Proszę!, tylko nie w twarz.

Obrazek użytkownika jwp
Blog

To nie tylko znana nam z literatury, czy też filmów sytuacja, gdy prostytutka prosi klienta ze specyficznymi upodobaniami, by nie zabierał jej narzędzia pracy, tzw. pierwszego kontaktu.

Również alfons w swojej zawodowej mądrości nie bije podopiecznych po twarzy, a jeżeli już bije, to tak by bolało, ale ślady nie pozostały. Znamy to doskonale i to bynajmniej nie tylko z „Domów pod czerwoną latarnią”.

W zasadzie całe życie to sprzedawanie siebie, kompromisy, wyrzekanie się idei w zamian za zapłatę nie tylko w żywej gotówce. I gdy wielu szanuje swoje ciało i duszę oraz umiejętności, inni kupczą nimi bez opamiętania nie pomni razów od klientów i nadzorców.

Wszystko to można wytłumaczyć i usprawiedliwić troską o rodzinę, zwyczajnym lękiem o byt. Gorzej, gdy sprzedajemy nie tylko siebie, ale i cudzy los. Ustawiamy się wtedy bliżej bajzel mamy, choć według mnie stajemy się wtedy kurwą czystej krwi. Ja wiem, że każdy ma swoją granicę bólu, nie tylko fizycznego, dlatego nie powinniśmy się zarzekać, iż nigdy, przenigdy…

Trudno mi jednak ważyć na jednej szali tych katowanych, co nie wytrzymali tortur i tych, co zwyciężyli z oprawcami choćby za cenę śmierci, z tymi, którzy jeszcze nie poczuli bólu, a już sprzedali wszystkich, łącznie z nigdy na oczy niewidzianymi. Nie wspominając najgorszych, którzy dobrowolnie i dla wspólnego dobra zakapowali. Może to daleka analogia i z trudniejszych czasów pochodzi, lecz jeżeli w ponoć wolnym kraju, tak łatwo dajemy dupy, to ilu z nas sprawdziłoby się tak, jak wielu naszych przodków.

Nie o wielkie sprawy i wyzwania mi chodzi, tylko o to, że dajemy się kopać w tyłek i bić po nerach za cenę małej stabilizacji, za marne emerytury, renty i średnią krajową. Wszystko, co w III RP z nami robi władza, politycy, ich ekonomi w upadającym folwarku, jakim stał się Polska, pospołu z kapitalistami o SB-eckiej proweniencji, to wszystko dawno już przekroczyło granicę zachowania twarzy, czy też troski o byt codzienny naszych rodzin. Broniąc resztek z pańskiego stołu zapominamy, że wokół nas są od nas słabsi oraz tacy, którym odebrano już wszystko, nie tylko nadzieję, ale i też jakiekolwiek atrybuty i role społeczne.

Oni nie mają się już czym targować, komornik w majestacie prawa zabrał ostatnią parę butów pozostawiając tylko strawę wstydu. Wstydu rodziców przed dziećmi. Wielcy ekonomiści i myśliciele przyszyli im łatkę nieudaczników, bo przecież wolny rynek dał im szansę. Może trochę inną niż uprzywilejowanym i przygotowanym do łupienia kraju, jednak przetarg był rozpisany. A, że warunki i specyfika pisane pod…, to nic nowego. Nikt nie bronił zastawić w lombardzie skrzętnie przez pokolenia przechowywanych świadectw patriotyzmu, a i do partii odpowiedniej zawsze można było wstąpić.

Co raz mniej, co wyraźnie widać po sondażach, nawet jeśli z "deczka", lub z "kila" sfałszowane, coraz mniej nas. Ludzi, którzy jeno przed Bogiem, a nie mamoną, a tak po prawdzie garścią miedziaków klęczą. Nie dość, że soli ziemi brakuje i wojowników, to ziemia polska porasta chwastami, jakimi są wielkie rzesze żurnalistów, twarzy i głosów z TV i Radia, mierne aktorzyny i znawcy po szkołach wszelakiej maści. Przyczepiły się nie tylko do Polski pasożyty, które nie wiedzą, co to pęcherz na dłoni i kark spalony słońcem w orce rzeczywistości. Krew, pot i łzy znają tylko z teleprompterów i wszechogarniającej narracji celuloidowych, o przepraszam, cyfrowych kreacji.

Bronimy tego, co dawno już nie nasze, zapominając, że nienamacalne jest siłą największą. Już nawet nie na kolanach zmierzamy, a pełzamy po kolejny przydział wypełniaczy mózgu i racje żywnościowe w wyczekiwanych kuponach. Kopani, resztkami sił twarz zasłaniamy frazesami podawanymi w śniadaniowej telewizji. Od statystycznego obywatela, do takiego z „górnej półki” płynie jasna deklaracja, dość jątrzenia i narodowej schizy, czas na pracę, pościg za nowoczesną i wolną od ciężaru tradycji i religijnych zabobonów Europę. W drodze do wyzwolenia z jarzma ciemnoty i patriotyzmu źle pojętego, nie licząc ofiar. Ważny jest marsz, bo gdy maszerujemy, to powietrza starcza już tylko dla płuc. Serce i mózg mają się zdegenerować do roli cząstki, trybików w ciele niewolnika.

Wystarczy, bowiem dozować razy i michę, tak byśmy nie zdechli, resztką sił nie dziesięcinę, a co najmniej sześćdziesięcinę płacili. I by przypadkiem sił i środków na bunt nie zostało. Bo o braku żelaza, gdy nie tylko lemiesze dawno pordzewiały nie wspomnę.

Kiedyś blizna coś znaczyła, była świadectwem odwagi i poświęcenia we wspólne sprawie. Dowodem ran w boju zdanych, w godnej, choć nierzadko pozornie beznadziejnej walce. Teraz buźki wykremowane kryją w masce pozorów zwykły ból skopanej dupy. Za cenę rachunku zysków i strat. Zysk bieżący przykrywa straty nie od odrobienia. Tam gdzie kończy się czas na decyzje, w perspektywie nadejdą konsekwencje ich braku.

Obrażenie wewnętrzne nijak się mają do podbitego oka. Nie będzie już przerw, lekcja goni lekcję, a egzamin za pasem. Wybór jest prosty, gradacja oczywista. Ślepy zaułek postępu wybudował dach hen wysoko. Tylko nic nie zadaszył. A my szukamy ostatniego być może miejsca na ciele, by wstrzyknąć sobie kroplę znieczulenia, na wszystko, a szczególnie przeciwko bólowi, co serca rozrywa. By zdławić, być może płonne nadzieje, a jednak siłę przemożną, która wypływa z głębokich źródeł. Nie z płycizny wszechobecnej.

Jeden, dwa, a może więcej dni nie zapłacą nam za uległość, za gotowość do wyrzeczenia się po trzykroć. Jednak to nie my odczujemy głód, tylko przywry zemrą szybciej niż sądzimy. Trudno wymagać kolejnych wyrzeczeń, to jednak już nie wymóg, to powinność. Zedrzyjmy z grzbietów koszulę pozorów dobrobytu, wolności, niech przemówią blizny. Po raz ostatni. Nie ma się już czego bać. Zapewne jeszcze niejedno i większe poniżenie nas czeka.

Nie dajmy się jednak, jak dzieci bić po łapkach za nie swoje przewiny, ani też nie zastawiajmy resztek, być może sprostytuowanej z powodu życiowych wyborów godności. Trzeba nam powstać z kolan, otrzepać się i iść dalej. Nie bacząc na witki smagające i wnyki uplecione przez kłusowników. Tylko tchórz boi się ciemnego lasu przyszłości, a tam właśnie sprawną ręką można wykarczować drogę. Nie tylko do przyszłości, ale i rozświetlić to, co za nami.

Będzie znów, co śpiewać nad kołyską, a przy wieczerzy wspominać starodawne dzieje. Serca i Duch okrzepnie, a dziatwa w ślady ojców pójdzie. Gdy kto upadnie, to rękę ujrzy pomocną, a nie knut. Nie będą też na targu polskość inne przymioty stały. Ze wzgardą odrzucimy wyprzedaż za bezcen.

Może jednak bliżej nam do targowiska próżności, do burdelu atłasem wyścielonego, gdzie kręgosłup wygięty w pozycjach rodem z „ruskiejsutry” i kość ogonowa skopana przez sutenerów ( Alfons - szybki, chętny, życzliwy ) łacniej się goi niźli rany w boju zadane. A może zbyt daleko odeszliśmy od naszej natury Bożych Dzieci. A może jednak prawdziwe oblicze wyziera zza gry pozorów. Gdzie są granice i cena wyprzedaży, ile Polska w Euro-Lumpeksie zaważy, więcej niż metka Haute Couture, jednak w Chinach wyszyta.

Dom buduje się w sercu, tam jest jego opoka. Może i potem trzeba w składzie budowlanym się zaopatrzyć. Jednak historia pokazuje, że bez fundamentu możemy sobie na „plaży” pobywać, jaką sobie na własne życzenie ufundowaliśmy i zamki na piasku stawiać. A kolejna fala naiwności je i tak zmyje, A my tak „Powtarzalni” zaczniemy od nowa stąpać po Martwym Morzu, ni kroku do przodu, spętani powrozem zaniechania.

W oddali, bliżej jednak niż nasze zwątpienie stoi „Stary Polski Dom”. W malwach i powojach. Zapachów pełen gdzie indziej niespotykanych, ciepła i duchów dobrych. Jaskółka pod powałą schronienie wije, a jabłko spada w kompot. Sztambuch napęczniały polskimi ścieżkami jeszcze nie kusi dziatek, czeka czasu swego. Stół skrzypi w jednym chórze z krzesłami zniecierpliwiony. Jak siądą, śniadaniem, obiadem i wieczerzą, to dopełnią obrządku. Prostym gestem od piersi na chlebie znakiem czynionym i modlitwą Polskę będą czynić.

Zmierzch obejmie troskliwie ostatnią piosnkę,  święcą co się dopala. Za drzwiami już ranek świta. Wyplatany z lęku i nadziei, klon go sokiem klei, a kogut, jeszcze z głową pobudkę gra. Nie ma tam miejsca na dyrdymały i czcze gadanie, w każdej porze roku i w każdym czasie, w piędzi ziemi i kłosie złotym, jak warkocze naszych dziewczyn, Polska się mieni. I czeka, jak matka cierpliwie, byśmy jej nie przespali.

Jak się komuś makatki naszych babć nie podobają,

to niech się trzyma z daleka.

A teraz z zakazanej beczki.

Cyprian Kamil Norwid - Sieroty

Czy widziałeś sieroty, co w nabrzmiałym oku

Gwałtem budzą wesołość, a ta, wysilona,

Na chwilę tylko błyśnie i po chwili kona,

Zanurzając się w łoże chmurnego obłoku?

Biedne dzieci! szczęśliwe, jeśli przy nich czasem

Ktoś o zmarłych rodzicach napomknie nawiasem,

Bo wtedy w młode serca taka lubość płynie,

Jak w lilie, które zaraz otwierają usta,

Skoro promień słoneczny spod chmur się wywinie.

Biedne dzieci! z was często zamożna rozpusta

Wyśmiewa się bezkarnie; a starsi tłumaczą,

Że to dobrze: "bo czemuż głupie dzieci płaczą ?"

I znów wchodzi Wesołość, jak gość nieproszony,

Lub jak polny fijołek zagmatwany w cierni,

Gdy zwiędną wkoło niego towarzysze wierni,

A on drży, patrzy, blednie, bo na wszystkie strony,

Dokąd tylko błękitnym okiem dojrzeć może,

Wszędzie wiją się, plączą, kolczyste obroże.

Lecz nie wszystkie sieroty są tak nieszczęśliwe...

Ja widziałem młodzieńca, co w okropnej nędzy

Dniem i nocą pracował, by dostać pieniędzy,

Pieniędzy! które swoim przeważnym ciążeniem

Przytrzymywały jego matkę na tym świecie.

Teraz zaś młody człowiek sam został, z wspomnieniem,

Że gdy matka konała,

Jego czoło uwiędłą ręką przeżegnała;

I tak mu było błogo jak po deszczu w lecie,

Lub jak gdyby przechodząc dotknął się anioła,

Który wieczorem stawa przy wschodach kościoła.

Widziałem jeszcze potem innego sierotę,

Jak w wygodnym powozie przebiegał ulice,

Śmiał się do wszystkich głośno, miał rumiane lice

I różne cacka złote.

Lecz on nie był sierotą; on w języku nowym

Nieutulonym w żalu się nazywa;

I tak to zwykle piszą w liście pogrzebowym,

Który krewnych, przyjaciół i znajomych wzywa.

Potem widziałem znowu młodego człowieka,

Od którego tłum ludzi pobożnych ucieka,

A gdy ku niemu oczy obróci łaskawe,

To całej ciżby tłumne, stuoczne spojrzenie

On przyjmuje jak gdyby rzucone kamienie!

Bo on jest dziecię nieprawe.

On, tymi spojrzeniami wciąż kamienowany,

Czuje wszystkie i mógłby policzyć, jak rany,

Więc gorzko płacze.

A chociaż ma rodziców, nie wie ich siedliska,

I nieraz bije czołem w pałac granitowy,

W którym nieznany ojciec na puchach spoczywa,

I nieraz z Losem wściekłe prowadzi rozmowy,

Gdy ten pięknie wschodzące nadzieje wyrywa.

Nieszczęśliwy! wpadł jako motyl do mrowiska,

Co na próżno wytęża poszarpane skrzydła,

Na próżno chce polepszyć to życie tułacze,

Bo go zewsząd nieznane obiegły straszydła,

I przy nim, na nim, siedzą,

Przed nim, za nim, się wleką,

I biedne ciało sieką,

I biedne życie jedzą.

W końcu spotkałem jeszcze dziwnego człowieka,

Który po swych rodzicach nie nosił żałoby,

Nie rozpaczał przy ludziach, nie chodził na groby;

Lecz czasem tylko jego zapadła powieka

Przyjmowała do siebie promyczek wesela,

A ten tak blado, drżąco spod rzęsów wystrzela,

Jakby się od księżyca nauczył mrugania.

Ten człowiek od pierwszego z światem przywitania

Był bardzo nieszczęśliwy, ale się nie zrażał,

Patrzył w niebo i, pełniąc swoje obowiązki,

Na ziemię mało zważał.

On nawet w drobnych rzeczach był prześladowany,

Jakby go los trefnisiem dla siebie uczynił;

On często cierpiał potwarz, choć nic nie zawinił;

On, pragnąc zerwać różę, rwał ostre gałązki...

Ten więc człowiek, sierota, od nieszczęść ścigany,

Patrząc w górę, ze świętym uśmiechem proroctwa

Mówił do mnie, że nie ma bynajmniej sieroctwa!

Ja zaś jakoś niechcący ku niebu spojrzałem,

A niebo było gwiaździste;

W gwiazdach więc tajemnicę tych słów wyczytałem,

Bo one tam wyraźne były, oczywiste;

Potem, gdy dusza swego skosztowała chleba,

Nie mogłem się już więcej oderwać od nieba,

Które mnie wciąż ciągnęło silnym, wonnym tchnieniem.

I wtedy to ja, wziąwszy mój łzawy różaniec,

Zmówiłem na nim pacierz - potężnym milczeniem.

Teraz zaś, widząc, słysząc tyle rzeczy nowych,

Do was biegnę, wam prawdy przynoszę kaganiec,

Wam, biednym bladym dzieciom z nabrzmiałą powieką,

Co samotne jesteście w tłumach pogrzebowych,

I samotne musicie patrzyć na to wieko,

Które tak silnie serca wasze przyskrzypnęło,

Które przed wami wszystko na świecie zamknęło!

O, wy jesteście kwiatki, które Los szaleniec

Skręca, plecie, usiadłszy na najświeższym grobie,

Skręca, przędzie i plecie na torturach wieniec,

Aby nim dzikie skronie przyozdobić sobie.

Brak głosów

Komentarze

Przejmujący tekst. I ważny.
Przeczytałam całość, a potem wróciłam do tego fragmentu:
Trzeba nam powstać z kolan, otrzepać się i iść dalej. Nie bacząc na witki smagające i wnyki uplecione przez kłusowników. Tylko tchórz boi się ciemnego lasu przyszłości, a tam właśnie sprawną ręką wykarczować drogę. Nie tylko do przyszłości, ale i rozświetlić to, co za nami.

Będzie znów, co śpiewać nad kołyską, a przy wieczerzy wspominać starodawne dzieje. Serca i Duch okrzepnie, a dziatwa w ślady ojców pójdzie. Gdy kto upadnie, to rękę ujrzy pomocną, a nie knut. Nie będzie na targu polskość ni też inne przymioty stały. Ze wzgardą odrzucimy wyprzedaż za bezcen.

Dziękuję. Takie teksty ładują "akumulator" :)

Nie do końca pozostaje w związku z tym tekstem to, co chcę teraz napisać, ale to właśnie on mi to przypomniał.

Sędzia z Palermo, Giovanni Falcone, który w sensie dosłownym poświęcił swoje życie w walce z mafią by ratować prawdę i praworządność, na pytanie czy się nie boi, odpowiedział:
„Ci, którzy się boją, umierają codziennie. Ci, którzy się nie boją, umierają tylko raz”

Dycha, bez najmniejszych wątpliwości!

Vote up!
0
Vote down!
0
#272512

Ci, którzy się nie boją nigdy nie umrą w naszych sercach i pamięci.

Pamiętam, bo w pamięci pozostają tylko niezłomni. Nawet w najprostszych sprawach, silni wiarą.

A tekst generalnie jest beznadziejny, bo ani w 3D, ani też wymogów postawionych nie spełnia.

Ku Polsce i dla Polski.

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

Vote up!
0
Vote down!
0

jwp - Ja też potrafię w mordę bić. Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ? Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

#272520

Jest w tym dużo racji, lecz z przykrością zauważam, że teraz nawet kur*y chcą się sprzedać za każdą cenę, nie bacząc na koszty. Wszystko przez to, że wiele wartości zanika lub są w różny sposób dezawuowane, deprecjonowane.
A wartości warto si.ę jednak trzymać. One stanowią o tradycji narodu.

pozdr
Koteusz
=======
Polacy domagają się prawdy o Smoleńsku!

Vote up!
0
Vote down!
0

Koteusz
=======
Polacy domagają się prawdy o Smoleńsku!

#272576

Witaj,
ich katalog wartości wymusza na nich stanie na rogu.
A ceny rzeczywiście idą w dół.

Pozdrawiam Serdecznie

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

Vote up!
0
Vote down!
0

jwp - Ja też potrafię w mordę bić. Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ? Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

#272613

Nie tylko oczy swe nacieszył.

Dziękuję!

Obibok na własny koszt

======================================================

Nunquam sapiens irascitur.

Vote up!
0
Vote down!
0

Obibok na własny koszt

#272518

Znaczy się nie obijamy się.
Dziękując za wizytę, dufam, że sobie boków nie poobijamy. A raczej im na pohybel.

Czas, tylko czas oddzieli...

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

Vote up!
0
Vote down!
0

jwp - Ja też potrafię w mordę bić. Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ? Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

#272521

Obijam jedynie wszelkiej maści TW Bolków, a tego ich głównego TW Bolka - ichniego guru, to obijam już od dnia 16.08.1980 r. przy każdej nadarzającej się okazji.

Obibok na własny koszt

======================================================

Nunquam sapiens irascitur.

Vote up!
0
Vote down!
0

Obibok na własny koszt

#272522

Wreszcie powrót do spraw dużych i zasadniczych.

Pozdrawiam :-)

Vote up!
0
Vote down!
0
#272543

Witaj,
może dla nas takie są. Inni żyją z tym lub z tego...

Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

Vote up!
0
Vote down!
0

jwp - Ja też potrafię w mordę bić. Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ? Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

#272614

... witaj "J".
- Okazuje się,że stare prawdy nie kłamią ;
" Kto rano wstaje, temu Bóg daje "...
-Wielu z nas, myśli podobnie,ale napisanie i opublikowanie ,tak ważnych słów pozwala mieć nadzieję,że to właśnie My mamy rację.
-Nie będę punktował i cytował -cały artykuł jest o kapitalnym znaczeniu.
Dzięki Ci Krakusie , Drogi Przyjacielu.
Pozdrawiam
Marek

Vote up!
0
Vote down!
0
#272545

Witaj,
możemy trąbić ile wlezie, lecz woskowina konsumpcji wycisza, to co najważniejsze.

Serdecznie Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

Vote up!
0
Vote down!
0

jwp - Ja też potrafię w mordę bić. Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ? Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

#272616

Bardzo dziękuję za ten bardzo, bardzo wartościowy wpis.Niech wzbudzi nam wielu mądrych Polaków.

Pozdrawiam

Vote up!
0
Vote down!
0
#272557

Witaj,
nie wiem czy słowa ich wybudzą, może trza ojcowskie lanie spuścić. Na gołą już prawie całkiem dupę.

Pozdrawiam

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

Vote up!
0
Vote down!
0

jwp - Ja też potrafię w mordę bić. Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ? Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

#272617

Maciej nieustannie prosi, abym była jego lektorem i czytała, co ciekawsze. Więc jesteś czytany "na głos"...
Gratulacje i 10

Vote up!
0
Vote down!
0
#272626

Witaj.
Jesteś u nas "na liście".

Żeby tylko u was.

Czytanie mnie na głos grozi skutkami ubocznymi.

Pozdrawiam Was Serdecznie

jwp

Vote up!
0
Vote down!
0

jwp - Ja też potrafię w mordę bić. Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ? Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

#273051

Dawno nie czytałem w tak celny sposób ujętej rzeczywistości. Masz wspaniały dar słowa. Piękna robota, to chyba jedyna metoda by budzić sumienia i społeczeństwo z letargu i bezczynności, gratuluję !
Serdecznie pozdrawiam

Vote up!
0
Vote down!
0

-

#272659

Witam,
owa rzeczywistość niejako sama się "ujmuje".
Sądzę jednak, że słowa to za mało, czynów przykład niezbędnym jest.

Pozdrawiam Równie Serdecznie

jwp - Ja też potrafię w mordę bić.

Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ?
Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

Vote up!
0
Vote down!
0

jwp - Ja też potrafię w mordę bić. Hr. Skrzyński - Panie Marszałku, a jaki program tej partii ? Marszałek Piłsudski - Najprostszy z możliwych. Bić kurwy i złodziei, mości hrabio.

#273052