|
|
12 lat temu |
Zadziwiajaca postawa |
"Kiedy likwidowano w miasteczku Getto, na podwórko sąsiada wpadła Żydówka z dwojgiem dzieci. Szybko rozglądając się po obejściu wybrała miejsce schronienia dla siebie. Była to psia buda. Dzieciaki bezradnie rozglądały się wokół straciwszy matkę oczu. Pewnie myślała nieszczęsna, że Niemcy dzieci oszczędzą. Nie mieli skrupułów. Zastrzelili je na oczach ich matki."
Ilu polskich rodzicow, czy rodzicow innych nacji, postapilo by tak, jak ta zydowka? Czyz znalazlszy sie w pulapce, pierwszym instynktem kazdego rodzica nie byloby schowac dzieci i starac sie odwrocic uwage Niemcow od miejsca ich kryjowki, nawet za cene wlasnego zycia?
Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie! |
1 |
Dlaczego Niemcy nie lubią Polaków |
|
|
|
12 lat temu |
Re: Re: Debata Śląska - "Co nas łączy co nas dzieli". |
Dostałam tez taki list:
Dobrze, że chociaż Pani ich zastopowała. Tadeusz musi zmienić styl ataku, a ja - zmieniać miejsce siedzenia, bo mnie obsiedli, prowokowali, rozpraszali, a ten prowadzący zamiast mnie oddał głos temu młodemu z mniejszości niemieckiej, który cały czas - na spółkę z drugim, łysym - za mną siedział, zaczepiał, prowokował... Ogólnie, czuję się psychicznie poturbowany, ale Ci z Rudy Śląskiej mnie na poniedziałek zapraszali do domu kultury na ul. Niedurnego o 10-tej. Zastanawiam się, może się pozbieram... Mam ten tekst, którego dziś nie mogłem wykorzystać i z dzisiejszej dyskusji wyłapałem, czego nie poruszyli ani prelegenci, ani dyskutanci z sali: do czego ta cała RAŚistowska akcja zmierza. Chodzi o tą ich tzw. "mapę drogową": w wywiadzie dla "Faktów i Mitów" z 15-21 IV 2011 Gorzelik mówił: "gdy w połowie ubiegłego roku tworzyliśmy strategię RAŚ i mapę drogową do jej realizacji, zaznaczyliśmy dwa pierwsze kamienie milowe: wejście do sejmiku województwa oraz wprowadzenie tematu autonomii do ogólnopolskiej debaty publicznej. Dotarliśmy do obu. Pierwszy osiągnęliśmy ciężką pracą, drugi - szczęśliwym zbiegiem okoliczności, czyli dzięki nieocenionej pomocy wyświadczonej przez Kaczyńskiego. (...) Koncepcja, którą uważamy za realną w przewidywalnej przyszłości, to model zbliżony do hiszpańskiego, czyli wspólnoty o zróżnicowanym zakresie autonomii. Docelowym i najlepszym rozwiązaniem byłaby natomiast federacja, ale powinna ona zostać przyjęta i zaakceptowana przez poszczególne wspólnoty jako efekt ewolucji państwa regionalnego. Krótko mówiąc, chciałbym dla Polski takiej ewolucji ustrojowej: 2020 r. - sytuacja jak w Hiszpanii; 2070 r. - jak w Szwajcarii".
Wydaje mi się, że jak się dajemy mu zepchnąć na dykusję o historii, to on zawsze odbije jakąś ripostą, jak ta o Mackiewiczu i granicach sprzed wojny. Trzeba rozbroić koncepcyjnie tą "mapę drogową". I jeszcze jedno: on tam podał, że "RAŚ ma około 7 tys. zarejestrowanych członków, ale znacząca ich część to raczej sympatycy niż aktywiści. O obliczu i kierunku działania naszego Ruchu decyduje 200 osób. Już po wyborach samorządowych staraliśmy się raczej powstrzymać masowy napływ członków (...). Jeśli ktoś posiada pełnię praw członkowskich, a niekoniecznie ma ochotę działać aktywnie i woli pozostać kibicem, może to utrudniać bieżące funkcjonowanie organizacji. Dlategoteż staramy się przemodelować stowarzyszenie w kierunku organizacji bardziej kadrowej".
Na czym to w praktyce polega domyślałem się już wcześniej. Dziś usłyszałem od znajomej, która pracuje w Siemianowickim Centrum Kultury: "W Siemianowicach RAŚ tworzą wszyscy ci z mniejszości niemieckiej"... To samo widzę w Świętochłowicach: szefową jest ta doktor Monika Kassner z mniejszości niemieckiej, która jednocześnie od grudnia 2011 r. jest redaktorką naczelną tej ich "Jaskółki Śląskiej". Podobnie - według mojego rozeznania - wygląda w Chorzowie, czyli, że wśród tych 200 "kadrowych" organizatorów, większość prawdopodobnie stanowią ci z mniejszości. Co dało się dziś zauważyć na sali, zwłaszcza w górnych rzędach, gdzie Gorzelik miał największą klakę (i skąd - nawiasem mówiąc - mi za plecy przesiadało tych dwóch, z których jeden się na koniec opowiedział jako Niemiec). Jego koncepcja strategiczna - co słyszałem przed miesiącem na spotkaniu z ekologami w Katowicach - opiera się na akceptacji tzw. mikronacjonalizmu (promowanego przez Unię), w przeciwstawieniu do tzw. starego nacjonalizmu (opartego o państwa narodowe). Uzupełnieniem są teksty Dariusza Dyrdy z tego ich "Ślonskigo Cajtunga". W sierpniu 2012 pisał tak w kontekście koalicji z PO: ""Chcemy uznania nas za narodowość (a przynajmniej grupę etniczną), chcemy uznania naszej godki za język a nie polską gwarę. Chcemy czytelnych sygnałów, że sojusznik nie jest wrogiem naszej drogi do autonomii. I chcemy jego zgody na promowanie prawdziwej historii Śląska, na mówienie o tym, kim się czujemy i jak postrzegamy Polskę"... Trzeba się zastanowić, jak mu wejść w te tematy, których unika, kiedy dyskusja się kanalizuje na sprawach historycznych. Trzeba pokazać, jak instrumentalnie jest wykorzystywana ta nowa narracja o historii Śląska do realizacji tej "mapy drogowej". Tylko czy obecnie te debaty nie są graniem na bębenku RAŚ, żeby im pomóc zmobilizować tych nie-kadrowych RAŚistów i sympatyków RAŚ przed wyborami samorządowymi? Rozpracowywanie tej ich strategii i mapy drogowej trzeba więc połączyć z mądrą taktyką, żeby im nie pomagać się mobilizować. Muszę też pogadać z synem i z niektórymi związkowcami, czy na kolejne debaty nie dałoby się zebrać kilku-kilkunastu takich naszych od robienia szumu. Dopóki im czegoś takiego nie zafundujemy - będą się po nich czuli coraz silniejsi. Tyle moich przemyśleń na szybko po Siemianowicach (o których bym chciał jak najszybciej zapomnieć).
z pozdrowieniami
Roman
PS: Gdyby się komuś miało przydać, to mogę przesłać te moje przykłady kolonialnej eksploatacji Śląska i Ślązaków przez Prusy, a później kajzerowskie Niemcy.
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a magyart |
|
Debata Śląska - "Co nas łączy co nas dzieli". |
|