My, partyzanci!

Obrazek użytkownika gps65
Idee
Motto: Los partyzanta, konspiratora, sabotażysty, dywersanta, los leśnego wędrowca – oto nasz los. Gromadzimy się w tajnych punktach zbornych, aby o poranku lub o zmierzchu wyruszyć na akcję przeciwko wszystkim, którzy chcieliby decydować o naszym życiu.
 
        Polska tradycja żołnierzy niezłomnych, a zatem tradycja partyzancka, to wolnościowa tradycja, która pokazuje, że nasza kultura i cywilizacja jest w duchu libertariańska. To tradycja nawiązująca to wolnościowych zasad i praw dawnej Rzeczpospolitej. Wolność i cywilizacja - tego bronili polscy żołnierze wyklęci przed nazistami i sowietami, którzy narzucili nam obcą, zamordystyczną cywilizację, która trwa do dziś w postaci socjaldemokracji reprezentowanej przez PO, PiS i PSL.
 
        Tomasz Gabiś był kiedyś postkonserwatystą, a teraz jest manarchistą - to słowo to połączenie monarchisty i anarchisty. To bardzo mądry człowiek i dociekliwy analityk polityczny. Polecam jego bardzo ciekawą książkę: „Gry Imperialne”.
 
        Podobne poglądy, które łączą libertarianizm z konserwatyzmem i monarchizmem, reprezentuje Hans Hermman Hoppe - znany ekonomista, przedstawiciel austriackiej szkoły ekonomicznej, uczeń Murraya Rothbarda. Również ten nurt łączący wolność i cywilizację, monarchizm i wolny rynek reprezentował Erik von Kuehnelt-Leddihn, który sam siebie nazywał arcyliberalnym konserwatystą. Jest wielu innych mądrych ludzi, filozofów, politologów czy ekonomistów tworzących ten nurt, który bywa też zwany paleolibertarianizmem. W Polsce mamy jeszcze Janusza Korwin-Mikke, Grzegorza Brauna czy Stanisława Michalkiewicza. Wszyscy wymienieni mają bardzo podobne poglądy, które w pełni podzielam. Ale wróćmy do Gabisia.
 
        Kiedyś zwrócił on uwagę na to jak można najlepiej zapewnić Polsce bezpieczeństwo zewnętrzne. Otóż trzeba siać na świecie propagandę, że Polacy to najlepsi partyzanci. To będzie łatwa propaganda, bo to prawda. Ale przy okazji trzeba tę prawdę utrwalać i pielęgnować – powinniśmy kształcić się na partyzantów cały czas. Ja od siebie w tym celu polecam programy i książki Beara Gryllsa. Cieszę, że jest on idolem mojego syna. Ja lubię twórczość Tomasza Gabisia, a mój syn Beara Gryllsa – i okazuje się, że się świetnie tym dopełniamy, co można zrozumieć czytając artykuł Gabisia: „My, partyzanci”. Całość jest tu: http://nowadebata.pl/2012/07/25/my-partyzanci/ - a poniżej przedstawiam obszerne cytaty.
 
        Uważam, że to jest bardzo ważny artykuł i zawiera bardzo ważne zalecenia! Tak powinniśmy robić jak pisze Gabiś! Nawet jeśli już nigdy wojny nie będzie i te wszystkie przygotowania okażą zbędne, to jednak jeśli będziemy robić wszystko to, co zaleca Gabiś to się to nie zmarnuje, bo da nam wolność i niezależność nawet w czasie pokoju. Te wszystkie działania uchronią nas nie tylko przed wojną, ale też przed pokojową, ale opartą o przemoc policyjną, eksploatację naszych terenów i narodu, jaka się teraz odbywa.
 
        III RP i Unia Europejska okupują nas, są nam cywilizacyjnie obce, wykorzystują i eksploatują nas ekonomicznie ustanawiając horrendalne podatki. Gdy będziemy dobrymi partyzantami, to obalimy tych okupantów!
 
        Trzeba więc walczyć o to, by posiadanie broni palnej w Polsce było legalne. To bardzo ważne!
 
        Cytuję obszerne fragmenty arcyciekawego artykułu Gabisia.
 
Grzegorz GPS Świderski
 
Tomasz Gabiś - My, partyzanci
 
        Wszyscy wkoło wołają o zapewnienie naszemu krajowi bezpieczeństwa, postulują wzmocnienie armii, gdyż – jak przekonują – w naszym położeniu geopolitycznym jest to absolutnie niezbędne. Tymczasem NATO ulega erozji, Unia Europejska nikomu realnego bezpieczeństwa nie zapewni; wprawdzie chce tworzyć imperium, ale wyłącznie po to, żeby dzielić pieniądze, których jest coraz mniej. (…)
 
        Kiedy coraz bardziej zadłużające się rządy staną przed wyborem „masło” czy „armaty”, wybiorą „masło”, ponieważ w demokracji byt partii i innych politycznych bractw bardziej zależy od dzielenia „masła” niż od dzielenia „armat”. Dlatego – mimo zaciekłego oporu lobby zbrojeniowego – wydatki na armie będą zmniejszane.  (…)
 
        Przed atakiem atomowym i przed zmasowanymi bombardowaniami z powietrza ani sami się nie obronimy, ani nikt inny nas nie obroni, tarczy antyrakietowej nikt nad nami rozpostrzeć nie zamierza; floty wojennej zdolnej do realnych akcji wojennych nie posiadamy, lotnictwo nadaje się raczej na pokazy niż do odparcia ataku z powietrza. Korpusy ekspedycyjne? A po jakie licho nam one? (…)
 
        Czy w ewentualnej przyszłej wojnie dojdzie do bezpośredniej konfrontacji z wrogiem w formie bitew pancernych czy starć wielkich zgrupowań piechoty? Mało prawdopodobne. (…).
 
        Trzeba zatem przejść do nowego etapu bez stałej armii w dawnym stylu, zostawiając rzecz prosta kompanię honorową, orkiestry wojskowe, kuchnie polowe, ale pamiętając jednocześnie, iż świat jest nadal pełen złych ludzi, którzy lubią napadać na innych, wdzierać się na ich terytorium, zabierać im wolność i własność.(…)
 
        My Polacy dysponujemy wspaniałymi tradycjami partyzanckimi, powstańczymi, konspiracyjnymi, tradycjami pospolitego ruszenia, konfederacji, samoobrony terytorialnej itd. Do nich powinniśmy nawiązać w sytuacji braku stałej regularnej armii. Rzecz jasna, w obecnych czasach będziemy potrzebować również cyberpartyzantów, partyzantów-hackerów, internetowych sabotażystów itp.
 
        Tradycja powstańczo-partyzancko-konspiracyjna (niech żyje liberum conspiro!) będzie nam bardzo pomocna nie tylko jako rezerwuar praktycznych doświadczeń, uzupełniony przez studiowanie różnych rodzajów współczesnej taktyki partyzanckiej (Afganistan, Czeczenia, palestyńska intifada, partyzantka miejska), ale także jako instrument propagandy skierowanej na zagranicę – potencjalni agresorzy dwa razy się zastanowią, czy napaść na Polaków gotowych do popełnienia największych szaleństw w imię obrony swojej wolności. Nawet największy krytyk Muzeum Powstania Warszawskiego musi przyznać, że w ramach wojny psychologicznej pełni ono ważną funkcję odstraszającą. Z MPP wysyłamy mocny sygnał ostrzegawczy do potencjalnych wrogów: my Polacy będziemy zawsze przeciwko wam knuć i spiskować, my nie cofamy się przed niczym, poszlibyśmy na wroga choćby z gołymi rękami, a pójdziemy tym bardziej, że wielu z nas ma broń zakupioną legalnie w sklepie. „Gdy trąbki bojowej odezwie się ton”, wszyscy staniemy się „żołnierzami wyklętymi”.
 
        Jednocześnie w działaniach na płaszczyźnie propagandowej powinniśmy nawiązywać do pięknych staropolskich doktryn wojny i pokoju (Paweł Włodkowic,Stanisław ze SkarbimierzaAndrzej Frycz Modrzewski, Bracia Polscy) głosząc absolutne potępienie wojen „napastniczych” (których zresztą od wieków nie prowadziliśmy), a dopuszczalność jedynie wojny sprawiedliwej, czyli wojny w obronie koniecznej, kiedy ktoś wkroczy na naszą ziemię, na naszą własność, na nasze terytorium. (…)
 
        W naszej kulturze politycznej, w naszych odruchach politycznych, w naszej wyobraźni historycznej  zakorzeniony jest obraz dworu i dworku  szlacheckiego, dobrze wyposażonego w  broń wszelkiego rodzaju, oraz  zagrody chłopskiej, gdzie każdy gospodarz  ma obrzyna, strzelbę, siekierę i kosę. Nasi wrogowie niechaj wiedzą, że „twierdzą nam będzie każdy dom” (polski odpowiednik amerykańskiej „home defense”).  W pogotowiu stać będą milicje obywatelskie i ochotnicze formacje samoobrony terytorialnej i obrony cywilnej. Ponadto  powstaną  prywatne agencje ochrony, pojawią się  oddziały najemników i inne formy bezpieczeństwa prywatnego. Należy popularyzować strzelectwo (mamy stanowczo za mało strzelnic), „survival”, sporty walki i sporty obronne, zapasy, boks; generalnie powinno położyć się większy nacisk na wychowanie fizyczne i sportowe dzieci i młodzieży, w szkołach niech się pojawią lekcje szermierki. (…).
 
        Promować należy niezależność jednostek, rodzin i terytoriów od wielkich aparatów i sieci zaopatrujących nas w energię i żywność, upowszechniać sposoby życia pozwalające się od nich – choćby częściowo – odłączyć, popularyzować kulturę samowystarczalności, przypominać zapomniane już praktyczne umiejętności pomagające przetrwać w warunkach kryzysowych, w tym np. metody medycyny domowej. W budownictwie propagować należy wznoszenie domów maksymalnie samowystarczalnych w aspekcie energetycznym, zawsze z piwnicami i strychami, z autarkicznym ogrzewaniem (piece kuchenne, szwedzkie piece, kominki, piece kaflowe itd.). Każdy dom, każde mieszkanie powinno być należycie wyekwipowane z wykorzystaniem współczesnych możliwości technicznych – baterie słoneczne, filtry do wody np. katadyn, lampy petromax. Wyrabiać należy u siebie i innych nawyk czynienia zapasów żywności, wody, artykułów higienicznych, tak aby być zabezpieczonym na wypadek inwazji obcych wojsk.
 
        Należy dążyć do maksymalnego uniezależnienie się od żywności przetworzonej sprzedawanej przez wielkie sieci handlowe. Pożądany byłby – na tyle na ile to możliwe – powrót do zaopatrywania się bezpośrednio u producentów żywności oraz do wytwarzania żywności we własnym zakresie. Każdy powinien mieć w domu zapas ziarna i młynek do jego mielenia. Trzeba ponownie odkryć dawne sposoby dłuższego przechowywania żywności jak wekowanie, peklowanie, marynowanie, wędzenie. Upowszechniać należy przydomową hodowlę królików i kur. Oczywiście w warunkach wielkomiejskich nie wszystko jest możliwe, ale np. coraz bardziej popularny ruch miejskiego rolnictwa świadczy o tym, że także w miastach da się sporo zrobić.  Dodajmy, że w kontekście dążeń do samowystarczalności żywnościowej każdą próbę likwidacji ogródków działkowych traktować należy jako działanie wymierzone w zdolności obronne Polski.  Razem z  działkowcami wznieśmy stare dobre  hasło: „Dig for Victory!”
 
        Popularyzować należy naturalne style i sposoby odżywiania obywające się bez wysoko przetworzonych produktów żywnościowych, czy będzie to wegetarianizm, weganizm, witaranizm (jedzenie surowych tj. niegotowanych i nieprzetworzonych, świeżych warzyw i owoców, orzechów, kiełków nasion i ziaren, suchych owoców, wodorostów i alg) czy też paleo, także w wersji raw paleo (surowe mięso, surowe jajka); zresztą w warunkach wojny partyzanckiej konieczne będzie zapewne połączenie obu sposobów odżywiania. W każdym razie powinno się krzewić wiedzę o dziko rosnących warzywach, owocach i ziołach.
 
        W ramach przygotowań do przyszłej wojny partyzanckiej należy już dziś umacniać więzy i dobre relacje z rodziną, sąsiadami, współlokatorami, kolegami, budować „networki” podobnie myślących i czujących ludzi, wyrabiać postawy nastawione na kooperację, na wspólne działanie i pomoc wzajemną. To wszystko przyda się, kiedy trzeba będzie zejść do podziemia.
 
        Jeśli chodzi o aspekt ekonomiczny, to celem powinno być maksymalne uniezależnienie się od wielkich banków i instytucji państwowych, nauczenie się życia bez bankowych kredytów, bez kart kredytowych i innych metod obrotu bezgotówkowego, dzięki którym przyszły okupant mógłby wyśledzić partyzantów; budując zapas gotówki w różnych walutach partyzant musi pamiętać, że ponad „papierowymi wartościami” stoją wartości rzeczowe oraz złoto i srebro.
 
        I wreszcie wszyscy przygotowujący się do przyszłej wojny partyzanckiej powinni kształtować u siebie i u innych partyzancką postawę wobec świata polityki, mediów, nauki, cechującą się intelektualną i emocjonalną niezależnością od struktur politycznych i medialnych, unikaniem strumieni masowej informacji, poszukiwaniem wiedzy i prawdy poza naukowo-ideologicznymi dyskursami produkowanymi w molochach zbiurokratyzowanej nauki poddanej presjom politycznym lub komercyjnym.
 
        Los partyzanta, konspiratora, sabotażysty, dywersanta, los leśnego wędrowca – oto nasz los. Gromadzimy się w tajnych punktach zbornych, aby o poranku lub o zmierzchu wyruszyć na akcję przeciwko wszystkim, którzy chcieliby decydować o naszym życiu.
 
Tomasz Gabiś

 

PS2. Polecam też w tym temacie wypowiedź Romualda Szeremietiewa: https://www.youtube.com/watch?v=UrHReobCd6E

Ocena wpisu: 
2
Twoja ocena: Brak Średnio: 1.9 (głosów:9)