Afera aferą lepiej niż klin klinem…

Obrazek użytkownika Kapitan Nemo
Blog

Od dawien dawna, likwidowanie negatywnych skutków przy pomocy podobnych środków, które je wywołały, nazywano określeniem: „ klin klinem”. To powiedzenie wywodziło się od Arystotelesa i po łacinie brzmiało clavum clavo pellere , gdy mówiono o zwalczaniu podobnego podobnym. Ale przyszły czasy postępowe, czasy „kręcenia lodów” – czasy partii u której moralność i uczciwość jest na pierwszym miejscu. Siłą rzeczy „klin klinem” musiał być zastąpiony określeniem odzwierciedlającym postęp, jakiego dokonaliśmy w ostatnich latach – gdy afera goni aferę. Dziś likwidowanie negatywnych skutków afery przynosi kolejna afera, która pozwala zapomnieć o aferze poprzedniej. Mało tego. Osoba „umoczona” w poprzedniej aferze, w nowej aferze występuje w roli „oburzonego” aferą podobną, jednak taką, w której sama nie bierze udziału, a przynajmniej oficjalnie. Bo moralność i uczciwość jest wypisana na sztandarach partii, która zwalcza afery przy pomocy nowych afer.

Jeszcze trzy dni temu przez media przewalały się informacje o ministrze wymieniającym się zegarkami z biznesmenami oraz bywalcu elitarnego klubu, gdzie cena wynajęcia na jeden wieczór loży wynosi od 4 do 35 tysięcy złotych, czyli średnio-roczną płacę na d.Zielonej Wyspie. Minister oczywiście nie płacił żadnych rachunków za loże i kolacje, gdyż właścicielami elitarnego klubu są właściciele spółki, której udaje się zdobywać wielomilionowe zlecenia od rządu. Rządu, który od ponad pięciu lat zwalcza korupcję przy pomocy Pitery i nawet udało mu się przy tej okazji złowić dorsza smażonego wraz z frytkami. I gdy już się wydawało, że ministra nie uratuje nawet przysłowiowy koń trojański - ratunek przyszedł z podobnej strony, a nawet dokładnie z tej samej strony afery zegarkowo-lożowej.

Okazało się bowiem, że w tym samym ministerstwie jest zatrudniony wiceminister, który wprawdzie nie wymienia się z biznesmenami zegarkami i nie jest zapraszany przez biznesmenów do klubu typu „Prive” – jednak spotkał się w restauracji z przedstawicielami inwestora, remontującego niedokończony jeszcze most –czyli na sztandarowej inwestycji drogowej ministra od zegarków. Chodzi tutaj o most w Mszanie na autostradzie A1, która miała być wraz z mostem gotowa przed „euro-szałem”. Ale nie jest i nawet nasz krajowy prorok nie potrafi odgadnąć, kiedy cud uruchomienia autostrady nastąpi…

I tak – z dnia na dzień – zasłużone w budowaniu postępu media, zeszły z ministra Nowaka a weszły na wiceministra Jarmuziewicza, którego spotkania z przedstawicielami Alpine Bau tak wzburzyły ministra Nowaka, że postanowił urlopować swojego zastępcę do czasu wyjaśnienia sprawy przez CBA. Oczywiście – siłą rzeczy CBA musiało także zejść z Nowaka a przejść na Jarmuziewicza i być może na zlecenie samego ministra, wzburzonego zachowaniem swojego zastępcy. Jest to zrozumiałe, gdyż w CBA nie ma tylu ludzi, aby zdołali oni oblecieć wszystkie afery – ot, choćby te, związane z lobbowaniem sprzedaży „Azotów” Rosjanom.

Dlatego nie oczekujmy, że CBA zajmie się sprawą sprzedaży Norwegom firmy PLL LOT, w którą niedawno rząd wpakował 400 milionów złotych z naszych podatków. Jest to zrozumiałe, gdyż skoro nie było afery z „Azotami”, to nie istnieje teraz potrzeba przykrycia nieistniejącej afery, nową – także nie zaistniałą aferą. CBA nie musi więc niczego badać, skoro nie istnieje potrzeba przykrycia starej afery, nową. Państwo znalazło zatem inny sposób przykrywania afer. Jest nią niewykrywanie afer przez CBA, które nie ma aż tylu ludzi, aby zająć się choćby wyjaśnieniem, w jaki sposób córka premiera dorobiła się w zaledwie pięć lat rządów postępowej partii takiego majątku, jakiego zdecydowana większość społeczeństwa nie zdobędzie za całego życia na d.Zielonej Wyspie. Dodajmy – życia związanego z pracą aż do śmierci….

Dlatego żmudną i bez sensu pracę państwo Tuska urozmaica społeczeństwu wykrywaniem lub nie wykrywaniem afer, co wydaje się być niekończącą się rozrywką w stylu dawnej Izaury i Leoncia. Napięcie towarzyszące oczekiwaniu na kolejny odcinek serialu „Niewolnica Isaura”, w nowej Polsce zastąpił serial pt. „Niewolnicy Afer”. Ten serial odbywa się „live”, czyli na żywca, na chama i bez żadnych już skrupułów….

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Jadąc tramwajem przysłuchiwałem się rozmowie dwu młodych ludzi. W pewnym momencie usłyszałem - przypominam młodzi ludzie - jak jeden z nich podsumował rozmowę słowami: - udało się zlikwidować mafię wołomińską i pruszkowską, to i na Dziada z mafii trójmiejskiej znajdą sposób. Uśmiechnąłem się pod nosem.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#357997

metodą jest antyhałas.
Klinem na klina!
To i aferę za aferą POpędza kolejna afera!
pzdr

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

antysalon

#358228