Nie z tego Świata

Obrazek użytkownika Gawrion
Świat

Po strasznie gorącym dla mnie okresie tworzenia nowej wersji niepoprawnych moja uwaga skupia się na tematach luźniejszych, przyjemniejszych. Jest to wydaje się naturalna reakcja przemęczonego organizmu, umysłu. Chciałbym się dziś podzielić z Wami jednym z takich tematów.

Otóż jakiś czas temu - w drugiej połowie 2013 r. - przeglądając kanały YouTube, a śledziłem codziennie przelot komety Ison przez nasz układ słoneczny (przy okazji polecam kanał YouTube: http://www.youtube.com/user/BPEarthWatch, na którym mogłem dowiedzić się codziennie ciekawych informacji o tej komecie), natknąłem się na film przedstawiający wielką (średnica kilku, kilkunastu Ziemi) czarną sferę, która przez wiele godzin w okresie od 8 do 11 marca 2012 r. pozostawała przy naszej najbliższej gwieździe, łącząc się ze Słońcem najpierw trzema, następnie jednym czarnym wirem. W pewnym momencie czarna sfera odlatuje pozostawiając za sobą wielkoobszarowe (kilkaset tysięcy kiometrów) turbulencje. Na początku przeszły mnie ciarki i ogarnęło mnie mocne niedowierzanie. Wszakże w internecie aż roi się od mało wiarygodnych materiałów. Ten jednak wyglądał inaczej, bardziej wiarygodnie.

Zacząłem drążyć temat. Okazało się że film został rzekomo zarejestrowany przez pozaziemską sondę SOHO, która nieprzerwanie od 1995 roku, kiedy została wystrzelona, obserwije nasze Słońce na okołosłonecznej orbicie. Aby uwiarygodnić materiał pozostało mi sprawdzić wiarygodność nagranie. Na stronie projektu: http://sohowww.nascom.nasa.gov/ udało mi się znaleźć odpowiednie narzędzie do przeglądania archiwalnych filmów. Po ustawieniu zakresu dat od 6 do 12 marca 2012 r. potwierdził się niewiarygodny widok. Niedowiarkom p[olecam samemu sprawdzić.

Obejrzyjcie proszę materiał - nie jest to film na który na samym poczatku natrafiłem ja, ale jest to jedna z lepszych wersji materiału z komentarzem Jamego Maussana, najlepszego, moim zdaniem, meksykańskiego ufologa:

Czym jest ta ogromna czarna sfera? Co robi tyle czasu przy Słońcu? W jaki sposób, stojąc przez wiele godzin w miejscu opiera się wielkiej masie Gwiazdy? Czy najpierw trzy, później jeden wier, służą do wysysania ze Słońca energii? A może to ta czarna sfera zasila czymś Słóńce? A może to po prostu nieznane nam do tej pory naturalne zjawisko atmosferyczne Słońca? Tylko dlaczego nie obesrwowaliśmy go wcześniej? Mi jest bardzo ciężko odpowiedzieć sobie na to pytanie. Wobec takich informacji zdaję sobie sprawy ze swojej "małości". Wiedząc jak ważna, znamienna może być ta obserwacja, jednocześnie wiedząc, że nie odbiła siężadnym echem medialnym, dzielę siętym z Państwem.

I co Wy na to? Jestem straszmnie ciekaw Waszych opinii i komentarzy.

Żródła:

  1. http://pl.wikipedia.org/wiki/C/2012_S1_%28ISON%29
  2. http://www.youtube.com/user/BPEarthWatch
  3. http://pl.wikipedia.org/wiki/SOHO_%28sonda_kosmiczna%29
  4. http://sohowww.nascom.nasa.gov/
  5. http://en.wikipedia.org/wiki/Jaime_Maussan

Gawrion

Ocena wpisu: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:10)

Komentarze

przemilczają  a poprawni   naukowcy  w   Polsce muszą swoje poprawne wersje przedstawiać.

Tak.Powstaje pytanie czy to UFO ze swoim programem jest już aktywne nie tylko przy Słońcu czy

to są anomalie chemiczno-termiczne.

 

Nawet sondy z planety Ziemia są kontrolowane.

Oficvjalne strony internetowe Rosjan czy Amerykanów przekazują

to na co im administracja pozwala.

 

W czasach gdy drony zdalnie sterowane mogą nas kontrolować lub atakować

trzeba zawsze mieć niespodzianki.

 

Pozwolę sobie zacytować link po polsku,który jest dodatkiem do artykułu autora.

http://infra.org.pl/fenomen-ufo/ufo-fenomeny-i-fakty/1347-gdy-ufo-atakuje-przypadek-pinheiro-

Podoba mi się!
13
Nie podoba mi się!
-5
#417389

Dzięki za link. Nie słyszałem o tym wydarzeniu, serii zdarzeń. Wydaje się że jest to dość dobrze udokumentowane. 

Podoba mi się!
11
Nie podoba mi się!
-5

Ratujmy Nasze Polskie Lasy!
AIM(S) - Artificial, Intelligent Moderation (System) © Gawrion

#417391

Wygląda na to, że ktoś lub coś podpina się pod energię Słońca. Kosmiczny wampiryzm ? Sznury energetyczne ?

 

Podoba mi się!
11
Nie podoba mi się!
-6

NIEPOPRAWNY INACZEJ

#417398

Dokładnie taka sama jest moja pierwsza myśl. Zakładając jednak, że jest to coś inteligentnego, to musi być zaawansowane technologicznie tysiące razy bardziej niż my! Wyobraźcie sobie tę masę! Zakładając to zaawansowanie, to coś może traktować nasz układ jak rezerwat i wypuszcza coś do Słońca, które jest w maksimum swojej aktywności, starając się nas chronic? A może coś przyjechało na opuszczoną stację (jak na amerykańskich filmach), zatankowało i nawet nie zainteresowało się Ziemią. 

Podoba mi się!
12
Nie podoba mi się!
-6

Ratujmy Nasze Polskie Lasy!
AIM(S) - Artificial, Intelligent Moderation (System) © Gawrion

#417401

Interesują Cię komety, Gawrionie? Na tyle nawet, by śledzić? To bardzo dobrze:)

W razie czego ostrzeżesz nas:)

 

I mnie interesują te "potwory". Z innej nieco strony, co prawda:) pozwolisz, że wkleję jeden z moich starych tekstów dotyczący tej "materii":

 

A cóż to takiego te komety?

 

 

Komety od zarania świata intrygowały i budziły niepokój. Największe z nich swoim blaskiem rozświetlały niebo, a ogonem zdawały się omiatać gwiezdny firmament.

Z czasem nauczono się rozpoznawać je, odróżniać od siebie i przewidywać ponowne pojawianie się niektórych, opierając się na skrupulatnych obliczeniach przy wnikliwych obserwacjach ich wędrówek po niebie. Poczęto je nazywać nazwiskami zapatrzonych w nieboskłon badaczy, nie tylko dlatego, by wyrazić wdzięczność dla rozmiłowanych w swoim upodobaniu mędrców, ale także po to, by spostrzegane i rozróżniane za pomocą coraz bardziej dokładnego sprzętu, mogły stanowić cel badań dla zrozumienia kosmosu.

Niebiescy wędrowcy mieli swoje ważne miejsca w mitologii wielu cywilizacji na całym globie. Przypisywano im wieszczenie wszelkiego rodzaju kataklizmów, pomorów, nieurodzajów i wojen.

Znane w średniowieczu uderzenia zarazy poprzedzały zwykle, wiszące na niebie świetliste, ogoniaste stwory. W ludowych malowidłach i rycinach demonizowano je, nadając płonącej głowie zmorowate rysy, nazywając warkoczem podążający za nią ogon.

Budziły grozę i podziw, niechęć i ciekawość. Za wszelką cenę chciano zrozumieć komety, by móc podporządkować je sobie i „obłaskawić’ - nie bać się ich już nigdy więcej.

Długo badano, mierzono i obserwowano komety. Skierowano ku nim sondy, teleskopy i spektrografy. Odetchnięto z ulgą, kiedy wyniki obserwacji przyniosły uspokajające rezultaty i można było obwieścić światu, że komet bać się zbytnio nie należy, bo nie są niczym innym, jak…brudnymi kulami śnieżnymi, ulepionymi z lodu, gazów i pyłu kosmicznego, a budzący przerażenie ogon, łatwo „zmieściłby się w niewielkiej walizce”, bo odrobinki, które go tworzą, są mikroskopijnymi cząstkami zamarzniętego gazu i pyłu. Całe zaś zjawisko meteorów, jest ściśle związane z fizyką i chemią, które, jak wiemy, niejedno efektowne, acz nie niebezpieczne, cudo potrafią stworzyć.

Co prawda, niektórzy z astronomów, np. S.K. Wsiechswiatski, przypisywali powstanie komet wybuchom planetarnych wulkanów, ale świat naukowy wolał przyjąć hipotezy tych uczonych, którzy przedstawiali zgoła inne pochodzenie komet.

Uznano np.: iż są to małe ciała kosmiczne - zlepki zimnych odpadów, wyrzucone przez grawitację gazowych olbrzymów, podczas tworzenia się naszego układu planetarnego. Według Freda Whipple’a ma to być zamrożona, lodowa materia, składająca się głównie z wody, amoniaku, metanu i dwutlenku węgla, oblepiona stwardniałym, brudnym pyłem, niczym pryzmy nieświeżego śniegu na poboczach zimowych dróg.

„Domem rodzinnym” wielu komet jest tak zwany pas Kuipera - tuż za orbitą Neptuna, lub obłok Oorta - lodowate miejsce na najdalszych krańcach Układu Słonecznego, dokąd wracają, by ochłonąć po wyczerpującej wędrówce ku Słońcu. Droga za nimi nie była bezpieczna, bo zagrażające im przeszkody, nieraz już potrafiły okaleczyć, a nawet zniszczyć niejedną z nich. Zwłaszcza złowrogi, potężny Jowisz, siłą swojej grawitacji skutecznie przeszkadzał, wybijając wędrowców z ich stałej drogi.

 

Zderzenie Shoemaker-Levy9 z Jowiszem

Wielu pamięta mrożące krew w żyłach sceny śmierci komety Shomaker-Levy 9, a obraz bombardowanego jej fragmentami Jowisza zmuszał do refleksji i niepokoju.

Pocięte orbitami bezkresy kosmosu są miejscem wielu kolizji, którym ulegają podróżujące utartymi szlakami materiały budowlane Wszechświata. Na skutek przebytych zderzeń, niektóre z podróżujących planetoid, asteroid, komet, czy drobniejszych okruchów pozostałych po kraksach, zmieniają swoje utarte ścieżki, przecinając z nagła orbity innych użytkowników kosmosu, w tym planety z naszą Ziemią na czele.

Kiedy zdawało się, że człowiek zrozumiał komety do końca, posłał ku jednej z nich - Wild2, sondę, by zebrać dokumentujący postawione tezy materiał z ciała komety. Człowiek nazwał swoje poczynania Misją Stardust. Uzbrojona w spektrograf sonda wyposażona była dodatkowo w narzędzie, które miało za zadanie pochwycić ulatujące z ogona komety okruchy, by zatopione w żelu, przetransportować do laboratoriów naukowych na Ziemi.

 

Kometa Wild2- cel Misji Stardust

Podczas misji, Stardust dokonała zaskakującego odkrycia. Sonda sfotografowała niejednolitą powierzchnię komety, pokrytą kraterami i zaobserwowała obecność aktywnych gejzerów, które obficie sublimowały materię, nie będąc pod działaniem odległego od komety Słońca.

Kiedy naukowcy otrzymali żelową przesyłkę z kosmosu, ich zdumienie sięgnęło zenitu. Zamiast przewidywanych lodowych okruchów, ujrzano fragmenty wysokotemperaturowych minerałów skalnych, takich jak oliwin i inne krzemianowe minerały bogate w wapń, aluminium, magnez, żelazo, itd.

 

To co znaleziono w ogonie komety

Zainteresowanie kometami wzrosło wprost proporcjonalnie do zaskoczenia nowymi danymi na ich temat. Zaplanowana wcześniej Misja Deep Impact wpisała się doskonale w pasmo skoncentrowanej uwagi poświęconej niebiańskim ogoniastym stworom. Polegała na wystrzeleniu w serce wybranej komety - jądro - pocisku, który miał wyrwać część jej ciała, by ulatujące w rozproszeniu w przestrzeń kosmiczną, pozwoliło się dokładnie sfotografować spektrografem dla jednoznacznego określenia składu chemicznego jądra komety.

Sonda Deep Impact wystrzelona w kosmos 12 stycznia 2005 roku swój cel osiągnęła 4 lipca, kiedy to skierowany z niej „Impactor” zaatakował kometę Tempe1. Ważący 370 kilogramów pocisk z prędkością około 10 kilometrów na sekundę uderzył w mknącą swoim kursem Temple1.

Obliczono już wcześniej, że komety są tworami o niewielkiej gęstości, dwukrotnie mniejszej od wody, a ich wnętrze jest w 75 % porowate. Lekkość tego ciała kosmicznego, u niektórych obserwatorów budziła obawę, o ewentualne wytrącenie go z orbity, co mogłoby grozić różnym rodzajem konsekwencji, w zależności od fantazji przewidującego. Nic groźnego jednak nie nastąpiło.

 

Misja Deep Impact

Sonda Deep Impact obserwowała zdarzenie, przesyłając drobiazgowe szczegóły przebiegu całej akcji wprost na Ziemię. Na powierzchni komety o wymiarach 7,6x4,9 km uderzenie wybiło krater o średnicy 100 metrów i głębokości 30 metrów. W przestrzeń kosmiczną wzbiły się tumany pyłu o spoistości świeżo nawianego śniegu z powierzchni komety, a także różnej wielkości okruchy z jej jądra.

O ile spodziewane były spore ilości wody w materii komety, o tyle to, co ukazało się oczom obserwujących przekaz aparatury pomiarowej naukowcom, wprawiło ich w zdumienie. Zobaczono: związki organiczne (wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne), węglany, minerały ilaste i inne.

Znowu pochyliły się głowy mędrców nad wykresami, wynikami laboratoryjnymi i fotografiami wykonanymi przez sondy. Niepokój snuje się po uporządkowanym jak się zdawało świecie Astronomii, bo inaczej trzeba popatrzeć na ogoniastych gości. Mniej ufnie spoglądać na widowiskowe twory w świadomości, że nie są tylko „brudnymi śnieżkami”.

Ostateczny dowód zdobędzie kolejna Misja - sonda Rozetta mknie właśnie ku przeznaczeniu. W listopadzie 2014 roku osiągnie swój cel - kometę Czuriumow- Gerasimenko. Na niej to właśnie Rozetta osadzi lądownik z aparaturą pomiarową. Zalicza się też do niej dzieło polskich naukowców MUPUS - ręka mechaniczna ze szpikulcem, który ma wbić się w skorupę jądra komety, by pobrać z niej próbki materii.

Wiedząc jednak, że łatwiej jest wbić szpikulec w pierś śniegowego bałwana niż kamiennego posągu, należy mieć nadzieję, że ewentualne minerały skalne na Czurimow- Gerasimence nie połamią ostrzy Rozetty.

Oglądając z zadartą w górę głową niebo pełne Leonidów, czy innych meteorów, powinniśmy mieć na uwadze… że to ponoć kometa Bieli spaliła Chicago w końcu XIX wieku, a o przyczynę tunguskiego kataklizmu podejrzewa się inną jej siostrę.

Autor: Klio

Podoba mi się!
8
Nie podoba mi się!
-5
#417404

To Twój tekst? Na dole jest podpisane Klio. Ciekawy. 

Bardzo mało wiemy o kometach. Mniej niż nam się wydaje. 

Ja polecam Ci ten film:

Podoba mi się!
8
Nie podoba mi się!
-6

Ratujmy Nasze Polskie Lasy!
AIM(S) - Artificial, Intelligent Moderation (System) © Gawrion

#417406

 Komety są fascynujące. Nie mogę doczekać się próbek  z jądra. Moim zdaniem, są twarde, nasycone gazem niczym "łupki" i bardzo niebezpieczne. Takie, kosmiczne pociski nuklearne.

Obyśmy sie  z nimi nigdy nie spotkali!

Dziękuję za film, obejrzę w wolnej chwili

 

A tu, pozdrowienia ze Słońca:):

Podoba mi się!
10
Nie podoba mi się!
-5
#417411

istnieje ponoć ponad miliard gwiazd, trudno nie zakładać, że wokół wielu z nich istnieją Układy Słoneczne podobne do naszego z planetami korzystnymi dla życia. Trudno też ograniczać się, co niektórzy czynią, do stwierdzenia, że  w tej naszej Galaktyce jest tylko jedna jedyna Ziemia zaludniona homo sapiens. Ja twierdzę, że istnieją planety z życiem postawionym o wiele wyżej niż u nas na Ziemi. I być może dysponuja oni możliwością poruszania się po Galaktyce obiektami, o których nam się nie śniło i urządzeniami mogącymi wykorzystywać energię słoneczną do celów tylko im znanych. Sądzę, że nasza ziemska technologia może byc w powijakach w stosunku do technologii na innych zamieszkałych planetach Galaktyki. A co poza Galaktyką? Zupełnie nieznany Wszechświat... Jak na nasze możliwości. Nauka bowiem w tym przypadku opiera się o przypuszczenia na dotychczasowych osiągnięciach nauki.

Natomiast co do przypadków brazylijskich czytałam o nich w jakiejś wydanej książce niegdyś. Niemniej są w tym przypadku również głosy kontrowersyjne, zakładające testowanie nowych broni i wybrano w tym celu teren Brazylii jako rozległy i słabo zaludniony. Być może jest to założenie oparte o fakt, że Brytyjczycy bardzo długo utajniali w swoich archiwach wszelkie zdarzenia UFOlogiczne i chyba jeszcze wszystkiego nie odtajnili. Pytanie - dlaczego?

Pozdrawiam

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
-6

Szpilka

#417407

Ja wogóle nie wątpię w to co piszesz przy ograniczeniu się tylko do naszej galaktyki. 

Teraz rozszerzmy to na całe gromady galaktyk! Zawsze mnie to fascynowało.

Podoba mi się!
8
Nie podoba mi się!
-6

Ratujmy Nasze Polskie Lasy!
AIM(S) - Artificial, Intelligent Moderation (System) © Gawrion

#417410

dotyczył powtórnego przyjścia Boga na Ziemię. Jeżeli takie wydarzenie, jak ta przedstawiona przez Ciebie czarna dziura  traktować poważnie, to tylko w kontekście Boga Stwórcy i władcy wszechrzeczy. Zło jakie ludzie tworzą obecnie na Ziemi nie pozostaje bez echa. Pozdrawiam.

Podoba mi się!
8
Nie podoba mi się!
-5

"Ar­mia ba­ranów, której prze­wodzi lew, jest sil­niej­sza od ar­mii lwów pro­wadzo­nej przez barana."

#417405

Bóg jest czymś znacznie potężniejszym od tej wydawało by się dużej, tajemniczej sfery. Taysfera, zakładając że jest tak zaawansowana ma fundamentalne problemy w rozszyfrowaniu Boga. 

Podoba mi się!
11
Nie podoba mi się!
-4

Ratujmy Nasze Polskie Lasy!
AIM(S) - Artificial, Intelligent Moderation (System) © Gawrion

#417408

Fascynujące Gawrionie

 

Co to jest? Nie wiem! Chciałbym też uzyskać potwierdzenie z jeszcze jakiegoś miarodajnego źródła.

 

Najbardziej prawdopodobnym wytłumaczeniem jest to, że mamy ty do czynienia z jakimś zjawiskiem kosmicznym, o którym ni mamy jeszcze pojęcia. Wg. najnowrzych przemyśleń Stephena Hawkinga, czarne dziury nie istnieją. Zresztą, gdyby to była jedna z nich, to już by nas nie było. Natomiast istnieje w kosmosie czarna materia o której nic nie wiemy. Wiemy tylko, że jest i jej nie widać.

 

Gdyby to był twór sztuczny, czyli UFO, to nie dość, jak piszesz, musiałby być tysiące razy bardziej zaawansowany niż nasza współczesna myśl techniczna, ale również by podważał naszą znajomość praw fizyki. Wiemy, że jeszcze dużo nie wiemy, ale pewne rzeczy powinny być stałe dla wszystkich w całym wszechświecie. Co nie znaczy, że możemy się kompletnie mylić.

 

Pozdrawiam

Podoba mi się!
10
Nie podoba mi się!
-5
#417425

Z tego - a, jednak :)

1-to co widzimy jako czarne może mieć tylko o 200 kelwinów mniej od otoczenia, 

2-"opierając się" Kolumba też ostrzegano przed brakiem oparcia na końcu świata :)

 

Uważam . To normalne zjawisko podobne do ziemskich trąb powietrznych, tam gdzie są ruchy mas zwiążane z "ciepłem".

 

"Wobec takich informacji zdaję sobie sprawy ze swojej "małości"" - 

Małość w skali ziemskiej -

szacując "na oko" średnica materii może mieć 1-5 średnic ziemskich  

"wir" może mieć ok. 100.000 km  jego średnica to jakieś 5000 km  

To jest skala !!!!! 

I jeszcze - jakie prędkości osiągała materia w wirze ? to są pytania :)

Jaka msa materii bierze w tym zjawisku udział ?  i takie tam dupsy odrzucające "boskie" teo-ryje -

Bóg -  jest wszystkim 

 

Dzięuję za informację .

 

 

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
-5
#417534

#417598

Mój stary tekst:

Nieproszeni goście z gwiazd

 

Deszcz meteorytów

Nigdy nie wiadomo kiedy mogą się pojawić. Ni z tego, ni z owego przecinają nagle orbitę naszej Planety i grzmiąc, płonąc, smażąc się i zionąc ogniem jak przesyłki z piekieł, lecą ku nam, wzbudzając jednocześnie trwogę i zachwyt. Nieraz rozbłyskają tuż nad Ziemią, strzelając iskrami jak najpiękniejsze fajerwerki - meteoryty.

 

 

Był piątek, 5 października 1827 roku. Korzystając z pogodnego dnia gospodarze w podbiałostockich Fastach, od rana zajęci byli zbiorem warzyw w ogrodach, bo przecież jesień to najwyższy ku temu czas. Co prawda, wprowadzony przez zaborców kalendarz juliański wskazywał dopiero wrzesień, ale natura rządzi się własnymi prawami, podporządkowując sobie czas siewu i zbiorów.

Było dobrze po godzinie dziewiątej, kiedy nagle potężny huk gdzieś wysoko, skierował wszystkie oczy ku jasnemu, słonecznemu niebu. Parę razy zagrzmiało głośno i groźnie, a po chwili na zdumionych i przerażonych ludzi poczęły ze świstem spadać z nieba pociski.

Dziwne były te kartacze, bo przypominały spalone na czarno kamienie. Niektóre rozbijały się przy uderzeniu o ziemię i widać było ich wnętrza - przepalone, szarobiałe, jakby spieczony popiół pomieszany z drobniutko tłuczonym żwirem.

Wiele z tych kamiennych pocisków trafiało wprost w błota rozległych bagien okalających przepływającą nieopodal rzekę Supraśl. Chociaż spadło ich niemało, to jednak zebrano zaledwie kilka sztuk. Sięgnięto po te najbliżej leżące, a podniesiono je tylko z ciekawości. W tamtych czasach nie ceniono meteorytów, a ich wartość była ściśle naukowa. Zwykłych ludzi nie zachwycały okopcone kamienie, pomimo tego nawet, że Niebo je zesłało.

Wiadomość o spadku dotarła do uszu jednego z białostockich nauczycieli gimnazjalnych - Jana Wolskiego i z miejsca go zaintrygowała. Jako człowiek wykształcony, zdawał sobie sprawę z wagi owego wydarzenia, a wiedziony intuicją badacza, szybko zadziałał by znalezione przez chłopów kamienie, trafiły do jego szkolnego laboratorium.

Wolski sporządził raport o spadku „kamieni meteorycznych” i powiadomił rosyjskie zwierzchnictwo. Wkrótce o sprawie napisał Kurier Wileński, a wieść rozeszła się szerokim echem po ośrodkach naukowych ówczesnej Europy. Wielu uczonych przez dziesiątki lat pochylało się nad materiałem, który ostatecznie uznano za pochodzący z Księżyca.

Równolegle jednak do opowiedzianych zajść, toczyła się sprawa, która miała zupełnie inny finał.

W odległości około dwudziestu kilometrów od Fast, rezydował w starostwie Knyszyn imć Wincenty Hrabia Krasiński - sławny Generał Napoleoński. Dziedzicznie dzierżawił majątek, czym pomnażał inne rodowe włości na czele z Opinogórą. Często pomieszkiwał w knyszyńskim zameczku, który gościł też nieraz jego sławnego później syna - Zygmunta.

Hrabia nie cieszył się uznaniem większości polskich magnatów, bo ci, darować mu nie chcieli jego poprawnych relacji z ówczesnym caratem. Posłowania do Dumy rosyjskiej, nie odbierano jako powodu do zaszczytów, a doskonałe koneksje z carskimi urzędnikami, raziły byłych, patriotycznie nastawionych, ponapoleońskich towarzyszy broni.

Miało to przełożenie na nieco wstrzemięźliwe traktowanie jego rozlicznych, mniej, czy bardziej udanych inicjatyw gospodarczych. Szydzono z pomysłów o wypasaniu bydła wzorujących się na odwiecznych formach samo-wyżywienia się rogacizny w warunkach naturalnych, co miało złagodzić skutki częstych wówczas okresów suszy w jego majątkach.

24 października 1827 roku, Hrabia Krasiński przedstawił Towarzystwu Królewskiemu Przyjaciół Nauk w Warszawie aerolit, który według jego słów spadł wraz z wieloma innymi okazami, na teren jego knyszyńskich włości.

Złożył obszerne relacje z okoliczności, które towarzyszyły spadkowi. Według jego słów, doszło do zdarzenia w sobotę - 6 października, podczas ogromnej burzy i ulewy, w samym środku dnia - w południe. Przyjęty przez profesora Adama Kitajewskiego kamień, miał zostać poddany wnikliwym badaniom.

Tyle można dowiedzieć się z krótkiej notatki Towarzystwa, zachowanej dotąd w archiwach państwowych. Od owego czasu prawie nikt już nie wspominał o spadku knyszyńskim, a kamień ofiarowany przez Krasińskiego zaginął w mrokach historii.

Po latach oba te wydarzenia połączono w jedno i tylko nazwy meteorytów poza główną: „Bialystok”, mają dodatkowo przydzielone imiona wtóre: „Fasty”, „Fasti”, „Knyszyn”, „Knista” itp.

 

 

Meteoryt Białystok znany jest jako najstarszy, udokumentowany spadek deszczu meteorytów w Polsce. Dzisiaj już wiadomo, że należy do najcenniejszych, spośród kawałków skalnych okruchów spadłych kiedykolwiek na Ziemię.

Jego okazy wywędrowały do zagranicznych laboratoriów i muzeów. Wszystkie wyglądają podobnie i jedno je tylko różni od sklasyfikowanych w tej samej grupie „howardytów”- wobec innych, światowych znalezisk - te są dziwne! Wyłamują się poprzez swój skład chemiczny, zdominowany dużą ilością wapnia i dodatkiem niklowego żelaza, niespotykanym w tego rodzaju kamieniach z nieba.

Dawno też „przeprowadzono” je z Księżyca na jedną z nowo odkrytych planetoid o nazwie Westa, do której, w świetle dzisiejszej wiedzy, najlepiej „pasują”.

Nasze Muzeum Ziemi w Warszawie posiada maleńkie okruchy tego „skarbu”. Trzymany jest w probówce, w pilnie strzeżonym sejfie. Za szkłem widać połyskujące zielonkawo drobinki oliwinów i białe - plagioklazów, w jasno szarym pyle pozostałej miazgi „dziwadła”.

Największy fragment tego meteorytu znajduje się w Kijowie. „Białystok” trafił na muzealne półki Instytutu Geologicznego jako znalezisko z terenu carskiego Imperium. Jeszcze dalej na wschód, powędrował nieco mniejszy kawałek, który na stałe zagościł w Moskwie, gdzie figuruje jako spadek z okolic Grodna. Oficjalnie należy do znalezisk z terenu byłego ZSRR.

Dwa pozostałe, to okazy wielkości pudełka zapałek, a znajdują się w muzeach: w Wiedniu i Berlinie. Niemiecki Instytut Humboldta przedstawia go w stałej ekspozycji, pośród mnóstwa kosmicznych znalezisk z całego świata. Łatwo go pominąć wzrokiem, bo przy większych i efektowniejszych meteorytach wygląda nadzwyczaj skromnie. Położony na dłoni pozostawia biały, wapienny ślad.

 

 

Fasty i okolice wielokrotnie przeszukano wszerz i wzdłuż. Nigdy już nie natrafiono nawet na mały fragmencik meteorytu.

Na podknyszyńskich polach jeszcze podczas ostatniej wojny wieśniacy odrzucali „kawałki spalonych gwiazd”, bo kiedy w uzbieranym dla Niemców kontyngencie kamieni budowlanych, trafiła się taka znajda, ,,to można było i kijem po plecach za nią dostać”, bo nijak nie nadawała się do budowy dróg i mostów.

Dzisiaj też można natknąć się tam na te dziwacznie poopalane, pokręcone w piekielnie wysokiej temperaturze kamienie. Wyglądają jednak zupełnie inaczej niż te fastowskie - przypominają hutniczą szlakę i jako taka są rozpoznawane na pierwszy rzut oka. Drugi, budzi już wątpliwości, ale te to osobna historia, ściśle związana ze stanem finansów naszego świata naukowego.

Czy znalezisko Wincentego Hrabiego Krasińskiego, którego zapewne nie uznano, pochodziło z tej samej „rodziny” spalonych kamieni? Pewnie tak, bo inaczej założyłby obok Biblioteki Krasińskich, własne Muzeum z kamieniami meteorytowymi na półkach. Miał się wszakże za Mecenasa Nauk.

Autor: Klio

Komentarz autora:

"Deszcz meteorytów" - źródło: www.artmet-meteoryty.pl http://jba1.republika.pl/badania3.htm http://ciechanow.naszemiasto.pl/wydarzenia/813242.html http://almu.astronet.pl/wiedza/08meteory/

Podoba mi się!
12
Nie podoba mi się!
-5
#417602

Meteoryt Białystok.

.

Podoba mi się!
8
Nie podoba mi się!
-5
#417603

Czy nieproszeni?To "one" są w stanie zmienić historie Ziemi

Nie znamy dnia i godziny końca naszego świata. 

I to jest piękne :)

Przyjdzie walec i wyrówna wszelkie wojny :) 

Ps. Zieractwo meteorytów to wyzwanie . 

Jak piszesz można trafić na pozostałości dymarki,  tych na polskiej ziemi są miliony /

Sahara - tam widzisz kamol z odległości kilkuset metrów  :)

Podoba mi się!
5
Nie podoba mi się!
-4
#417661

Wiesz, co to jest "poler pustynny"? Niejednego poszukiwacza meteorytów wyprowadził w pole:))

Pozdrawiam

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#419904

Podoba mi się!
7
Nie podoba mi się!
-4
#417601

Na dole leży transparent "fuck your spirit" :)

Podoba mi się!
8
Nie podoba mi się!
-5

Ratujmy Nasze Polskie Lasy!
AIM(S) - Artificial, Intelligent Moderation (System) © Gawrion

#417604

http://www.helioviewer.org/ 

możemy zmieniać daty, czas, postęp czasu, rodzaj zdarzeń, wybór teleskopów i dziesiątki innych (nieznanych mi ) parametrów.

Także robić zrzuty ekranu (screenshot),  filmiki, linki etc

http://helioviewer.org/?date=2014-02-13T22:59:43.000Z&imageScale=4.84088...

http://helioviewer.org/?date=2014-02-13T23:00:29.000Z&imageScale=4.84088...

na YT mnóstwo świetnych filmików (User-Generated Movies)

http://www.youtube.com/watch?v=hCd8Iimme6o

także blog

http://blog.helioviewer.org/

 

Podoba mi się!
10
Nie podoba mi się!
-5
#417612

znam ten ból (patrz początkowe uzasadnienie). Też szukam czasem czegoś odległego od rzeczywistości. O zjawisku na Słońcu: moim zdaniem to tornada. Wskazuje na to wygląd i moje wrażenie że w "kominie" materia wiruje i przesuwa się "ku górze". To że jakiś obszar wydaje się ciemny - nie szkodzi, tam gaz po prostu nie świeci lub świeci słabiej. Plamy na Słońcu też świecą, tylko słąbiej i dlatego wydają się ciemne. Czyli - moim zdaniem to zjawisko "pogodowe", jakkolwiek znaczenie słowa "pogoda" znaczy tam coś całkiem innego niż tu.
Pozdrawiam
Honic

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#421731

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Ratujmy Nasze Polskie Lasy!
AIM(S) - Artificial, Intelligent Moderation (System) © Gawrion

#1514433