Lockdowny w chorobach przenoszonych drogą oddechową nie działają; szkodzą i nie zabezpieczają przed niczym

Obrazek użytkownika Rebeliantka
Artykuł

Dr Hałat - epidemiolog, były Główny Inspektor Sanitarny i były wiceminister Zdrowia - w audycji "Polski punkt widzenia" w Telewizji "Trwam" przekazał ważne tezy, oparte na dowodach (cytuję):

Obecne zaniedbania paraliżują opiekę zdrowotną. W służbie zdrowia jest chaos, ludzi się nie leczy. (…)

Lockdowny w chorobach przenoszonych drogą oddechową nie działają. Od czasu wykorzenienia ospy czarnej pojawiły się dziesiątki prac wykazujących, że lockdowny szkodzą, a nie pomagają; nie zabezpieczają przed niczym, tylko zmuszają ludzi do izolacji.

Lekarze, którzy podejmują niestandardowe metody leczenia COVID-19 lub krytykują niektóre działania rządu związane z walką z epidemią, są wzywani w charakterze świadków do Naczelnej Izby Lekarskiej. Grozi im postępowanie przed Rzecznikiem Odpowiedzialności Zawodowej. Jeśli stwierdzi on, że lekarze dopuścili się przewinienia zawodowego, sprawa trafi do sądu lekarskiego. Ten może orzec jedną z siedmiu kar – od upomnienia do pozbawienia prawa wykonywania zawodu. W piątek przesłuchiwany przez Naczelną Radę Lekarską był dr Paweł Basiukiewicz, kardiolog, który w publicznych wypowiedziach podważa sens lockdownu. Lekarz podpisał także list otwarty do władz państwowych, by szczepienia przeciw COVID-19 nie były obowiązkowe.

– 8 grudnia 2020 r. doszło do skandalu w skali światowej. Minister zdrowia stwierdził, że lekarze, którzy mają poglądy wynikające z oczytania w literaturze medycznej, a także naukowcy stanowiący zaplecze lekarzy – jak biologowie molekularni – należą do „kołtuństwa”. Po tym prezes Naczelnej Izby Lekarskiej, prof. Andrzej Matyja, zapowiedział przesłuchania tych lekarzy. W historii medycyny zapewne po raz pierwszy ma miejsce sytuacja, kiedy korporacja lekarska ściga swoich członków, reprezentując interesy funkcjonariuszy szarlatanów. Albo medycyna oparta jest o dowody, albo jest to szarlataneria. Tak agresywne podejście do zawodu z 8 grudnia 2020 r. wynikało przede wszystkim z potrzeby realizacji programu „wyszczepiania”, czyli było to zastraszenie zawodu lekarskiego przez jego reprezentantów.

„mamy do czynienia z sytuacją, w której wszystkie przesłanki (wcześniej teoretyczne) znajdują pełne potwierdzenie w praktyce medycznej spisanej w artykułach naukowych”. Konkluzje znajdują dzisiaj pełne potwierdzenie w obserwacjach i są ewidencją naukową, spisaną np. w prestiżowym czasopiśmie medycznym „The New England Journal of Medicine”, który od kwietnia zaczął publikować prace dot. problemu u osób zaszczepionych, znanego jako poszczepienna immunologiczna małopłytkowość zatorowa. (…) Droga wyznaczona przez lekarzy w swoich stanowiskach, która została potępiona przez ministra zdrowia i prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej, była drogą słuszną i znajdującą obecnie potwierdzenie.

były Główny Inspektor Sanitarny wskazał na informacje „obciążające ministra zdrowia za nadmiarowe zgony w stosunku do średniej minionego pięciolecia. Wtedy szły one w dziesiątki tysięcy, a teraz sięgają setek tysięcy osób”. Nie są to zgony z powodu COVID-19, a przez COVID-19, czyli z powodu dezorganizacji, chaosu w opiece zdrowotnej, która – mimo opłacania jej ze środków publicznych – nie wypełnia swojej roli. Ludzi teraz się nie leczy, tylko bada testem uznanym za bezwartościowy, aby „odfajkować” przebadanie. Wiosną 2020 r. roku mówiłem, że lepiej rzucić monetą, ponieważ wyniki są tak zafałszowane. Zamiast postępować z pacjentem przez SOR, trzyma się człowieka i bada. Mamy liczne zgony z tego powodu, nawet dzieci.

Każdy lekarz ma obowiązek informować społeczeństwo o aktualnych zagrożeniach. Jeżeli dr Paweł Basiukiewicz widzi skutki lockdownu w swojej praktyce, jeżeli widzi pacjentów wcześniej przyjmowanych przez lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej, a potem trafiających na prowadzony przez niego oddział chorób zakaźny – bo doktor się poświęcił, kardiolog poszedł pracować na oddział COVID-owy – to ma prawo, a wręcz obowiązek, to powiedzieć. Powinno to spowodować refleksję u ministra zdrowia, premiera i prezydenta ws. organizacji ochrony zdrowia. Jeżeli mówimy o uzasadnieniu lockdownu, to on nie istnieje w literaturze medycznej. (…) Opinia jednego z najwybitniejszych epidemiologów naszych czasów, który swoimi metodami wykorzenił na świecie ospę czarną, brzmi, że lockdowny w chorobach przenoszonych drogą oddechową nie działają. Od tamtej pory pojawiły się dziesiątki prac, obserwacji epidemiologicznych z różnych krajów, wykazujących, że lockdowny szkodzą, a nie pomagają; nie zabezpieczają przed niczym, tylko zmuszają ludzi do izolacji w zamkniętych pomieszczeniach.

Zamknięcie ludzi to sytuacja straszna. Potem wypuszcza się człowieka na ulicę w masce i wymiana gazowa, niezbędna w przemianie materii w postaci głównie dwutlenku węgla, nie może się odbyć, bo nie mogą być wydalone produktu przemiany materii, tylko są one z powrotem wdychane zamiast tlenu.

„nikt nie zaprzecza istnienia choroby SARS-CoV-2. Nikt nie zaprzecza istnieniu jej piorunującej postaci, trafiającej nawet młodych ludzi”.   Jeden z najbardziej pracowitych epidemiologów dzisiejszych czasów, John Ioannidis, wyliczył, że na 1,5-2 mld ludzi, którzy ulegli zakażeniu koronawirusem, współczynnik śmiertelności wśród zakażonych wynosi ok. 1,5 promila. Kiedy porównuje się to z grypą sezonową, to nie wygląda ona mniej poważnie niż epidemie.

Były Główny Inspektor Sanitarny w kontekście COVID-19 zwrócił uwagę na „przypadki piorunujące, które od samego początku powinny być prowadzone zgodnie z etyką i pragmatyką zawodu lekarza”.

– Natomiast według dyrektyw ministra zdrowia pacjent z objawami jest trzymany w domu, dostaje zalecenie brania panadolu do chwili, aż na syrenie zostanie zawieziony do szpitala, gdzie – po nieudanej próbie natleniania nieinwazyjnego – oddawany jest inwazyjnej wentylacji za pomocą respiratora. (…) Pacjenta trzeba wcześniej leczyć w domu lekami, które są uznane za skuteczne, co wynika z literatury medycznej, z ewidencji. Lekarze w Piemoncie wygrali proces z ministrem zdrowia o wczesne leczenie pacjentów w domu, żeby unikać ryzykownego dla każdego postępu choroby. (…) Leki takie, jak hydroksychlorochina, amantadyna, iwermektyna, od samego początku okazywały się skuteczne w praktyce wielu kolegów. Gdyby one były zatwierdzone jako skuteczne, podważyłyby możliwość rejestrowania szczepionek.

Dr Zbigniew Hałat zapytany o to, czy obecne szczepionki są remedium na walkę z koronawirusem, odpowiedział, że „to są eksperymenty, preparaty wprowadzone w trybie awaryjnym”.

– Preparaty te nie zakończyły swoich badań przedrejestracyjnych, dlatego że – w opinii rejestrujących – nie mają skutecznego leczenia. Wprowadzono więc preparaty, które mają służyć do, według deklaracji wszystkich producentów, złagodzenia objawów choroby. W żadnym przypadku nie służy to do opanowania transmisji. Osoba zarażona może zakażać innych, a zdrowy może złapać zakażenie, także po szczepieniu. Do każdego domu w Polsce trafiły ulotki – oczywiście za pieniądze podatników – proszę je porównać z tym, co jest napisane w dokumentach rejestracyjnych Europejskiej Agencji Leków. Informacje, które sieje się przez wszystkie telewizje – a ich wykaz, włącznie z gratyfikacjami od rządu, jest dostępny na stronach internetowych rządu – są fałszywe i mają jedynie wzmóc zainteresowanie „wyszczepieniem”.

Ocena polecanki: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 3.5 (głosów:6)

Komentarze

 

Podoba mi się!
6
Nie podoba mi się!
-2

"Trzeba przywrócić ducha miłości wszystkim normom prawnym". /Kardynał Stefan Wyszyński/

#1669523