Niejaki Borowczak

Obrazek użytkownika jazgdyni
Kraj

Łaskawi czytelnicy, którzy wspaniałomyślnie zaglądają na mój blog, wiedzą dobrze, iż prowadząc auto i aby dołożyć adrenaliny do mojego gnuśnego charakteru, przełączam sobie samochodowe radio na TOK FM. Ta propagandowa tuba z Czerskiej, jak kiedyś tzw. kołchoźniki, działają na mnie jak czerwona płachta na byka.
 
No i właśnie – kolejny raz nie zawiodłem się. Propagandzista stacji i postać nieco dwuznaczna Mikołaj Lizut( http://wiki.fakt.pl/Mikolaj-lizut-gejem,1.html ) gościł w studio i przeprowadzał przyjazny wywiad z niejakim Borowczakiem. Zapytacie zapewne – dlaczego z niejakim? Przecież to poseł i bohater naszych czasów. A gówno!
 
Jak się już pewnie co bystrzejsi czytelnicy domyślają, jestem Gdynianinem. Od zawsze. Swoje lata już mam, ale do sklerozy jeszcze daleko. I rok 1980, dokładnie sierpień i strajki pamiętam doskonale.
Bohaterem nie byłem i o nic się nie upominam. Jednak byłem jednym z tych, co doprowadzili do strajku w Polskich Liniach Oceanicznych, co było dokonaniem niemałym, jako, że trzeba było uzyskać legitymację od marynarzy rozsianych na statkach, na całym świecie.
Po zadeklarowaniu strajku pojechaliśmy w kilka osób do Gdańska, do Stoczni, aby tam oficjalnie zgłosić przyłączenie się gdyńskich marynarzy do strajku.
Pozostałem tam pewien czas, wdychałem atmosferę budzącego się poczucia wyzwolenia i poznałem wiele osób. W tym tych autentycznych i tych, jak się później okazało – fałszywych. I teraz, choćbym nie wiem jak wytężał pamięć, o tym tytułowym Borowczaku nic wówczas nie słyszałem!
 
I oto teraz, wobec łaskawych zachęt Mikołaja Lizuta (hmmm...) tenże Borowczak, widać chłop fantastycznie usadowiony, bo o prezydencie opowiada – Bronek, o premierze – Donald, a o Wałęsie – Lechu. Cholera, to rzeczywiście musi być ktoś. A do tego poseł! A ja nic o nim nie słyszałem. A jestem z Gdyni!
Słyszałem oczywiście o Wałęsie, o Gwiazdach (z panem Andrzejem nawet krótko pracowałem na gdańskiej Politechnice), o Kołodzieju, o Lisie, Kaczyńskich, Walentynowicz, Borusewiczu, Prądzyńskim i wielu innych. A o Borowczaku nie słyszałem! Jak to możliwe?! Przecież to pomnikowy bohater. Ten, co własnymi rencami pchnął Wałęsę do strajku, więc to oni razem obalili komunizm!
 
Zacząłem poszukiwać u źródeł. I okazało się, że niejaki Borowczak, to postać niemalże wymyślona; fałszywy bohater, który miał swoje pięć minut przed bramą stoczni, a potem zaczął z mozołem budować mit swojej wielkości.
 
Oto co napisał o nim pan Lech Zborowski , wybitny działacz Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża (WZZW) – faktycznych twórców przemian w Polsce, do dzisiaj flekowanych, a nie warszawskich ubeckich przybudówek i tzw. "ekspertów":
 
"[...] Borowczak wdarł się w naszą historię, a właściwie został w nią wepchnięty przez tych, którzy dali mu „kombatancki” życiorys wraz z jasno określonym zadaniem do wykonania. Poświadczyć zakłamany życiorys Wałęsy, którego nie chcieli potwierdzić znający go działacze Wolnych Związków. Wałęsa i jego twór Borowczak, żyją od czasu sierpniowego strajku w symbiozie kłamstwa, które jednakowo służy im obojgu.
Z pomocą Borusewicza stworzyli sytuację wręcz absurdalną, w której Wałęsa, agent komunistycznej bezpieki i patologiczny kłamca, potwierdza autentyczność całkowicie fałszywego „kombatanctwa” Borowczaka, aby ten z kolei mógł być koronnym świadkiem waleczności „wielkiego wodza”.
Kariera Jerzego Borowczaka jest karykaturalną miniaturą kariery jego idola Lecha Wałęsy. Jest jednak nie mniej szkodliwa. Podobnie jak życiorys Wałęsy tak i prawda o Borowczaku jest powszechnie mało znana. Prawdopodobnie dlatego, że odrzuciwszy to co jest w jego życiorysie zwykłym kłamstwem lub to czym on sam woli się nie chwalić, to zostajemy z jednorazowym wydarzeniem związanym z rozpoczęciem sierpniowego strajku. A i to pozostawia nas z wieloma pytaniami dotyczącymi intencji jego działania. [...]" [1]
Czyli Borowczak, jak pisze Zborowski "mało znany na Wybrzeżu", to twór agentów prowadzących Bolka, mający go swoją "legendą" uwiarygadniać.
 
Dosyć długo siedział cicho, aż ferajna Tuska i zaprzyjaźnieni propagandziści z Czerskiej (Mikołaj Lizut, hmmm...) postanowili go postawić na piedestale, jako number two, numero duo, po wielkiej i sławnej tramwajarce Krzywonos, (jak Boga kocham, też nic nie słyszałem w 1980 roku), przyjaciółce prezydentowej Kwaśniewskiej i Agaty Młynarskiej, dzielnych i mądrych kobiet.
To, że Tusk wyciągnął do Borowczaka rękę, wcale się nie dziwię, bo razem czyścili kominy w słynnej Spółdzielni Robót Wysokościowych "Świetlik", matecznika przyszłego tzw. Klubu aferałów KLD.
Zresztą Borowczak i jego "opiekunowie" zadbali o należną karierę swojego pupila:
"[...] Całą przygodę Borowczaka z opozycją można by ująć w kilku prostych zdaniach. Nie chodzi mi przy tym aby mu cokolwiek ujmować. Ten człowiek otrzymał na podstawie całkowicie zmyślonego życiorysu całą masę nagród, tytułów, orderów, a przede wszystkim pozycji skutkujących konkretnymi korzyściami finansowymi. I chociaż uważam to za oczywiste zło, to jednak nie jest to przyczyną, dla której mógłbym stracić choćby minutę snu. Nie mogę jednak zaakceptować, aby jego zakłamana biografia pozwalała mu na przyjęcie roli świadka naszej historii i narzucenie nam, a szczególnie ludziom młodym, swojego bezczelnego kłamstwa w zastępstwie niezbędnej prawdy. [...]
[...]W jednym z wywiadów Borowczak odnosi się do stwierdzenia Danuty Wałęsy o jej samotności jako żony, mówiąc refleksyjnie: „Ciągle nas nie było, byliśmy w opozycji”.
To porażające głupotą wyznanie jest zupełnie typowym dla jego autora. Czytając takie bzdury można by odnieść wrażenie, że człowiek, który nigdy nie był częścią żadnej opozycji, spędził znaczną cześć swego życia w jakimś oddziale leśnej partyzantki, dla której porzucać musiał rodzinę i środowisko na długie miesiące czy nawet lata.
W innym wywiadzie nasz „bohater” odnosi się do swej znajomości z dzisiejszym prezydentem: „-Bronek Komorowski, mówię tak, bo znamy się ponad 30 lat, z młodych lat opozycji...”.
To już zaczyna przybierać kształt obłędu.[...]

[...]Jerzy Borowczak nigdy nie zaprzestał wysługiwać się swym „twórcom” i prowadził kolejne krucjaty oszczerstw. Atakował publicznie Joannę i Andrzeja Gwiazdów, Krzysztofa Wyszkowskiego, śp. Lecha Kaczyńskiego i wielu innych. Jeszcze nie tak dawno, ten mizerny charakter i jednodniowy „bohater” wyrzucał z siebie jad nienawiści wobec Lecha Kaczyńskiego, nazywając go tchórzem. Tego samego, który swą opozycyjną działalność rozpoczynał na długie lata przed tym zanim „dzielny” Borowczak dowiadywać się miał w dalekim Egipcie o Wolnych Związkach, do których mimo deklarowanego zapału nigdy naprawdę nie trafił.[...]
[...]Po zdradzie okrągłego stołu Borowczak zaczyna drugą cześć swojej kariery. Opisywał ją szczegółowo były radny miasta Gdańsk, Ryszard Śnieżko. Szybko zajął najwyższe stanowiska w przefarbowanym związku. Będąc jego przewodniczącym w Stoczni Gdańskiej, został w tym samym czasie prezesem klubu sportowego Polonia. Była to sytuacja szczególna, gdyż otrzymywał wynagrodzenie za dwa pełne etaty, na których „pracował” jednocześnie w tym samym czasie. Jak podaje Ryszard Śnieżko, Borowczak nie marnował czasu i szybko został członkiem kilku rad nadzorczych rożnych spółek. Jego żona, z zawodu szwaczka po zasadniczej szkole odzieżowej, zasiadła niespodziewanie w radzie nadzorczej w firmie telekomutacyjnej PTK Centertel obok wybitnych francuskich ekspertów z dziedziny informatyki i telekomunikacji. Jak się okazało, nawet nieznajomość języka francuskiego nie okazała się problemem. Po drodze Borowczak otrzymał jeszcze kilka służbowych mieszkań i innych atrakcyjnych dodatków, a przede wszystkim stanowisko dyrektora Fundacji Centrum Solidarności, która pozwoliła mu na dalsze, tym razem jawnie opłacane zakłamywanie naszej historii.[...]
[...]Jerzy Borowczak jest typowym zapiekłym aktywistą, przypominającym do złudzenia partyjnych klakierów z czasów głębokiego PRLu. Jest w swych wrednych poczynaniach zajadły do tego stopnia, że nie sposób nie zastanawiać się, czy przyczyną tych działań są tylko skromne intelektualne możliwości i braki charakteru, czy też coś więcej. I chociaż poklask, nagrody, odznaczenia, a przede wszystkim pozycje i korzyści materialne wydają się wystarczającą przyczyną dla takiego zachowania, to jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że powód może być jeszcze inny. [...]"   [1]
 
Nie bez kozery napiałem o tym niejakim Borowczaku. Komuchy i różowe świnie z podległych im mediów, chcą wprowadzić na pomniki fałszywych bohaterów, którym, jak na razie zapewnili dostatnie i radosne życie.
Dopiero co przewaliła się kampania fałszu i obłudy na temat zdrajcy i zbrodniarza, znacznie większego kalibru – Jaruzelskiego.
Jednakże dopóki my, bezpośredni świadkowie tamtych czasów żyjemy, MUSIMY dawać świadectwo, by nasze dzieci i wnuki nie były nabierane na fałszywki historii.
Jaruzelski,Wałęsa, Gieremek, Michnik, Krzywonos, Borowczak...
Kto jeszcze? [1] http://niepoprawni.pl/blog/4822/jerzy-borowczak-funkcjonariusz-klamstwa
 [ ... ] http://wzzw.wordpress.com/category/zborowski-lech/

 


 

Ocena wpisu: 
4
Twoja ocena: Brak Średnio: 4 (głosów:21)

Komentarze

... Twojego wpisu, nie mogłem się oprzeć, by co nieco dopisać.
Szczegónie chodzi mi o Lizuta i Borowczaka.
Nie będzie to tekst nowy, bo na NP zamieściłem go  30 czerwca 2012 r.
Oto jego fragment, cyt.:

"(...) Gdy wymaga tego od niego jego pan i władca, potrafi się doskonale wcielić w rolę psa myśliwskiego,
który tropi wskazaną mu zwierzynę nawet na bardzo dalekie odległości... Jestem przekonany, że któregoś
pięknego dnia tak „przegną” w oczernianiu Narodu polskiego, że GW „pójdzie na odstrzał”. Co pocznie
wówczas taki „redachtor” oraz pozostałe szabas-burki, gdy rabin Michnik kiedyś się wk…wi i wywali ich
na zbity pysk...? Gdzie pójdą, u jakiej klamki się powieszą...? U jakiej budy przywiązać się pozwolą
i na kogo szczekać będą...? 

 

To, że w imperium Michnika drżą o niepewną swą przyszłość, – widać i czuć już z daleka. Pan Bóg bowiem
może nierychliiwy, ale sprawiedliwy i powoli, bo powoli, ale jednak powoduje, że budzi się nasz Naród
z letargu, przeciera oczy z chocholego snu, a wszystko to za tą przyczyną, iż do oczadziałych przez Michnika
wybiórcze wyziewy polskich czerepów zaczynają, – jak w półśnie, ale jednak zaczynają docierać informacje
o tym, jak nas „zrobiono na szaro” w Magdalence i przy Okrągłym Stole, gdzie się dogadali czerwoni z PZPR
z takimi samymi czerwonymi, tyle że dla niepoznaki pomalowanymi na opozycję i przyozdobionymi wątpliwej
jakości działaczami pseudorobotniczymi w rodzaju TW „Bolka” Wałęsy czy Frasyniuka tylko po to, aby cyrk
wyglądał nie na agenturę, a na reprezentację Solidarności i Narodu polskiego...

 

Wielu się wtedy nabrało na ten numer... Wielu nie wiedziało lub zapomniało w powszechnym uniesieniu roku 1989,
że prawdziwą Solidarność zniszczono na przełomie roku 1981/82, gdy zdano sobie sprawę, że ruch związkowy
wymyka się spod kontroli trockistowskich doradców z KOR-u i przybiera charakter narodowo-katolicki, co przecież
nie było w planie ani tzw. doradców, ani samego Wałęsy...

 

Zarówno w Magdalence, jak i przy „Okrągłym stole” zasiedli więc w roku 1989 „sami swoi” z „samymi swoimi” –
ale nie Polakami... Po „Okrągłym stole” ci sami „sami swoi” uwłaszczyli się naszym kosztem i za ukradzione nam
pieniądze założyli gadzinówki i antypolskie imperia medialne, które obsadzają szabas-burkami i dziwkami dziennikarskimi
tylko po to, aby utrzymać Polaków w letargu, pod narkozą. Ale nawet najlepsza narkoza nie zadziała, gdy nie ma co
włożyć do garnka i w brzuchu burczy z głodu, a z braku dachu nad głową zimno i leje się na kark... Wiedzą o tym dobrze
mocodawcy szabas-burków i same burki, – i z wolna pada na nich strach... Odkrywają więc swe prawdziwe twarze,
spadają maski z wczorajszych antykomunistycznych opozycjonistów i znów widzimy ich tam, gdzie tak naprawdę byli
cały czas, a jedynie mamili nas, że są gdzie indziej...

 

Wychodzi szydło z worka i ten sam szabas-burek, który na polecenie Michnika-Szechtera opluwał Polaków, na łamach
tego samego brukowca dla ćwierćinteligentów, broni nie kogo innego, jak komunistycznego aparatczyka – Włodzimierza
Cimoszewicza – syna ubeka, na którego rękach ciąży polska krew, broni Kiszczaka czy Jaruzelskiego. Krąg został zatoczony
i zamknięty przez „redachtorów” z żelazną wprost konsekwencją. Najpierw bowiem znieważają i oczerniają polskich patriotów
w ramach akcji zorganizowanej przeciw wszystkiemu, co polskie i patriotyczne, a potem bronią wrogów Polski… Hipokryci,
czy co? – Nie. Wszystko co robi szabas-burek, robi na zlecenie..., płatne zlecenie...!!! Szabas-burki mają to do siebie, że służą
temu, kto lepiej wyposaży im budę, założy obrożę z krokodylej skóry i przypnie do niej złoty łańcuch, napełni michę... I pójdę
o zakład, że jeśli któregoś dnia taki szabas-burek, których ci u nas dostatek, zostanie bezpańskim kundlem, to jeśli znajdzie się ktoś,
kto uprzedzi hycla i zaoferuje mu budę z michą w zamian za zmieszanie z błotem… Adama Michnika, to zrobi to...
I nie drgnie jemu powieka, bo szabas-burki służą tylko za budę i michę. I w błędzie jest ten, kto będzie szukał u niego honoru.
No bo szabas-burki już takie są... bez honoru".

 

Więcej przeczytasz tutaj: http://niepoprawni.pl/blog/jeszcze-nie-przypisane/syndrom-szabas-burka 

 

Pozdrawiam,

 

       

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
-2

___________________________
"Pisz, co uważasz, ale uważaj, co piszesz". 

© Satyr

 

#1427325

Witam!

 

Zbudowano nowy ład. Ład w którym miejsca nie ma dla zykłego narodu. To ład dla swoich.

Ale, zeby się uwiarygodnić, potrzebują nowych bohaterów. Również fałszywych, jak i oni.

Stąd Krzywonos i borowczak.

 

Pozdrawiam

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-2
#1427389

tylko jedna drobna uwaga: Mikołaj Lizut to nie jakaś "postać nieco dwuznaczna" lecz jeden z głównych lewackich (i nie wiem jakich jeszcze) prowokatorów - organizatorów "Kolorowej Niepodległej" 11 listopada 2011 w Warszawie. Czyli - gnida do kolekcji.

Podoba mi się!
4
Nie podoba mi się!
0
#1427365

Witam!

 

Wiem, wiem..

Śledzę tego Lizuta od pewnego czasu. Postać wyjątkowo obrzydliwa.

Tutaj jednak nie chciałem, by Lizut przysłonił tego Borowczaka.

Jak widać, wart Pac pałaca.

 

Pozdrawiam

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-2
#1427390

Tylko jedno pytanie: Dlaczego tak późno o tym czytam....

Podoba mi się!
1
Nie podoba mi się!
0

Stasiek

#1427371

Witam!

 

No właśnie... Dlaczego tak późno?

Raz - sam zacząłem dosyć późno pisać.

Dwa - teraz właśnie te gnidy zaczynają wyłazić z nor.

 

Pozdrawiam

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-2
#1427391

Powiedz wreszcie : daliśmy się zrobić w jajo ! Cwaniaki mieli tak dobre "legendowanie" że myśleliśmy : o jej ! przy tym co TEN facet robił, to ja jestem pikuś.

Ty działałeś zakonspirowany, a więc o działalności wiedziało minimum ludzi. Potwierdzić mogłeś działalność trzech osób, może pięciu. Twoją potwierdzić mogły też ze trzy. Do twojej roboty zaczynali przyznawać się ludzie z dziwnie nowych "kanap", mieli dziesiątki świadków że to oni "drukowali". Przyciśnięci stwierdzali że "redagowali" a drukiem zajmowali się jacyś robole. Tylko ja wiem ile lat trzeba by w IPN sprostować historię jednego egz. gazetki. Najgorsze jest to że taki gnój ucieka do przodu i do góry ! Zaczyna twierdzić że "koordynował redagowanie" i "rozdzielał tematy uzgodnione na poziomie krajowym" !!! Na tym poziomie gnidy wzajemnie się legendują, wzajemnie obwieszają medalami, zaszczytami.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

#1427404

Witaj

 

Dlatego ja właśnie bardzo szybko odszedłem od działalności w Solidarności.

Poczułem się osaczony i zdezorientowany. W końcu nie wiedziałem kto, jest kto.

 

Przyjeżdżał taki cwaniak, którego uprzednio znałem jako śliskiego robaka i twierdził, że on już działał w Szczecinie i teraz on tu będzie rządził.

Jak mu wspomniałem parę nazwisk, tych którzy czychają, bu jak się pojawi, to skuć mu mordę, to się zmył.

A ilu takich było? Mnóstwo! Z bogatą legendą i spisem nazwisk.

 

Serdeczności

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-1
#1427405

Ja to nawet nie z własnej woli odszedłem. Pokonałem całą drogę od specjalisty d/s aparatury, w dół do robotnika wykwalifikowanego. Cały czas jako mąż zaufania, ostatni mohikanin solidarności. W końcu przyparty do muru musiałem odejść. W nowej pracy zostałem ajentem, taki " świetlik" jak wspomina Iza. Na początek trzy razy tyle stałej pensji co na polibudzie. Zaczynały się tworzyć struktury okrągłostołowe (oczywiście wiem dopiero teraz) i okazało się że ja nie jestem "na umowie o pracę" i nie mogę być członkiem " S" !!! Teraz wiem że natknęłem się na sitwę, którą niesłusznie uważałem za przedstawicieli podziemnej "Solidarności". Dalej, do dziś nie wiemy czy to były "służby" czy zwykli pływacy, drobni współpracownicy.

Pozostałym czytelnikom powinno to troszkę wyjaśnić, dlaczego tak powoli, pod pseudonimami. Dlaczego I.Janke musi pisać książkę o "S" walczacej, by potem można było mając wsparcie można było wyjść z podziemia.

W tej chwili, takich kilku co chcieliby w jakimś klubie przeprowadzić spotkanie, lokalna redakcja gazety wyborczej przykryje wywiadami z "autentycznymi, namaszczonymi kombatantami".

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
0

#1427408

Cholera człowieka bierze.

Jak teraz pomyślę, to byłem naiwny, jak but.

Takie numery nam odpalano, ze się w głowie nie mieści.

Ale niektórzy koledzy (???) ładnie się urządzili.

Podoba mi się!
3
Nie podoba mi się!
-1
#1427414

Jakis czas temu napisalem, ze marzy mi sie aby skupic sie na pisaniu o wspanialych przykladach Polakow, prawdziwych patriotow, ktorych wielu mialem szczescie spotkac na swojej drodze. Niestety, zawlaszczanie ich miejsca w historii przez gnidy typu Borowczak jest bezwzgledne i tak nachalne, ze nie mozna przestac opowiadac prawdy o nich gdyz wlasnie na nasze zmeczenie oni licza. Dziekuje wiec za przywolywanie prawdy o tych ludziach i ich lajdactwach bo musimy rozumiec, ze pozwalajac na zamiane swiadkow pozwalamy rowniez albo nawet przede wszystkim na zamiane swiadectw historii i tym samym tej historii falszowanie.                                                                                                                                                                                                                             O klamstwach Borowczaka i jemu podobnych mozna by opowiadac duzo dluzej niz chcielibysmy to robic. Najwiekszym problemem nie jest jednak brak relacji swiadkow tylko ich niewielki (w porownaniu z glownym sciekiem mediow) zasieg. Z tego wlasnie faktu korzystaja te hieny historycznej propagandy. Dlatego tak wazne jest wracanie do ich tematu w momentach kiedy wylaza ze swych nor aby posunac swoje klamstwo o nastepny krok dalej. Ciesze sie, ze moglem troche przyblizyc kilka sylwetek z dlugiej listy hanby i dziekuje za tak wazne przypominanie tych prawd.

Lista lajdactw Borowczaka jest dluga, a najbardziej podlym jest bezsprzecznie jego rola w niszczeniu Anny Walentynowicz i jej pamieci. Jest tez wiele ciekawych faktow jak chocby to, ze zupelnie nieznanemu Borowczakowi bezpieka zalozyla sprawe osobowego rozpoznania 8 sierpnia 1980 roku czyli dzien po zwolnieniu Anny Walentynowicz, o ktorym to zwolnieniu Borowczak dowiedzial sie dopiero dwa dni pozniej. Co sprawdzala bezpieka i do czego byl im w tym momencie potrzebny Borowczak? Rownie ciekawa jest sprawa wyjazdu Borowczaka na Bliski Wschod w ramach wojskowej fuchy. Mozna by tak dlugo i szczegolowo, ale nie to jest najwazaniejsze. Chodzi o to aby ludzie (przede wszystkim mlodzi) zdawali sobie sprawe z tego, ze poslugujac sie klamstwem wpycha im sie falszywych swiadkow, ktorzy od tej pory maja byc wyroczniami w sprawach naszej historii. Jeszcze raz dziekuje za przywracanie tematu i odklamywanie tej parszywej i jakze szkodliwej propagandy.

Pozdrawiam                                                                                                                                                                                                                                                Lech Zborowski

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
0
#1427526