Siła marzeń

Obrazek użytkownika Bielinski
Humor i satyra

Nasi drodzy słuchacze. Audycja ta poświęcona jest próbie pobicia rekordu świata! Próby jaka podjął nasz zawodnik, nasz heros, nasz bohater, Jacek Nicoń. Nasi słuchacze i słuchaczki tego nie widzą. Ale dzięki mnie, waszemu czujnemu reporterowi Olafowi Wolińskiemu, oraz naszemu postępowemu radiu – Talk.fm – będziecie mogli brać udział w tym niezapomnianym wydarzeniu!!! Próbie pobicia rekordu świata! Pobiciu rekordu świata! Bo nie wątpię, że naszemu herosowi, naszemu supermenowi - Jackowi - ten wyczyn się uda! Przyniesie dumę! Zaszczyt! Chwałę! Sobie. Swoim trenerom, i całej naszej spółczesności. Przez sport, przez sportowy wyczyn zapisze się złotymi zgłoskami w dziejach, w dziejach sportowych, a na pewno w księdze Guinnesa. I spełni swoje marzenia.

Wnieśli go. Już się szykuje! Do startu! Do walki o zwycięstwo! O rekord świata! Ależ jest w formie nasz zawodnik, nasz mistrz – Jacek Nicoń! Te węzły mięśni na ręce! Na ramieniu. I na przedramieniu! Na Zaratustrę! Nigdy czegoś takiego nie widziałem. Ani nikt z naszych słuchaczek, czy słuchaczy, tego nie widział. Tego jestem pewny. Nasz mistrz jest doskonale przygotowany do czekającego go zadania, pobicia rekordu świata w podciąganiu się na drążku! To jego korona dyscyplina, poświęcił się dla niej, oddał dla niej wszystko. Wszystko, co miał, i co mógł pożyczyć. Obecny rekord świata w podciąganiu się na drążku należy do Chińczyka Czen Du – Chwana i wynosi 8848 podciągnięć. Poprzedni rekord należał do naszego mistrza Jacek Niconia i było to, zaraz sprawdzę… - 8001 podciągnięć. Ale Czen pobił rekord świata wiosną tego rojku śrubując wynik zdaj się niemożliwy do pobicia. Ale nie dla naszego mistrza, nie dla wspaniałego sportowca, nie dla Jacka niezłomnego, bo tak go nazywając przyjaciele.

Podsadzili go i Jacek ujął w swoją stalowa dłoń drążek. I się podniósł. Boże! Zaratustro! I wy, moi przyjaciele! Jakiż Jacek Nicoń jest mocny! Lekko jak piórko: raz, dwa, trzy, góra, dół, jakby jego ciało nic nie ważyło. Jakby nie było grawitacji. Jak gdyby to nie był człowiek, a motyl fruwający w powietrzu. Wdech, wydech, góra, dół, wdech, wydech, i już… Tak to… pięćdziesiąte ósme podciągniecie…osiemdziesiąt osiem, osiemdziesiąt dziewięć… Sto! Co za szalone tempo! Czy nasz zawodnik wytrzyma to szalone tempo!? Do ośmiu tysięcy ośmiuset pięćdziesięciu jeszcze mnóstwo podciągnięć. Żeby wytrzymał. Ale Jacek o tym wie. Wie o tym jego sztab, jego osobisty trener i masażysta, oraz fizjoterapeuta. No i lekarz, właściwie cały sztab lekarzy, bowiem Jacek Nicoń, jego ciało, jego ręka, to niejako ich dzieło. Na jednej ręce! Pamiętajcie! Jacek Nicoń podciąga się na jednej ręce! Czen Du – Chwan podciągał się na drążku na dwóch rękach. Podobnie inni rywale. Nasz mistrz ma jedną rękę. Prawą rękę. Jedną! Nie dwie! Nikt przed nim tego nie dokonał. I nikt po nim tego nie powtórzy, jak sądzę. Czas na przerwę na reklamę. W następnym wejściu opowiem o zaciętym i pasjonującym współzawodnictwie miedzy Czen Du – Chwanem a naszym Jackiem Niconiem, jakiego nie notowały annały sportu wyczynowego… A jest to niezwykła historia. Jacek właśnie wyciska: dwieście pięćdziesiąte piąte, dwieście pięćdziesiąte szóste, dwieście pięćdziesiąte siódme podciągniecie na drążku. Dwieście pięćdziesiąte ósme? Dziewiąte?… Rzut oka na licznik: dwieście dziewięćdziesiąt dwa… Jak to? Tak szybko to leci? Przepraszam słuchaczki i słuchaczy, ale jest coś hipnotyzującego w tej nowej dyscyplinie sportu… Podciąganie się na drążku. Nie można przestać liczyć. Nie sposób oderwać wzroku od naszego mistrza… Góra, dół, góra, dół, wdech, wydech… Powieki same opadają, oddech się pogłębia, O rzesz…! Spadłem z fotela! Co się stało? Chyba usnąłem. Wstyd mi, naprawdę, sam nie wiem, jak to się stało… Gdy podciąganie się na drążku zostanie dyscypliną olimpijską… Zabiegi trwają w Międzynarodowym Komitecie Olimpijskim, i podobno już niedługo MKOl ogłosi, że być może na następnej olimpiadzie będziemy pasjonować się zawodami w podciąganiu się na drążku. Gdy to się stanie, to ta dyscyplina zyska mnóstwo fanów. Szczególnie pośród cierpiących na bezsenność… Nie ma nic lepszego na sen, niż takie zawody. Mniejsza o to: auhuaa (ziewnięcie) No, dosyć, dość… więc… przerwa na reklamę… a ja się zdrzemnę póki co …, ahuaaa (potężne ziewnięcie)

Wracamy do audycji… w międzyczasie pękła bariera tysiąca podciągnięć. Jak to szybko poszło, ani się człowiek obejrzał, a tu już. Okrągły tysiąc. Pomogły dwie kawy, dwie bardzo mocne kawy, ale jestem w pełni sił. Podobnie jak nasz mistrz, nasz wielki człowiek, wielki sportowiec, wyczynowiec i osobowość: Jacek Nicoń. Wspominałem o wyścigu na rekordy miedzy chińczykiem Czen Du – Chwanem a naszym zawodnikiem. Rywalizacja od lat. Jeden sportowiec ustanawiał rekord w podciąganiu się na drążku, po kilku miesiącach drugi bił ten rekord o sto, dwieście podciągnięć. Zacięta, sportowa rywalizacja dwóch wielkich sportowców. Kiedy nasz zawodnik ustanowił niezwykle wyśrubowany rekord ponad 8000 podciągnięć, wydawało się, że to koniec współzawodnictwa. Że nasz zawodnik zwycięży i ten rekord świata w podciąganiu się na drążku zostanie przy nim na zawsze, a przynajmniej na długo. Rok temu Czen Du – Chwan ustanowił w Szanghaju fantastyczny rekord: 8848 podciągnięć na drążku. Rekord niezwykły i kontrowersyjny, bowiem Czen Du – Chwan podciągał się bez nóg. Obie nogi zostały mu amputowane przez chirurga po wypadku. Wpadł pod tramwaj, czy pod ciężarówkę, różnie mówiono. Ten rekord wzbudził wielkie kontrowersje. Jedni twierdzili, że to wspaniałe osiągniecie, że to dowód na tryumf ducha chińskiego sportowca, który tak okaleczony po tragicznym wypadku bije rekord świata. Drudzy wskazywali, iż to nader szczęśliwy wypadek dla sportowca w tym akurat sporcie, gdzie nogi są całkiem zbędnym ciężarem. Po odjęciu nóg Czen Du – Chwan ma mniejszy ciężar do dźwigania, a więc mu łatwiej podciągać się na drążku, a wiec jest to rodzaj dopingu. Dozwolonego dopingu.

 Powstało nowej pojęcie: rzeźbienia ciał (body sculping). Jako następny etap sportowej rywalizacji. Dawniej sportowcy ćwiczyli, by wygrać. Potem brali doping, by zwyciężyć. Niestety, ale to się zdarza, by zwiększyć wydolność organizmu. Dziś mają inną możliwość. Mogą kształtować, rzeźbić swoje ciała przy pomocy skalpela chirurgicznego dodając, albo ujmując to, co jest potrzebne, albo zbędne. Jaka to potęga, ta współczesna medycyna! I jak zwykle bywa: jedni potępiają, drudzy akceptują rzeźbienie ciała sportowców, ale wszyscy twierdzą, że to przyszłość. Czy to nie piękne, że nasz reprezentant został zwiastunem, prorokiem przyszłości sportu wyczynowego? Bo Jacek Nicoń podjął rękawicę rzucona mu przez Chińczyka Czen Du – Chwana! I to jak!

 Dosyć przeszłości. Wracajmy do Jacka Niconia, który podejmuje heroiczną próbę bicia rekordu świata w podciąganiu się na drążku. Szkoda, że słuchaczki i słuchacze naszego radia Talk.fm nie mogą tego widzieć. Licznik wyświetla już 8556, podciągnięć, blisko rekordu, Jacek podciąga się jak maszyna: góra, dół, góra, dół, góra, dół… Wydaje się, że wcale się nie męczy. Jacek ma niespożyte siły. Po sześciu godzinach podciągana się jest prawie tak samo świeży i silny, jak na początku zawodów. Niesamowity to widok naszego zawodnika. Jak mówiłem, amputowano mu nogi i lewą rękę. Oczywiście wypadek, żeby nie było niedomowień. Wypadek, czy choroba, trudno to zweryfikować, ale lekarze musieli amputować te kończyny. Został sam korpus, głowa i jedna, prawa ręka. Prawa ręka ocalała. Jedna ręka, ale jaka ręka! Że też słuchaczki i słuchacze tego nie mogą zobaczyć tej ręki! Przedramię oplecione więzami mięśni, jak linami. Dalej ramię i biceps. Biceps potęga. Właściwie dwa bicepsy. Wiem, to brzmi dziwnie i śmiesznie, ale Jacek Nicoń, nasz mistrz, ma dwa bicepsy, dwa wielki bicepsy. Ten drugi, to przeszczep z lewej ręki. Lekarze przenieśli biceps z lewej, amputowanej ręki do prawej, aby nie się nie zmarnował. Nie tylko biceps, ale inne mięsnie też… uratowali. Wielki sukces medycyny: udało się przeczepić mięsnie z lewej ręki do prawej i sprawić, że pracują. Co widać. Przy okazji Jacek pobił rekord świata w rozmiarze bicepsu z rewelacyjnym wynikiem 123 cm!

Wielki sukces lekarzy amerykańskich z centrum medycyny sportowej w Orlando na Florydzie, gdzie wykonano te operacje. Dokładnie szesnaście operacji. Rehabilitacja w cenie. Rachunek za leczenie przekroczył dwa miliony dolarów! Jacek Nicoń poświecił wszystko: kończyny, zdrowie, kilka organów oraz cały majątek na przemianę dzięki której pobije rekord świata w podciąganiu się na drążku. Mówią, że musiał sprzedać kilka zbędnych organów. Ale rachunek za serię operacji w klinice w Orlando udało się spłacić dzięki zbiórce internetowej. Najważniejsze, że odniósł sukces. Sukces jest najważniejszy! Sukces jest bezcenny! Teraz widać jak te mięsnie pracują: mięsnie przedramienia, dwa bicepsy, tricpes jeden, chyba, tego nie wiem, rozpychają skórę pocięta gęstymi kreskami blizn, jak obraz malarza - abstrakcjonisty! Amerykańscy lekarze dokonali naukowego cudu! Przełom w medycynie sportowej. Przejście od leczenia, od naprawiania, do tworzenia nowej jakości! Dwa ramiona połączyli w jedno! Jedno a dwakroć potężniejsze. Co najważniejsze, ramię które pracuje. Ramię Jacka zgina się i prostuje nieubłaganie jak machina, jak tłoki w Ferrari. Jak tłok w silniku wielkiego, potężnego ciągnika!

 Udało się! Jacek Niezgoda podnosi się i opuszcza na swej jednej, prawej ręce. Licznik wyświetla: 8847, 8848, 8849, 8850,…Padł rekord świata!!! Nasz mistrz Jacek Nicoń pobił rekord świata w podciąganiu się na drążku! I nie ustaje. Nie zatrzymuje się. Dalej się podciąga. Co za wspaniała chwila. Kiedy Jacek skończy? Jakie są granice jego siły? Jakie są ograniczenia jego wydolności? Czy jego ramie świeżo zszyte wytrzyma tak duże obciążenie? Czy coś potrafi zatrzymać Jacka w jego podciąganiu się na drążku?

Stało się! Jacek Nicoń, nasz mistrz skończył. Sam skończył! Skończył na 10 021 podciągnięciach na drążku. Dokładniej sztab trenerski oderwał go od drążka, bo dalej by się podciągał. Dopadli, oderwali go od drążka, nie bez trudu, bo musieli wyłamywać mu palce i położyli na noszach. A Jacek niezłomny, bo zasłużył na to miano, zrywał się i wyrywał by dalej się pociągać na drązku.

- Uuu, ja, uu, ja, uu, ja chcieć dalej, dalej… uua, malo, mało, ja chcieć dalej… uuu…

Tak krzyczał, a właściwe buczał Jacek, gdy uniemożliwiono mu dalsze bicie rekordu. Jacek ma duże kłopoty z artykulacją mowy. Czyżby i w głowie mu coś wycieli? Jeden Zaratustra wie, ile podciągnięć na drążku wykonałby nasz mistrz, gdyby mu przedwcześnie nie przerwano. Jacek Nicoń, ten super sportsmen, duch ma ochoczy, niezłomny, ale ciało marne, bez dwóch nóg i ręki. Toteż przywiązali go pasami do noszy, dali jakiś zastrzyk i Jacek Nicon uspokoił się, usnął.

Tak zakończyło się bicie rekordu w podciąganiu się na drążku. Ustanowieniem nowego, fantastycznego rekordu – dziesięciu tysięcy dwudziestu jeden podciągnięć. Dokonał to nasz mistrz – Jacek Nicoń. Nasz nowy, współczesny idol. Dla tego rekordu poświecił wiele, prawie wszystko. Sprzedał co miał, samochód, mieszkanie, podobno żonę też sprzedał; potem sprzedał nerkę, płat wątroby, inne organy, dał sobie odjąć rękę, dwie nogi, i tylko Zaratustra wie, co jeszcze mu wycieli. Przeszedł serię operacji, niezmiernie bolesnych i jeszcze boleśniejszej rekonwalescencji. Ale Jacek Nicoń - nasz bohater - osiągnął to, co zamierzał, czemu się całkowicie poświęcił. Pobił rekord świata w podciąganiu się na drążku! Pobił z wielki zapasem! Ponad półtora tysiąca podciągnięć więcej. Ciekawe, jak odpowiedzą Chińczycy? Nie darmo ich mistrz podciągania się na drążku – Czen Du Chwan zniknął dobre pół roku temu. Chodzą słuchy, że jest w stanie krytycznym po serii operacji… Jakby nawet tego nie przeżył, chiński związek podciągania się na drążku poddał procedurze rzeźbienia ciał dwunastu innych zawodników. Który na pewno rzuci wyzwanie naszemu mistrzowi! Nasz Jacek Niocoń wygra! Tego trzeba byś pewnym znając jego determinacje. Siłę ducha, ambicje. Jakże się cieszę, że ja, Olaf Woliński, przekazuję słuchaczkom i słuchaczom naszego postępowemu radia – Talk.fm – relację z tego wielkiego wydarzenia.

Wydarzenia, które przywraca wiarą w człowieka. Które tworzy nowego, lepszego człowieka. I przypomina o tym, że najważniejsze są marzenia. Warto marzyć. Warto mieć marzenia. I trzeba robić wszystko, by realizować swe marzenia. Przypomniał o tym Jacek Nicoń, nasz bohater, nasz rekordzista w podciąganiu na drążku. Marzenia mają wielką siłę. Marzenia zmieniają nasz świat, czynią go lepszym, otwierają do lepszej przyszłości. Opartej na nauce, na postępie, na nowym, lepszym człowieku. Niekoniecznie ładniejszym, choć Jacek Nicoń może się podobać… Może. Może? Jego widok szokuje niezwyczajnych, oraz ludzi tępych, o ciasnych horyzontach. Głupich. Zazwyczaj ludzie mają kończyny, mają ręce, mają nogi, prawda. Tu odwrotnie. Tutaj wielka łapa ma człowieka. Wielka ręka i do niej doczepiony człowiek. To jest przepraszam, to taki sam chlewek jak my. Ale niektórym, wytrawnym znawcom on się spodoba. Jesteśmy tylko ludźmi i wszystko co ludzkie, i tak dalej… Grząski temat…

Wróćmy do rekordu świata w podciąganiu się na drążku. Te wspaniałe osiągnięcie, ten rekord świata w podciąganiu się na drążku… osiągnięty został dzięki… marzeniom. Dzięki sile marzeń. Tych marzeń, tej siły, oraz nadziei sobie, naszym słuchaczkom i słuchaczom życzę na przyszłość. Aby odnieśli taki sam sukces, jak nasz super bohater Jacek Nicoń i jego niezapomniane i fenomenalne dziesięć tysięcy dwieście jeden podciągnięć na drążku. Zwycięstwo wolności, determinacji i siły marzeń. I to by było na tyle. Tym optymistycznym akcentem kończę audycja, ja, Olaf Wieliński z radia Talk.fm.

 

  Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie tekstu tylko za zgodą autora.

Twoja ocena: Brak Średnia: 5 (2 głosy)

Komentarze

Mam taką propozycję dla rekordzisty Jacka Niconia, aby doszył sobie gdzieś tam (obojętnie gdzie, na plecach czy na głowie, gdzie tylko jest kawałek miejsca), waginę i wówczas byłby rekordzistą w kategorii kobiet a jednocześnie mężczyzn.

Nie do pobicia.

Gdyby nasz wspaniały rekordzista nie miał pieniędzy to ci od lgbt powinni zorganizować zrzutkę na pokrycie kosztów zabiegu, bo samo oświadczenie pana Jacka, że czuje się i facetem i kobitką może sceptykom nie wystarczyć.

Gratuluję i pozdrawiam.

Vote up!
1
Vote down!
0

Apoloniusz

#1630540

Dobry pomysł,

 

Pozdrawiam

Vote up!
0
Vote down!
0

Bielinski

#1630602