AKCJA "BURZA" AK Z "PAKTEM RIBBENTROP - BECK" W TLE CZ.III

Obrazek użytkownika Aleszumm
Kraj

AKCJA „BURZA” AK Z POLSKIM PAŃSTWEM PODZIEMNYM

                   FENOMEN II WOJNY ŚWIATOWEJ

            Z „PAKTEM RIBBENTROP - BECK” W TLE CZ.III

 

 

Ruch oporu w okupowanej Polsce obejmował prawie wszystkie dziedziny życia. Dlatego tajne struktury podporządkowane rządowi emigracyjnemu nazywano po wojnie Polskim Państwem Podziemnym.

Drugiego takiego państwa nie było w całej Europie. Największymi działaniami wojskowymi podjętymi przez AK było Powstanie Warszawskie, które rozpoczęło się 1 sierpnia 1944 i akcją "Burza" podjęta na wschodnich obszarach Polski trwająca od 4 stycznia 1944, kiedy wojska sowieckie przekroczyły na Wołyniu granicę polsko-sowiecką z 1939 roku, do stycznia 1945.

 

W początkowej fazie akcja „Burza" opierała się na współpracy wojskowej jednostek polskich i rosyjskich. Po przełamaniu obrony niemieckiej w tych rejonach władze sowieckie złamały te porozumienia wojskowe i internowały tysiące żołnierzy AK. Po upadku powstania warszawskiego stolicą Polskiego Państwa Podziemnego została Częstochowa.

 

Wobec Polski najwierniejszej sojuszniczki aliantów zachodnich popełniono błąd, skazując ją na wpływy imperium sowieckiego. Przesądziły o tym tajne porozumienia teherańskie wielkiej koalicji w 1943 roku wstępnie ustalające wschodnią granicę Rzeczypospolitej wedle linii niewiele odbiegającej od niemiecko – sowieckiego rozbioru w 1939 roku.

 

Czas Teheranu w istocie skojarzony jest z przełomowymi wydarzeniami na arenie wojennej, gdy front wschodni przybliżał się do granic Rzeczypospolitej. I właśnie w owym czasie politycy i żołnierze Polskiego Państwa Podziemnego stanęli przed dylematem - walczyć, czy nie walczyć?

 

Nadzieję na przyszłość stwarzała walka przeciwko Niemcom po stronnie Sprzymierzonych. Niosła jednak dalsze krwawe ofiary i pomoc sowiecką nie dająca jednak gwarancji odbudowy niepodległego państwa.

 

Alternatywą była bierność, narażająca również na straty – grożąca wyeliminowaniem Polaków z grona zwycięzców i oddaniem inicjatywy i zasług siłom służącym Moskwie, zważywszy, że stosunek Sowietów do Rzeczpospolitej Walczącej był od samego początku niezmiernie wrogi z oskarżeniami Armii Krajowej o kolaborację z Niemcami.

 

W tej sytuacji Sztab Naczelnego Wodza w Londynie przygotował specjalną Instrukcję dla Kraju, przewidująca różne warianty działania PPP w zależności od rozwoju sytuacji na froncie wschodnim, oraz przedłożenia sprawy  polskiej na arenie międzynarodowej.

 

Odrzucono ewentualność otwartej konfrontacji, lub biernej uległości wobec wkraczających do Polski Sowietów. Ostatecznie przystąpiono do realizacji warunkowego kompromisu z „sojusznikiem naszych aliantów” celem ratowania podmiotowości Rzeczypospolitej, wykazania absurdalnych zarzutów sowieckich o kolaboracji AK z Niemcami realizując czyn zbrojny przeciwko nazistowskim okupantom.

 

Decyzję  taką podjęli  przywódcy PPP, kierując się poczuciem odpowiedzialności za polską rację stanu – członka koalicji antyhitlerowskiej. Wierzono bowiem, że zaangażowanie bojowe pozytywnie wpłynie na decyzje powojenne zwycięskich mocarstw.

 

W rezultacie  Dowódca AK generał Tadeusz Komorowski „Bór” wydał 20 listopada 1943 roku rozkaz do operacji „Burza”, jako wzmożonej akcji dywersyjnej przeciwko Niemcom we współdziałaniu z Armią Czerwoną w celu opanowania terenu i odtworzenia na nim legalnych ośrodków władzy polskiej, oraz ujawnienia się w roli suwerennego gospodarza.

 

Pomimo tragicznych doświadczeń okupacyjnych na Kresach Wschodnich, po 17 września 1939 roku, dramatycznych i paraliżujących wieściach o zbrodni katyńskiej i zerwaniem przez Sowiety stosunków z Rządem Rzeczypospolitej, łudzono się, że Moskwa uszanuje polski czyn zbrojny przeciwko Niemcom w ramach wspólnej koalicji.

 

Tymczasem jak wiadomo, rozwój wydarzeń przeszedł wszystkie optymistyczne prognozy. Związek Sowiecki depcząc realia prawno-międzynarodowe traktował zajmowane obszary jak własne terytorium. Współdziałanie bojowe Armii Czerwonej z Armią Krajową kończyło się z reguły wraz po pobiciu oddziałów niemieckich.

 

Potem następowały podstępne rozbrojenia akowców, niewola, doły śmierci, lub łagry na nieludzkiej ziemi. Wymownym przykładem zbrodniczej polityki sowieckiej są dramatyczne losy Wołynia i jego rodzimej dywizji.

 

Tam właśnie rozpoczęła się „Burza” na wieść o wkroczeniu Sowietów 4 stycznia 1944 roku, koło Sarn (węzeł kolejowy) na terytorium Rzeczypospolitej.

 

Analiza i ocena jej przebiegu wykazuje, iż pierwszy zamysł demonstracji niedużych jednostek partyzanckich w strefie frontowej przerodził się w ogólnopolską operację powstańczą z udziałem blisko 120 tys. żołnierzy.

 

Tylko koncentracja wołyńska w styczniu - marcu 1944 roku objęła oddziały partyzanckie zahartowane wcześniejszą krwawa samoobroną ponad stu ośrodków polskich.

 

 Do tego czasu stoczono tam około 150 walk z formacjami Ukraińskiej Powstańczej Armii, ratując od zagłady tysiące polskich rodzin. Pospieszna mobilizacja  wołyńskich oddziałów AK do operacji „Burza”  na podstawie rozkazu z 15 stycznia 1944 roku objęła blisko 7 tys. żołnierzy.

 

„(…) Nie gruzy. Dwułodygą wyrośniem,

dwugłosem zielonym światła

podobni chmurom i sośnie

kwiatom płynącym na tratwach

gdy rzeka wilgocią śliska

jest tonem światła kołyska.

 

Nie ciemność. Przez nią przepłyniem,

a ręce na niej – promień

w błogosławionym czynie

w żyjącym gromie

bo i z krzemienia się śpiewa

wieczność rosnąca – drzewa(…)”.

 

Krzysztof Kamil Baczyński „Wyroki” – fragment

 

Tymczasem nie tylko opisani wrogowie zagrażali Rzeczypospolitej. Istniała również krwawa w swoich niespotykanych zbrodniach dywersja wewnętrzna Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, działająca już w okresie międzywojennym – kierowana z zagranicy.

 

Polegała ona na aktach terrorystycznych, dywersyjnych i sabotażowych skierowanych przeciwko polskiej władzy. Zamordowany został poseł Tadeusz Hołówko, minister Bronisław Pieracki i szereg policjantów.

Z rąk Romana Szuchewycza ( „Tarasa Czuprynki” ) zginął  Stanisław Sobiński, kurator okręgu szkolnego lwowskiego.

 

OUN prowadziła na szeroką skalę akcje sabotażowe – jej członkowie podpalali folwarki, niszczyli zboże, linie telefoniczne i telegraficzne, dokonywali napadów na urzędy i ambulanse pocztowe, a nawet na pojedynczych listonoszy.

 

OUN miała swoje laboratoria chemiczne, w których produkowano bomby i posiadała składy broni.

 

Celem strategicznym maksimum nacjonalizmu ukraińskiego jest zbudowanie imperium ukraińskiego i ekspansja terytorialna w nieskończoność. Sprowadza się on do zbudowania  jednonarodowego (”sobornego”) państwa ukraińskiego na wszystkich ukraińskich terytoriach etnograficznych, przy czym przynależność do ukraińskiego terytorium etnograficznego OUN określa w sposób arbitralny – chodzi o państwo o obszarze 1 200 000 kilometrów kwadratowych, sięgające od Krynicy na zachodzie do granic Czeczenii na wschodzie.

 

 Z rąk ukraińskich nacjonalistów w latach 1939 – 1946 zginęło na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej / w woj. tarnopolskim, stanisławowskim, i lwowskim / tysiące Polaków, dzieci, kobiet, mężczyzn i starców.

 

Mordowani byli z niespotykanym okrucieństwem, nieznanym nawet Gestapo, czy NKWD. „Z równym okrucieństwem UPA mordowała też Żydów. Jest zdumiewające, że środowiska żydowskie milczą na ten właśnie temat, a „Gazeta Wyborcza” głosi sławę OUN – UPA” – napisał we wstępie do książki Wiktora Poliszczuka „Ludobójstwo dokonane” Jan Niewiński - ps. "Sokół" (ur. 1920) – pułkownik WP, przewodniczący Kresowego Ruchu Patriotycznego, przewodniczący Ogólnopolskiego Komitetu Budowy Pomnika Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA na ludności polskiej Kresów Wschodnich. Podczas II wojny światowej żołnierz AK, organizator samoobrony ludności polskiej w powiecie krzemienieckim. Dowodził obroną Rybczy. Jesienią 1942 roku wstąpił do ZWZ, a następnie ZWZ-AK. Od roku 1995 wydaje biuletyn „Głos Kresowian”, zbiera relacje i wspomnienia z okresu wojny.

 

W 1942 r. rozpoczęły się antypolskie akcje nacjonalistów ukraińskich/ wg.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Organizacja_Ukrai%C5%84skich_Nacjonalist%C3%B3w

 

Od stycznia 1943 r. akcje te przybrały na sile, a eksterminacja ludności polskiej stopniowo objęła wszystkie powiaty Wołynia. Na Wołyniu zapanowała zupełna anarchia.

 

Oprócz oddziałów UPA przeprowadzających krwawą „czystkę etniczną” ludności polskiej, na terenie Wołynia pojawiły się liczne sowieckie oddziały partyzanckie realizujące swoje zadania, a także bandy składające się z Kozaków zbiegłych ze służby niemieckiej, dezerterów z jednostek niemieckich i z różnych formacji pomocniczych.

 

W meldunku Komendanta Głównego AK za okres od 8 - 14 maja 1943 r., znajdujemy następujący zapis: „(...) Stan panujący obecnie na Wołyniu, przypomina zupełnie „dzikie pola”. Administracja niemiecka jest bezsilna i przygląda się wszystkiemu biernie (…)”.

 

W takich warunkach komendant Okręgu zmuszony był do podjęcia działań mających na celu zorganizowanie obrony zagrożonej ludności polskiej, a jednocześnie w związku ze zbliżającym się frontem wschodnim, prowadzić przygotowania do realizacji planu „Burza”.

 

Pod koniec 1943 r. wschodni front w szybkim tempie zbliżał się do granic II RP. 4 stycznia 1944 r. wojska sowieckie przekroczyły byłą granicę polsko-sowiecką w rejonie Rokitna.

 

Wołyń stał się bezpośrednim zapleczem frontu niemieckiego, przybywało tu coraz więcej wojsk i jednostek logistycznych, rozpoczęła się ewakuacja administracji niemieckiej. W tej sytuacji komendant Okręgu AK Wołyń zdecydował się na rozpoczęcie realizacji planu „Burza”. 15 stycznia 1944 roku Inspektorom rejonowym wydany został rozkaz nakazujący mobilizację oddziałów konspiracyjnych AK i skierowanie ich do rejonu koncentracji w zachodniej części Wołynia.

 

Na miejsca zbiórki oddziałów wyznaczono rejon samoobrony polskiej w Zasmykach, położony na południe od Kowla oraz rejon samoobrony w Bielinie, położony na północ od Włodzimierza Wołyńskiego.

 

W rejonach tych już od połowy 1943 r. istniała samoobrona oraz działały lotne oddziały partyzanckie „Jastrzębia”, „Sokoła”, „Piotrusia” i „Korda”. Ze zmobilizowanych żołnierzy konspiracji i członków samoobrony formowano oddziały wojskowe i łączono je z oddziałami partyzanckimi, które działały już w terenie. W wyniku mobilizacji w rejonach koncentracji sił zbrojnych Okręgu AK Wołyń, postawiono pod bronią ponad 6,5 tyś. żołnierzy, gotowych do podjęcia działań bojowych przeciwko Niemcom, co stanowiło 21% ogólnego stanu sił Okręgu.

 

Zgodnie z planem odtwarzania sił zbrojnych w Kraju według Ordre de Bataille pokojowego i dyslokacji sprzed mobilizacji 1939 roku, w dniu 28 stycznia 1944 r. na odprawie oficerów sztabu w miejscowości Suszybaba podjęto decyzję powołania do życia przedwojennej 27 Dywizji Piechoty, którą wkrótce nazwano AK.

 

W organizacji 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty  nawiązano do przedwojennych tradycji 27 Dywizji Piechoty, 13 Dywizji Piechoty oraz Wołyńskiej Brygady Kawalerii. Zachowano przy tym dawną numerację pułków.

 

Wychodząc z powyższych przesłanek zorganizowano dwa zgrupowania pułkowe: kowelskie pod kryptonimem „Gromada” i włodzimierskie pod kryptonimem „Osnowa”.

Dowódcą zgrupowania „Gromada” i jednocześnie 50 pp został mjr Szatowski „Kowal”, „Zagończyk”.

 

Przy sztabie zgrupowania utworzono: pluton żandarmerii i ochrony sztabu, pluton saperów, pluton rozpoznawczy, drużynę przeciwpancerną oraz kwatermistrzostwo. W skład zgrupowania weszły następujące bataliony: 1/50 pp „Sokoła”, 11/50 pp Jastrzębia”, III/50 pp „Trzaska”, 1/43 pp „Korda”, 11/43 pp „Siwego” oraz I szwadron 20 pułku ułanów nadwiślańskich „Hińczy”.

 

Ogółem zgrupowanie liczyło 3074 ludzi, w tym 56 oficerów, 314 podoficerów i 2704 szeregowych. Oprócz batalionów liniowych w rejonie zgrupowania zorganizowano oddziały obrony ludności cywilnej i ochrony zaplecza kwatermistrzowskiego liczące około 250 ludzi.

 

Na dowódcę zgrupowania „Osnowa” i jednocześnie 23 pp wyznaczono kpt. Kazimierza Rzaniaka „Gardę”.

 

Przy sztabie zgrupowania utworzono: pluton żandarmerii i ochrony sztabu, pluton saperów, pluton łączności, pluton zwiadu oraz kwatermistrzostwo.

W skład zgrupowania weszły następujące bataliony: 1/23 pp „Bogorii” (a od 8.4.1944 „Zająca”, 11/23 pp „Lecha”, 1/24 pp „Łuna”, samodzielna kompania „Sokoła II” (szkieletowy III/23 pp) oraz 19 pułk ułanów , Jarosława”. Zgrupowanie liczyło ogółem 1946 ludzi, w tym 31 oficerów, 229 podoficerów i 1686 szeregowych. W rejonie zgrupowania stacjonowały odziały obrony ludności cywilnej i ochrony zaplecza kwatermistrzowskiego liczące około 250 ludzi.

 

W ten sposób w wyniku mobilizacji sił zbrojnych Okręgu postawiono pod bronią ponad 6,5 tysiąca ludzi zorganizowanych w 9 batalionach, 2 szwadronach i l samodzielnej kompanii oraz oddziałach specjalnych i logistycznych obejmujących łączność, saperów, rozpoznanie, służbę zdrowia (dwa szpitale), służby kwatermistrzowskie i inne, gotowych do podjęcia działań bojowych przeciwko Niemcom.

 

Na placówkach samoobrony pozostało około 600 żołnierzy AK, a około 2500-3500 żołnierzy konspiracyjnych z różnych przyczyn nie dotarło do rejonu koncentracji.

 

Mobilizacja i koncentracja oddziałów konspiracyjnych AK na Wołyniu odbywała się w specyficznych warunkach. Zmobilizowane oddziały narażone były nie tylko na atak ze strony jednostek wojsk niemieckich, zagrożenie występowało również ze strony oddziałów UPA, której duże zgrupowania znajdowały się w wielkich kompleksach lasów świnarzyńskich i mosurskich, oraz w lasach położonych na lewym brzegu rzeki Stochód.

 

W celu poszerzenia bazy operacyjnej do działań przeciwko Niemcom podjęto szereg akcji zaczepnych przeciw oddziałom UPA. W okresie od stycznia do marca 1944 roku w ramach działań o poszerzenie bazy operacyjnej, oddziały zgrupowań „Gromada” i „Osnowa” przeprowadziły 16 większych akcji bojowych przeciw zgrupowaniom UPA.

 

W ten sposób odsunięto zagrożenie ludności polskiej zgromadzonej w zachodniej części Wołynia, stworzono warunki do formowania oddziałów zbrojnych i rozwinięcia ich w nowej strukturze organizacyjnej dywizji, oraz rozszerzono znacznie obszar bazy operacyjnej, przez co dywizja uzyskała swobodę manewru i zaplecze do walki z Niemcami. W tym okresie oddziały dywizji prowadziły jednocześnie szereg działań przeciwko Niemcom o charakterze taktycznym i rozpoznawczym.

                                                                  c.d.n

 

Ocena wpisu: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:5)

Komentarze

Polscy generałowie wyzwalający u boku Aliantów Europę Zachodnią, po wojnie zostali pozostawieni bez żadnego wsparcia. Zostawali więc sprzątaczami w fabrykach, nocnymi stróżami na budowach, portierami w hotelach. Generał Stanisław Sosabowski, dowódca polskich spadochroniarzy pod Arnhem, pracował do końca życia jako magazynier w fabryce. Generał Stanisław Maczek, dowodzący w czasie wojny dywizją pancerną, rozpoczął cywilną pracę jako sprzedawca, następnie został barmanem w hotelach "Dorchester" i "Learmonth" w szkockim Edynburgu .Żołnierzy, którzy zdecydowali się na powrót do Polski, czekał dużo gorszy los. We wrześniu 1939 roku Wojsko Polskie uległo Wehrmachtowi i Armii Czerwonej. Wkrótce okazało się, że najeźdźcy spod znaku brunatnego nazizmu i czerwonego komunizmu podbili niemal wszystkie państwa Europy. Polska stała się jednak prawdziwym wyjątkiem, bowiem - nawet nie mając terytorium - była w stanie wystawić bardzo liczne siły zbrojne. Podczas gdy żołnierzy "wolnych" Belgów czy Holendrów walczących w Europie po stronie Brytyjczyków i Amerykanów liczy się w tysiącach, Polaków liczy się w setkach tysięcy. Wojsko Polskie walczyło pod Narwikiem, Tobrukiem, Monte Cassino. W maju 1945 roku w szeregach Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie było 210 000 żołnierzy, a ich liczba wciąż rosła. Niestety, chociaż Niemcy zostali pokonani, wojna nie zakończyła się polskim zwycięstwem. Ziemie Rzeczypospolitej były okupowane przez Sowietów, a Józef Stalin nie tylko oderwał od niej niemal połowę przedwojennego terytorium, ale osadził w Warszawie posłuszny sobie rząd. Polskie społeczeństwo było zdezorientowane i zmęczone wojną, więc chociaż nowi okupanci spotkali się z powszechną wrogością, czynną walkę podjęli nieliczni. Kolejny cios spadł na Polskę latem 1945 roku, gdy mocarstwa zachodnie cofnęły poparcie legalnemu rządowi polskiemu na wychodźstwie i uznały stworzony przez Sowietów rząd w Warszawie. 

Oszukani przez nową Polskę 

26 września 1946 roku ów rząd wydał uchwały pozbawiające polskiego obywatelstwa 76 oficerów Wojska Polskiego. Byli wśród nich: dowódca spod Monte Cassino - generał Władysław Anders, generał Stanisław Maczek - dowodzący pod Falaise, czy Antoni Chruściel - przywódca Powstania Warszawskiego. Haniebna uchwała dotycząca oficerów została cofnięta jeszcze w 1971 roku przez władze PRL, które były jednak tak zapiekłe w nienawiści do generała Andersa, że jemu obywatelstwo przywrócono dopiero w 1989 roku. Spośród blisko ćwierci miliona żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych, w pierwszych latach po wojnie do Polski wróciło 105 tys. Byli to przede wszystkim szeregowi - spośród 126 generałów aż 106 wolało pozostać na Zachodzie. Przewidywali bowiem, że gdy dostaną się w łapy oprawców z NKWD, mogą podzielić los zamordowanych w zbrodni katyńskiej i zamęczonych na Syberii. Tym razem nie było aż tak źle: inaczej niż w Katyniu, zbyt starzy i schorowani, by stanowić zagrożenie dla reżimu - przeżyli. Prześladowano natomiast niemal wszystkich przedwojennych oficerów, którzy objęli stanowiska w "odrodzonym" Wojsku Polskim. Początkowo nic na to nie wskazywało, w latach 1945-1947 zachęcano ich nawet do wstąpienia do nowej, ludowej armii. Czynili to z wielu powodów: jedni chcieli odbudowania ojczyzny, drudzy ufali zapewnieniom nowej władzy, inni pragnęli zrobić karierę. I rzeczywiście udawało im się to: przedwojenni kapitanowie i majorowie - tacy jak Kirchmayer, Mossor, Herman, Kuropieska - błyskawicznie zostali generałami i brali udział w zwalczaniu podziemia niepodległościowego. 

Represje wobec nich zaczęły się w 1949 roku, ręki po nich nie wyciągnęło jednak sowieckie NKWD, a jej odpowiedniki w Polsce: "Informacja Wojskowa" oraz "Urząd Bezpieczeństwa". Pierwszą była sprawa generała Tatara, który miał nadzieję, że wkupi się w łaski nowych władz w Warszawie, przywożąc z Wielkiej Brytanii powierzone mu złoto z przedwojennego Funduszu Obrony Narodowej. Wkupił się, ale jedynie na chwilę: aresztowany i poddany ciężkim torturom został skazany na karę śmierci. Wkrótce po nim aresztowani, torturowani i skazani na śmierć lub dożywotnie więzienie zostali inni generałowie pochodzący z przedwojennego Wojska Polskiego, m.in. wspomniani Kirchmayer, Mossor, Herman i Kuropieska. Tortury były tak brutalne, że Herman zmarł podczas śledztwa, Mossor tuż po opuszczeniu więzienia, a Kirchmayer został kaleką. 

Sowiecki zwyczaj Zgodnie z sowieckim zwyczajem generałów nie mordowano, bowiem mogli zostać wykorzystani do złożenia zeznań przeciwko innym. Ubecka metoda przesłuchiwania - tzw. konwejer - gwarantowała bowiem otrzymanie dowolnych zeznań. Konwejer polegał na tym, że przesłuchiwania odbywały się tygodniami, non stop: ubecy zmieniali się co kilka godzin, nie pozwalając swojej ofierze na chwilę wytchnienia. Generałów nie mordowano, zabijani byli natomiast niżsi stopniem, jak chociażby komandor Zbigniew Przybyszewski, który w 1939 roku dowodził artylerią nabrzeżną na Helu i uszkodził pancernik Schleswig Holsein. Zabito go strzałem w tył głowy, tak samo jak wielu jego podwładnych i przełożonych. Torturowani i skazywani na śmierć byli także lotnicy, m.in. Stanisław Skalski, najskuteczniejszy polski as myśliwski. 

Większość oficerów przedwojennego Wojska Polskiego nie tyko nie współpracowała z nową władzą, ale czynnie ją zwalczała. Szczególny szacunek należy się tym, którzy wiedzieli, że w razie dostania się w ręce UB czy NKWD czeka ich śmierć, ale jednak wrócili do Polski. Strzałem w tył głowy zamordowano m.in. rotmistrza Witolda Pileckiego, który w latach wojny dał się zamknąć w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu, żeby zorganizować tam ruch oporu, a po zrealizowaniu zadania uciekł stamtąd. Po ubeckich przesłuchaniach powiedział swojej żonie: "Oświęcim, to była igraszka..." Bestialskie przesłuchania pułkownika Wacława Kostki-Biernackiego - dowódcy Żandarmerii w Legionach Józefa Piłsudskiego i przedwojennego wojewody poleskiego - trwały 8 lat: od 1945 do 1953 roku. Śmierć Stalina sprawiła, że wyrok śmierci nie został na nim wykonany, zmarł jednak w kilkanaście miesięcy po wyjściu z wiezienia. Tydzień przed śmiercią Stalina wykonano natomiast wyrok śmierci na generale Auguście Filedorfie "Nilu" - dowódcy Kedywu w AK, który przez kilka lat ukrywał się przed UB i NKWD, ale ujawnił się, wierząc w amnestię, ogłoszoną przez warszawski rząd. 

Barman, dowódca dywizji pancernej 

Wśród tych, którzy pozostali na obczyźnie, byli nie tylko oficerowie, ale i sto tysięcy szeregowych żołnierzy. Większość z nich nie miała dokąd wracać, bowiem ich rodzinne domy - we Lwowie, Wilnie czy Tarnopolu - znalazły się w ZSRS. Nie mieli też gdzie zostać, bowiem nie chcieli ich u siebie Brytyjczycy. Byli żołnierze Polskich Sił Zbrojnych nie mieli także pieniędzy na utrzymanie - pomimo że Polacy walczyli w obronie Imperium, Brytyjczycy nie zamierzali wypłacać im rent czy emerytur. Stworzyli jedynie "Polish Resettlement Corps", czyli Polski Korpus Przysposobienia i Rozmieszczenia, mający ułatwić Polakom odnalezienie się w życiu na obczyźnie. Jedynie kilkanaście tysięcy Polaków nie skorzystało z oferty pomocy, natomiast większość spośród 120 tys. weteranów PSZ należących do Korpusu opuściło Wielką Brytanię i udało się "za ocean": albo do Kanady, albo do którejś z licznych wówczas brytyjskich kolonii w Afryce. Ich odyseja nie skończyła się na tym, gdy bowiem kolonie uzyskiwały niepodległość, Europejczycy - w tym i Polacy - byli zmuszani do opuszczenia Afryki. 

O ile większość szeregowych żołnierzy było młodych i miało cywilny zawód - radzili więc sobie w trudnej sytuacji - fatalny był los oficerów i generałów. Jedynie trzech dostało generalskie emerytury, inni musieli zarabiać na życie. Najczęściej czynili to na słabo płatnych posadach - studia w warszawskiej Wyższej Szkole Wojennej nie dawały szans na brytyjskim rynku pracy. Generałowie zostawali więc sprzątaczami w fabrykach, nocnymi stróżami na budowach, portierami w hotelach. Generał Stanisław Sosabowski, dowódca polskich spadochroniarzy pod Arnhem, pracował do końca życia - nie miał przecież ubezpieczenia emerytalnego - jako magazynier w fabryce silników elektrycznych. Generał Stanisław Maczek rozpoczął cywilną pracę jako sprzedawca, następnie został barmanem w hotelach "Dorchester" i "Learmonth" w szkockim Edynburgu. 

Bardzo nieliczni Polacy kontynuowali wojskową karierę. Trzech - spośród kilkuset - oficerów Polskiej Marynarki Wojennej dostało ofertę pracy i służby w Royal Navy. Jeden z tych trzech - kapitan marynarki wojennej Józef Bartosik, wojenny dowódca artylerii polskiego krążownika ORP "Conrad"- został w latach 60. admirałem marynarki brytyjskiej. Był to jednak wyjątek. Wyjątkowo potoczyły się też losy Jana Zumbacha - jednego z najzdolniejszych polskich pilotów myśliwskich. Po wojnie pędził żywot awanturnika: prowadził firmę taksówkową, przemycał złoto, walczył jako najemnik w Afryce. W 1962 roku organizował i dowodził lotnictwem Katangi - prowincji, która chciała oderwać się od Konga. W 1967 najęto go z kolei do podobnej pracy w Biafrze, która walczyła o oderwanie się od Nigerii. Najemnikiem był również Rafał Gan-Ganowicz, którego warto wspomnieć, także i dlatego, że po wojnie służył w Polskich Kompaniach Wartowniczych, zorganizowanych przy Armii Amerykańskiej okupującej Niemcy Zachodnie. W 1946 roku służyło w nich 40 tys. ludzi, przede wszystkim uciekinierów z Polski "wyzwolonej" przez Sowietów, a także weterani antyniemieckiej i antysowieckiej partyzantki, między innymi opluwani przez propagandę komunistyczną żołnierze Narodowych Sił Zbrojnych. 

Komunistyczny terror w Polsce zelżał po śmierci Stalina i po "odwilży" 1956 roku. Tragedia polskich uchodźców pozbawionych ojczyzny trwała jednak dalej - Polskie Kompanie Wartownicze rozwiązano dopiero w 1967 roku. Mało który z weteranów walki o wolność Polski dożył Polski naprawdę wolnej, wielu zmarło na obczyźnie i tam są ich mogiły. Tymczasem ich oprawcy z UB i Informacji Wojskowej, prokuratorzy i sędziowie "procesów kiblowych", którzy skazali na śmierć tysiące polskich patriotów, a setkom tysięcy zamienili życie w koszmar - wciąż jeszcze pozostają bezkarni i wciąż odbierają wysokie emerytury za swoją stalinowską służbę. 

dr Tymoteusz Pawłowski

 

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#1422125