XXIII. Czy do Rosji 10 kwietnia 2010 roku wyleciały obydwa polskie Tupolewy 154M?

Obrazek użytkownika Romek M
Kraj

PAŹDZIERNIK 2016 - W CHWILI OBECNEJ UWAŻAM, ŻE DO ROSJI NIE MOGŁY WYLECIEĆ DWA TUPOLEWY. NIEMNIEJ POZOSTAWIAM TEN ARTYKUŁ W CAŁOŚCI DLA CELÓW ARCHIWALNYCH.

Zanim spróbuję wyjaśnić dlaczego moim zdaniem w dniu 10 kwietnia z Okęcia do Rosji miały wylecieć dwa Tupolewy, chciałbym najpierw przedstawić sposób w jaki kompletowano załogę jednego z nich. To znaczy załogę tego, który miał oficjalnie –  jako ten jeden jedyny Tu-154M polecieć do Smoleńska.  

Już sam raport Millera przynosi na ten temat tak niezwykłe informacje, że warto się, moim zdaniem, nad nimi na chwilę zatrzymać. Na stronie 82 tegoż raportu czytamy na przykład o tym, kto miał pełnić funkcję dowódcy samolotu :  

Zgodnie ze złożoną 18.03.2010 r. przez 36 splt notą (claris NR 050 SL: 200) w sprawie otrzymania zgody dyplomatycznej na lot samolotu Tu-154M nr 101, która wpłynęła do III Europejskiego Departamentu Ministerstwa Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej 22.03.2010 r., jako dowódcę statku powietrznego wskazano dowódcę 1 eskadry lotniczej (ppłk. Bartosza Stroińskiego - RM).  

Ale nie on miał przecież polecieć, bo (str.83)... 

We wstępnej fazie planowania wylotu do SMOLEŃSKA na dowódcę statku powietrznego wyznaczono zastępcę dowódcy 1 eskadry lotnicze (Czyli kogo? Pewnie Grzegorza Pietruczuka *- RM, ale...).Na jego prośbę(w przypisie podano „sprawy rodzinne” - RM), w porozumieniu z dowódcą 1 eskadry lotniczej (Stroińskim - RM), dokonano zmiany dowódcy statku powietrznego na pilota pełniącego obowiązki dowódcy zespołu lotniczego (zapewne chodzi tu o Arkadiusza Protasiuka - RM). (...) O możliwości wykonywania lotu do SMOLEŃSKA w dniu 10.04.2010 r. w charakterze dowódcy statku powietrznego dowiedział się nieoficjalnie (?! - RM) z kilkudniowym (?! - RM) wyprzedzeniem. Drugi pilot został poinformowany o zaplanowaniu go na wylot do SMOLEŃSKA około dwóch tygodni przed terminem. Ostateczne skompletowanie załogi nastąpiło w przeddzień lotu zgodnie z rozkazem dowódcy 1 eskadry lotniczej nr 69/10/2010 z 9.04.2010 r. potwierdzonym w rozkazie dziennym dowódcy JW 2139 nr 69/2010 r.  

Skoro „ostateczne skompletowanie załogi” miało nastąpić „w przeddzień lotu”, to zapewne ten dzień - 9 kwietnia 2010 musiał być bardzo interesujący i gęsty od wydarzeń. 

I rzeczywiście. Bardzo ciekawie wygląda już bowiem sama „poranna odprawa” w wigilię wylotu, kiedy to z załogi Tu-154 być może jest na niej tylko sam Arkadiusz Protasiuk, bo Robert Grzywna ma mieć  w ten dzień i urlop i wpaść do jednostki tylko na dwie godziny, a nawigator...  Zresztą przeczytajcie sobie Państwo to sami (str. 83): 

W dniu 9.04.2010 r., podczas porannej odprawy w gabinecie dowódcy 1 eskadry lotniczej, odbyło się postawienie zadań na wylot do SMOLEŃSKA w dniu 10.04.2010 r. W trakcie odprawy dowódca eskadry dwukrotnie zmieniał osobę do pełnienia funkcji nawigatora pokładowego. (...) Po sprawdzeniu aktualności wiz na lot do SMOLEŃSKA w charakterze nawigatora pokładowego wyznaczono pilota, który w momencie podejmowania tej decyzji znajdował się poza jednostką. Dowódca eskadry wydał polecenie powiadomienia go w trybie pilnym o wylocie.  

Dla mnie tego typu działania nazywa się ”rozpaczliwymi", albo po prostu „łapanką”. No, ale przypuśćmy, że „zadania na wylot” postawione zostały prawidłowo podczas porannej odprawy. Co dalej? Na str. 83 raportu czytamy: 

z oświadczenia dowódcy 1 eskadry lotniczej wynika, że wstępne przygotowanie załogi (nie podał, w jakim składzie) odbyło się 9.04.2010 r. w godzinach popołudniowych i wieczornych. 

Dlaczego to „nie podał, w jakim składzie”?! Pewnie dlatego, że miało ono polegać na tym, iż (str 203)...  

Dowódca statku powietrznego w dniu 9.04. o godz. 14:15 (16:15 LMT) z domu

zadzwonił do DML (dyżurnego meteorologa lotniska) w celu zapoznania się ze wstępną prognozą pogody na lot do SMOLEŃSKA. (…) 

Raport Millera opisuje jego niezmierne zdziwienie, ponoć tym, że widoczność (uwaga: wg meteorologów miała  ona wynosić 4 - 5 km!) może ograniczać mgła. 

A co z „przygotowaniem” innych członków załogi? KBWLLP opisuje tylko szczegółowo pracę nawigatora: 

Nawigator, w związku z zaplanowanym 9.04. na godz. 14:00 (16:00 LMT) lotem do GDAŃSKA na samolocie Jak-40 w charakterze drugiego pilota (lot o statusie HEAD), przybył do jednostki dopiero około 09:00 (11:00 LMT). Wcześniej został poinformowany telefonicznie, że 10.04. będzie wykonywał lot do SMOLEŃSKA w charakterze nawigatora pokładowego na samolocie Tu-154M. (…)

 Z oświadczenia dowódcy samolotu Jak-40 wynika, że nawigator przekazał dowódcy samolotu Tu-154M, iż nie jest w stanie prowadzić łączności radiowej w języku rosyjskim, (…) Po zrealizowaniu lotu do GDAŃSKA (lądowanie w WARSZAWIE o godz. 17:20) nawigator udał się do domu, gdzie dotarł około godz. 18:30 (20:30 LMT). W domu przygotowywał się do lotu w dniu następnym. Według relacji jego żony, ,,studiował mapy’’ oraz analizował prognozowane WA na trasie przelotu z WARSZAWY do SMOLEŃSKA (do 22 – RM). (…) 

No i na koniec, raport Millera informuje o tym jakie to materiały posłużyć miały załodze nie tylko do tego wieczornego, „wstępnego przygotowania”, ale przygotowania w ogóle: 

Załoga nie miała dostępu do aktualnej dokumentacji lotniska SMOLEŃSK PÓŁNOCNY. Danych tego lotniska nie było w zbiorze AIP FR i WNP. Podstawowym źródłem wiedzy dla załogi o procedurach podejścia do lądowania na tym lotnisku były karty podejść przesłane do jednostki w 2009 r. oraz informacje pilotów, którzy wcześniej wykonywali loty do SMOLEŃSKA. 

Jeśli ktoś czuje się zdezorientowany tym, co napisałem, to zapewniam - to są naprawdę oryginalne cytaty z poważnego dokumentu sygnowanego przez członków KBWLLP. Można to zresztą sprawdzić sobie samemu tutaj: (]]>http://www.tvn24.pl/raporty/raport-millera,364]]>).

Nie wiem jak dla innych, ale w każdym razie dla mnie, już samo to „nieoficjalne poinformowanie” pilota „z kilkudniowym wyprzedzeniem” (twardy dowód, że miało ono rzeczywiście miejsce, połączono tu z niezwykła precyzją podanego czasu), iż będzie dowódcą lotu, oraz szukanie nawigatora „na gwałt” kilka godzin przed wylotem, jak też „indywidualny tryb wstępnego przygotowania do lotu” (nie żartuję - tak to nazwano - str.203) są działaniami, które moim zdaniem najłagodniej można by nazwać pokracznym parodiowaniem procedur. W każdym razie dla mnie, wyglądają one tak, jak gdyby ten lot, którego dowódcą miał być kpt. Protasiuk w rzeczywistości organizowano na łapu-capu i na ostatnią chwilę.  Tak jakby ten lot "wskoczył" do harmonogramu w ostatnim momencie.   

 

............................................................................................. 
 
Kwintesencja moich ustaleń dotyczących 10 kwietnia 2010 roku znajduje się w artykule  >>Koniec "smoleńskiego śledztwa" - podsumowanie<<   ]]>TUTAJ]]>



Christus, et impera super nos.
.........................................................................................
 
5
Twoja ocena: Brak Średnia: 4.8 (17 głosów)

Komentarze

Podziwiam wkład pracy.

 

Pozdrawiam!

#1457014

#1457020

i pozdrawiam. Loguję się od kilku dni tylko ze względu na ten wartościowy wpis.Szkoda ..ale przecież większość informacji  to strata czasu.

Verita

#1457024

tylko dla niektórych, dla większości myślących to interesujące.

viki

#1457159

"Jarosław Tęsiorowski: Sobota, 10 kwietnia 2010 r. Parę minut po szóstej rano. Dzwoni telefon. W charakterystyczny dla siebie sposób Prezes Janusz Kurtyka zadaje serię pytań, związanych z wieloma sprawami (…) W sobotę, 10 kwietnia, Prezes skończył rozmowę, mówiąc: „Już wsiadam do samolotu”.   "

Ja wyjasniam sprawę tego telefonu od J.Kurtyki do Tęsiorowskiego tym, że w tym dniu w Polsce i w Rosji media i operatorzy telefonii komórkowej posługiwali się czasem lokalnym zimowym, a nie letnim.

Godzina " Parę minut po szóstej rano"   była wyświetlona w telefonie odbiorcy wg czasu zimowego, więc w obowiązującym czasie letnim było to " Parę minut po siódmej rano".

Pozdrawiam.

#1457047