Klich zachowywał się tak, jak gdyby ar­mia to był jego własny folwark. Minister, z wykształcenia lek.med. psychiatra, i jego sekretarka mieli więcej do powiedzenia w wojsku niż generał broni.

Obrazek użytkownika wilre
Artykuł

(  )

to nie kto inny, jak cywilna kontrola upolityczniła wojsko. Mój mąż przez 41 lat pracował z wszystkimi pre­zydentami, ministrami, nikogo nie dzie­lił i wszystkich szanował. Politycy jako, przełożeni i zwierzchnicy chcieli mieć odpowiedzialnego, niezawodnego czło­wieka, dlatego proponowali mu coraz wyższe stanowiska. I to właśnie podczas obecnych rządów doszło do zaostrzenia relacji i retoryki politycznej w kraju. Mój mąż nie miał np. prawa skorzystać z ja­kiegokolwiek zaproszenia pana Prezydenta Lecha Kaczyńskiego czy ministra  Szczygły bez zgody ministra Klicha. Zawsze każde wyjście musiał zameldować i zdać relację, w jakim celu tam idzie. Pan

Klich zachowywał się tak, jak gdyby ar­mia to był jego własny folwark. Minister, z wykształcenia psychiatra lekarz medycyny, i jego sekretarka mieli więcej do powiedzenia w wojsku niż generał broni. Żołnierze nie mogli liczyć na należyte wsparcie pana ministra, gdyż liczył się dla niego tylko jego osobisty wizerunek.

Oto kilka przykładów:

Ustawa z 24.05.2007 r. precyzuje, czym jest Dowództwo Operacyjne, jakie jest jego miejsce w systemie dowodzenia i zakres obowiązków, do których należało m.in. przeprowadzenie ćwiczeń.

Rok 2008 – ćwiczenia Anakonda; mąż przygotowywał je prawie 2 lata, jednak na 2 tygodnie przed ich rozpoczęciem pan Klich zabrał mu dowodzenie. Pamię­tam zdenerwowanie i żal mego męża. Nie dał za wygraną i osobiście udał się na rozmowę do ministra. Ostatecznie poprowadził te ćwiczenia, ale pan Klich zabrał wszystkie oficjalne zaproszenia i zabronił zapraszania kogokolwiek na finał ćwiczeń. Prawie dwa lata przygo­towań, poświęceń wielu setek żołnierzy, którzy chcieli się pochwalić dorobkiem, wyszkoleniem przed Prezydentem RP, ale pan Klich zabronił kogokolwiek za­praszać. Nie było więc zwierzchnika Sił Zbrojnych, pana Prezydenta Lecha Ka­czyńskiego, i wielu innych osób. Żołnie­rze byli oczywiście zawiedzeni; w tej sytuacji mieli nawet prawo pomyśleć, że prezydent ich lekceważy.

Pamiętam, jak w styczniu 2009 r. min. Klich wezwał w niedzielę do War­szawy mego męża na odprawę. Szukał dalszych oszczędności w wojsku, o jakie prosił premier Tusk. Zamiast zapytać do­świadczonego generała, gdzie najlepiej można zaoszczędzić pieniądze, jedynie poinformował mojego męża, że postano­wił zlikwidować misje ONZ (Wzgórza Golan, Liban, Czad). Były to misje, których koszty praktycznie w całości pokrywa­ło ONZ. Polska przez ponad 35 lat zara­biała na tych misjach, bo MON nigdy nie wypłacało pełnej kwoty, jaką ONZ płaciło za żołnierzy. Przez te wszystkie lata nasi żołnierze szkolili się, zdobywali wiedzę i doświadczenie na misjach w różnych rejonach świata za pieniądze ONZ. Mąż uważał, że likwidacja misji ONZ będzie niekorzystna dla polskiego wojska, więc przygotował pismo i przedstawił wszyst­kie za i przeciw. Jednak pan Klich wydał polecenie natychmiastowego zablokowa­nia pisma mojego męża, tak aby czasem dziennikarze się o tym nie dowiedzieli. A Polska roczną składkę do ONZ tak czy inaczej płaci.

W 2009 r. pan Prezydent Lech Kaczyń­ski zaproponował mężowi, żeby został szefem sztabu. Min. Klich był oburzony tą decyzją, powołując się na ustawę, która przewiduje pracę generałów do 60. roku życia; z uwagi na ten zapis mój mąż nie mógłby pracować przez pełną kadencję. Wkrótce jednak minister Klich przedłu­żył wiek odejścia na emeryturę innemu, bardziej zaprzyjaźnionemu generałowi. Stało się to po cichu, w niejasnych oko­licznościach.

Od przełożonych oczekuje się, że powinni wykazać minimalną inicjatywę w rozwiązywaniu problemów, by pomóc żołnierzom i dowódcy. Niestety okazało się, że dla pana Klicha jego medialny wi­zerunek był ważniejszy niż organizacja pomocy w sytuacji kryzysowej czy nawet ustalone procedury.

To, co działo się po śmierci w Afganistanie kapitana Daniela Ambrozińskiego,( https://warszawa.naszemiasto.pl/niewygodna-smierc-kapitana/ar/c1-79731) przekroczyło jednak wszelkie granice. Mąż chciał usza­nować rodzinę zmarłego oraz rodziny ciężko rannych żołnierzy. Procedura jest taka, że najpierw informuje się o wy­padku rodziny, a dopiero później media. Mąż czekał na potwierdzenie od dowódcy Wojsk Lądowych (to te wojska mają ludzi w terenie) o powiadomieniu rodzin. Nie­stety pan Klich nie uszanował procedury – najpierw poinformował media i wysłał je pod bramę Dowództwa Operacyjnego. Sekretarka ministra, pani Bartkowska, nieustannie dzwoniła do dowództwa, pytając, co się tam dzieje, że nikt nie in­formuje mediów. Posiadam pismo, które dotyczy tej sytuacji. Pamiętam rozmowę męża z panem Klichem i panią Bartkow­ską, do której powiedział, że on nigdy nie zwrócił się do szeregowego w takim to­nie, w jakim ona zwróciła się do niego, trzygwiazdkowego generała.

(  )

Źródło: https://niepoprawni.pl/blog/wilre/list-otwarty-generalowej-krystyny-kwiatkowskiej

 

Ocena polecanki: 
5
Twoja ocena: Brak Średnio: 5 (głosów:3)