Antoni Browarczyk – pamiętamy!

Obrazek użytkownika krzyżak82
Historia

Ta kula, bracie, która Cię zabiła, ona również moje serce zraniła. Lecz bardziej boli mnie prawda taka, że zginąłeś bracie z ręki Polaka!

Antoni Browarczyk - chłopak z gdańskiej Zaspy, zagorzały kibic Lechii Gdańsk, zafascynowany ruchem "Solidarność", antykomunista. Był członkiem "Solidarności" w swoim zakładzie pracy. Kolportował ulotki, rozwieszał plakaty związkowe. Razem z kolegami z Lechii brał udział w licznych manifestacjach na ulicach Gdańska. 13 grudnia 1981 roku był świadkiem aresztowania kolegów. Po powrocie do domu zniszczył notesik z kontaktami. 16 grudnia wziął udział w ulicznej demonstracji, podczas której według partyjnego raportu, najbardziej aktywni byli "ludzie młodzi i młodociani" (doszło do wielogodzinnych walk na ulicach Gdańska, zamieszki w tym dniu trwały do godziny 22). Śmiertelnie postrzelony w głowę 17 grudnia w śródmieściu Gdańska, podczas tłumienia przez milicję i wojsko demonstracji pod KW PZPR, która miała upamiętniać rocznicę Grudnia '70 i wyrazić sprzeciw wobec wprowadzenia stanu wojennego oraz pacyfikacji Stoczni Gdańskiej (16 grudnia 1981). W demonstracji nie brał udziału, wracał z praktyk w zakładzie elektromechanicznym. Kula dosięgła go przypadkowo, gdy stał na przystanku. Śledztwo umorzono "wobec niewykrycia sprawców nieostrożnego użycia broni".

W dniu 17 grudnia 1981 roku, a był to piąty dzień stanu wojennego, milicjanci, zomowcy i żołnierze LWP "ochraniali i zabezpieczali dostęp do ważniejszych obiektów na terenie Gdańska". Najważniejszym był oczywiście gmach Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Po południu zaczęli się wokół budynku gromadzić ludzie, by wyrazić swój ból i żal, że wolność była tak krótka, a władza znowu nie dotrzymała umów.

Zbierali się pod komitetem "okazując agresywną postawę wobec sił porządkowych blokujących dostęp do budynku" - jak to ujął potem prokurator i choć użyto gazów łzawiących, petard, rakiet sygnalizacyjnych i armatek wodnych ludzi stale przybyło. Wielu wychodziło bowiem o tej porze z biur i zakładów pracy i szło w kierunku dworca kolejowego.

W rejon budynku KW PZPR (ulica Wały Jagiellońskie w pobliżu ronda Hucisko) została wysłana więźniarka, która miała przewozić do aresztu wyłapywanych demonstrantów. Milicjanci zaś mieli czuwać, by nikt gmachu partii nie podpalił, bo władze miały ciągle w oczach rok 1970.

Dowódcą grupy był młodszy chorąży Marian Fuhrman, a towarzyszyli mu: starszy sierżant Jan Broda, sierżant Ryszard Święconek, sierżant Bronisław Bednarek, który był kierowcą więźniarki, starszy kapral Henryk Bulczak i starszy kapral Ryszard Zakrzewski. Wszyscy byli uzbrojeni w broń palną z ostrą amunicją. Fuhrman miał pistolet P-64 tak zwany "czak", kaliber 9 milimetrów, Zakrzewski krótki pistolet maszynowy Pm-63, zwany "rakiem" kaliber 9 mm. Natomiast pozostali mieli ze sobą pistolety maszynowe Pm-43, kaliber 7,62 mm.

Jadący za więźniarką transporter "skot" wiózł jedenastu żołnierzy z jednostki wojskowej z Elbląga. Dowodził nimi podporucznik Bolesław Płókarz.
Oba pojazdy stanęły przed budynkiem KW.

Około godziny szesnastej demonstranci zbliżyli się do kordonu otaczającego gmach i zaatakowali go kamieniami, cegłami i sztachetami. Zomowcy i milicjanci walili petardami i gazami łzawiącymi, ale to - zdaniem zeznających potem milicjantów i żołnierzy - nie powstrzymało demonstrantów.

Z zeznań tych uzbrojonych po zęby, w hełmach na głowach i z tarczami w rękach, milicjantów i podporucznika LWP wynika, że ich sytuacja stała się dramatyczna. Robiło się szaro, wybuchały petardy, na Hucisku paliła się milicyjna nyska, za plecami mieli nieoświetlony gmach KW, przed sobą - jak to ujmowali - tłum złożony z wyrostków, a w dodatku nagły podmuch zwiał im w oczy gazy łzawiące!

Demonstranci nacierali. Pchali przed sobą kubły ze śmieciami, walili w nie kijami robiąc straszny hałas, wlekli ławki, chcąc zapewne zrobić z nich barykadę, wymachiwali biało czerwonymi flagami i krzyczeli: Precz z partią! Ge-sta-po, Ge-sta-po, Ge-sta-po...

- W tej sytuacji, gdy już nie można było się cofać i zawiodły inne środki, zdecydowałem się oddać serię strzałów w mur remontowanego budynku po przeciwnej stronie ulicy - zeznał potem podporucznik Płókarz.

Wysiadł ze "skota", wziął od szeregowca Janusza Łabędzkiego pistolet maszynowy kbk AK kaliber 7,62 mm, wyszedł przed kordon, oparł kałasznikowa o płot odgradzający tory tramwajowe i puścił kilka serii. Mierzył - jak zeznawał potem - w ścianę "Żaka".

- Po pierwszej serii - relacjonował Płókarz - tłum ucichł, po następnych zaczął się cofać. Milicjanci spychali ludzi w kierunku ronda Hucisko. Wtedy właśnie nadjechały armatki wodne i tłum się rozrzedził.
Podporucznik Płókarz - pisze prokurator - samodzielnie podjął decyzję o użyciu broni palnej. Jak wynika z zeznań Mariana Fuhrmana stojący w pobliżu Płókarza Bronisław Bednarek, kierowca więźniarki także zaczął strzelać w kierunku "Żaka".

Za ich przykładem poszła reszta milicjantów. "Ogień seryjny ponad ulicą Wały Jagiellońskie w kierunku Huciska" prowadzili Ryszard Święconek, Jan Broda, Henryk Bulczak i Ryszard Zakrzewski.

Tolek Browarczyk wracał z pracy. Stojąc na skraju parku naprzeciw budynku LOT, nieopodal pomnika Marii Konopnickiej obserwował wydarzenia. Czekał, aż będzie mógł dojść do dworca, by kolejką dojechać na Zaspę, do domu.

W pewnej chwili upadł. Stający obok niego mężczyzna zobaczył, że z głowy spływa mu stróżka krwi. Kilka osób pomogło położyć chłopaka na ławce. - Do szpitala, szybko do szpitala! - zawołał ktoś przytomnie, więc ponieśli go na tej ławce do szpitala wojewódzkiego na Kopernika, jak dziesięć lat wcześniej w Gdyni stoczniowcy nieśli na drzwiach Janka Wiśniewskiego.

W czasie gdy przekazywali rannego lekarzom, milicjanci i żołnierze Ludowego Wojska Polskiego opuszczali swoje posterunki wokół Komitetu Wojewódzkiego i wracali do komend i jednostek z poczuciem dobrze wykonanego zadania.

Już nic nie zagrażało ich życiu i zdrowiu, wyrostki się rozpierzchły.

No i przede wszystkim ocalał gmach KW PZPR. Żadne biurko nie zostało wybebeszone, żadna posadzka nie została porysowana, żaden sejf nie został rozbity, żaden cenny dokument nie zginął ani nie spłonął.
Serce partii biło nadal równym rytmem.

***

Do szpitala wojewódzkiego oprócz Browarczyka przywieziono jeszcze dwu mężczyzn i chłopca. Sławek Dobrzyński przyjechał z ojcem z Pruszcza po masło. Szli do sklepu przy ulicy Okopowej. Stali jakiś czas w kolejce, ale masła zabrakło, więc poszli na przystanek autobusowy koło budynku LOT. Z wojskowego pojazdu ktoś rzucił petardę, która eksplodowała i zraniła chłopca w rękę.

Idący na dworzec dwudziestoczteroletni Grzegorz Zakrzewski został koło "Żaka" postrzelony w klatkę piersiową ("poczułem, że przeszyła mnie kula"). Natychmiastowa operacja uratowała mu życie. Zaś "osobnik, który przedstawił się lekarzom jako Andrzej Adamczyk" otrzymał postrzał w nogę. Po założeniu opatrunku zniknął.

***

Antoni Browarczyk leży podłączony do aparatury na oddziale intensywnej terapii. Matce powiedziano, że jeszcze żyje, ale nie uwierzyła, bo nie oddychał, leżał bez czucia, więc ucho do serca przykłada i nic, głucha cisza, za rękę go bierze, pulsu nie ma, zrywa się i chce biec na komendę MO, aby tych wszystkich łotrów i bandytów pozabijać.

- Mąż mnie uspokaja, pamiętaj o Grażynce, ma dopiero sześć lat, musimy ją wychować... Prawda, jest Grażynka. Została z babcią w domu, Boże co rozbić, wzywają księdza, żeby mnie uspokoił, coś do mnie mówi, ale nic nie pamiętam...

I tak zwodzili mnie przez parę dni - wspomina Marianna Browarczykowa ocierając oczy - ale może dobrze, bo jeszcze nadzieja jakaś się tliła, wbrew rozsądkowi, wbrew temu co widziałam na własne oczy, ale zawsze człowiek liczy na cud... Aż wreszcie w przeddzień Wigilii usłyszałam te straszne słowa: zmarł nie odzyskawszy przytomności. Umierałam z nim przez te sześć dni, ale ciągle żyłam, choć nie chciałam, choć włosy mi całkiem spopielały, z czarnych zrobiły się siwe. Ja żyłam, a on odszedł.

Podejrzewam, że chodziło o to, by pogrzeb odbył się cicho, bez demonstracji. Wie pani jaką datę wyznaczono? 31 grudnia! W Sylwestra! Oczywiście nie mogłam zamieścić nekrologu w żadnej gazecie.

Z akt śledztwa wynika, że milicjanci "udając się na akcję pobierali broń palną i amunicję bojową w wielkim pośpiechu". Wydawał ją starszy sierżant MO Eugeniusz Jagielski, który poprzedniego dnia wziął z magazynu cztery nowe pistolety maszynowe Pm-43. I te cztery pistolety dał Święconkowi, Brodzie, Bednarkowi, i Bulczakowi. Po powrocie nie sporządzono raportu, kto z którego pistoletu strzelał i ile zużył pocisków.

Bednarek zapierał się, że nie strzelał. Dopiero skonfrontowany z dowódcą przyznał: "Bardzo prawdopodobne, że mogłem nacisnąć na spust", ale potem znowu się z tego wycofał. Pozostali przyznali się do użycia broni.

Z ciała Antoniego Browarczyka wydobyto pocisk kaliber 7,62 mm wzór 30.

Eksperci stwierdzili, że może on pochodzić z pistoletu maszynowego Pm-43, ale nie dało się ustalić, z którego konkretnie egzemplarza broni go wystrzelono.

W dniu 18 sierpnia 1982 roku Prokuratura Marynarki Wojennej wydała postanowienie o umorzeniu śledztwa "wobec nie wykrycia sprawców nieostrożnego obchodzenia się z bronią".
Browarczykowie odwoływali się, ale bez skutku.

W 1991 roku gdy powstała w sejmie tzw. komisja Rokity czyli nadzwyczajna komisja do zbadania działalności MSW, śledztwo wznowiono. Było już jednak za późno, by móc ustalić który z funkcjonariuszy MO lub wojska zabił Antoniego Browarczyka i postrzelił dwóch pozostałych mężczyzn.

Barbara Szczepuła, "Dlaczego zginął Antoni Browarczyk?"

Dziennik Bałtycki, 14 grudnia 2011

Siostra śp. Antoniego Browarczyka w 1984 roku, 11-letnia wówczas Grażyna Browarczyk pisała:

Zginął bo kochał SOLIDARNOŚĆ

Gdzie jesteś gdzie, daleko stąd,
Patrzę za Tobą w ten świata krąg.
I tak daremnie wypatruję Ciebie,
Milicja bracie zabrała mi Cię!

Odszedłeś bracie bez pożegnania,
Odszedłeś bracie bez żadnych słów.
Ja czekam kiedy przyjdzie chwila,
A będę mogła spotkać Cię znów!

Chociaż we śnie przyjdź bracie kochany,
Bo obraz Twój w pamięci mej tkwi.
Z mojego serca przyjdź wyleczyć rany,
Swoim uśmiechem otrzyj me łzy.

Ta kula bracie, która Cię zabiła,
Ona również moje serce zraniła.
Lecz bardziej boli mnie prawda taka,
Że zginąłeś bracie z ręki Polaka!

Ta kula bracie była okrutna,
Która mi Ciebie zabrała.
Ciebie mój bracie pozbawiła życia,
Mnie na cierpienia wieczne skazała.

Tam na cmentarzu, na Łostowickim,
Jest teraz Twoja bracie mogiła.
Przyrzekam bracie na ile Cię kocham,
Na tyle będę się tu modliła.

Zaledwie miałeś dwadzieścia lat,
A przecież tak aż nie musiało być!
Śpij bracie kochany w tej polskiej ziemi,
Na której zabroniono Ci żyć!!!

 

13 grudnia 2008 roku w 27. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego Prezydent RP Lech Kaczyński nadał Antoniemu Browarczykowi pośmiertnie Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski za wybitne zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce.

 

Transparent wywieszony podczas meczu ligowego w Gdańsku przez kibiców Lechii Gdańsk 12 grudnia 2009 r.

 

Baner z autentycznym czarno-białym zdjęciem twarzy Browarczyka wykonanym w czasie sekcji zwłok z widoczną raną postrzałową wywieszony na fasadzie siedziby "Solidarności" w Gdańsku przez Komisję Krajową i Zarząd Regionu Gdańskiego NSZZ "Solidarność" we współpracy ze Stowarzyszeniem Federacji Młodzieży Walczącej oraz kibicami Lechii Gdańsk 9 grudnia 2011 r.

 

Anna Kołakowska o śp. Browarczyku w "Naszym Dzienniku" z 13 grudnia 2011 w artykule "Nieosądzony milicyjny mord".

 

Ocena wpisu: 
Brak głosów

Komentarze

Wieczne odpoczywanie racz mu dać Panie...

Piotr W.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0
#208435

Czasem lepiej nic nie pisac a ból w sercu nosic.

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
0

Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a magyart

#208750