Idą w orszaku ściskając bagaż swego życia w jednej dłoni. Wiele osób. Długi korowód. Wzrok nie ogarnia końca. Dusze te jedna za drugą znikają w blasku światłości za bramami nieba. Każdy z osobna rozmawia z Bogiem, rozkłada swój jakże malutki wobec wieczności tobołek. Całe życie ułożone na wielkim stole, od chwili, kiedy pierwszy raz ujrzeli promień słońca do momentu, kiedy ten sam promyk ich...