Komentarze użytkownika

Kiedy Tytuł Treść Głosy Do zawartości Komentarz do
Obrazek użytkownika tequila
11 lat temu Hajke myśli : "gdzieś tu pod nami przebiega linia metro" Tylko żeby nie tupał zbyt mocno buciorami. Zresztą idzie pierwszy i najpierw on się wpitoli w jamę." 4 Bez komentarza
Obrazek użytkownika Anonymous
Obrazek użytkownika tequila
11 lat temu I tu obnaża się cała perfidia systemu Kupujemy mieszkanie, opłacamy wszystko i wydaje się nam że jesteśmy właścicielami tzw. mieszkania własnościowego. Niestety, mamy tylko prawo do tego mieszkania, a spółdzielnia może z nim zrobić prawie co zechce, bo jest prawowitym właścicielem. przez lata nie dostrzegano tej różnicy, bo mieszkanie można było sprzedać (oczywiście notarialnie), ale sprzedawalliśmy/kupowalicmy prawa do mieszkania a nie lokal.  Czas leciał, padały fabryki, firmy, banki. Potem osławione piramidy, Ambergoldy. Moim zdaniem przyjdzie czas i na spółdzielnie. Mieszkania spółdzielcze to nie tylko wielopiętrowe bloki i wieżowce, ale też niezłe lokalizacje przy głównych ulicach, także osiedla domków jednorodzinnych, chociażby w zabudowie szeregowej, także wiele hektarów niezabudowanych. Kończąc, tylko wpis jako własność wyodrębniona daje nam pewność, że jesteśmy WŁAŚCICIELAMI, a nie jakimś zlepkiem prawniczych kruczków. Proszę zwrócić uwagę, że honoruje sie wpisy nawet z przedwojennych ksiąg wieczystych i tego NIKT NIE PODWAŻY. 3 Ściąłem się z sąsiadem, poszło o mieszkanie
Obrazek użytkownika Mind Service
Obrazek użytkownika tequila
11 lat temu na własną odpowiedzialność zewrzyj te 2 piny na moment - oznaczone niebieskim ptaszkiem poproś kogoś kto ma blade pojecie o elektronice, oczywiście bateria włożona! telefon powinien się włączyć 2 iPhone - urządzenie dla dla wypranych z mózgu lanserów
Obrazek użytkownika bursztyn
Obrazek użytkownika tequila
11 lat temu gdybyś zostawiła w piątek, w poniedziałek by zrobili Uszkodzenie włącznika to typowe w tym modelu (poczytałam na forach) , jeżeli trochę się znasz na elektronice, możesz spróbować zewrzeć śrubokrętem piny od włącznika, ale musisz mieć pewność. Czy próbowałaś uruchomić z włączona ładowarką ? Spróbuj też wyjąć i włożyć baterię. Czasem pomaga. Jeżeli nie to prawdopodobnie włącznik. Serwis lub zewrzeć piny na płytce. Następnie skopiować kontakty na kartę lub sim. A może masz je na simie lub karcie pamieci a nie w pamieci wewnętrznej ? Sporo niewiadomych. powodzenia teq 1 iPhone - urządzenie dla dla wypranych z mózgu lanserów
Obrazek użytkownika bursztyn
Obrazek użytkownika tequila
11 lat temu widzę, że się dobrze znasz na systemach operacyjnych "Ostatnio kupiłam dla rodziny laptopa z Windows 7. To bardzo dobry system operacyjny, bije na głowę osławiony XP. Bo jest bardziej przyjazny dla użytkownika." 1 iPhone - urządzenie dla dla wypranych z mózgu lanserów
Obrazek użytkownika leoparda
Obrazek użytkownika tequila
11 lat temu najprościej, najtaniej i najszybciej - zanieś do serwisu tam na poczekaniu odblokują telefon. Jeżeli nie ma dedykowanego serwisu, zapytaj w punktach, gdzie sprzedają baterie, etc. 1 iPhone - urządzenie dla dla wypranych z mózgu lanserów
Obrazek użytkownika bursztyn
Obrazek użytkownika tequila
11 lat temu Kto strzelał w Smoleńsku W lufach pistoletów funkcjonariuszy BOR, którzy zginęli w Smoleńsku, znajdują się tzw. pozostałości powystrzałowe – stwierdzili biegli prokuratury. Śledczy chcą teraz od Rosjan więcej informacji na temat pistoletów ofiar. Niestety, w wyniku popełnionych wcześniej skandalicznych zaniedbań trudno będzie ustalić, kto i do kogo strzelał w Smoleńsku Ta informacja zelektryzowała osoby zainteresowane wyjaśnieniem katastrofy smoleńskiej: broń funkcjonariuszy BOR, którzy ponieśli śmierć 10 kwietnia 2010 r., nosi ślady użycia. Nie wiadomo jedynie, kiedy dokładnie ze znalezionych pistoletów oddano ostatnie strzały. Jeżeli okazałoby się, że z broni strzelano w Smoleńsku, fakt ten rzuciłby całkowicie nowe światło na okoliczności tragedii. Niejasności w ekspertyzach Cztery pierwsze pistolety funkcjonariuszy BOR znaleziono w dniu katastrofy, następne – później. „Magazynki były rozsypane, część amunicji bezpowrotnie zginęła” – mówił w 2010 r. ówczesny szef prokuratury wojskowej gen. Krzysztof Parulski. Broń wróciła do Polski dopiero w 2013 r. Do tego czasu przebywała w Moskwie, znajdując się w dyspozycji rosyjskich „ekspertów”. Teraz – po czterech latach, jakie minęły od katastrofy – w związku z zaskakującymi wynikami analiz prokuratura wojskowa zdecydowała się wystąpić do Rosjan o dodatkowe informacje w sprawie pistoletów. Oficjalnym powodem wniosku polskich prokuratorów są „niejasności w rosyjskich ekspertyzach balistycznych broni funkcjonariuszy BOR, którzy zginęli w katastrofie smoleńskiej”. Bardziej szczegółowych informacji śledczy nie chcą udzielać, wiadomo jednak, że chodzi o tzw. pozostałości powystrzałowe w polskiej broni. Jak mocno zanieczyszczone były nimi pistolety, nie zdradzono. A byłaby to ważna informacja, bo funkcjonariusze zobowiązani byli do czyszczenia broni po każdym użyciu. „Jeśli funkcjonariusze dopełnili tego obowiązku, a znaleziono dużo pozostałości powystrzałowych, oznacza to, że ktoś mógł z niej strzelać w Smoleńsku” – powiedział „Gazecie Polskiej Codziennie” płk Andrzej Pawlikowski, były szef BOR. Według informacji „Gazety Polskiej” stwierdzenie, w jakich okolicznościach oddano strzały z pistoletów funkcjonariuszy BOR, będzie niestety niezwykle trudne. To wynik skandalicznej postawy zarówno Donalda Tuska, jak i byłego szefa Biura Ochrony Rządu gen. Mariana Janickiego. Ten pierwszy pozwolił, by tak istotne dowody jak broń ochrony prezydenta RP trafiły na długo w ręce Rosjan, drugi umożliwił Moskwie poznanie metod, według jakich polscy specjaliści będą badać broń. Janicki spełnia żądania Rosjan Prokuratura wojskowa już w pierwszym wniosku o udzielenie pomocy prawnej do Federacji Rosyjskiej – 10 kwietnia 2010 r. – poprosiła o zwrot broni i amunicji funkcjonariuszy BOR. Odpowiedź Moskwy na polski wniosek była zadziwiająca. Według informacji, do jakich dotarła „GP”, Rosjanie stwierdzili, że najpierw – przed oddaniem stronie polskiej broni – muszą otrzymać od Polaków dwa zbiory dokumentów. Pierwszy dotyczyć miał „broni i amunicji na pokładzie statku powietrznego, a mianowicie modelu i liczby sztuk broni palnej (z wskazówką na poszczególne numery), rodzaju i całkowitej ilości amunicji”. Drugi zbiór dokumentów, których zażądali Rosjanie „w celu rozpatrzenia kwestii o przekazaniu przedstawicielom Rzeczypospolitej Polskiej broni i amunicji, znalezionych na miejscu wypadku”, to wzory dla prowadzenia porównawczych badań balistycznych. Chodzi tu m.in. o sposób analizy śladów po wystrzale na łusce i pocisku. Według tych wzorów Polacy badaliby broń BOR-owców, gdyby dostali ją od Rosjan. Innymi słowy: Moskwa zażądała odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób strona polska analizować będzie ślady na pistoletach swoich funkcjonariuszy. 9 lipca 2010 r. prokuratorzy wojskowi poinformowali szefa BOR gen. Mariana Janickiego o warunkach stawianych przez Rosjan. Błyskawicznie, bo już 15 września 2010 r., wszystkie dokumenty dotyczące broni i amunicji funkcjonariuszy BOR zostały przekazane do Departamentu Współpracy Międzynarodowej Prokuratury Generalnej, a wkrótce potem znalazły się w Moskwie. Rosjanie oczywiście już tak chętni do współpracy nie byli. Po spełnieniu ich żądań przetrzymywali broń Polaków jeszcze przez trzy lata. Kto odpowie za zaniedbania Moskwa – w wyniku służalczej postawy polskich władz – zyskała więc mnóstwo czasu zarówno na usunięcie niektórych śladów, jak i na przygotowanie się na reakcję na ewentualne niewygodne dla nich wyniki badań w Polsce. Sprawa jest o tyle bulwersująca, że istnieją poważne przesłanki, aby sądzić, że tuż po katastrofie w Smoleńsku doszło do użycia broni palnej. Wystrzały zarejestrowane zostały prawdopodobnie m.in. na najbardziej rozpowszechnionym nagraniu z 10 kwietnia 2010 r., znanym jako „filmik Koli”. „Z ekspertyzy biegłych, dotyczącej cyfrowych nagrań wideo, które pojawiły się w internecie po dniu 10 kwietnia 2010 r., znanych pod potocznym tytułem >>samolot płonie<<, wynika, iż w treści tych nagrań czterokrotnie słyszalne są odgłosy przypominające wystrzały, wybuchy; odnosząc się do nich biegli, w wydanej opinii, stwierdzili, że nie ma możliwości jednoznacznego określenia źródła tych odgłosów” – informowała „GP” prokuratura wojskowa. – Dane, jakie posiadamy, utwierdzają nas w przekonaniu, że strzały jednak były. Prokuratura nie podjęła w ogóle żadnej próby zanalizowania tych strzałów, dojścia do tego, kto strzelał, do kogo strzelał i dlaczego strzelał. A tłumaczenie się przez ABW czy przez Centralne Laboratorium Kryminalistyki, że ze względu na szum wiatru nie mogą rozpoznać, czy to był strzał, czy nie, po prostu jest świadectwem krętactwa ze strony prokuratury i tych pseudoekspertów – komentował Antoni Macierewicz w wywiadzie dla telewizji „Gazety Polskiej”. O odgłosach przypominających wystrzały z broni palnej mówili też w zeznaniach rosyjscy milicjanci, którzy zjawili się na miejscu tragedii. GP 38/2014 Grzegorz Wierzchołowski 6 XII. Drugie podejście Iła
Obrazek użytkownika Romek M
Obrazek użytkownika tequila
11 lat temu Tu-154 przeleciał nad brzozą 10 kwietnia 2010 r. polski samolot Tu-154 przeleciał przynajmniej kilka metrów nad tzw. smoleńską brzozą – wynika z profesjonalnej ekspertyzy, która od 2011 r. znajduje się w posiadaniu prokuratury wojskowej.  Rzekome zderzenie się tupolewa z brzozą to filar oficjalnej wersji zdarzeń z 10 kwietnia 2010 r., lansowanej przez Rosjan i polski rząd. Ekspertyza oparta na badaniu tzw. polskiej czarnej skrzynki (ATM-QAR), wykonana wkrótce po katastrofie smoleńskiej (już w kwietniu 2010 r.) i znajdująca się w posiadaniu prokuratury, jednoznacznie przeczy ustaleniom Tatiany Anodiny i komisji Millera. Liczby nie kłamią Chodzi o ekspertyzę techniczną zatytułowaną „Deszyfracja i analiza danych z pokładowych rejestratorów parametrów samolotu Tu-154M nr boczny 101 Sił Powietrznych RP, który uległ katastrofie 10 kwietnia 2010 r.”. Wpłynęła ona do prokuratury wojskowej w lipcu 2011 r. i według informacji „GP” znajduje się w tomie nr 203 akt śledztwa smoleńskiego. W ekspertyzie – sporządzonej przez producenta tzw. polskiej czarnej skrzynki w tupolewie, firmę ATM – kluczowy jest załącznik nr 3, noszący nazwę „Tabela odtworzonych wartości wysokości lotu i odległości od początku pasa trzech ostatnich minut zapisu”. Zawarte są w nim dane pozwalające na odtworzenie ostatnich sekund lotu, a więc wysokość Tu-154 w odniesieniu do poziomu początku pasa startowego (położonego, przypomnijmy, 255 m nad poziomem morza) oraz odległość samolotu od początku pasa startowego. Na jakiej wysokości, według ekspertyzy ATM, był w momencie rzekomego zderzenia się z brzozą polski tupolew? W dokumencie można przeczytać, że w odległości 928 m od progu pasa samolot leciał na wysokości 4 m nad progiem pasa (czyli 259 m n.p.m.), a w odległości 849 m od progu pasa znajdował się już na poziomie 7 m nad progiem pasa (czyli 262 m n.p.m.). Brzoza smoleńska, co stwierdza raport MAK, rosła tymczasem w odległości 855 m od progu pasa startowego i – uwaga – na wysokości 248 m n.p.m. Oznacza to, że według ekspertyzy ATM samolot w chwili rzekomego zderzenia się z „pancernym” drzewem leciał na wysokości od 11 do 14 m nad powierzchnią gruntu! W żaden sposób nie mógł więc zderzyć się z brzozą, która – zgodnie z ustaleniami MAK i komisji Millera – została uszkodzona na wysokości około 5 m nad ziemią. Dane z ukrywanej ekspertyzy ATM to jeden z ważniejszych dowodów na prawdziwość ustaleń ekspertów współpracujących z zespołem parlamentarnym pod kierownictwem Antoniego Macierewicza. Naukowcy ci od 2010 r. – na podstawie rozmaitych badań i eksperymentów (m.in. analizy mechanicznych uszkodzeń skrzydła, badania zapisów komputera pokładowego itd.) – formułowali tezę, że to nie brzoza odpowiada za zniszczenie tupolewa. Warto podkreślić, że ekspertyza ATM została oparta na odczycie jedynego oryginalnego rejestratora lotu znajdującego się w kwietniu 2010 r. w polskich rękach. Choć dokument od 15 lipca 2011 r. jest w aktach prokuratury wojskowej, śledczy nigdy nie wspomnieli publicznie o wnioskach, jakie można wyciągnąć z załącznika nr 3 do ekspertyzy. Opinia ATM jest też znana członkom komisji Millera, bo właśnie dla niej niedługo po katastrofie została sporządzona. Konkluzji, wypływających z danych znajdujących się w ekspertyzie, próżno jednak szukać w osławionym raporcie Millera. Co więcej – członkowie rządowej komisji podają publicznie informacje sprzeczne z liczbami zawartymi w opinii ATM. Kiedy w kwietniu 2013 r. grupa senatorów Prawa i Sprawiedliwości skierowała do Macieja Laska czternaście pytań dotyczących katastrofy smoleńskiej, odpowiedź na jedno z nich brzmiała: „Zderzenie z brzozą nastąpiło na wysokości około 1,1 m względem poziomu pasa startowego”. Niewygodna skrzynka ATM To niejedyny przypadek, gdy organy oficjalnie badające katastrofę smoleńską tak nieprofesjonalnie (to najdelikatniejsze określenie) podchodzą do danych ze skrzynki ATM-QAR – jedynego rejestratora, którego zapisy nie mogły zostać sfałszowane przez Rosjan. Rok temu „Gazeta Polska” informowała, że biegli pracujący dla komisji Millera i prokuratury wojskowej uzupełnili niekompletny zapis rejestratora ATM-QAR (skrzynka ta skonstruowana jest tak, że nie zarejestrowała poprawnie ostatniej 1,5 sekundy lotu) dwusekundowym fragmentem kopii innego rejestratora tupolewa (MSRP- -64M-5). Zabieg ten zakrawał na fałszerstwo, gdyż po pierwsze: wykorzystana do uzupełnienia kopia zawierała błędy (co stwierdzili sami biegli), po drugie: wykonana została przez Rosjan bez udziału i nadzoru strony polskiej, wreszcie, po trzecie: zastosowana do uzupełnienia rosyjska kopia we fragmencie, który wykorzystano w Polsce, nie została zweryfikowana w zakresie wiarygodności! Co więcej, przy uzupełnianiu zapisu skrzynki ATM-QAR biegli – nie wiedzieć czemu – wycięli z niego ostatnie pół sekundy. Dziwnym zbiegiem okoliczności fragment ten zawierał niezwykle ważne informacje dotyczące przyczyn katastrofy. Chodzi o dane wiążące się z ostatnim alarmem TAWS, zwanym też TAWS 38. W sekundzie, w której miał miejsce ów alarm, część urządzeń samolotu zaczęła działać niewłaściwie (wiemy to z wykresów sporządzonych przez polskich biegłych). Tak zwana polska czarna skrzynka ATM-QAR zawierała dokładne zapisy funkcjonowania poszczególnych urządzeń i elementów samolotu w tym kluczowym momencie. Do dziś nie wiemy, dlaczego biegli już po jej zbadaniu wycięli pół sekundy tego zapisu, zastępując go fragmentem z niezweryfikowanej rosyjskiej kopii innego rejestratora. GP 39/2014 Grzegorz Wierzchołowski 5 XII. Drugie podejście Iła
Obrazek użytkownika Romek M
Obrazek użytkownika tequila
11 lat temu c.d. Powabna postać z ekranu Podrywa mnie z tapczanu Zza ust słodkich jak malina Wyłania się szczelina I ta szczelina między zębami serce moje rani gdy PiSiorów "sprząta" blond Gioconda 3 Monika
Obrazek użytkownika Anonymous
Obrazek użytkownika tequila
11 lat temu wyobrażam sobie scianę w Twoim pokoju wyklejoną zdjęciami, wykresami, etc, bo chyba nie sposób przechowywać nawet kontekstu czy planu opracowania w głowie pozdrawiam, ode mnie jak zwykle 5 10 XII. Drugie podejście Iła
Obrazek użytkownika Anonymous

Strony