ZNP konsekwentne w swoich działaniach...

Obrazek użytkownika maciej1965
Kraj

W sobotę 19 listopada odbył się protest niektórych nauczycieli z ZNP przeciwko reformie oświaty i likwidacji gimnazjów. Dlaczego piszę "niektórych"? Ano sam jestem nauczycielem w szkole średniej, a jednocześnie ojcem dziecka chodzącego do podstawówki i jestem absolutnie za wygaszeniem, (żeby nie używać słowa "likwidacja" stosowanego przez totalną opozycję) gimnazjów. Wystarczy, że mam porównanie uczniów, którzy kończyli podstawówkę i teraz kończą gimnazja, że nie chcę gimnazjum dla swojego dziecka. Widzę, jak spadł poziom wiedzy uczniów, którzy do mnie przychodzą. Ja akurat należę do nauczycielskiej Solidarności, ale przypuszczam, że wielu moich kolegów z ZNP myśli podobnie. To, że zamiast spodziewanych 50 tyś. demonstrantów, Broniarzowi udało się zebrać ledwo 15 tyś., raczej to potwierdza. 

Zresztą trudno wierzyć szefowi związku zawodowego, który kiedyś był przeciwko utworzeniu gimnazjów, a obecnie jest przeciwko ich likwidacji. Czy zmienili zdanie i przekonali się jednak do gimnazjów? Ależ nie, oni są do bólu konsekwentni. Tak wtedy, jak i teraz są tak samo przeciwko jakimkolwiek reformom w oświacie. Ba, przypuszczam, że gdyby obecnie gimnazjów nie było, a PiS próbowałby je stworzyć, ZNP też by przeciwko temu protestował. Te typy tak już mają...

Tu muszę się przyznać, że kiedy wprowadzano gimnazja byłem ich zwolennikiem. Ale wtedy nie wiedziałem, jak ta reforma ma przebiegać. Po pierwsze jeszcze wtedy nie pracowałem w szkole, więc moja wiedza o jej strukturze była raczej mizerna. Po drugie, opierałem się na medialnych informacjach rządu AWS-u, które mówiły, że gimnazja mają dać szanse lepszym uczniom. Miały być gimnazja lepsze i gorsze. W jednych mieli się uczyć wybitni uczniowie i dzięki temu szybciej się rozwijać. W innych mieli się uczyć słabsi i miały one przygotować ich do szkół zawodowych czy liceów profilowanych z nauką zawodu. Co ciekawsze, ZNP te, z mojego punktu widzenia, zalety systemu przedstawiał jako jego wadę. Niestety, realizacja reformy wyszła jak zwykle. Gimnazja zrejonizowano, uczniowie szli do nich według miejsca zamieszkania, a nie zdolności i umiejętności. I to chyba odpowiadało ZNP - teoretycznie nic się nie zmieniło, chyba, że na gorsze. Niestety, przy okazji wyszły problemy wychowawcze związane z wyrwaniem młodzieży z dotychczasowego środowiska (bo choć do gimnazjów szli nieraz całymi klasami z podstawówki, to nauczycieli mieli nowych), pewnej fałszywej nobilitacji (jestem gimnazjalistą!), czy też zgromadzenia w jednym miejscu młodzieży w trudnym wieku. Podział szkoły na dwa odrębne etapy doprowadził do przerabiania tego samego materiału dwa razy pod rząd, z tym, że na różnym poziomie trudności. Uczniowie, którzy do mnie doszli, skarżyli się, że w pierwszym roku wyrównywali poziom (nowemu nauczycielowi zapewne wmawiali, że wielu rzeczy w podstawówce nie zrobili - znam to z autopsji, z pierwszych klas w technikum), w drugiej co nieco się nauczyli, a w trzeciej powtarzali i przygotowywali się do egzaminu gimnazjalnego. Widząc, jak wyedukowani uczniowie przychodzą do mojej szkoły, uznaję, że 8-letnia podstawówka dawała znacznie więcej wiedzy. Nie chcę tu umniejszać pracy swoich kolegów z gimnazjum. Wielu uczniów robiło w nich więcej, niż wymagał program nauczania. Ale ... na zajęciach dodatkowych. Trzeba pamiętać, że nauczyciel uczy tego, co ma zapisane w podstawie programowej i z tego jest rozliczany.

Teraz widzę, że tamta reforma spowodowała wiele szkód. Ba, zobaczyłem to już wiele lat temu, gdy w mojej szkole pojawili się pierwsi uczniowie po gimnazjum, a jeszcze uczyłem tych po starej podstawówce. Wystarczyło porównać, żeby wyleczyć się ze złudzeń. Osobiście uważam, że nowa reforma może niewiele zmienić, jeśli nie pójdzie za nią reforma programów nauczania oraz systemu wychowawczego. Stanowczo trzeba podnieść poziom nauczania i ograniczyć nadmiernie rozdmuchane prawa i roszczeniowość uczniów, które są dodatkowo oderwane od egzekwowania ich obowiązków. 

Innym problemem jest pojawienie się w 2019 roku podwójnego rocznika absolwentów - ostatniej klasy gimnazjum i ostatniej 8-letniej podstawówki. Niestety, szkoły średnie będą musiały każdą z tych grup kształcić według innego systemu, np. technika w trybie 4 i 5-letnim. Może się okazać, że część szkół wywiesi w czasie rekrutacji ogłoszenie: "przyjmujemy tylko po gimnazjum" lub "przyjmujemy tylko po podstawówce". W mojej szkole nie da się otworzyć więcej klas, niż już mamy, a to może spowodować, że w którymś z zawodów uczniowie nie będą mieli szansy dostać się do nas. A zapewniam, że mamy więcej chętnych niż miejsc i to mimo niżu demograficznego. I liczę, że ten problem MEN jakoś rozwiąże. Bo to może rzeczywiście napsuć sporo krwi. 

Za Niezalezna.pl i jeszcze raz tam.

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:13)

Komentarze

Broniarz to etatowy "związkowiec" nie mający nic wspólnego z ośwaitą...niestety podobnie daleko od nauczycieli jest "S" nauczycielska...

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0

Yagon 12

#1526240

"S" nauczycielska jest o tyle słaba, że mało liczna. W mojej szkole, na ponad 90 nauczycieli, jestem jedynym jej członkiem. Co nie znaczy, że reszta należy do ZNP. W takich warunkach trudno coś uzyskać. W odróżnieniu od ZNP, które organizuje wycieczki dla członków na grzybobrania, a obecnie manifestacje antyrządowe (ocena na podstawie ich strony www), "S" stawia na ochronę pracowników. W swojej szkole jestem co prawda sam, ale często bywam w siedzibie Komisji Międzyzakładowej i widzę, z jakimi problemami styka się nasza przewodnicząca. W wielu przypadkach jest to łamanie prawa pracy przez samorządy czy dyrektorów szkół. Samorządy często łamią prawo, traktując oświatę jako piąte koło u wozu i starając się na wszelkie sposoby na niej zaoszczędzić. Związek częstokroć poprawia różnego typu regulaminy (np. dodatków motywacyjnych czy funduszu socjalnego) wysmażane przez dyrekcje szkół. Wielokrotnie interweniuje w sprawach nauczycieli mobbingowanych przez różnego rodzaju wewnątrzszkolne koterie. Ale też pomaga w sytuacjach losowych czy wspiera w awansie zawodowym.

A czy zajmuje się reformą oświaty? Głównie w zakresie, w jakim dotyka ona pracowników. Związki mają zapewnić godziwe i bezpieczne warunki pracy. I to zresztą prawdę mówiąc jest ich podstawowa rola. "S" czy ZNP nie są od opiniowania programów nauczania.  To nie sprawa związków - ich członków już tak. I jeśli reforma ma oznaczać pogorszenie warunków pracy czy zwolnienia, to rolą związków jest protest. Tyle, że obecna reforma gwarantuje miejsca pracy nauczycielom. Uczniów, niezależnie od struktury szkoły, nie ubędzie. 

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

M-)

#1526295

,iż jako nauczyciel zająłeś merytoryczne, obiektywne stanowisko. Trudno mi się wypowiadać na temat "branży", o której mam średnie pojęcie. Natomiast w swoim wpisie poruszyłeś bardzo istotny wątek "roszczeniowość" uczniów. Za moich czsów uczeń nie miał praw ale obowiązki, obecnie ma prawa i nie ma obowiązków. To również należałoby zmienić a co najmniej zrównoważyć. Za moich czasów nauczyciel miał szacunek społeczny, a już napewno wsród uczniów. Były wtedy metody aby uczniom wpoić te zasady. A jak to dziś wygląda ? 

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0
#1526254