link))

A. Wrotnowski napisał:
(...)Gdy zaś pytano ich wtedy, dlaczego chcą wywołać powstanie, które pokryje kraj gruzami i sprowadzi rozlew krwi najzupełniej bezużyteczny, a następnie teroryzm rossyjski, – odpowiadali: “iż rozlew krwi będzie właśnie bardzo użytecznym, że stał się nawet koniecznym, w obec kompromisu z Rossyą, jaki margrabia przeprowadzić usiłuje“. (...)
Wywołując powstanie, do którego czynimy przygotowania, spełniamy ten obowiązek w przekonaniu, iż dla stłumieniu naszego ruchu, Rossya nietylko kraj zniszczy, ale nawet będzie zmuszoną wylać rzekę krwi polskiej; – ta zaś rzeka, stanie się na długie lata przeszkodą do wszelkiego kompromisu z najezdcami naszego kraju;
___________
Kompletny fragment tekstu Wrotnowskiego: Antoni Wrotnowski, Porozbiorowe aspiracye polityczne narodu polskiego, wyd. Gubrynowicz i Schmidt, Lwów 1882, Str. 242-244; (link)

Ponownie niczego nie ma o "ziemiach zabranych". A Bobrowski, z którym rozmawiał Wrotnowski, był jednym z organizatorów Powstania Styczniowego!

Dodam jeszcze, że Powstanie Styczniowe było pruską intrygą obliczoną na wbicie klina pomiędzy Francję i Rosję w momencie, kiedy Rosja łagodziła kurs w sprawie polskiej (link) (wykonawcą "łagodzenia kursu" był Wielopolski, którego działania były uznane za poważne zagrożenie dla Prus, ponieważ powrót sprawy polskiej oznaczał roszczenia terytorialne Polaków (minimum departamenty poznański i bydgoski) przy pierwszej wojnie prusko-rosyjskiej. Dodatkowo sprawa polska była naturalną pochodną antypruskości sojuszu rosyjsko-francuskiego. Napoleon III krótko przed powstaniem ostrzegał Polaków, by nie robili głupstw:

(...) minister stanu w imieniu monarchy (Napoleona III) oświadczył, iż utrzymanie dobrych stosunków ze wszystkiemi mocarstwami jest pierwszym interesem Francyi, a więc pierwszym obowiązkiem jej rządu, – wyrażając, iż Polacy powinni oczekiwać polepszenia swego losu od dobrych usposobień cesarza Aleksandra II, zamiast mu stawiać przeszkody, lub szukać tego polepszenia drogą wątpliwą, a nawet nie mogącą ich doprowadzić do pożądanego celu.
____________
Szerszy kontekst cytatu można znaleźć tu: Antoni Wrotnowski, Porozbiorowe aspiracye polityczne narodu polskiego, wyd. Gubrynowicz i Schmidt, Lwów 1882, Str. 247; (link)

Chyba nie ulega wątpliwości, co miał minister stanu na myśli pisząc o "drodze wątpliwej". Ale Polacy woleli dać się nabrać Bismarckowi, który miał łatwych do odgadnięcia "pomocników" w zaborze rosyjskim - wielokrotnych zdrajców narodu polskiego wcześniej i później: Żydów.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#324565

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

ooone

#324787

Powstanie Styczniowe jest kluczem do zrozumienia naszych dziejow!

Znana jest dobrze działalność Kronnenberga z okresu powstania i nie ma sensu jej tu przypominać, warto jednak nadmienić, że wyasygnował on na cele powstańcze 1 milion złotych rubli. Była to na owe czasy ogromna suma, za którą powstańcy kupowali m.in. broń za granicą. Ale też zaraz po zakupie Żyd warszawski Tugenhold, szpieg rosyjski, piastując funkcję sekretarza pułkownika Teofila Łapińskiego (dowodzącego wyprawą statku "Ward Jakson" w 1863 r.), zdradził Rosjanom szlaki przerzutowe broni i amunicji zakupionej w Anglii przez Rząd Narodowy, co uniemożliwiło zaopatrzenie powstańców w odpowiednią ich ilość (por. J. B. Pranajtis, "Chrześcijanin w Talmudzie żydowskim," s. 325).
10 IV 1864 dyktator Rządu Narodowego Romuald Traugutt został wydany żandarmerii carskiej przez Żyda Artura Goldmana, zatrudnionego w skarbowości powstańczej. W następstwie tego władze rosyjskie aresztowały wielu członków Rządu i z czasem poznały dokładnie wiele tajemnic powstańczych, a wśród nich rolę Kronnenberga i jego działalność na rzecz powstania. I o dziwo! Car odznaczył Leopolda Kronnenberga najwyższym rosyjskim odznaczeniem: Orderem św. Włodzimierza oraz przyznał mu dziedziczne szlachectwo (por. J. Polak, "Zbrodnicze plemię" s. 75; S.Dider,op.cit.s.28).
zwiń

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#389367