Min. Z. Ziobro dla „Naszego Dziennika”: Komisja Europejska zdobyła realną władzę

Obrazek użytkownika Rebeliantka
Artykuł

Fragmenty wywiadu:

Oceniamy, że nie mamy powodu, by wierzyć liderom unijnym. Wyjaśnijmy, że konkluzje – choć pozytywne w swej wymowie – mają charakter wyłącznie ustaleń politycznych. Natomiast rozporządzenie to twarde prawo, które wchodzi w życie i daje realną władzę Komisji Europejskiej. Nie mam wątpliwości, że jest tylko kwestią czasu, gdy Komisja Europejska skorzysta z tego prawa, znajdując powód, by zlekceważyć konkluzje – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” minister sprawiedliwości, Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro.

(...)

Za nami trudny rok 2020, nie tylko w związku z walką z koronawirusem. Kryzysy nie ominęły Unii Europejskiej, w której trwały gorące negocjacje w sprawie budżetu. Jednak rozmowy nie zakończyły się polskim wetem, o które postulowała Solidarna Polska, mimo że mechanizm praworządności pozostał.

– Niestety, w wymiarze prawnym premier Mateusz Morawiecki zgodził się na połączenie budżetu Unii Europejskiej z rozporządzeniem w sprawie systemu warunkowości, pozwalającym Komisji Europejskiej arbitralnie uzależniać wypłatę funduszy unijnych od tzw. praworządności. Uzyskał na to akceptację naszych koalicjantów – Prawa i Sprawiedliwości oraz partii Jarosława Gowina. Premier przekonał ich, że wynegecjowane przez niego konkluzje Rady Europejskiej skutecznie zablokują użycie rozporządzenia przeciwko Polsce. Solidarna Polska natomiast uważała – i zdania nie zmieniliśmy – że tego rodzaju zgoda, niezależnie od wynegocjowanych konkluzji, stwarza dla naszego państwa i suwerenności poważne zagrożenie. Dlatego konsekwentnie domagaliśmy się weta. Stąd zgoda premiera Morawieckiego spotkała się z naszym zdecydowanym sprzeciwem i podzieliła w tej konkretnej sprawie obóz dobrej zmiany.

Niemiecka prezydencja przekonuje, że tu wyłącznie chodzi o ochronę praworządności.

– To kłamstwo i zuchwałość. Na ironię zakrawa fakt, że rozporządzenie, które niemiec-ka prezydencja przedstawia jako mające chronić praworządność, w rzeczywistości samo stanowi zamach na tę praworządność.

W czym ten zamach się wyraża?

– Po pierwsze – rozporządzenie, naruszając europejskie traktaty, wkracza w obszary zastrzeżone wyłącznie dla kompetencji suwerennych państw, w które UE nie ma prawa ingerować. Po drugie – łamie też traktat o UE w innym punkcie. Traktat zabrania karania któregoś z państw członkowskich bez uzyskania zgody na to wszystkich pozostałych państw. Tymczasem według rozporządzenia Komisja Europejska tego rodzaju zgody nie będzie już potrzebowała. Nie wspomnę już, że rozporządzenie łamie też w wielu miejscach polską Konstytucję, która chroni suwerenność państwa polskiego.

Czym konkretnie skutkują te zagrożenia dla Polski?

– W oparciu o to rozporządzenie Komisja Europejska zyska nowe narzędzie władzy nad państwami członkowskimi w postaci możliwości nakładania gigantycznych kar finansowych. Będzie mogła je nakładać wtedy, gdy kraje członkowskie nie będą się podporządkowywać jej decyzjom dotyczącym wielu sfer działania państwa. Będzie więc mogła karać takie kraje jak Polska na kwoty przekraczające wyobrażenie zwykłego człowieka, sięgające nawet setek miliardów złotych. Decyzję będzie podejmować na podstawie arbitralnych politycznych ocen, jeśli Polska nie spełni jej żądań. Za sprawą tego rozporządzenia Polski prezydent, rząd, Sejm, Senat czy samorządy będą w wielu dziedzinach podlegać politycznej władzy nadzorczej Komisji. W ten sposób stworzono sprzeczny z polską Konstytucją mechanizm szantażu, jakiego Komisja może używać wobec Polski, np. chcąc w przyszłości wymusić legalizację „małżeństw” homoseksualnych i adopcję przez nie dzieci, aborcję na życzenie, eutanazję, czy też zmiany w obszarze mediów, kultury i tak ważnych instytucji państwa, jak choćby policja, prokuratura i sądy. Tak więc zagrożenia są bardzo konkretne i realne.

Jednak premier Morawiecki podkreśla, że wynegocjował konkluzje Rady Unii Europejskiej, które gwarantują, że to rozporządzenie nie będzie używane przeciwko Polsce.

– Niestety, my oceniamy, że nie mamy powodu, by wierzyć liderom unijnym. Wyjaśnijmy, że konkluzje – choć pozytywne w swej wymowie – mają charakter wyłącznie ustaleń politycznych. Natomiast rozporządzenie to twarde prawo, które wchodzi w życie i daje realną władzę Komisji Europejskiej. Nie mam wątpliwości, że jest tylko kwestią czasu, gdy Komisja Europejska skorzysta z tego prawa, znajdując powód, by zlekceważyć konkluzje. Oczywiście lepiej, że one są, ale ich rola, jak pokazuje dotychczasowa praktyka, będzie marginalizowana. Zresztą wypowiedzi szefowej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen, jak też jej zastępczyni Věry Jourovej potwierdzają nasze oceny. Nawiasem mówiąc, premier wynegocjował konkluzje tylko dlatego, że zagroził użyciem weta. A przypomnę, że Solidarna Polska wzywała premiera do użycia weta już przed lipcowym szczytem Rady Unii Europejskiej. Wtedy premier odpowiedział w wywiadzie dla tygodnika „wSieci”, że wetem „to my sobie strzelimy w łeb”. Przywódcy europejscy zapewnili go wówczas, że połączenia praworządności i budżetu nie będzie, ale słowa nie dotrzymali. Dlatego kilka miesięcy później premier jednak odwołał się do weta i dobrze, bo dzięki temu uzyskał konkluzje. My jednak uważaliśmy, że na groźbie weta nie można poprzestać, tylko trzeba go użyć, a Polska uzyskałaby znacznie więcej.

A na jakiej podstawie Pan tak twierdzi?

– Otóż w wyniku pandemii COVID-19 gospodarki Europy Południowej znalazły się w stanie głębokiego kryzysu. Przed katastrofą uchronić je może tylko istotny zastrzyk pieniędzy, których same nie mogły uzyskać ze względu na bardzo duże zadłużenie. Takie kraje, jak Grecja, Hiszpania czy Włochy, mają mocno nadwyrężoną zdolność kredytową i pilnie potrzebowały pieniędzy, żeby ratować swoje gospodarki. Pamiętajmy, że ich finansowe załamanie oznaczałoby gospodarcze tsunami dla strefy euro, a w szczególności dla niemieckich czy francuskich banków, które kredytowały niektóre z tych państw. Dlatego to oni byli pod ogromną presją, a my mieliśmy bardzo silne karty w ręku, żeby obronić się przed zagrażającym suwerenności rozporządzeniem. Gdybyśmy zastosowali weto, musieliby wycofać się z rozrządzenia, bo czas ich naglił, a nie nas. To oni mieli nóż na gardle.

--------------------------

Polecam cały wywiad.

Ocena polecanki: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 3.4 (głosów:4)

Komentarze

Czyli z niedawnego "sukcesu" pana premiera w Brukseli zostały tylko muł i wodorosty...

Podoba mi się!
2
Nie podoba mi się!
-1

Yagon 12

#1657463