Sky News na tropach normalności

Obrazek użytkownika Krispin

Rita Panahi z australijskiej Sky News wielokrotnie pokazywała ciekawe materiały i komentowała rzetelnie i celnie. Jednak w dziennikarstwie (i gdzie indziej też) jest pewna cienka linia, której nie można przekroczyć. Ona właśnie ją przekroczyła stwierdzając, że to "normalne", co dzieje się w Australii, a wiadomości o sytuacji w Australii, przekazywane przez światowe serwisy informacyjne są przesadzone.

Przecież to normalne, że policja robi obławę na grupę kilkunastoletnich chłopaków, którzy w lecie spotkali się nad zatoką ignorując nakazy kwarantanny (godzina policyjna - po 22.00 zabrania się przebywania poza domem). To normalne, że chłopaków tych skuwa się kajdankami i nakłada na każdego grzywnę w wysokości 1000 dolarów. 400 osób ukarano za "przebywanie poza domem bez uzasadnionego powodu". Przecież to normalne. "Ale reszta świata widzi to jako horror" - komentuje z niesmakiem Rita Panahi.

Przecież to normalne, że inspektorzy sprawdzają, czy pracownicy budowlani pracują w maseczkach, czy zarejestrowali się w biurze przed przystąpieniem do pracy i czy mają potwierdzenie, że zostali "zaszczepieni". Robotnik, który nie posiadał kompletu dokumentów został odesłany do domu. Przecież to całkiem normalne - jak niegdyś kolejka po papier toaletowy w PRLu.

To niedopuszczalne, że Tucker Carlson z "tej szczujni" Fox News mówi o tym, że przez dwa miesiące w Australii (populacja 25 milionów) odnotowano dziennie średnio 1,5 przypadków śmiertelnych z powodu wirusa z Wuhan i to wystarczyło, aby ogłosić „koniec Australii i początek totalitaryzmu”. Chyba oszalał informując, że „władze nakazały zastrzelenie psów ratowniczych, aby miłośnicy psów nie mogli przyjechać i ich adoptować. Opuszczanie miejsca zamieszkania nie jest już w Australii dozwolone. Dlatego te psy zastrzelono. I wszyscy to zaakceptowali. (...) Ostatnie wydarzenia w Australii przypominają film science-fiction”. No, nie! Jak on mógł?

I nie poprzestał na tym. Przekazał także informację o tym, że po obywatelskim donosie ujawniono spotkanie w kościele. Na nabożeństwie zgromadziło się 60 osób (dorosłych i dzieci). Wg władz to było „samolubne i aroganckie zgromadzenie”. Oglądanie zachodu słońca też „nie jest w duchu obowiązujących ostatnio w Australii zarządzeń”.

Nazywane „dehumanizującym” sposobu traktowania demonstrantów przez policję jest oburzające. Przecież to normalne, że funkcjonariusze na koniach pałują kogo popadnie. Brutalne traktowanie, skuwanie, używanie paralizatorów do zatrzymania uciekających ludzi... To nie jest żadne „lockdownowe szaleństwo”.

„Nie chcemy, żeby tak widział nas świat” – mówi Rita Panahi, konserwatywna publicystka z Australii. Czy to zapowiedź większej cenzury? Nadchodzą ciężkie czasy dla dziennikarstwa w tym kraju.

Średnia: 5 (3 głosy)