Sławomir Tomasz Roch

Zakładki podstawowe

Obrazek użytkownika Sławomir Tomasz Roch

Historia

Blog
Ostatnie wpisy w blogu
Posiada konto przez
5 lat 10 miesięcy
O sobie: 
Jestem wnukiem Bolesława Roch, żołnierza 27 Wołyńskiej DP AK ps. „Jaworski” , który walczył na Zachodnim Wołyniu w latach 1943-44 pod rozkazami por. Jana Ochmana ps. „Kozak”. Zainspirowany powojennymi opowiadaniami dziadka, będąc z wykształcenia historykiem, obroniłem w maju 1997 r. pracę magisterską w IH UW. Z czasem rozpocząłem spisywanie relacji naocznych świadków Rzezi Wołyńskiej i z okresu całej II wojny światowej. W maju 2005 r. ukończyłem pierwszą swoją książkę pt. "Prowadź Mario Prowadź Nas Męczenników Wołynia". Krótko potem wyjechałem do Glasgow do Szkocji, gdzie spędziłem blisko dziewięć pięknych lat w pracy, w trudzie, w przygodzie ale w wielkiej radości. Tu spotkałem wielu ciekawych ludzi, paznałem trwałych przyjaciół, tu wreszcie spotkaliśmy się z żoną Marią i pobraliśmy się w kwietniu 2009 r. W czerwcu 2014 r. wyjechaliśmy do Anglii i zamieszkaliśmy w Watford k. Londynu. Tu spędziliśmy niemal sześć pięknych i b. barwnych, udanych lat. Poznaliśmy wielu wspaniałych ludzi. 1 marca 2020 r. tęskniąc za górami, rześkim powietrzem, przybyliśmy ponownie na Ziemię Szkotów i zamieszkaliśmy w miasteczku Greenock na Zachodnim Wybrzeżu i nad Atlantykiem. Tu żyjemy i pracujemy obecnie. W chwilach wolnych, po pracy systematycznie opracowywałem i publikowałem przez lata w internecie wspomnienia Wołyniaków, spisane jeszcze w Polsce. Od czterech lat publikuję i komentuję z pasją także tu na stronie niepoprawni.pl, gdyż żywo obchodzą mnie losy naszej ojczyzny, a jak jest od dziesiątków lat, to każdy widzi. Nie jest dobrze i czuję się za to odpowiedzialny, by czasami w niektórych sprawach, zwyczajnie się publicznie wypowiedzieć. Na szczęście od 2015 r. jest lepiej i stale się poprawia! To b. cieszy i napawa nadzieją! Naturalnie chciałbym się skupić przede wszystkim na problematyce Kresów i Kresowian od lat walczących o prawdę o ludobójstwie na Wołyniu, Podolu, Polesiu, Pokuciu, na Lubelszczyźnie, w Bieszczadach i na Zasaniu. Ta b. pożyteczna strona znakomicie umożliwia taką aktywność publicystyczną na szerokim forum. W jedności siła! Co do zdjęć bywa, że mam niekiedy ciekawą fotkę zatem warto by było dysponować taką możliwością, bo i przekaz jest wtedy wyraźnie lepszy, wymowniejszy. Z poważaniem Sławomir Tomasz Roch
Motto: 
STANIĘCIE W PRAWDZIE JEST POKORĄ I TYLKO PRAWDA JEST CIEKAWA
Jak dowiedziałeś się o niepoprawni.pl?: 
Z blogów
Zgoda na wykorzystywanie treści na zewnątrz serwisu: 
Tak
O autorze: 
Jestem wnukiem Bolesława Roch (1920-2002), żołnierza 27 Wołyńskiej DP AK ps. „Jaworski”, który walczył pod rozkazami por. Jana Ochmana ps. „Kozak”. Nasza siedziba, po prostu nasza ziemia znajdowała się na Zastawiu, które administracyjnie przynależało do ukraińskiej wsi Kohylno. Nasza parafia była w Swojczowie, gdzie znajdował piękny, murowany kościół p.w. Narodzenia NMP oraz łaskami słynący Obraz Matki Bożej Swojczowskiej. Zainspirowany opowiadaniami mojego śp. dziadka w chwilach wolnych, po pracy systematycznie opracowuję i publikuję w internecie wspomnienia Wołyniaków, wysłuchane i spisane jeszcze w Polsce. Z wykształcenia jestem historykiem (IH UW) i pasjonatem historii Kresów. Zawsze miło wspominam i gorąco dziękuję Bożej Opatrzności, że dane mi było dwa razy wyjeżdżać na zachodni Wołyń wraz ze Stowarzyszeniem Upamiętnienia Pomordowanych Polaków na Wołyniu z siedzibą w Zamościu. Pierwszy raz na uroczystość poświęcenia krzyży we wsiach: Poluchna i Zagaje oraz drugi raz 11 lipca 2003 r. na rocznicowe uroczystości w Pawliwce, dawnym Porycku na Ukrainie. Tego dnia w małej wsi, oddalonej około 40 km od granicy z Polską, spotkali się na wspólnej modlitwie Polacy i Ukraińcy, aby uczcić część spoczywających tam przeszło 200 polskich męczenników, okrutnie zamordowanych 60 lat temu przez ukraińskich nacjonalistów w kościele, w trakcie niedzielnego nabożeństwa. Z czasów gdy jeszcze byłem studentem, wspominam swoją wizytę w podstołecznym Otwocku, przed cudownym obliczem Matki Bożej Swojczowskiej (ze Swojczowa na Wołyniu), zdobionym złotymi koronami papieskimi w roku 1998 oraz w Niepokalanowie, skąd tylko rzucić beretem (ino 2 km) przed cudowne oblicze Matki Bożej Jazłowieckiej w pobliskim Szymanowie. Da Bóg w przyszłości i do samego Jazłowca na Podolu, może dałoby się zawitać. W Niepokalanowie byłem jeszcze raz jeden w roku 1998, z akademicką grupą Pieszej Pielgrzymki Warszawskiej na Jasną Górę, a w Otwocku stawiłem się 08 września 2003 r. na uroczysty Odpust, ku czci Narodzenia NMP, jak czyniła to niegdyś nasza rodzina jeszcze na spokojnym Wołyniu. Miałem to szczęście odwiedzić także Lwów (przy okazji papieskiej pielgrzymki w czerwcu 2001 r.) i naturalnie Łyczaków z słynnym cmentarzem Orląt Lwowskich. Parę dobrych lat wcześniej, było się i w Kamieńcu Podolskim, jakże to piękne miejsce z tą najpotężniejszą twierdzą I Rzeczypospolitej Polskiej, zlokalizowanej nad nieprawdopodobnym, zapierającym dech wąwozem. Moja babcia Julia Marut z d. Nowak (obecnie 94 lata, zam. we wsi Piotrowice na Dolnym Śląsku) ur. się we wsi Chłopówka, k. Chorostkowa na Ziemi Tarnopolskiej, tam dość długo mieszkała po wojnie, jej rodzona siostra Helena Strożuk z d. Nowak. Stąd miałem okazję raz jeden zwiedzić i Kamieniec Podolski, gdy rodzina nasza została zaproszona na wesele. Noszę też cichą nadzieję, że będzie taki czas, że do Żytomierza i do Berdyczowa do słynnego Sanktuarium Matki Bożej Berdyczowskiej, uda się kiedyś pojechać bowiem wiele dobrego czytałem o tamych stronach, tak gęsto wciąż zamieszkiwanych przez ludność polską. A gdyby tak jeszcze zahaczyć o Łubnie......., dawną siedzibę Kniaziów Wiśniowieckich, choć zdaję sobie sprawę, że z roku na rok wydaje się to być coraz trudniejsze. Szczególnie chciałbym kiedyś stanąć na uroczysku Batoh, gdzie w dniach 3-4 czerwca 1652 r. hetman Bohdan Chmielnicki i jego żołdacy, wymordowali bestialsko od 4 do 8 tysięcy polskich rycerzy, bezbronnych jeńców (pierwszy, sarmacki Katyń), wziętych dwa dni wcześniej do niewoli tatarskiej, po przegranej bitwie pod Batohem. Symbolicznym pozostaje bezprecedensowy fakt, odkupienia polskich jeńców od Tatarów za ciężkie złoto przez Kozaków (na rozkaz samego herszta, zbrodniarza Chmielnickiego), którzy zaraz potem bestialsko wymordowali wszystkich, bezbronnych jeńców. Rzeź nie była nawet impulsem, czy wybuchem gniewu czerni kozackiej, była dokładna i systematyczna, przeprowadzona na oczach Tatarów i nielicznych, ocalałych polskich rycerzy, których wcześniej ukryli Tatarzy. Ten kwiat polskiego, kresowego rycerstwa, leży tam po dziś dzień, jak przypuszczam o zgrozo, bez jakiegokolwiek oznaczenia, bez jednego prostego, drewnianego krzyża. Wiele jest miejsc na Ukrainie, które warto byłoby w stosownym, sprzyjającym czasie odwiedzić i nie sposób je wszystkie spamiętać i z nazwy wymienić. Są to miejsca związane zarówno z chwałą polskiego rycerstwa, polskich legionów, jak i miejsca uświęcone niewinną krwią naszych rodaków. Znane są powszechnie Bar i Humań! Dramatyczne wydarzenia I i II wojny światowej, wpisują się w dramat ojczystych Kresów. Czerwone noce na Wołyniu na zawsze pozostaną symbolem męczeństwa polskich rodzin kresowych. Od 70 lat kolejne pokolenia Polaków, wciąż stawiają sobie te same pytania, jak to możliwe, że normalni ludzie niamal z dnia na dzień, masowo zamieniali się w pijanych siekierników. Naturalne prawo do obrony własnej, mobilizowało najodważniejszych Polaków do podjęcia działań, przewaga banderowców w tamtych dniach, była jednak miażdżąca, a ponad tym wszystkim złowrogo trzepotała się swastyka. Wybaczyć trzeba, ale zapomnieć tego ludobójstwa niepodobna. Dziś Kresowianie wytrwale walczą o pamięć dla Tych wszystkich, którzy tam na Kresach pozostali, już na wieczną wartę. Wspomnienia Kresowian, publikowane na tym forum, pozostają tym dobrym ziarnem, rzuconym na glębę naszych serc wczoraj, dziś i jutro. Otóż przyjdą nowi ludzie, sercem zdolnym objąć świat i czas, w tych dniach wyrośnie nowy las, a od Męczenników Wołynia i Kresów, uderzy wtenczas jaśniejszy blask.