„Polityka” w okularach i kolorach z PRL

Obrazek użytkownika kassandra
Blog

 

Tak, jak paranoicy widzą sprawy paranoidalnie, tak i teoretycy spisku widzą zwolenników teorii spiskowych wśród wszystkich innych. Szczególnie, gdy rodowód ich sięga historycznego epicentrum spiskowania przez państwo przeciwko swym własnym obywatelom – czerwonej Polski, PRL-u. Czerwonej, jak suknia pani Janiny Paradowskiej.

Pani Paradowska, w swojej postkomunistycznej reinkarnacji jako dziennikarka „Polityki”, dzieli się w bieżącym wydaniu tygodnika swoją opinią na temat kończącej się kampanii wyborczej. Choć dla niej, ona się jeszcze tak naprawdę nie zaczęła. I pani Paradowska wciąż bezskutecznie czeka na pojawienie się „dziadka z Wermachtu” lub na slogan w stylu „ Mordo ty moja...”, biadoląc na panujące w kampanii nudy na pudy. Chyba, że … Bo według pani Paradowskiej wszystkie „żrące substancje popłynęły innymi nurtami.” 

Jakimiż to więc grubo ciosanymi kanałami pełzną te „żrące” nas i publicystkę, „substancje”? Ano, donosi pani Paradowska: „Tymi mniej oficjalnymi, po przykościelnych kaplicach, katechetycznych salkach, na spotkaniach klubów „Gazety Polskiej”, w tym całym drugim obiegu wielkiego przemysłu pogardy dla faktów i rozumu, wyrosłego na podłożu smoleńskiej katastrofy, stworzonego i nadal pospiesznie utrwalanego na potrzeby mitu. Dla zwycięstwa jednej prawdy. I przede wszystkim zemsty.”

„Drugi obieg” informacji i opinii? Myślałam przecież, że podziemie informacyjne pogrzebaliśmy razem z PRL. A tu wynurza się, ta sama jak wtedy, antykościelna frazeologia oraz pogarda dla tego, co oddolne i poza kontrolą państwowych lub partyjnych środków masowego przekazu. Wszystko to normalka, na miarę byłej komunistki.

Niepokoi mnie natomiast konkluzja pani Paradowskiej, że „katastrofa smoleńska” jest źródłem „wielkiego przemysłu pogardy dla faktów i rozumu”. Konkluzja niespójna z ideologicznym rodowodem autorki. Czyżby zapomniała ona, reżimowa dziennikarka polityczna, co bywało zawsze tak dla niej, jak i dla jej partii, źródłem wstecznictwa i zacofania, słowem kołtuństwa, Kościoła? Tak, oderwanie tego Kościoła od rzeczywistości. Tej marksowsko-dialektycznej, naukowej, popartej doświadczeniem rzeczywistości.

Tragedia smoleńska jest, aż do bólu, realna. I utrata lwiej części przywódców narodu zobowiązuje tych, co przeżyli, do snucia hipotez, weryfikowania ich na drodze eksperymentu i do wyciągania wniosków. Tymczasem pani Paradowska twierdzi, że cały ten trud służy po prostu … zemście. Ba, gdyby tylko to ona jedna popełniała to freudowskie przejęzyczenie. Przecież powiedzieć komuś, że motywuje go pragnienie zemsty, to tak jak powiedzieć mu, że motorem jego działania jest odwet za zło, za doznaną krzywdę. Tym samym osoba, zarzucająca innemu kierowanie się chęcią zemsty przyznaje, że zło, czy też krzywda, zostało de facto popełnione. Jak to się ma do przypadku tragedii smoleńskiej, o której właśnie publicystka „Polityki” pisze, niech ona sama swym czytelnikom wytłumaczy. Tymczasem stary Freud się kłania.

To przecież brak prawdziwej i obiektywnie naukowej analizy tej katastrofy, poprzez wielokrotnie rekomendowaną przez „drugi kanał obiegu” komisję międzynarodowych ekspertów, doprowadził w prostym łańcuchu przyczynowo-skutkowym do rozwoju spekulacji i hipotez. Takie hipotezy i spekulacje zawsze tworzą się w warunkach braku dostępu do informacji, braku zaufania do procesu oraz w kontekście braku wiarygodnych wyjaśnień. Przecież tu idzie o jedną z największych tragedii w historii Polski. Tragedii jakże wygodnej dla wielu wpływowych sił, zarówno w tym kraju, jak i w sąsiednim. Tragedii spowodowanej „perfekcyjnym sztormem” atakującym Tu-154 z wielu kierunków – aż do śmiertelnej pułapki.

Nie musi pani Paradowska szukać teorii konspiracji w kościołach, bo rzekomi konspiranci nie tylko, że nigdy się nie kryli, ale wręcz nawoływali tych próbujących ukryć przyczyny katastrofy do wyjścia z ich własnej konspiracji. Niestety ci ostatni mają dostęp do informacji i mediów, a ci pierwsi, dążący do poznania faktów i naukowego ich wyjaśnienia, tego dostępu nie mają. Dlaczego więc wysiłki Antoniego Macierewicza zamiast być dokładnie analizowane przez odpowiedzialnych za znalezienie przyczyn katastrofy, doznają jedynie publicznego linczu w neoliberalnych mediach? A panu Macierewiczowi grozi się pociągnięciem do jakiejś tam odpowiedzialności sądowej za wydanie „sekretów”.

Nie ma sekretów w katastrofie smoleńskiej, tak, jak nie mogło być sekretów w zbrodni katyńskiej czy w procesie norymberskim. Czarne rozdziały historii nigdy nie zostają czarne do końca. Problem jest tylko, do kiedy.

http://kassandra-pod-prad.com/

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Kassandro,ta towarzyszka tyle samo warta co Michnik,Gugała czy Lis, Wołek, Żakowski,zero ,nul,wszyscy do puszki

pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#189376

Tak, jest ich wielu. Jednak głosy się waży, nie liczy. Z wyjątkiem wyborów …

Pozdrawiam,
kassandra

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

kassandra

#189457

Taaa. Teraz czerwoni dziennikarze od jedynie słusznych prawd są na faali. Na tej samej, którą wywołuje płynąc przez nasz kraj ich nowa, jedynie słuszna partia Platforma Obywatelska (dziwne, że jeszcze nie "Polska" i nie "Zjednoczona"). Paradowska, Waldemar Kuczyński mają się jak pączki w maśle.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#189380

Zgadzam się. I tylko od nas - od naszego narodu - zależy, kiedy ich z tego „komfortowego” tłuszczu wyłowić. W przeciwnym wypadku ryzykują zatracenie się. Jako osoby ludzkie …

Pozdrawiam,
kassandra

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

kassandra

#189458

Paradowskiej, Lisa, Gugały, Żakowskiego, Olejnik itp. drobiu, a jakoś zareklamować swoich? Podeprzeć nam oddanych?

Mam wrażenie, że ww. nie potrzeba dodatkowej reklamy robić. Tak się zastanawiam, w jaki sposób można wpłynąć na obniżenie wskaźnika sprzedawalności i oglądalności (przepraszam za brzydkie słowa) ich tekstów i programów. Bo jak te wskaźniki spadną, to nic ich nie uchroni od wywalenia z redakcji, bez względu na to, kto będzie w RP władał.

Bo chyba nikt nie zaprzeczy, że odsunięcie tych szkodników od żłoba i wpływu na "przeciętnego" obywatela, takiego, który jeszcze nie ma wyrobionego zdania, na kogo głosować, byłoby dla wszystkich z korzyścią.

Może trochę nieuczesane te moje zdania, ale dotąd społeczeństwo polskie z tym problemem nie umiało sobie poradzić. Jeśli tacy "dziennikarze" pozostaną, to nawet po wygranych przez nas wyborach łatwo nie będzie. Będą jątrzyć, bo takie ich agenturalne zajęcie.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#189383

Pan „rozgrywa” jak generał, a co najmniej jak strateg polityczny. Ja zaś jedynie dzielę się myślami. Nie mamy więc się co równać … Pojawia się różnica stanowisk w sprawie sposobu odpowiedzi. Interesujące, i Pan to wydobył. Dziękuję.

Z opinią się zgadzam. Strategię, jak Pan widzi, wybieram inną.

Brak reakcji na błędy logiczne dziennikarki Paradowskiej pozostawia, co prawda, w błędzie jedynie tych, którzy tych błędów nie zauważą. Jednakże fałszywe fakty należy prostować, choćby z uwagi na szacunek dla tych faktów.

Rozpowszechnianie zaś opinii, których źródłem jest pożądanie uprawiania inżynierii społecznej, opartych, co więcej, na totalitarnej ideologii (w tym przypadku na działalność publicystki „Polityki” rzutuje przejrzyście jej rodowód komunistyczny), stwarza żyzną glebę dla totalitaryzmu. A symptomy kiełkowania u nas takiego systemu władzy już widać.

Na portal Niepoprawnych zaglądają wcale nie rzadko i tacy, którzy szukają kontrargumentów na „papkę” dezinformacyjną GW, czy też TVN. I sprowadza ich tutaj proste wyszukiwanie informacji w sieci.

Nade wszystko zaś, jestem przekonana, że polityka strusia nie działa.

Pozdrawiam,
kassandra

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

kassandra

#189460