D. Sobków: Polityka ustępstw nigdy nie prowadzi do dobrych skutków. Na niektóre rzeczy jest już za późno.

Obrazek użytkownika Rebeliantka
Artykuł

Surowe oceny. Cytuję przykłady:

Jak się dużo krzyczy i mówi, że nie oddamy nawet guzika, a nic się nie robi, to nie dziwmy się, że sprawa wraca po paru latach jak bumerang. „Ustąpili tu, ustąpili tutaj, gdzie indziej siedzieli cicho, to już wiemy, jak ich rozpracować” – to jest sposób myślenia grupy, która ma instrumenty i powiązania sieciowe, a nas rozgrywa – powiedział Dariusz Sobków, były ambasador tytularny Polski przy Unii Europejskiej, w audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja.

(...)

– Jeśli chodzi o Europę, to mamy ewidentną próbę sił między koncepcją federalistyczną a koncepcją Europy Narodów. Mamy do czynienia z różnego rodzaju konfliktami na tym tle, stąd sytuacja Polski, Węgier i innych krajów jest trudna. Przez wiele lat przekonywano (zawsze oponowałem przeciwko temu), w propagandowy sposób o znaczeniu Grupy Wyszehradzkiej, która ma być balansem dla porozumienia Berlin-Paryż. Mówiłem, że jest to megalomańskie oraz niezgodne z prawdą. W sprawach zasadniczych przyjaciele występują razem, a tutaj ciągle jeden, dwóch albo trzech się wyłamywało, więc nie możemy wskazywać na zasadę jeden za wszystkich, wszyscy za jednego, bo jej w Grupie Wyszehradzkiej nie ma – powiedział polityk.

(...)

– Naprawiamy obecnie błędy z wiosny tego roku, bo chociażby kwestia praworządności była przedyskutowana wiosną kończącego się roku. W lipcu odtrąbiono sukces, jakoby tych zapisów miało już nie być. Oczywiście to wszystko wróciło jak bumerang. Dla ludzi zorientowanych nie jest zaskoczeniem, że są tego typu wypowiedzi, tylko zamiast odrabiać zadania domowe, uprawiana jest polityka myślenia życzeniowego na zasadzie „jakoś to będzie, bo wygraliśmy”. Takie podejście odstaje od rzeczywistości, bo nie wygrywamy, ale przegrywamy w wielu sprawach. Nie kto inny, ale polscy europosłowie głosowali jak jeden mąż za składem Komisji Europejskiej, jej przewodniczącą, a to był moment na negocjacje, bo polskie głosy miały znaczenie – wskazał Dariusz Sobków.

To, że deklaracja dodana do konkluzji szczytu, na którym szefowie państw i rządów wydają tzw. konkluzje, nie ma bezpośrednich skutków prawnych, wiedzą wszyscy, którzy pracują w instytucjach europejskich – kontynuował.

– Ci, którzy mówili inaczej, po prostu wprowadzali opinię publiczną w błąd, a w najlepszym wypadku byli niedoinformowani, więc pozostaje pytanie o to, za co ich eksperci biorą pensje? Deklaracja dodana do konkluzji nie stwarza bezpośrednich skutków prawnych. Grzech pierworodny w tej materii został popełniony już dawno temu, kiedy zaczęliśmy ustępować w kontaktach z UE, co przejawiło się chociażby w wymianie negocjatorów w postaci np. śp. prof. Jana Szyszko (…). Polityka ustępstw nigdy nie prowadzi do dobrych skutków. Na niektóre rzeczy jest już za późno. Teraz zostały tylko i wyłącznie slogany uspokajające opinię publiczną – stwierdził gość „Aktualności dnia”.

(...)

– Dzisiaj nie wiadomo, komu podlega stałe przedstawicielstwo Polski przy UE. Czy podlega ono MSZ, ministrowi Szymańskiemu czy kancelarii premiera. Zrobił się z tego bałagan. Należy zwrócić uwagę, że minister Szymański, czyli osoba najbardziej odpowiedzialna za sprawy europejskie, prawie w ogóle nie zabierał głosu w sprawie negocjacji. Wszyscy byli mądrzy: europosłowie, posłowie czy nawet dziennikarze, tylko nie ten, który jest za to formalnie odpowiedzialny. Do dzisiaj wszyscy sobie zadają pytanie, dlaczego minister Szymański się w tej sprawie nie odzywał (…). Nic dziwnego, że ci, którzy nas nie lubią, po prostu nas atakują. Zadajmy sobie pytanie, dlaczego przez tyle lat nie potrafiliśmy wypracować zespołu, struktur państwowych dyplomatycznych, eksperckich, które by ze sobą współpracowały, tak jak to robią w innych krajach – mówił Dariusz Sobków.

Gość Radia Maryja przywołał propozycję wyboru Jacka Saryusza-Wolskiego na szefa Rady Europejskiej. Miałby on wówczas zastąpić na tej funkcji Donalda Tuska.

– Były wypowiedzi polskich polityków, że zaskarżą wybór Donalda Tuska do TSUE, bo jest to niezgodne z prawem. I co? Jak się dużo krzyczy i mówi, że nie oddamy nawet guzika, a nic się nie robi, to nie dziwmy się, że sprawa wraca po paru latach jak bumerang. „Ustąpili tu, ustąpili tutaj, gdzie indziej siedzieli cicho, to już wiemy, jak ich rozpracować” – to jest sposób myślenia grupy, która ma instrumenty i powiązania sieciowe, a nas rozgrywa – podkreślił były ambasador tytularny Polski przy Unii Europejskiej.

(...)

– Wielka Brytania odzyskuje kontrolę nad dwoma zasadniczymi elementami: ruch pasażerów, w który ingerowały przepisy unijne chociażby poprzez zapisy dotyczące emigracji i odpowiedzialności za przyjmowanie uchodźców (…). Druga rzecz to niezależność sądownicza. Dzisiaj różnego rodzaju spory firm i obywateli brytyjskich w ostatecznej kolejności były rozstrzygane przez TSUE. Teraz Wielka Brytania odzyskała to, odnośnie czego najbardziej poróżniona była klasa brytyjska. Traktat z Maastricht wprowadzał to, iż droga sądowa będzie wzmocniona TSUE, czemu przeciwna była część brytyjskich konserwatystów. Od tamtego czasu doprowadzili oni do swego, czyli do tego, że władza sądownicza brytyjska jest najwyższym organem sądowniczym w Wielkiej Brytanii. Tego brakuje każdemu krajowi UE. Wszyscy mamy świadomość pręgierza, że daną sprawę można skierować do TSUE. Brytyjczycy tego nie zaakceptowali i dzisiaj odzyskali kontrolę nad sądami – powiedział gość „Radia Maryja”.

Ocena polecanki: 
Twoja ocena: Brak Średnio: 2.4 (głosów:3)

Komentarze

Dwa "sukcesy" pana premiera - w lipcu i grudniu w Brukseli mogą skutkować utratą części suwerenności przez Polskę i ciągłe ataki w sprawie tzw. praworządności...

Podoba mi się!
0
Nie podoba mi się!
-1

Yagon 12

#1657559